Jak to w Stęszewie z wodą było część 6

Jak to w Stęszewie z wodą było część 6
Budowę piątej, dużej hydroforni zaczęto i ukończono w latach 80-tych ubiegłego wieku. Inwestorem był WZIR (Wojewódzki Związek Inwestycji Rolniczych). Wykonawcą budowy hydroforni i wodociągów była firma „SPPIR” z siedzibą na ulicy Trzebawskiej. Wszystkie hydrofornie i wodociągi na terenie miasta i gminy były zarządzane przez państwowe przedsiębiorstwo z Niepruszewa, której dyrektorem był Pan Zaran. W roku 1990, gdy było wiadomo, że wodociągi przejmie we władanie miasto Stęszew, gdy dzwoniło się do dyrektora Zarana zgłaszając awarię, to dyrektor już stosował praktykę spychologii. Przyjeżdżali z Niepruszewa, zakręcali zawory główne i tygodniami trzeba było monitować i prosić o usunięcie awarii.
Miejscowy Zakład Gospodarki Komunalnej wówczas podlegał pod Zakład w Mosinie, którego dyrektorem był Franciszek Chachuła. W latach 80-tych na zakład komunalny w Mosinie ludzie mówili „ambasada rosyjska”. Nazwa potoczna wzięła się z tego, że dyrektor należał do towarzystwa krzewienia kultury rosyjskiej na terenie Polski.
Po roku 1990 stęszewski Zakład Gospodarki Komunalnej odłączył się całkowicie od Mosiny i przejął hydrofornie i wodociągi z Niepruszewa. Nową hydrofornię ulokowano przy ulicy Mosińskiej w Stęszewie. Jadąc ulicą Mosińską, po prawej mijamy stawek panieński „Łezka”, w prawo skręcamy do Witobla, a droga w lewo prowadzi do hydroforni.
W pierwszej kolejności wodociągowano ulicę Bolesława Chrobrego, następnie w Dębienku i Dębnie. Do budowy tego wodociągu zastosowano rury z PCV, zastępując tym samym rury azbestowe. W Sapowicach po roku 1990 wszystkie wodociągi azbestowe musiały być wymienione na wodociągi z PCV, ponieważ badania wykazały, że rury wodociągowe z azbestu są silnie rakotwórcze.
Z małej hydroforni na ulicy Ślusarskiej była również zasilana rozlewnia piwa i wytwórnia wód gazowanych na ulicy Ogrodowej nr 11. Pamiętam, jak wówczas butelka syfonu kosztowała 2,20 zł + 50 zł kaucji za butle. Oranżada kosztowała 1,40 zł, mandarynka 2,20 zł. Piwo z browaru w Krotoszynie kosztowało wtedy 3,50 zł. Rozlewnie piwa i produkcje wód mineralnych przeniesiono w latach 60-tych na nową bazę Gminnej Spółdzielni, na tak zwany „Majdan”. To miejsce, dlatego tak nazywali, bo było ogrodzone bardzo wysokimi słupami betonowymi, wygiętymi u góry, przypominającymi kształtem laskę. Na górze znajdowało się dużo drutów kolczastych, prawie jak w obozie niemieckim. Wracając do tematu przeniesienia rozlewni i produkcji, w starej rozlewni pozostawiono dwóch pracowników, którzy produkowali wodę sodową. Był to Pan Jąder i Pan Borysiak. Gdy ci panowie przeszli na emeryturę, to napełnianie wody sodowej miało miejsce w piwnicy u Zenona Kuśnierczaka. Długo to jednak nie trwało, ponieważ weszły w modę syfony na specjalne naboje napełnione tlenem (dwutlenkiem węgla). Naboje były nabijane w Stęszewie na ulicy Polnej, za kościółkiem w prywatnym domu. Wymieniano je na poczekaniu. W kartoniku zostawiało się 10 pustych naboi, płaciło się 5 złotych i zabierało pełne. W domu do butli lało się przegotowaną, ostudzoną wodę, wkręcało nabój i syfon był gotowy. Dzisiaj wodę sodową kupuje się w sklepach w cenie około 1 zł za 1,5 litra. W ostatniej stęszewskiej hydroforni, w Witoblu wybudowanej na początku lat 80-tych ubiegłego wieku, znajduje się zmodernizowany system uzdatniania wody. Woda jest tam systematycznie badana pod względem przydatności do spożycia. Wszystkie hydrofornie, wodociągi, kanalizacje sanitarne oraz przepompownie są pod opieką przez 24 godziny na dobę przez odpowiedzialnych pracowników.
Przypomnę jeszcze, jak ważna jest woda w mieście. W roku 1939, pierwszego września, gdy nasi sąsiedzi napadli na nas, jak zbóje, to burmistrz miasta ogłosił stan kryzysowy, w pierwszej kolejności wydał polecenie (rozkaz), by przy każdej studni w mieście, w dzień i w nocy stał pod bronią wartownik, aby Niemcy nie zatruli wody w studniach. Powołał do pracy specjalne służby obrony narodowej.
Ciąg dalszy nastąpi, Zbigniew Tomaszewski

Brak komentarzy

Napisz komentarz