Czy znają te miejsca?

Czy znają te miejsca?

W obrębie dzisiejszego Osiedla Wojska Polskiego, na tyłach posesji należących do ulicy Nowotomyskiej znajduje się coraz bardziej zarastający staw, który grodziszczanie w przeszłości nazywali „stawem Cichej.”
Warto przytoczyć barwną historię opowiadaną przez mieszkańców Grodziska i opisaną również przez Otto Knoopa – XIX wiecznego pruskiego badacza folkloru. Zdarzenia opisane przez Knopa miały miejsce, na początku XIX wieku. Wtedy to miejsce stanowiło obszar przedmieścia zwanego Doktorowem, którego mieszkańcy słynęli z „praktyk doktorskich”, czyli kradzieży kieszonkowych.
Doktorowo z kolei, to dawna wieś położona na zachód od miasta. Wzmiankowane po raz pierwszy było w 1563 roku, jako własność Ostrorogów. Wieś Doctorowo położona była w 1581 roku w powiecie kościańskim. Pod koniec XIX wieku miała 905 mieszkańców.
W czasie Wiosny Ludów, w 1848 roku, Doktorowo było jednym z miejsc w Grodzisku Wlkp., gdzie doszło do walki „Kosynierów Grodziskich” z wojskiem pruskim. Powstańcy uzbrojeni przeważnie w kosy i broń myśliwską oraz dowodzeni przez miejscowego lekarza Marcusa Mosse próbowali bezskutecznie zatrzymać atak niemieckiej kawalerii na miasto. O wydarzeniu tym przypomina głaz z tablicą pamiątkową przy ulicy Zbąszyńskiej. W 1896 wieś włączono w granice miasta Grodziska.
Doktorowo graniczyło z Piekłem (dzisiejsza ulica Nowotomyska), którego mieszkanki trudniły się „stosowaniem praktyk magicznych”. W tej to okolicy do dnia dzisiejszego, wielu z mieszkańców Grodziska przechodzi, co dzień w drodze do pracy, wyprowadza swoje czworonogi, albo po prostu spaceruje.
Wielu dzisiejszych mieszkańców miasta zamieszkujących bloki osiedlowe ma z pewnością niewielką świadomość zdarzeń, które wiążą się ze stawkiem i całą tą barwną okolicą. Mimo swojego dziś, „marnego” wyglądu, „staw Cichej” okrył się bowiem bardzo ponurą sławą. Nikt nie policzy istnień, które pochłonął. Jego tajemnica wiąże się z pewnym tragicznym wydarzeniem, które opisuje wspomniany Knoop.
– Jeden z parobków, po całodziennej pracy chciał w nim napoić swoje konie. Siedząc na wozie podjechał blisko wody. Nagle coś, lub ktoś, wystraszyło okropnie zwierzęta, które razem z wozem i woźnicą skoczyły do wody. Po rozpaczliwych krzykach parobka i szamotaniu koni, nastała cisza, a woda pochłonęła wszystkich. Zrozpaczony właściciel koni, miał bardziej żałować zwierząt, niż życia parobka, którego nawet po jego śmierci przeklinał za nierozwagę.
Prawdopodobnie już później wyciągnięto wóz z utopionymi końmi, lecz zwłok mężczyzny nigdy nie odnaleziono. Mają tam leżeć do dziś wciągając do wody wciąż nowe ofiary.
Podobno jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy na wysokości wspomnianego stawu kończyła się ulica Winna, a dalej rozciągały się jedynie pola, można było czasami zobaczyć wyłaniający się z wody wóz z końmi. Wszyscy wówczas mówili, że jest to zapowiedź kolejnej tragedii.
Teraz od kilku lat miejscowa Spółdzielnia Mieszkaniowa chce w tym miejscu trzy bloki. Miasto wydało zgodę, mieszkańcy wolą otwarte tereny przy tak zwanym stawku Cichej przy ul. Winnej. Od momentu powiadomienia o toczącej się sprawie rozpoczęli protest mający na celu nie dopuszczenie do realizacji przedsięwzięcia. (Seb, maz)
Foto 1

Brak komentarzy

Napisz komentarz