Precz z łapami

Precz z łapami

Mam dla ciebie kolejną petardę – rzekł Marian Lichy do Hipolita Mizerki.

Już ja ją znam – natychmiast zareagował ten drugi. Ma być jak grom z jasnego nieba a jest zaledwie huczkiem po wystrzale małego kapiszona, lub jak wolisz koperetki.  

Teraz zapewniam cię, że będzie inaczej i na to daję słowo honoru. Posłuchaj to się przekonasz – zaczął Marian.

W pewnej firmie pracownica techniczna Hiacynta Mokra za namową swojej siostry Ksantypy także Mokrej wniosła do sadu sprawę o naruszenie nietykalności cielesnej to jest o gwałt.

No, no nieźle się zaczęło. Dlaczego sama nie poszła do „temidy” tylko nakłoniła  ją do tego siostra?. Gdzie się to stało i kto się tego dopuścił – seryjnie zadawał pytania Hipolit.

Nie uwierzysz, ale doszło do tego w pracy na korytarzu w firmie „Tu i teraz”, a uczynił to sam dyrektor Pankracy Posuwaj – jednym tchem rzekł Marian.

Poczekaj przyjacielu, bo lekko się pogubiłem. Wiem, o co chodzi, ale jaki udział miała w tym Ksantypa Mokra i jakie były okoliczności gwałtu – dociekał Hipolit.

Już ci mówię – rzekł Marian. Ksantypa, która na siebie kazała mówić Ksenia krótko była sekretarką u Pankracego Posuwaja. Nie była krzykliwej urody, ale mniemanie o sobie miała ogromne. Wstawiała się szefowi w ślepia. Ubierała się tak, że pół dupska i cycki były nieomalże na wierzchu. Prowokacyjnie proponowała pozostanie po godzinach.  Robiła wszystko, aby „szefa uwieść”. Na swoje nieszczęście poprosiła go o przyjęcie do pracy swojej siostry Hiacynty. Szef bez entuzjazmu zgodził się zatrudnić ją, jako sprzątaczkę. Gdy ją zobaczył od razu wpadła mu w oko. W odróżnieniu od Ksantypy była bardzo ładna i do tego super zgrabna. Kilka razy przelotnie wymienili ciepłe spojrzenia. Było widać, ze ona także ma słabość do szefa. W letnie gorące popołudnie, gdy wszyscy poszli do domu Hiacynta skąpo ubrana na mokro wycierała korytarz. Kręciła przy tym zmysłowo tyłeczkiem. Z gabinetu wyszedł Pankracy Posuwaj i przez chwilę na nią spoglądał. Na ugiętych nogach zaszedł ją od tyłu i stało się.

No, co, no, co się stało – nie wytrzymał Hipolit.

Ty to jesteś jak dziecko. Doszło do bzyk, bzyk, czyli zbliżenia – wyjaśnił Marian.

A kobieta, co na to, nie krzyczała, nie broniła się – natrętnie dopytywał się Hipolit.

A gdzie tam wszystko odbyło się jak trzeba, czyli czule i spontanicznie – spokojnie nawijał Marian.

Co więc poszło nie tak, że sprawa trafiła do sądu – ponownie zadał pytanie Hipolit.

Rozanielona Hiacynta opowiedziała o zajściu Ksantypie, a ta narobiła rabanu. Nakrzyczała na siostrę a na dodatek naskarżyła rodzicom. Zmusili lekko zastraszoną, aby wzniosła sprawę o gwałt – wyjaśnił Marian.

I teraz słuchaj – kontynuował. Odbyła się wokanda. Siostra Hiacynty Ksantypa od początku tak pyskowała i wtrącała swoje „trzy grosze”, że sędzia wywalił ją ze sali rozpraw. Doszło do zabawnego momentu, po którym prowadzący rozprawę sędzia Anatol Paragraf nie wytrzymał i parsknął śmiechem.

A co to takiego się stało – dopytywał Hipolit.

Sędzia zapytał powódkę, dlaczego nie uciekła, gdy widziała szefa, który się do niej przysposabiał. A gdzie panie Sędzio na świeżo wymyte, przecież tak nie można. Ponadto „szef” był taki miły, delikatny i szeptał mi piękne słowa. Nie mam do niego żalu i proszę o oddalenie pozwu – wyjaśniła.

Sędzia ciągle ubawiony przychylił się do prośby kobiety dodał jednak kierując się do Pankracego Posuwaja, aby trzymał łapy i nie tylko z daleka od wszystkich swoich pracownic.

Ułaskawiony przez Temidę na korytarzu poprosił Hiacyntę o rękę. Oświadczyny zostały przyjęte. Stojąca z boku Ksantypa pękała z wściekłości.

Super, ale fajowa historiaentuzjastycznie komentował Hipolit.

Pa propos precz z łapami nie dopuszczając do głosu Mariana mówił Hipolit. Nie tak dawno byłem w Grochowie. Mój kuzyn Jachu Lufa zaprosił mnie na piwo. Była kiepska deszczowa pogoda i dlatego poszliśmy do pobliskiej knajpki. Zamówiliśmy po browarze i usiedliśmy przy bufecie. W tym czasie jedna z pracownic wycierała „mopem” podłogę w sali konsumpcyjnej. Siedźcie tam „piwo żłopy” tak długo aż posadzka wyschnie rzuciła w naszą stronę. Teraz słuchaj, bo z moje strony będzie bomba.

Już to widzę tę twoją sensację jak przy zbieraniu pyrów – nie wytrzymał Marian.

Zostaw te swoje uwagi i słuchaj – rzekł Hipolit. My siedzimy a do lokalu wchodzi kobieta z dużym kudłatym psem zmokniętym jak kura. Zwierzę jak to zwierze nie przejmując się nikim i niczym lazło po sali. „Kejter” pozostawił mnóstwo brzydkich śladów łap na wytartej posadzce. Pracownica jak zobaczyła, że jej wysiłek poszedł na marne wkurzyła się na maksa. Niemalże wykrzyczała właścicielce, że zwierząt do lokalu nie można wprowadzać, a skoro już weszli to niech krótko trzyma i pilnuje swojego „pupila”.

W innych miastach można wchodzić do lokali z psem i nikt z tego nie robi problemu. Nie wiem, dlaczego u was nie można i po co ten hałas – niezrażona odparła właścicielka czworonoga.

Tak pokrótce wyglądała  przykra wymiana zdań  pomiędzy kobietami.

Widzisz przyjacielu w życiu tak już jest, że musisz odpowiedzialnie i z kulturą postępować. Gdzie cię nie proszą tam cię kijem wynoszą. Powiem tak, że „precz z łapami”, jakie by one nie było to jest często najlepsze hasło dla niepokornych – dyskusją zakończył Marian.

Seweryn Kaczmarek     

 

Brak komentarzy

Napisz komentarz