Nie mam imenia, ani nazwiska. Jestem tylko numerem

Na oddziale rehabilitacji w kościańskim Szpitalu poczułam się, jak w obozie koncentracyjnym. Złe porównanie? Skąd! Kościan ma dużą placówkę powiatową, a w nim oddział rehabilitacji. Brak tu podmiotowości człowieka. Są tylko numery. Pacjent jest na przykład numerem 4025. Kartę do zajęć nie można pobrać podając nazwisko, bo mógłby ktoś je usłyszeć. To ponoć wynik ochrony danych, czyli Rodo. Nie wstydzę się swego imienia i nazwiska. Staram się żyć uczciwie, nikomu umyślnie nie czynić krzywdy, więc dlaczego mam się ukrywać pod numerem? Tymczasem w Szpitalu podchodząc do rejestracji trzeba pamiętać, że nie mamy nazwiska. A gdy się numer zapomni?
* * *
Zdarza się ludziom, że ulegają jakiemuś wypadkowi lub z innego powodu mają kłopoty z układem kostnym lub neurologicznym. Chirurg, bądź neurolog, po podstawowym leczeniu zaleca rehabilitację, by chora część ciała wróciła do sprawności.
Tak było w tym przypadku. Po złamaniu nagdarstka lewej ręki najpierw było sześć tygodni w gipsie, a potem? Z kością wszystko skończyło się dobrze, tylko kłopot okazał się ze ścięgnami i mięśniami, które zastały się podczas usztywnienia ręki. One powodują, że palce nie chcą dobrze pracować, a nadgarstek jest mało elastyczny.
Chirurg przepisał 10 sesji rehabilitacyjnych: ultradżwięki, magnetronik i masaże wodne. Jedna sesja nic właściwie nie zmieniła. Potem były kolejne. Po kilku doszły ćwiczenia wykonywane przez rehabilitantów.
I tutaj można dokładnie zobaczyć, który rehabilitant zna się na swoim fachu, który jest asertywny do pacjentów, a który ich traktuje, jak zło konieczne, które trzeba strofować i ustawiać w szeregu. Jako kwiatek opowiemy dwa zdarzenia. Kiedy na sali do ćwiczeń przez 10 minut w południe nie pojawił się żaden rehabilitant, zapytana przechodząca pani rehabiltantka o ciemnych krótkich włosach, co dzieje się z personelem odpowiedziała, że mają przerwę na posiłek Dopytywana dlaczego od razu wszyscy i jak długo to będzie trwało, urażonym tonem stwierdziła, że pracownicy mają prawo nawet do jednej godziny przerwy podczas dnia pracy.
– A to dopiero! – pomyśleliśmy A gdyby ci rehabilitanci stanęli w kolejce na poczcie, a w żadnym okienku nie byłoby obsługi i nie wiadomo by było kiedy pracownicy wrócą, czy uznaliby ten fakt za normalny?
Pozytywny w Kościanie jest na pewno pan nazywany Jasiem, drugi to pan o imieniu Dawid (ponoć już odszedł na własną prośbę) i nowo przyjęty od stycznia pan Waldemar. Widać, że znają się na swoim fachu. Szukają miejsc bolących, masują i doprowadzają do elastyczności ścięgna. Inni z nich tylko rozprostowują i zginają palce na przykład u złamanej ręki, a to przecież pacjent może sam ćwiczyć w domu.
Gdyby przyjrzeć się dokładnie pracy rehabilitantów, to można wyciągnąć wniosek, że nie wszyscy tam zatrudnieni muszą być po studiach wyżzszych. Większość dawanych usług, to włącznie i wyłączanie sprzętu oraz nalewanie wody do wanien na masaże wodne. Po jakimś czasie przychodzenia na zabiegi pacjent sam umie się obsłużyć. Na oddziale bywają też praktykani-stażyści. Spotkaliśmy dziewczyny jednej z leszczyńskich, prywatnych szkół wyższych. One robiły to samo, co ci na etacie. Mimo że się dopiero uczą, nie miały problemów z włączaniem, wyłączaniem sprzętu i obsługą chorych.
Kolejna kwestia w dziale rehabilitacji, to terminy. Należy czekać w kolejce na zabiegi do dwóch miesięcy. Tymczasem rehabilitanci znikają z oddziału, między 14-tą, a 15-tą (zostają dyżurni). Wtedy sprzęt też „odpoczywa”. Urządzenia sporo kosztują i powinny pracować przynajmniej na dwie zmiany. Kolejki zniknęłyby momentanie. Pewnie na takie marnotrawstwo nie zgodziłby się żaden prywatnych szef firmy. Na pytanie o taki stan rzeczy jeden z rehabilitantów argumentował, że Narodowy Fundusz nie daje większych pieniędzy, że są limity i dlatego sprzęt stoi nie wykorzystany.
No tak! Pokazaliśmy trzy sprawy, które są nieprawidłowe w służbie zdrowie, a właściwie na jej małym odcinku.
Jako ciekawostkę możemy napisać jeszcze o skierowaniach na rehabilitację. Do przedłużenia zajęć uzdrawiających musi pismo wystawić ten sam lekarz, co dał pierwszy raz. Jednak, gdy nie dopisze słowa „kontynuacja”, to pacjnet odsyłany na zajęcia dopiera za dwa miesiące. Chcą jednak przyspieszyć należy wrócić do przychodni, by tam to jedno słowo przezlekarze (nie pielęgniarkę) zostało dopisane.
Jeśli dalsze skierowanie na rehabilitację da ortopeda i napisze „kontynuacja”, to rehabilitanci tego nie uwzględnią, musi to być ten sam chirurg, co był na początku. Chirurg się dziwi, że ortopeda, który jest ważniejszy, jeśli chodzi ocenę stanu kończyny, nie może polecić kontunuacji zajęć rehabilitacyjnych. Wtedy należy poczekać znów 2 miesiące, w nowej kolejce.
Podsumowując wyniesione z wizyt na oddziale rehabilitacji kościańskiego szpitala doświadczenia mamy następujące wnioski: 1. z ludzi zrobiono numery, 2. sprzęt stoi nie wykorzystany, 3. należy sprawdzić, czy nie jest przerost zatrudnienia, jeśli chodzi o ilość rehabilitantów, bo są pory dnia, gdy przy kilkunastu maszynach siedzi kilku chorych i tyleż samo rehabilitantów. Nudzą się, a ludzie będący na zabiegach słyszą, jak służba zdrowia przy biurku dyskutuje ze sobą, opowiada o prywatnych sprawach.
Na koniec wróćmy do Rodo. Kiedyś był Jan, który był kowalem i wszyscy wiedzieli, że mały jego synek, to Stasiu od kowala. Nazywany bywał kowalskim synem lub małym kowalikiem, albo jakoś podobnie. Nikomu by do głowy nie przyszło zabierać ludziom ich osobowość i robić tak, jak hitlerowcy w obozach koncentracyjnych.
Unia daje dobre rzeczy, ale czasem przesadza i odczłowiecza ludzi. Jak wszędzie, tak i tutaj musi być umiar.
Ewa Noga-Mazurek

Brak komentarzy

Napisz komentarz