Z czuba

Z czuba
– Dwudziestu dwóch kolesi biega po trawie za jednym, skórzanym przedmiotem. Połowa chce za wszelką cenę dokopać tej drugiej połowie. Jak sądzisz, co ta za dyscyplina sportu? – zapytał kumpla Marian Lichy.
Hipolit Mizerka udawał, że przyjaciel zabił mu niezłego klina. Po chwili, gdy Marian zaczął ironicznie się uśmiechać rzekł:
– Czyżbyś pytał o piłkę nożną, zwaną gdzie niegdzie kopaną?
– Tak dokładnie, tak! I pewnie nie wiesz, dlaczego mnie to interesuje? – ponownie zapytał Marian.
– Może nie jestem wielkim znawcą futbolu, ale wiem, że odbywają się mistrzostwa Starego Kontynentu w piłce nożnej – spokojnie odpowiedział Hipolit.
– Masz na czym oglądać transmisję? Czy twoja Kundzia zezwala ci na korzystanie z telewizora, gdy w tym czasie leci jej ulubiony serial pt „Luciela za chłopami ślipiami strzela”? – ironicznie dopytywał Marian.
– Po tym, co ci powiem, to zęby ci się spocą z zawiści. O,j zdziwisz się Maryś, oj zdziwisz i to w tym momencie!
Nie czekając na reakcję kumpla Hipolit dokończył”
– Mam plazmę marki „S”, która ma skromne czterdzieści cali. Obraz, jak w kinie, a kolory, jak w bajce.
– Nie! Nie uwierzę, jak nie zobaczę. Skąd, kiedy, za co? – stękał kompletnie zaskoczony Marian.
– Jak jesteś ciekawy, to sobie nos włóż do kawy. Jeżeli ci nie minie, to włóż kichawę do wrzątku – Hipolit odkuł się na przyjacielu.
– Taki z ciebie kumpel. Przyjacielowi nie chcesz powiedzieć. Nie igraj z ogniem – błagał i zarazem straszył Marian.
– Skoro tak ładnie i grzecznie prosisz, to już ci powiem. Zwrócili mi trochę kasy z rocznego rozliczenia „pita” i trochę dołożyli teściowie – spokojnie tłumaczył Hipolit.
– Już ja wiem, jakie były proporcje tej pozyskanej, niespodzianie kasy. Ze „skarbówki” dostałeś „stówę”, a dwa tysiące dołożyli ci teściowie – nie wytrzymał Marian.
– Kolego, a czy w tym jest coś zdrożnego, że po latach dołożyli coś do posagu swojej córce. Ważne jest to, że w chacie mam dwa telewizory w tym nowiuteńką „plazmę”- wyjaśnił Hipolit.
Przez chwilę Marian milczał. W swojej głowie coś rozważał.
– Pan Bóg kazał się dzielić – nagle zagadał.
– Tak, to prawda, ale bez przesady. Wszystko zależy od tego, czy można się tym podzielić w konkretnym przypadku i w jakim miejscu. Na poparcie tego posłuchaj mojego przykładu – rzekł Hipolit. Po nabożeństwie do zakrystii przyszedł wzruszony parafianin. Pozdrowił księdza i mówi – ładne było kazanie. „A co szczególnie ci utkwiło w pamięci”- zapytał duchowny. Dokładnie to, jak Jesus kazał się dzielić. „I co z tego?” – dopytywał kapłan. Ano to, że Wielebny ma dwie pary spodni, a ja jedną, która już jest pełna dziur i tylko patrzeć, jak zleci mi z rzyci – wyjaśnił parafianin. „Słuchałeś kazania, ale niewiele z niego zrozumiałeś. Owszem Syn Boży kazał się dzielić, ale mówił, że „onego czasu”. Tak, więc po drugą parę spodni możesz przyjść „onego czasu” – tłumaczył ksiądz. Ale, ale to jest bez sensu i niczego nie określa – rzekł wkurzony parafianin i bez słowa wyszedł z zakrystii.
– Skoro ty do mnie starujesz z jakimiś jajcami, to ja też mam coś dla ciebie – odparł Marian. Przyszedł żyd do żyda, gdy ten jadł obiad. Widzę, że konsumujesz smaczną wątróbkę. Daj trochę – poprosił. Nie mogę, bo w niej sama kość – odparł.
– To żeśmy sobie pogadali, a teraz do rzeczy – przerwał Hipolit. Nie owijaj w bawełnę tylko wal prosto z mostu. Kumam, że coś w tej twojej makówie się urodziło. Sądzę, że chcesz, abym podzielił się z tobą moim telewizorem.
– Masz rację – natychmiast zaczął Marian. Ty masz nowy telewizor, to meczyki naszej reprezentacji byśmy mogli oglądać u ciebie. Zapewniam cię, ze z pustym łapami do ciebie nie przyjdę.
– Nie, to niemożliwe. Co na to powie moja Kundzia – ze strachem w oczach biadolił Hipolit.
– To już twoje zmartwienie. Bez względu na to, jak i co ty zrobisz, to ja i tak w bucie w piwnicy będę miał schowane flaszkę i dwie puszki piwa – mówił Marian bacznie patrząc w oczy kumpla.
Ten mocował się ze myślami. Z jednej strony bał się małżonki, ale z drugiej miał nieustanne parcie na szkło. Przy takim sportowym święcie łyczek czegoś ostrego by się przydał. Moja wywali mnie z chaty, a i może zabije przed śmiercią. Targany rozterkami ledwie dosłyszał słowa kumpla:
– Nie wiem, czy wiesz, że ten pierdoła Ignac Cipciak też kupił nowy duży telewizor. On na pewno mnie przygarnie.
Niech się dzieje, co chce pomyślał Marian i głośno rzekł:
– Dobra Maryś, ja biorę Kundzię na siebie. Wstawię jej bajer, że masz kiepski telewizor i bardzo prosisz, abyś mógł oglądać z nami zawody. Musisz jednak przyjąć do widomości, że na meczu nie łykniemy, ani grama alkoholu i zachowujemy się poprawnie. W przeciwnym razie moja wywali nas z mieszkania na zbity pysk.
Słowa kumpla mu się nie podobały, ale tym razem puścił je płazem.
– Dobra jest, ale zaraz po meczu zapraszam cię do piwnicy. Jak się urwiesz z chaty, to już jednak twoja sprawa. Nie przyjdziesz, to nie skasujesz „szklanego biletu” – śmiejąc się mówił Marian.
– Poczekaj przyjacielu – nieśmiało zastopował kumpla Hipolit. A o co chodzi w tym powiedzeniu z „czuba”.
– To proste, jak słońce: ze szpica, z gigra, śpilorkiem, z dużego palca to, to samo, co z czuba. Technicznymi sprawami kopanej zajmiemy się innym razem – rzekł na odchodne Marian.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz