Panowie życia i śmierci

Panowie życia i śmierci

„Tylko z sopli pokapią łzy”

Chcę uciec, nie wiem dokąd.

Chcę żyć, nie wiem po co.

Chcę umrzeć, nie wiem jak.

Chcę wejść wysoko

i tak groby wszystkich równają

Najpiękniejsza porcelana idzie na śmietnik,

razem z garnkiem glinianym,

Najpiękniejszy jeleń, owca, koza,

idą do jednej misy na okrasę i kiełbasę,

rogi na ściany, skóry na dywany.

Choć bym dom zbudował najpiękniejszy,

z najtwardszej skały,

to i tak po latach, nie będzie cały.

Nie mogę decydować o życiu.

Nie jestem Bogiem,

ani prorokiem.

Mogę tylko próbować naprawić świat teraz, lub rok za rokiem.

Wszystko, co zrobiłeś Panie jest wielkie.

Ja jestem malutki.

Jedno, co mam, to wielkie to serce.

Ale to za mało, aby naprawić świat.

Często myślę, jakie są przyczyny prawdziwe,

mej tu podróży na Ziemi.

Czy jestem tu tylko po to, aby być ?

Nie wiem, co mi wolno zabrać

z Ziemi w dalszą podróż.

Dawno pojechałbym dalej,

ale nie mogę kupić biletu

tam, gdzie chcę pojechać.

Nie wiem kiedy nastąpi koniec.

W tym życiu, czy może

w każdym następnym.

Daj mi znać Panie,

jaka jest twoja miara.

Ile trzeba wylać łez, potu, krwi?

Ile czasu trzeba chodzić w błocie?

Ile trzeba wypić wody z kałuży?

Mnie już się dłuży.

Nie mam już czasu na Twoje miary.

Szukam i nie mogę znaleźć.

Świat doskonały.

Nie chcę więcej jeść chleba w pocie i w kurzu.

Nie chcę patrzeć, jak zabijają dla zysku innych,

bo taki był rozkaz z góry.

Żądam, abyś wziął mnie stąd do nieba,

bo w piekle już byłem.

I zrób to! Tak trzeba.

Tylko ziemia

sąsiadem moim będzie,

a liście złote – szatą.

Kwiaty wiatr składać będzie

z maków, stokrotek i modraków.

Kłaniać będą się na wietrze konary.

Świece zastąpią gwiazdy.

Kto nad mym grobem oprócz nieba zapłacze?

Ja tego nie zobaczę…

Zbigniew Tomaszewski

Brak komentarzy

Napisz komentarz