ZAGINIONE UTRACONE 11

ZAGINIONE UTRACONE 11

We wrześniu 1939 roku nasi sąsiedzi, Niemcy i Rosjanie napadli na Polskę bez wypowiedzenia wojny, jak zbuje, nie mieli ku temu żadnego powodu. Już w 1940 roku Niemcy przystąpili do częściowej rozbiórki majątku Chmielniki i najwyższego budynku w Stęszewie na rynku nazywango przez mieszkańców drapaczem chmur. Rozbiórka była pilna, ponieważ cegła z niej uzyskana była potrzebna do budowy pałacu Graizera w Jeziorach. Zdemontowano żelazny krzyż, który stał z lewej strony ratusza na ulicy Poznańskiej. Krzyż został postawiony w XVII wieku w miejscu zlikwidowanego głównego ołtarza kościoła Św. Anny. Zostało także rozebranych wiele przydrożnych kapliczek. Pracami rozbiórkowymi kierował niemiecki przedsiębiorcabudowlany z Kościana Franz Johan Sedlag. W Kościanie i okolicy zniszczono wszystkie krzyże i kapliczki. Niemiecki starosta Helmvtliese z Kościana nakazał zlikwidowanie krzyży i kapliczek w całym powiecie kościańskim. W Racocie, który przed wojną należał do Stęszewa sołtys Mischke nakazał zburzenie wszystkich przybytków sakralnych. W marcu 1940 roku w czasie rozbiórki kapliczki, która stała w narożniku na boisku szkolnym w Kościanie Johana Sedlaga spotkała przykra niespodzianka. W czasie burzenia wypadła z gruzów metalowa puszka z dokumentami. Widniał na nich napis, iż kapliczkę ufundował niemiecki nauczyciel katolik Tilgner. Kapliczka była już do połowy rozebrana, ale skoro pochodziła z fundacji Niemca, zastanawiano się czy nie należy jej odbudować. W końcu zakończono rozbiórkę jednak nie do końca. Obok wyburzanej kapliczki mieszkała rodzina Sobiechów. Zamieszanie w czasie rozbiórki pozwoliło dzieciom Sobiechów na polecenie matki „wykraść” ze sterty gruzów miedziane serce z datą 1912 i figurkę matki boskiej, którą przechowano do końca wojny. Po wojnie rodzeństwo Anna i Edward, a póżniej już sam Pan Edward co roku w dniu Bożego Ciała wystawiał figurkę przed domem. Informacje te uzyskałem od pani Teresy Wiśniewskiej z Racotu, którą miałem okazje poznać podczas wizyty w Stęszewie.

Franz Sedlag z Kościana zniszczył wiele innych krzyży i kapliczek w naszym Stęszewie i w Racocie. Zniszczono figurę Świętego Wawrzyńca w Racocie. W Sapowicach Jego figura ocalała. Do dziś stoi naprzeciw bramy wjazdowej do pałacu. Rozpoznajemy ją po żelaznej kracie, którą Święty trzyma w ręku. Kawałek dalej w kierunku Strykowa ocalała kapliczka z figurką Św. Nepomucena, jednak kapliczka przy drodze z Jeziorek do Piekar nie miała tyle szczęścia. Nie ocalała, ponieważ na tabliczce pod datą 1928 widniał napis: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak – Polakiem”. W roku 1998 w miejscu zburzonej kapliczki ustawiono krzyż z drewna brzozowego i zamontowano ten sam napis, który był przed wojną. Z dużą sciekłością Niemcy niszczyli pomniki upamiętniające Powstanie Wielkopolskie. Na przykład w Słupi w gminie Stęszew na terenie przykościelnym na lewo od wejścia, wznosi się pomnik z 1936 roku projektu Lucjana Michałowskiego, z figurą Chrystusa, dłuta Kazimiery Pajzderskiej. W 1946 roku Niemcy zniszczyli go całkowicie. W 1946 roku został wiernie odtworzony.  Niemcy zniszczyli w Racocie krzyż z XIX wieku, któryu znajdował się na placu należącym do rolnika Jana Rzepki. Zniszczony został także krzyż w pobliżu wiatraka postawiony przy drodze przez Augusta Thiela w końcu XIX wieku. W roku 1940 został wyrwany z ziemi przez niemieckiego osiedleńca i zamieniony na dyszel do kieratu. Niemcy zniszczyli też kapliczkę przy drodze do Zamysłowa. Znajdowała się ona za torami kolejowymi po prawej stronie przy drodze zawnej przez mieszkańców Stęszewa Moderką.Ludzią udało się przechować fiugurę, znajduje się ona w Muzeum Regionalnym w Stęszewie. Dodam, iż na terenie miasta Stęszewa oraz w okolicy zostało zniszczonych wiele innych krzyży i kapliczek i na tej informacji możnaby zakończyć, ale jednak nie. Widocznie Bóg tak chciał, aby przeglądając moje archiwum wśród tysięcy dokumentów, wpadła mi w ręce pewna fotografia. Nie wierzyłem własnym oczom. Pod fotografią widniał napis po polsku i po niemiecku „Sprengmeister Sedlag z Kościana”. Fotografia została wykonana w Warszawie w 1944 roku. Okazało się, iż Franz Johan Sedlag z Kościana po zdławieniu powstania brał udział w burzeniu Warszawy. Tak wprawił się w burzenie kapliczek i krzyży w Stęszewie, Kościenie, Racocie i wielu innych miejscowościach, że wzięli go do wyburzania naszej stolicy. Może nawet Sedlag był świadkiem, jak Niemcy w ciągu trzech dni zamordowali na woli i sąsiadującej dzielnicy sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Nie pozostawili nikogo, ani kobiet, ani starców, ani dzieci. Nawet niemiecki generał, gdy przejeżdżał przez Wolę i zobaczył kałuże krwi i stosy trupów na wysokość czterech metrów, w których znajdowały się ciała kobiet i dzieci był w szoku i natychmiast nakazał zaprzestaniu dalszej rzezi. Chciałem tutaj podkreślić, iż tej zbrodni dokonali Niemcy wspólnie z Ukraińcami, tymi samymi, którym teraz kosztem wszystkich Polaków pomagamy, a z Rosji robimy sobie coraz większego wroga. Na koniec, aby zrozumieć zbrodnie w 1944 roku na Woli w Warszawie chcę zacytować Długosza: „Neue Polen Politik”…

„Ażeby zaś – czytamy u Długosza – mistrz krzyżacki z Germani i Watykanu w krótkim czasie jak największe straty społeczeństwu polskiemu mógł wyrządzić, powyznaczał nagrody podpalaczom: i tak za spalenie wioski jedną grzywnę, a za spalenie miasta trzy grzywny podpalacz ze skarbu publicznego miał pobierać. To było powodem, że jego ludzie już to dla samej przysługi, już w nadziei otrzymania nagrody, rozbiegli się po ziemi dobrzyńskiej i kujawskiej i w przeciągu dni kilku wszystkie miasta, wsie i dwory w perzynę obrócili; nic nie ostało się przed ich srogością, nawet świątynie pańskie. Paląc i burząc zarówno domy Boże i ludzkie prowadzili wojne bezbożną i z ludźmi i z Bogiem”. To było w roku 1431.

 

Brak komentarzy

Napisz komentarz