Krzyżówki, czyli co, z czym się „je”

Krzyżówki, czyli co, z czym się „je”
– Mam dla ciebie zagadkę, a potem podejmę z tobą konstrukcyjną rozmowę na bardzo poważniejszy temat – tak zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki.
– Oho, mój przyjaciel wstał lewą nogą lub co gorsza, nie mógł w nocy spać. Nie wiem, co jest gorsze. Sądzę, że jedno i drugie nieźle walnęło cię w dekiel – zaczepnie rzekł Hipolit.
– Koleżko tak sobie ze mną nie pogrywaj, bo źle na tym możesz wyjść. Pamiętaj, kto jest mózgiem w naszej grupie i organizuje wszelkie spotkania i rozrywkę. To właśnie, to dzisiaj jest przedmiotem naszej rozmowy. Temat jest niezwykle istotny w naszym życiu –groził i pouczał Marian.
– O Boże, ale suchary! – jęknął Hipolit. Powiedz wreszcie tę zagadkę, bo już mnie skręca z ciekawości.
– Co to są krzyżówki?– natychmiast odezwał się Marian.
– No, nie ma co, wymyśliłeś proch. To nic innego, jak kratki skomponowane w jakąś figurę, w które wpisuje się odgadnięte wyrazy i z tego powstaje hasło. Najczęściej występują w gazetach lub w książeczkach – jak nakręcony odpowiedział Hipolit.
– Pierwszy sprawdzian z twojej wiedzy zaliczyłeś – odparł Marian. Teraz przyszła kolej na drugą, znacznie trudniejszą część. Powiedź mi, jak nazywa się krzyżówka osła i konia.
– To jest muł – radośnie odpowiedział Hipolit.
– Jedziemy dalej – spokojnie rzekł Marian. A jak się mówi na krzyżówkę krowy i żubra.
Tym razem chwilę trwało zanim Hipolit odparł:
– Żubroń! – zawołał.
– No, no! Może jeszcze będą z ciebie ludzie – pochwalił kumpla Marian. Warunek jest jeden, musisz mi powiedzieć, co to jest okapi.
Kumple na chwilę zaniemówił. Było widać, że stara się zyskać na czasie. Nic jednak nie przychodziło mu do głowy. Postanowił tak odpowiedzieć, aby przyjaciel oniemiał z wrażenia. Ni z gruchy ni z pietruchy wypalił:
– To taki daszek nad drzwiami lub oknami, który ochrania drewno przed deszczem, a nawet słońcem – spokojnie odparł Hipolit.
Po tej odpowiedzi o mało nie doszło do nieszczęścia. Marian tak się śmiał, że aż się krztusił. Po chwil, gdy lekko ochłonął rzekł:
– Różne głupoty od ciebie słyszałem, ale ta bije wszystkie na łeb na szyję. Nie chcę cię, ani prowokować, ani dłużej trzymać w niewiedzy. Okapi, to nic innego, jak zwierzę afrykańskie, w połowie przypominające żyrafę, a w połowie zebrę.
– To one, no te dwa gatunki, ze sobą tak cyk, cyk i z tego to, to powstało – nieśmiało wtrącił Hipolit.
– Niewykluczone, że mogło dojść do takiego pomieszania krwi w efekcie, którego urodziło się to dziwne zwierzę ze średnią szyją i zadkiem w pasy o nazwie okapi – poważnie tłumaczył Marian.
– Skąd ty to wiesz i do czego ci to jest potrzebne? – zadał pytanie Hipolit.
– Spróbuję ci to wyjaśnić – rzekł Marian. W szkole podstawowej bardzo interesowałem się zoologią. Nie starczał mi materiał programowy o znanych gatunkach. Nowych, nieznanych egzemplarzy szukałem w książkach, atlasach, a nawet encyklopedii. Pasjonującą formą poznawania świata była literatura. Moim ulubionym autorem był Alfred Szklarski. On to fantastycznie opisywał przygody Tomka Wilmowskiego na różnych kontynentach m.in. w Afryce. U niego właśnie w książce pt. „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie” natknąłem się na okapi.
– Stop stój, mój zacny kolego. Chyba nie zamierzasz mi opowiadać o antylopach, nosorożcach, słoniach, małpach i twoich czytelniczych doznaniach. Czy to już koniec w temacie pt. „krzyżówki”? – poirytowany przerwał Hipolit.
– Powiem ci, że niezupełnie. Mam w zanadrzu taki gatunek, o którym nawet słyszałeś. Jestem jednak pewny, że nie dasz rady mi cokolwiek na jego temat powiedzieć – rzekł po chwili Marian.
– W twoich szelmowskich ślepiach widzę, że coś wykombinowałeś, ale nie wiem co, dlatego wal prosto z mostu – prowokował Hipolit.
– Skoro tur z krową, to turoń, zechciej zatem wytłumacz mi, co to takiego jest biedroń –dociekał Marian.
– To proste krzyżówka biedronki i konia lub biedy z nędzą – wypalił Hipolit i wybuchnął śmiechem.
– A połączenie słonia i mrówki? – dopytywał rozbawiony Marian.
– Oczywiście, że słonina – bez sensu odparł Hipolit.
Po tym obaj zaczęli się śmiać tak, jakby im szajba odbiła.
– Czy ty wiesz jak kombinują jeże? – próbował podtrzymać temat Marian.
– Ostrożnie lub z wykorzystaniem miski na grzbiet – odparł Hipolit i dalej zanosił się śmiechem.
– A ślimaki, jak ślimaki – drążył Marian.
– Nawzajem – odpowiedział Hipolit i spoważniał.
– Mam wrażenie przyjacielu, że osiągnęliśmy szczyt głupoty. Jesteśmy o krok od krzyżówki kota z psem i psa z kotem. Wrzućmy natychmiast na luz i chodźmy na chmielowy zastrzyk. On nam dobrze zrobi, a przede wszystkim oczyści zmącone umysły – rzekł Marian i popchnął kumpla w stronę piwiarni.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz