W 100 rocznicę ZHP w Stęszewie

W lipcu 1919 roku – wikariusz ks Teodor Zimoch, zetknąwszy się z patriotyczną postawą mieszkańców, zorganizował wśród młodzieży pozaszkolnej i ostatnich klas szkolnych, drużynę skautową. Wtedy po raz pierwszy słyszano w Stęszewie „czuwaj”. Drużyna liczyła wówczas około 30 członków.
W czasie II wojny światowej 1939-1945, w tych tragicznych latach i represjach okupanta, cierpią i giną stęszewscy harcerze. Ksiądz Teodor Zimoch zmarł z wycieńczenia w obozie w Gusen. Druh Leon Piotrowski ginie w kampani wrześniowej; druh Mieczysław Krowczyński zamordowany w Poznaniu; druh Witold Piotrowski i druh Edward Koziołek  zamordowani w 1943 roku w Łodzi – cześć ich pamięci.
Po wojnie 27 marca 1945 roku, przy pomocy byłych harcerzy, druh Janusz Zieliński przeprowadza, jako powojenny pionier, pierwszą zbiórkę. Dokonuje podziału na zastępy i zostaje ich drużynowym. Na zbiórkę przybyło 87 harcerzy i 30 zuchów. Założoną 4 drużynę harcerzy im. H. Dąbrowskiego zarejestrowano w wojewódzkiej komendzie chorągwi ZHP w Poznaniu dnia 10.04.1945r.
* * *
Wspomnienia Jacka Górnego – młodego harcerza z 1957 roku
Z harcerstwem zetknąłem się już w 1955 roku. Co prawda była to Organizacja Harcerstwa Polski Ludowej, w której nie znalazłem tego, co słyszałem z opowiadań mojego ojca i jego znajomych. Były opowieści o: wycieczkach, biwakach, obozach, a ja miałem tylko zbiórki na których były poruszane sprawy ideologiczne związane z ustorjem socjalistycznym.
Po powrocie z wakacji w 1956 roku zaczęło się mówić w szkole o innym harcerstwie. Przychodził do nas Zygmunt Parchliniak, który nam opowiadał, że powróci Związek Harcerstwa Polskiego tj. ZHP na zasadzie przedwojenej i powojennej organizacji. I tak 27 marca 1957 roku ogłoszono zbiórkę organizacyjną na podwórzu Szkoły Centralnej, tak wówczas nazywano budynek szkolny przy ul. Szkolnej nr 1 w Stęszewie. Zebrała się tam ogromna ilość dzieciaków ze szkoły podstawowejm jak i młodzież starsza. Wydarzeniem tej zbiórki i ogólnym zainteresowaniem cieszył się Stasiu Florczak w czapce rogatywce z lilijką, Zazdrościliśmy mu tej czapki, ale poinformowano nas, że teraz możemy sobie kupić nie tylko czapkę, ale i mundur harcerski.
Wyznaczono następoną zbiórkę, na którą przyszedłem w mundurku harcerskim, ale bez rogatywki. Na tej zbiórce podzielono nas na pięć zespołów. Ja znalazłem się w zastępie Bobrów. Nie pamiętam nazwisk moich kolegów, a zastępowym został druch Krzysztof Wolas. Wtedy też dowiedziałem się o takich funkcjach, jak drużynowy, przyboczny, opiekun drużyny, a zostali nimi w tamtym czasie druhowie Michał Biały, Roman Ciesielski, i Jerzy Krzyżagórski.
Zbiórki zastępów były ciekawe. Przeważnie, jak pogoda dopisywała, to w terenie, gdzie na podchodach uczyliśmy się obcowania z przyrodą, znaków patrolowych i zachowywania się w lesie. Zbiórki drużyny były natomiast w niedzielę po mszy, po godzinie 10.00. Na zbiórkach omawiano sprawy organizacyjne, podawano do wiadomości rozkazy drużyny. Najwięcej mi utkwiły w pamięci marsze ze śpiewem. Nauczyłem się też piosenek harcerskich. Piosenką śpiewaną na każdym marszu była „Choć burza huczy wkoło nas”. Pamiętam ją do dzisiaj.
Pierwszym wypadem był w czerwcu biwak nad Źródełkiem w Żarnowcu, gdzie dh Janusz Zieliński nauczył nas piosenki „W zielonym lesie”. Pierwszy obóz odbył się w Dymaczewie nad jeziorem. Był to obóz szkoleniowy. Komendantem obozu został dh Roman Ciesielski, obozowym dh Janusz Zieliński. Właśnie na tym obozie zacząłem uczyć się harcerskiego rzemiosła.
Znamiennym dla mnie wydarzeniem była próba na III stopień „młodzika”, którą to ukończyłem z wynikiem pozytywnym. Przygodą była pierwsza warta z Edziem Waselczykiem. Po usłyszniu kilku podejrzanych szelestów poza obozem, wyszedłem zza liny stwierdzić, co nas niepokoi po nocy. W pewnym momencie ktoś się na mnie rzucił, zatkał mi usta ręką, ręce związano do tyłu, czapkę na oczy i zostałem uprowadzony w las, nim Edziu zdążył ogłosić alarm. Słyszałem tylko w oddali harmider w obozie, a mnie prowadzono w zupełnym milczeniu bardzo długo. Zacząłem się niepokoić, dokąd mnie prowadzą. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, kazano mi uklęknąć i coż, oprawcy pozostawili mnie w lesie. Rogatywka spadła mi z oczu na trawę, więc ją podniosłem zębami, wstałem, rozejrzałem się i stwierdziłem, że jestem jakieś 100 metrów od obozu. Przyszedłem do obozu witany jak bohater. Nie było mnie około godziny. Jak się okazało, to nasi druhowie tj. Zygmunt Parchliniak ze swoim kolegą, nie pamiętam nazwiska, w taki oto sposób przyszli nas odwiedzić.
Po powrocie do Stęszewa byliśmy witani niemal przez wszystkich mieszkańców. Ustwieni byli wzdłuż naszego przemarszu. Były okrzyki i kwiaty. Na rynku odbył się apel kończący obóz. Z rozkazu dowiedziałem się o dopuszczeniu mnie do przyrzeczenia. W końcu, we wrześniu odbyło się pierwsze po 7-letniej przerwie przyrzeczenie harcerskie. Miało to miejsce na podwórzu wspomnianej Szkoły Centralnej, na sztandar powstańczy 1848 r. „Zjednoczona i Niepodległa” – obecnie jest przechowywany w zbiorach stęszewskiego Muzeum.
Tak rozpocząłem moją przygodę harcerską przez; zbiórki, wycieczki, biwaki, zloty, obozy, kursy szkoleniowe, uroczystości patriotyczne. Przygoda trwa do dziś, tj. 57 lat. Obecnie jestem – ja Jacek Górny – przewodniczącym Harcerskiego Kręgu Seniorów im. Jerzego Krzyżagórskiego w Stęszewie. Stęszew, 26.04.2019
Opracowanie Zbigniew Tomaszewski

Brak komentarzy

Napisz komentarz