Wiecznie niezadowoleni

Wiecznie niezadowoleni
– Znasz powiedzenie – jak dają to bierz, a jak leją to uciekaj – mówiący te słowa Marian Lichy spoglądał na Hipolita Mizerkę.
Ten drugi bez namysły odparł:
– Pewnie że znam. Mało tego odnośnie prezentów, bo zapewne masz je na myśli, to powiem, ci, że z tym to są dopiero jaja.
– Hola, hola! Za kilka dni Wielkanoc i nie wyskakuj mi tu, jak Filip z konopi, ze symbolami – zastopował kumpla Marian.
– Do świąt jeszcze powrócimy – niezrażony mówił Hipolit. Posłuchaj! Mój brat Wawrzyn, wiele lat temu, na prezent ślubny dostał od kuzyna Feliksa Buły maszynkę do mięsa, wartą pięć złotych. Jakby tego było mało, to łącznie od gości i delegacji dostał ich sześć. O ironio, u rzeźników towaru nie było, a tu urządzeń od rozdrabniania mięsiwa pół tuzina.
– Co zrobił z takim urodzajem? – ze śmiechem zapytał Marian.
– Co, co? Nadwyżkę puszczał do ludzi dając je na prezenty ślubne i różne lecia . Karuzela byle jakich darów się kręciła – spokojni wyjaśniał Hipolit.
– Nie będziemy ględzić o tym, co było przed pól wiekiem, ale o aktualnej sytuacji społecznej – przerwał Marian. Taka zmiana tematu lekko wnerwiła Hipolit i już chciał się odezwać, ale spojrzał na srogą minę kumpla i się powstrzymał.
– Zobacz, jak to jest! – zaczął Marian. Ktoś może otrzymać wcale niemałe pieniądze i ciągle coś mu nie pasuje. Tak przynajmniej przed innymi udaje. Pożal się Boże osobnik z gołą dupą, a do tego z licznymi kredytami, ale kręci nosem i smęci, że powinno być inaczej i jeszcze więcej.
– Ale przecież każdy w tym kraju bierze, obojętnie ile by tego grosza nie było! – nie wytrzymał Hipolit.
– Niby tak, ale każdy ma swoja filozofię. Mam na myśli, od kogo, za co, ile tej „kasy” ma otrzymać i czy jest to zgodne ze jego orientacją polityczną – tłumaczył Marian.
– Co ma do tego jakieś tam zapatrywanie? – dopytywał Hipolit.
– Ma, ma! I o tym cię zaraz przekonam – lekko wnerwiony tłumaczył Marian. Moja znajoma Mela Kapucha przed laty, w czasach „komuny” wygrała w totka dwadzieścia pięć tysięcy złotych. Tyle wtedy płacili lub jak wolisz dawali za „piętkę”. Zamiast się cieszyć, że grosz spadł jej z nieba, ta dawaj narzekać, na ironię losu. Klęła, że tydzień wcześniej płacili osiemdziesiąt tysięcy za tyle samo trafień.
– Przybliż mi, jaką wtedy te bejmy miały siłę nabywczą? – wznosząc się na wyżyny swojej wiedzy zapytał Hipolit.
– Kobieta za wygraną mogła kupić kolorowy telewizor i pralkę wirnikową – wyjaśnił Marian.
– No to szału nie było, ale darowanemu koniowi w pysk się nie zagląda i nie bruździ – poważnie rzekł Hipolit.
– Ty to wiesz, ja to wiem i wielu normalnych ludzi też. Są jednak malkontenci, którzy z niczego i nikogo nie będą zadowoleni. Będą kręcić nosem – spokojni mówił Marian.
– Co masz na myśli, bo wiem, że ten temat mocno ci leży na wątrobie – ponownie z pytaniem zwrócił się Hipolit.
– Mam zabitego klina, ale też na samą o tym myśl cieszę się ogromnie. Powiedz, ale tak szczerze, czy coś słyszałeś, że w maju od tej władzy dostaniemy „trzynastą” emeryturę. Co o tym sądzisz? – pytaniem na pytanie odpowiedział Marian.
– Coś o tej dodatkowej kasie do mnie dotarło. Specjalnie jednak nie mam powodów do radości. Tylko tyle, trochę mało, mogliby więcej dać – stękał Hipolit.
– Nic tylko twoja Kundzia za tym stoi! – nie wytrzymał Marian. Powiedz mi, szczerze bez względu na plany żoneczki, czy cieszysz się, że dostaniesz jedną ręką dziewięć stówek.
– Masz rację – zaczął się tłumaczyć Hipolit. Moja Kundzia maczała w tym swoje grube paluchy. Gdy się o tym dowiedziała, to jednoosobowo zadecydowała, że dodatkową emeryturę już przeznaczyła na konkretny cel. Na moje pytanie, na co odparła na to, abym nie przepił jej z tym ochlapusem Marianem. Wiem jednak, że plany zakupowe miałaby Kundzia ogromne. Gderała, że trzeba by wymienić pralkę, lodówkę, robota kuchennego i wyjechać na zagraniczny urlop. Pytałeś mnie, czy się cieszę, to odpowiadam, że tak, choć wiem, że nic dla mnie nie kapnie.
– Stop stój! Bo padnę na glebę – wtrącił Marian. Wybaczam twojej połowicy tego ochlapusa. Przyjdzie pora, to coś specjalnego dla niej przygotuję. Co do jej inwestycyjnych planów, to potrzebowałaby kilka, a nie jednej dodatkowej emerytury.
– Ja też chciałem jej to powiedzieć, ale spojrzała tak na mnie, że ochota na dalszą dyskusję uważałem za zbyteczną – niemalże z płaczem mówił Hipolit.
Chwilę trwała przerwa w rozmowie pomiędzy kumplami.
– Powiedz mi przyjacielu, co ty zamierzasz zrobić z dodatkową kasą – ponownie zdał pytanie Hipolit.
Twarz Marian z lekko czerwonej zmieniła się w pulpową. Chwilę sapał zanim złapał właściwy oddech.
– Jakby ci to powiedzieć – rzekł Marian. Moja Gabrysia po szerokiej konsultacji ze mną zadecydowała, że wymienia okna w chacie. Będą wysokiej klasy plastikowe takie, co to nie przepuszczają zimna. Będą same oszczędności, a do tego nie będzie innych pokus.
– Mój przyjacielu, z całej siły Cię pocieszę. Niestety tak jak ja, z dodatkowej kasy nie będziesz miał, ani grosza dla siebie. No, ale dobra już dobra, bo za kilka dni Wielkanoc, ani na zajączka, ani na święta nic nie mamy – ironicznie biadolił Hipolit.
– „Ty nie masz nic i ja nie mam nic, to razem mamy wiele”. Tak powiedzieli kumple w jakimś filmie i po czasie zbudowali fabrykę. Mamy głowy na karku, to coś wymyślimy. Kilka dni temu w tajemnicy przed Gabrysią sprzedałem Jachowi Żabie długie buty wędkarskie. Mam drugą parę, to nawet się nie kapnie. W bucie już flaszeczka jest schowana – z radosnym błyskiem rzekł Marian.
– A ja! A ja! – wyrwał się Hipolit – też mam kilka złociszy. W kącie piwnicy zawalony stał rowerek po moje córuni Balbinie. Po cichu „klopnąłem” go gościowi, który lubuje się w takich starociach. Już też zrobiłem zaopatrzenie.
– Przed chwilą stękaliśmy, że nie mamy nic. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w jednej chwili sytuacja diametralnie się odmieniła. Mamy już na swoje „szklane” świąteczne potrzeby – rzekli kumple i z radością rozeszli się do domów.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz