Nic od wroga?!

Nic od wroga?!
– Od dziecka w moim domu mówiono mi o grzeczności, uprzejmości, taktownym zachowaniu, szacunku do starszych, zadawaniu się z ludźmi dobrymi. Rodzice, a szczególnie ojciec powtarzał mi, abym od wroga nie wziął niczego bez względu, czy to jest prezent, czy szklanka wody. Musisz chłopcze mieć honor i odwagę, aby pokazać, że z takim osobnikiem mocno nie jest ci po drodze – powtarzał. Tak, tak! Wiem, co mówię – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi wielokrotnie zaskakiwany tematami, które poruszał przyjaciel, spoglądał na niego i nic nie mówił. Po chwili dopiero rzekł:
– Wiem też coś na ten temat. Może mam trochę inne spojrzenie na pewne sprawy, ale zgadzam się z tobą.
– Możesz mi przybliżyć!? – podejrzanie zapytał Marian.
– Koleżeństwo i czasami świństwa, które nie powinny, ale się przytrafiają – odparł Hipolit.
– Chyba nie masz na myśli początku naszej znajomości, kiedy zapytałem twoją Kundzię, jak to możliwe, że taka szprycha wzięła sobie facecika mizerotę, a do tego życiowego golasa. Przecież wiesz, że to był często używane przeze mnie żart – rzekł Marian.
– Głupi żart, bo mojej połowicy odbiło i przez długi czas dawała mi do wiwatu docinając, że u mnie widać na pierwszy rzut oka, że jestem oferma przywieziona do miasta w kanie od mleka. Dopiero, jak się przekonała, że ty to jesteś niezły numer, to zaczęła zmieniać zdanie. Sądziłem wtedy, że jesteś mi nieprzychylny – lekko poirytowany mówił Hipolit.
– Coś świta mi w głowie. To dlatego, gdy chciałem postawić ci kiedyś piwo, to zdecydowanie odmówiłeś. Ty mały karakanie, smakoszu „browara”, uniosłeś się honorem za tamtą wypowiedź. Powiem ci szczerze, że rozumiem i szanuję twoją postawę – łagodnie zwrócił się do kumpla Marian.
– Czuję pod skórą, że mój przyjaciel ma mi dzisiaj coś bardzo ważnego do przekazania –oznajmił Hipolit.
– Dokładnie tak jest i to w temacie: honor, wróg i kasa, a co za tym idzie – różnych postaw ludzkich – z głębokim namysłem mówił Marian.
– Zamieniam się w słuch, bo mój przyjaciel musi wyrzucić żółć, która zalega mu na żołądku – zachęcał Hipolit.
Marian wciągnął powietrze do płuc i zaczął:
– Wiesz, że dwa jakieś dwa lata temu, rządzący w naszym kraju podjęli decyzję i zaczęli wypłać na drugie dziecko pięć stów. Wielodzietne rodziny bardzo się z tego ucieszyły. Przeciwnicy zaczęli jątrzyć. Wytykali, dlaczego nie na pierwsze i dalej, że jest to rozdawnictwo. Sami, gdy rządzili nie potrafili niczego zrobić dla rodzin. Mało tego, wydłużyli okres pracy dla kobiet i mężczyzn do 65 i 67 lat.
– Wiem, wiem! – wyrwał się Hipolit. Ja sam tyrałem o rok dłużej i nikt mnie się nie zapytał, czy chcę. Sami zadecydowali, że muszę.
– Wytrzymaj jeszcze trochę, bo chcę ci jeszcze powiedzieć o postawach ludzkich i hipokryzji – uspokajał Marian. Jak ci mówiłem, honor nie powiem pozwalać niczego brać od wroga. Tymczasem niechętni, których trzeba nazwać „wrogami” wobec rządzących i prezesa natychmiast, gdy uchwalono plus pięćset złotych, pierwsi ruszyli z druczkami do urzędów i jeszcze prędzej do kasy. Nie wybrzydzali, że ci źli dają, ale brali, a środki przeznaczali często na zbytki. Za miesiąc będą otrzymywać także kolejną „pięćsetkę” na pierwsze dziecko. To także nie sprawia, aby zrozumieli, że to działanie jest bardzo dobre, a przede wszystkim pozytywne perspektywiczne.
– Ale przecież nie muszą tej kasy brać, skoro daje im ten, którego nie akceptują, a wręcz krytykują – wtrącił się Hipolit.
– Nie musza, ale biorą, bo w naszym kraju już tak jest, skoro dają, to bez względu, co to i kto daje, biorą, choć nie kryją, że „darczyńców” nie lubią i nie będą na nich głosować – tłumaczył Marian.
– Ale to jest podłe. Gdyby „gówno” było zapakowane w papierek za darmo, to też by brali!? – dopytywał Hipolit.
– Przecież wiesz, że tak – odparł Marian. Do tego, co już ci mówiłem – dołóż trzynaste świadczenie, jaką otrzymali emeryci.
– Tak wiem, bo już dodatkową „kaskę” otrzymałem. Wprawdzie moja bejmy zarekwirowała, ale i tak jest to spory zastrzyk gotówki – szybko gadał Hipolit.
– Ja też już mam na koncie „trzynastkę” – rozwijał myśl Marian. Tylko, że znów wszyscy bez wyjątku chętnie gotówkę przytulili. Uczynili to nawet ci, co nie skrywają swojej niechęci do sprawujących władzę. Jak mantrę powtarzają, że rządzą źle i oni ich nie popierają.
– To po co biorą te pieniądze? Przecież, o ile już im wypłacono, to mogą je natychmiast przekazać na jakiś cel lub wsparcie osoby potrzebującej – wszedł w zdanie kumpla Hipolit.
– Nie znam, ani jednej takiej osoby. Bejmy chapnęli nie zważając na słowa krytyki swoich politykierów, którzy mówią, że dostają ochłapy- rzekł Marian.
– Wiem, że jeżeli ktoś dla mnie robi dobrze, to uważam go za swego czlowieka, a nawet za przyjaciela. Kibicuję mu i popieram go. Co ty o tym wszystkim sądzisz, bo ja lekko się w tym pogubiłem! – ponownie zapytał Hipolit.
– Nie gubisz się przyjacielu, bo ja mam takie samo zdanie w tym temacie. Uważam też, że to, co dla mnie zrobiono pokazuje chęć ulżenia wielu, a nawet bardzo wielu ludziom. Za takie decyzje naleąą się słowa uznania i podziękowania, a nie gryzienia w rękę. Wrogów i opozycję trzeba mieć, ale normalnych– tłumaczył Marian.
– Twoje słowa są balsamem na skołowaną moją duszę. Powiedz coś, co umocni mnie na ten trudny czas – zwrócił się do kumpla Hipolit.
– Mój wróg, twoim wrogiem i na odwrót. Zapamiętaj sobie raz na zawsze, o ile chcesz mieć we mnie przyjaciela. Przyjaźń, to wielka rzecz, którą należy pielęgnować i dbać tak, jak o najcudowniejszą kobietę, a kto wie, czy nie bardziej! – filozoficznie spotkanie zakończył Marian Lichy.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz