Alternatywna odwaga i honor

Alternatywna odwaga i honor
– Skup się Hipolit, bo dzisiejsza nasza rozmowa to nie będzie jakieś tam ględzenie o dupie Feli, ale poważna o ludzkich postawach. Wiem, że będzie ci trudno oddzielić ziarno od plew, ale wysil mózgownicę. Możesz na tym wiele zyskać – zwrócił się do kumpla Marian.
– Nie o rzyci Feli a Maryni, a ponadto już ja wiem, co wyniknie z tej twojej powagi. Za chwilę będziesz chciał prostować garbatych, bo zapragniesz zwrócić się do prostych – wtrącił Hipolit.
– Zadaje ci pytanie numer jeden – rzekł Marian – czy ty jesteś odważny?
– Tak, tak! – bez wahania wyrwał się Hipolit. Pod ostrym wzrokiem kumpla dodał:
– Chyba tak, choć nie wiem, o jaki rodzaj odwagi ci chodzi.
– Czy postawiłbyś się swojej żoneczce, że nie wspomnę o teściowej? – dociekał Marian.
– Wiedziałem, że nic dobrego z tej twojej poważnej rozmowy nie wyjdzie. Wszystko sprowadzasz do podstępu. Wiesz, że w tych dwóch przypadkach mam marne szanse i wspomnianym kobietom w zasadzie oddaję pola bez walki. Są jednak momenty, że nawet wobec nich jestem rozsądnie odważny – tłumaczył Hipolit.
– Co ja mam przez to rozumieć? – nie dawał za wygraną Marian.
-Wielokrotnie się im postawiłem, a nawet odparłem, że mam inne zdanie, lub że czegoś nie wykonam – stękał Hipolit.
– Chyba we śnie, w marzeniach, lub gdy tego nie słyszały – naśmiewał się z kumpla Marian.
– Nie uwierzysz, ale nawet wtedy mam stracha, że mnie rozszyfrują i dadzą mi ostro do wiwatu. Najgorsze, że „moja” mogłaby zakazać mi spotykania się z tobą. A jak z twoją odwagą przyjacielu? – dość niespodzianie swój wywód odwrotnym pytaniem zakończył Hipolit.
– Sam wiesz, że ja nikogo się nie boję – buńczucznie odparł Marian.
– W to ty sam do końca nie wierzysz. Jeżeli sobie życzysz, to przytoczę ci kilka przykładów i najesz się wstydu – jątrzył Hipolit.
– Bo jak cię palnę! Bo jak ci dosunę! – sapał ze złości Marian. Podaj mi choć jeden przykład i to natychmiast.
– Proszę bardzo! Jak sobie życzysz – odparł Hipolit. Boisz się dentysty, pobierania krwi, zastrzyku i Ignaca Fąfla.
– No wiesz, poleciałeś po bandzie – zaczął tłumaczyć się zaskoczony Marian. Masz rację, że dentysty, to ja boję się, jak ognia. Wszytko ta za sprawą takiego rzeźnika w kitlu Dezyderego Kloca. Ten, pożal się boże, doktor zanim powiedziałem mu, który ząb mnie boli, to już dwa miałem wyrwane i dwa naruszone.
– To akurat mogę ci wybaczyć, bo sam mam cykora przed dentystą. Nie wiem natomiast jak można się bać igły – przerwał kumplowi Hipolit.
– I to ci wyjaśnię, choć nie wiem, czy zrozumiesz – kontynuował Marian. Chodziłem, o ile dobrze pamiętam do czwartej klasy szkoły podstawowej. Pod koniec zimy zachorowałem na anginę. Gardło miałem tak zapuchnięte, że nie mogłem przełknąć śliny. Gorączka skoczyła do ponad czterdziestu stopni. Lekarz Cypriana Zając przypisał mi zastrzyki. Mama w dobrej wierze poprosiła o podanie „penicyliny” żonę kuzyna Genowefę Kolec. Przyszywana krewna kończyła studia medyczne, więc matula sądziła, że potrafi to robić. A ta, jak walnęła mi igłą w pośladek, a dokładnie w nerw, to o mało nie wyskoczyłem z łóżka. Tak darłem kalafę, że sąsiedzi się zlecieli sądząc, że mnie zabijają. Zastrzyki dokończył taki starszy pielęgniarz Franciszek Szpryca. Uraz po tamtym zajściu pozostał mi uraz do tego stopnia, że podczas pobierania krwi nie mogłem patrzeć, aby nie paść na glebę.
– Przyznasz, że Ignaca Fąfla się boisz. Nie wiem tylko dlaczego, choć przypuszczam, że za tym stoi baba – ponownie wszedł w zdanie Hipolit.
– Zaraz „boisz”. Wolę go unikać po tym, jak na prośbę, jego żonie Hortensji przepychałem zlew w kuchni. Ignac nagle pojawił się na korytarzu i walił w drzwi, a na dodatek podsłuchiwał. W przypływie chorej zazdrości źle ocenił sytuację po tym, jak ja w ciasnej szafce stękałem z wysiłku. Darł się na cały głos, że mnie skopie, a do tego, to i owo urwie. Pewnie by to uczynił, ale przechytrzyłem drania. Po balkonie przeszedłem do swojego mieszkania i w ten sposób się z nim nie spotkałem.
– Mówiąc krótko stchórzyłeś salwując się ucieczką – wypalił Hipolit.
– Ja to widzę inaczej – odparł Marian. Odwagę miałem i to wielką. Udowodniłem to, jak przełaziłem na czwartym piętrze po balkonach. Honorowo wycofałem się z nieciekawej sytuacji. Postąpiłem tak, ponieważ do niczego z kobietą nie doszło. Pewnie nie wiesz, że Ignac Fąfel po kilku dniach przeprosił mnie za swoje zachowanie. Zrobił to po tym, jak żoneczka przy użyciu ostrych słów i tłuczka do mięsa wyjaśniła mu, co ja dla niej uczyniłem, a czego on przez miesiąc, pomimo próśb, nie zrobił.
– Cofam to co powiedziałem. Jestem pewny, że jakiegoś Fąfla ty byś się nie przestraszył i wziąłbyś go na solówkę – rzekł Hipolit.
Przez chwilę połechtany mile Marian milczał. Nie byłby jednak sobą, aby nie zadać ironicznego pytania:
– A jak przyjacielu u ciebie z honorem?
– No ten, tego! – stękał Hipolit. To jest trudne pytanie. Powiem ci, że jestem honorowy i to bardzo. Skoro poprosisz mnie na piwo, to ja honorowo idę bez względu na to, czy moja po powrocie do chaty wyczuje ode mnie woń wypitego alkoholu.
– Nie spodziewałem się od ciebie wielkiej odpowiedzi. Nie próbowałeś sięgać do uczucia, patriotyzmu, czy filozofii. Powiem ci tak Hipolit, że honor, to wielkie słowo, którego po próżnicy nie należy nadużywać – zakończył Marian.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz