Pani Basia z Czapur

Ze swoimi schorzeniami 57-letnia Pani Basia z Czapur do tej pory świetnie sobie radziła. Walczyła z cukrzycą i innymi kłopotami zdrowotnymi. Przed atakiem Sars-Cov-2 była jeszcze na pielgrzymce w Górce Klasztornej i nic nie wskazywało, że sprawy mogą przybrać tak dramatyczny obrót. Gdy poczuła się źle trafiła do swego Szpitala Rejonowego w Puszczykowie. Uznano, że ma zapalenie płuc. Cztery dni tam była i gdy stan zdrowia się pogarszał trafiła do Poznania. Przebywała na oddziale zakaźnym, ale stan był ciężki o bardzo ciężkim przebiegu klinicznym, była podłączona do respiratora i utrzymywana w stanie śpiączki farmakologicznej. Lekarze podjęli heroiczną walkę o jej życie. Jak się później okazało – przegrali. Była pierwszą osobą w Polsce która zmarła zarażona koronawirusem.
Skąd do niej trafił? Początkowo nikt nie podejrzewał u kobiety zakażenia. Dopiero po dwóch dniach, po szczegółowych rozmowach lekarze zaczęli podejrzewać, co może być przyczyną tak ostrego zapalenia płuc. 57-latka miała kontakt ze znajomą, która wróciła z Włoch. Tamta osoba przechodziła Covid-19 bardzo łagodnie, bo miała głównie katar.
– Pół Czapur było we Włoszech na nartach, a zachorowała Baśka, która nigdzie nie wyjeżdżała, dmuchała i chuchała na siebie, żeby się nie zakazić – niespokojny z tego powodu był ksiądz parafii parafii pw. św. Augustyna w Czapurach Rafał Nowak. Dalej mówi, że pani Basia udzielała się w swojej wsi. Była blisko kościoła. Razem z mężem Grzegorzem, który był szafarzem, założyła Wspólnotę Świętej Moniki, grupę rodziców, dziadków, rodziców chrzestnych oraz świadków bierzmowania modlących się za swoje: dzieci, wnuki, chrzestniaków, synowe, zięciów, podopiecznych. Spotykali się w każdy drugi poniedziałek miesiąca, żeby adorować Najświętszy Sakrament. Na koniec zaapelował:
– Idźcie wszyscy na kwarantannę – apelował do swoich wiernych i sam zamknął się w odosobnieniu.
Sołtys Czapur Waldemar Waligórski potwierdza:
– Pani Basia najprawdopodobniej zaraziła się od swojej znajomej, która z Włoch wróciła i przyszła ją odwiedzić. Słyszeliśmy, że chorowała na cukrzycę i alergię. Wiemy, że miała współistniejące, towarzyszące choroby, które wymagały przyjmowania leków obniżających odporność. Nasza współmieszkanka miała męża, dwóch synów i córkę. Mąż zmarłej jest szafarzem – u niego stwierdzono zakażenie, jak i u córki. Nie ma w Czapurach osoby, która powiedziałaby coś złego o pani Barbarze. 57-letnia pani psycholog była dyrektorką Zespół Poradni Psychologiczno – Pedagogicznych w Poznaniu.
Sympatyczna, zawsze uśmiechnięta i chętna do pomocy. Ci, którzy ją znali dodają, że kochała swoją pracę. Cały czas się dokształcała. Specjalizowała się w diagnozie psychologicznej małych dzieci. Wiedziała wszystko o gotowości szkolnej, dysleksji, dysortografii, dysgrafii, dyskalkulii oraz upośledzeniu umysłowym. Prowadziła także zajęcia ze studentami oraz radami pedagogicznymi.
W piątek trafiła do szpitala, a pan Grzegorz w niedzielę jeszcze udzielał parafianom komunii świętej i miał kontakt z wieloma osobami. Ponadto pracował w miejskiej spółce Aquanet. Firma na wieść o panującym wirusie poddala kwarantannie domowej 30 osób, które razem z nim pracowały. Przedstawiciele firmy zapewniają, że woda z miejskich wodociągów jest zdrowa i można ją pić. Pan Grzegorz chorobę Covid-19 przechodzi praktycznie bezobjawowo, ale mimo to został zabrany do szpitala. Aquanet zamknął wszystkie Punkty Obsługi Klienta, a  mieszkańcy mogą załatwiać swoje sprawy wyłącznie mailowo oraz przez EBOK.
Także poznański McDonald, w którym pracował syn zarażonej kobiety nie czekał na decyzję Sanepidu. Pracowników wysłano na kwarantannę, a restaurację zdezynfekowano.
Wokół sprawy zmarłej mieszkanki Czapur tworzy się spór. Jedna z lekarek z Puszczykowa mówiła na konferencji prasowej, że pacjentka przyjęta do Szpitala w Puszczykowie miała już pierwsze objawy wskazujące na możliwość zarażenia koronawirusem. Mimo tego decyzją lekarzy dyżurnych SOR i oddziału internistycznego ulokowano ją na sali wraz z innymi pacjentami. W czasie jej przyjmowania nastąpiła konsultacja z Oddziałem Zakaźnym w Poznaniu i odmówiono przyjęcia.
Najpierw pacjentkę położono do sali wieloosobowej. Mogły tam wchodzić osoby na odwiedziny, dopiero później przeniesiono chorą do izolatki. W sali zbiorowej przebywała w piątek przez około 5 godzin. Do izolatki przeniesiono ją około godziny 20 w piątek.
Sprawa zainteresowała się Poznańska Prokuratura, która wystąpiła do szpitali o wydanie dokumentacji medycznej związanej z całą sprawą. Prokuratorzy sprawdzą, czy w którejś z placówek mogło dojść do jakichś nieprawidłowości lub zaniedbań. Jeśli pojawią się takie podejrzenia, wówczas w sprawie wszczęte zostanie śledztwo. Po zapoznaniu się z tą dokumentacją, po przeanalizowaniu sprawy – prokurator będzie podejmował dalsze działania i ewentualne dalsze decyzje – powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak.
Ewa Noga-Mazurek

Brak komentarzy

Napisz komentarz