Uliczny rekonesans

Uliczny rekonesans
– Powoli zima odpuści i zaatakuje wiosna. Tylko patrzeć, jak będzie więcej słońca i temperatura wyraźnie podskoczy powyżej zera. Watowane kurtki i ocieplane buty wpakujemy do szafy – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi uśmiechnął się i rzekł:
– Już nie mogę się tego doczekać. Gdy tak się stanie, to weźmiemy, co nie co, do kieszeni i udamy się na obchód miasta.
– Jak cię znam, to groszem nie śmierdzisz, a do kabzdy, co najwyżej weźmiesz powietrze lub podartą poszewkę – zaczepnie zwrócił się do kumpla Marian.
– A od czego się ma przyjaciele. On zawsze, albo coś ma, albo choć wykarze się dobrym pomysłem – przymilał się Hipolit.
– Tym razem nie o alkohol chodzi, a o trzeźwy rekonesans bliższego i dalszego terenu, a przede wszystkim o stan jezdni i nazwy ulic – spokojnie mówił Marian.
– Pamiętam, jak niemal w centrum miasta, przed domami był ogródki, ogrodzone ładnymi płotkami. Wiosną zaczynały się tam zielenić krzewy i rozkwitać kwiaty – marzył Hipolit próbując dołożyć coś do słów kumpla.
– Bo nie wytrzymam – przerwał mu Marian. Gdy ty przywędrowałeś do miasta, że nie wspomnę, to ogródki były już zlikwidowane!
– Ale kilka było – upierał się Hipolit. Przyjaciel spojrzała na niego z politowaniem i rzekł:
– Dziaś mi nie chodzi o ogródki, ale o obejście miasta i przypomnienie sobie starych ulic i zapoznanie się z nowymi nazwami.
– Nie widzę w tym nic interesującego – poirytowany rzekł Hipolit.
– Tu cię zaskoczę na przykładzie tych już od lata istniejących – natychmiast przerwał Marian. Posłuchaj: Klonowa, Akacjowa, Brzozowa, Jesionowa, Bukowa, Wiśniowa, Czereśniowa, Morelowa itd.
– No i co z tego? – nie dawał się Hipolit. Przecież na tych ulicach nie ma, ani jednego drzewa z tego gatunku, które powinni tam być, jako znak rozpoznawczy, gdzie się znajdujemy.
– Czepiasz się, jak pijany płotu – napierał Marian. Na ulicach o nazwie Kajakowa, Żeglarska, Łanowa, Piaskowa, nie ma, ani jednego kajaka, żaglówki, zamiast łanów są parkany, a po piasku na Piaskowej nie ma śladu.
– To prawda, ale powiedz mi, do czego zmierzasz – zadał pytanie Hipolit.
– Już ci mówię, kolego! – odparł Marian. W Stanach Zjednoczonych nie ma nazw ulic, ale za to jest numeracja. Taką przyjęli zasadę i od niej nie odstępują. U nas ulice otrzymywały nazwy ludzi zasłużonych, wybitnych, ze świata kultury, sztuki, świętych, polityków, przywódców itd.
– No były i co z tego? Komu to przeszkadzało? – jątrzył Hipolit.
– Ty to jesteś ciężki przypadek – naskoczył na kumpla Marian. Sądzę, że jak dobrze potrząśniesz mózgownicą, to przypomnisz sobie, jak z tym było w przeszłości. Przecież różni osobnicy spod ciemnej gwiazdy mieli swoje ulice, ba nawet miasta. Byli to sprawujący władzę, pseudo-bohaterowie, artyści wspierający jakiś system. O dziwo, swoje tabliczki mieli też ci z ościennych krajów. Niechętnie sobie przypominam, że był to jakiś Józef, Feliks, Helmut. Jak patrzyłem na te tabliczki, to aż mnie skręcało. Ale nich tam, to już było i sądzę, że nie wróci.
Po tych słowach Marian na chwilę zamilkł.
– Jakoś zrobiło się smutno. Nie sądzisz, że nazwy ulic mogą być wesołe, pogodne, a nawet zabawne – odezwał się Hipolit.
– Zgadzam się i mam nawet na to pomysł – szybko wszedł w zdanie kumplowi Marian.
– Jak zwykle tylko ty!? Może byś najpierw wysłuchał moich propozycji – nie wytrzymał Hipolit.
– To mów skoro musisz – łaskawie zezwolił kumplowi Marian.
– Proszę bardzo: Misia Uszatka, Pszczółki Mai, Reksia, Bolka i Lolka, Calineczki – sypał jak z rękawa Hipolit.
– Nie, ma co, to żeś wymyślił. Z tego, co się orientuję, to już są takie ulice dedykowane dzieciom. Mnie chodzi o takie dla dorosłych – tłumaczył Marian.
– Jak jesteś taki mądry, to powiedz, jakie masz propozycje – dopytywał Hipolit.
– Mogłyby być to np. Pelagii Mokrej, Hiacynta Fiflaka, Ksymeny Chętnej, Baltazara Posuwały, Melpomeny Ciutciut, Ignaca Ogoniaka, Zefiryny Szparki – wyliczał skrywając śmiech Marian.
– Wiedziałem, że ty wszystko sprowadzisz do jaj i twojego ulubionego świntuszenia – zły rzekł Hipolit.
– No, już się nie gniewaj – rzekł pojednawczo Marian. Powiem ci, że lepiej już, gdy byłby to nazwy śmieszne, trochę zabawne, niż znienawidzonych polityków. Zdajesz sobie sprawę, że swoich miejscowych też nie możemy dawać na tabliczki, bo jedni chcą, a drudzy nie. Za i przeciw jest tyle argumentów, że „czacha dymi’.
– Skoro nie ma innych możliwości, to jak z tego wybrnąć? – po raz kolejny pytał Hipolit.
– Niech zatem w nazwach będą drzewa i rośliny – odparł Marian.
– Przecież przed chwilą robiłeś sobie z nich żarty – wtrącił Hipolit.
– Widzisz przyjacielu to, że nie ma tam, ani jednego drzewa, krzewu, czy kwiatu, to żaden problem. Posadzi się i będzie ok. Nikt do nikogo nie będzie miał żalu i uwag, dlaczego ten, a nie tamten ma swoją ulicę. Nie sądzisz, że sama przyroda daje spokój i poczucie ciepła na duszy? – spokojnie mówił Marian.
Kumpel popatrzył na niego i rzekł:
– Chyab się z toba zgodze. Pewnie, że masz rację, przyjacielu!
Przybili sobie „piątkę” i ruszyli przed siebie.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz