Panowie życia i śmierci część 4

Panowie życia i śmierci część 4

W trzech poprzednich numerach KL pisaliśmy o egzekucjach niemieckich, czynionych na polskich obywatelach. Przypomnieliśmy rozstrzelania, pokazaliśmy narzędzia zbrodni, czyli gilotynę i wóz – komorę gazową na kołach. Dołożyliśmy akta sprawy sporządzonych przez prokuratora wojewódzkiego Mariana Świtońskiego z przeprowadzonych czynności śledczych. Po wojnie kilku naocznych świadków, w roku 1946 relacjonowało to, co hitlerowcy czynili z Polakami. Dziś zamieszczamy kolejne akta sprawy. Są to strony 5 i 6 OKP.III.DS.31/68 dotyczące rozstrzelani w lasach leśnictwa Wypalanki, w lesie w Dębienko koło Stęszewa. Dołączamy wiersz Magdaleny Lipińskiej, mieszkanki Poznania, uczestniczącej w 2010 roku w uroczystościach żałobnych w lesie w Dębienku. Oto jej wprowadzenie:

 – Miejsce to szczególne. Historia zapisana krzyżami pośród piękna natury. Wspólnota zebranych i duchowa łączność z Tymi, których przed laty przygarnęła stęszewska ziemia. Uczestnictwo, a potem rozmowa z ówczesnym proboszczem w Stęszewie, ks. proboszczem Janem Małetą zaowocowały wierszem napisanym po nabożeństwie żałobnym Wypalanki 7 listopada 2010 rok. Listopadowe zamyślenie Niedzielne popołudnie. Leśne ścieżki wypełniły parasole.  Szary listopadowy dzień, a na leśnej polanie coraz tłoczniej i bez orkiestry rozbrzmiewa preludium deszczowe. Jesienne krople jak paciorki różańca stają się modlitwą za Tych, których przed laty utuliła z miłością Stęszewska Ziemia. Już tyle lat minęło od tamtych, wojennych, mrocznych dni, ale pamięć wciąż żywa i gorąca, jak płomyki rozjaśniające, zapadający szybko jesienny zmierzch. Chwila zadumy… Chwila modlitwy… Chwila wspólnoty. Na polanie znaczonej krwią czerwoną przed laty, a dziś białymi krzyżami,

które nie pozwalają zapomnieć tamtych wydarzeń, a okruchy historii odkrywane przez „późnego wnuka” układają się niczym dziecięce puzzle, tworząc niezwykłe obrazy.

Stęszewskie preludium deszczowe nie milknie, lecz nadal rozbrzmiewa we wszystkich sercach, rozchodzących się po leśnym nabożeństwie, by za rok zagrać na nowo i ogarnąć swą muzyką znacznie więcej serc.

Znów zwracamy się z prośbą do czytelników, aby chowali wydanie tej gazety, z tymi właśnie aktami i po latach przekazali je swoim wnukom. Proszę zrobić to dla tych, którzy spoczywają tam, pod ziemią. Oni nie mają już szansy nic powiedzieć, ani niczego przekazać.

Zbigniew Tomaszewski

 

Brak komentarzy

Napisz komentarz