Kto nie lubi prezesa

Kto nie lubi prezesa
Jak ci kiedyś opowiadałem pracowałem w branży rolniczej – rozpoczął rozmowę z kumplem Marian Lichy.
Nie dokończył, a już Hipolit wypalił – to fachowo orientowałeś się czy twoja Gabrysia ma prosty przedziałek.
Szybko tego pożałował, Marian natychmiast na niego naskoczył słowami
– w twoich świńskich oczkach widzę, co masz na myśli.
Ja, ja myślałem o głowie i włosach. Przysięgam, że nie miałem „kosmatych” myśli – jąkając się tłumaczył Hipolit.
Ty, ty – przedrzeźniał kumpla Marian. Przecież wiem, że ty mały świntuchu wszystko ci się kojarzy z seksem. Tym razem musisz przyjąć do widomości i to akcentuję, że chodziło mi tylko o to, że pracowałem zakładzie, który ściśle współpracowały z rolnictwem.
Co do skojarzeń i sprowadzania wszystkiego do bab i seksu to znam kogoś, kto mnie bije na głowę. Nie będę owijał w bawełnę i powiem ci od razu, że tym kimś jesteś ty przyjacielu – prowokująco odparł się Hipolit.
Wiem, że mam coś w sobie kobitki lecą na mnie – chełpił się Marian.
Do rzeczy kolego, bo czas leci a ty chwalisz się i puszysz jak żonaty wróbel, który wyrwał się z gniazda na zaloty do sąsiadki – ponaglał Hipolit.
Wiedz, że mam dobre serce i płazem puszczam ci te twoje głupie przycinki – skarcił kumpla Marian. Słuchaj zaczął – prezes spółdzielni „Rug – cug” Baltazar Ozimina miał trzy słabości. Po kolei: kobitki, gorzałę i kosmiczne pomysły. Miał, bo jakże inaczej zdrową sekretarkę Ksenię Puszczaj. Kobitka miała takie walory, że w drzwiach trzeba było się z nią mijać bokiem. Miała czym oddychać.
Ty mi tu nie wyjeżdżaj o Kseni z wielkimi cyckami tylko nawijaj – ponaglał Hipolit.
Coś ty taki niecierpliwy. Już wracam na właściwe tory – uspakajająco rzekł Marian.
Ten leciwy już prezes miał nieustanny apatyt na wódeczkę, Gdy już sobie popił to dostawał twórczej weny. Kombinował nad nowymi odmianami zbóż, warzyw i narzędzi. W często spoconej pustej głowie kłębiły mu się krzyżówki zwierzą i drobiu. Kombinował jakby skrzyżować psa z kotem, aby i pilnował obejścia i wychwytał myszy. Chciał stworzyć warzywo o nazwie kopórki. Za jednym zamachem miałby ogórki i koper gotowe do zakiszenie. Próbował też usprawnić pług do orki nocą. Kazał mechanikowi przykręcić z przodu lampę od roweru na baterie. Chłopisko to zrobił i nieźle się przy tym uśmiał. W zasadzie prezesina niczego nie wymyślił. Wszystko, co wykombinował było do kitu nie do wykorzystania ani w polu ani w zagrodzie. Gdy na tej niwie nic nie wskórał zabrał się za oszczędności w firmie. Sądził, że każdemu można coś zabrać, obciąć a sobie dołożyć. Z wynagrodzenia swoich pracowników nie mógł nic uszczknąć, Wpadł na kolejny genialny pomysł aby zabrać wszystkim łącznie ze sobą trzynastą pensję. W zamian za to dla siebie wymyślił i zamierzał wprowadził „czternastkę”. Zanim wcielił go w życie zrobił się taki szum wśród załogi, że musieli przyjechać urzędnicy z centrali i po zapoznaniu się z fanaberiami „szefa” wywalili go na zbity pysk. Były prezes chodził po mieście i znajomym biadolił, że pomimo tego, iż tak dużo dla ludzi zrobił ci go nie rozumieli i nie lubili.
Czyli, że niczego nie zrozumiał. Z tą czternastą pensją to miał jednak niekiepski pomysł oczywiście ustawiony dla siebie – wtrącił Hipolit.
Widzisz przyjacielu – po chwili rzekł Marian, że był to klasyczny nieudacznik na kierowniczym stanowisku. Czego się złapał to spieprzył.
Mam uzasadnione podejrzenie, ze ten Baltazar Ozimina jest tylko przykrywką do tego co mi chcesz powiedzieć – przerwał Hipolit.
Dokładnie masz rację przyjacielu – od razu zareagował Marian.
Chce ci przybliżyć prezesa Jaro Dobrotliwego, który zrobił coś autentycznie dobrego dla bardzo wielu ludzi i też niektórzy go nie akceptują a do tego nienawidzą.
Trudno w to uwierzyć. O co tak naprawdę chodzi i jak jest to możliwe – zapytał Hipolit.
Muszę ci to wyjaśnić – zaczął Marian.
Wiesz, że ostatnio na twoje, moje i innych rencistów oraz emerytów kapnęło sporo grosza. Dodatkowa kasa w zdecydowanej przewadze zadowoliła ludzi. Byli niestety też malkontenci, którzy nie ukrywają, że są wrogami Prezesa, ale oni o dziwo też przytulili kasę.
Uszczypnij mnie w ucho, bo myślę, ze śnię. Przyjęli bejmy od znienawidzonego człowieka – z niedowierzaniem mówił Hipolit.
Widzisz przyjacielu w naszym kraju już tak jest, że jak dają za darmo obojętnie, co nawet to zagorzały przeciwnik bierze. Jeżeli wchodzą w grę pieniądze to tym bardziej – tłumaczył Marian.
Ale przecież na siłę nikomu kasy nie wpychali i każdy mógł ich nie przyjmować lub przekazać na szczytny cel – wtrącił Hipolit.
„Trzynasta emerytura” trafiła na każdego indywidualne konto, Nie znam ani jednego osobnika, który oświadczyłby, że unosi się honorem i od wroga nie weźmie ani złotówki – wyrzucił z ulgą z siebie Marian.
Ja znam wielu, którzy bez szemrania kasę przyjęli i na różne cele i zachcianki ją przeznaczyli. Były to min. zakupy, wycieczki zagraniczne, balangi – z wypiekami dołożył przykłady Hipolit.
Powiem ci, że ja też. Rozmawiałem z nimi o tym. Nie było u nich widać jakiegokolwiek zażenowania, czy wstydu. Dobitnie pokazało to też, że pieniądze, jakie by nie były i od kogo pochodzą nie śmierdzą i chętnie po nie wyciągają łapę. Tak sobie myślę, że można kogoś nie lubić, ale jeżeli robi dobrze, poświęca się to należy go szanować i docenić – spokojnie mówił Marian.
Jestem tego samego zdania – rzekł Hipolit i pożegnał się z kumplem.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz