Pierwsi do koryta

Pierwsi do koryta
– Dawaj, dawaj zagęszczaj ruchy, bo się pali – wolał Marian Lichy w stronę idącego z nogi na nogę Hipolita Mizerki. Ten drugi ruszył z kopyta i po chwili mocno zdyszany seryjnie dopytywał:
– Co się stało przyjacielu, że cię tak przypiliło? Czyżby seksowana babka sprowadziła się na nasze osiedle lub nie daj Boże znów pęcherz ci wysiadł?
– Nie wysilaj się na głupie teksty tylko się skoncentruj i wytęż słuch. Wiedz, że pospiech w moim przypadku jest więcej, niż pożądany, co ci zaraz udowodnię – naskoczył na kumpla Marian.
– Znalazłeś portfel z większą gotówką, otrzymałeś dostawę darmowych mocnych trunków, wygrałeś wyjazd na RODOS lub piątkę w totka, teściowa kupuje ci nowe auto? – wyliczał Hipolit spoglądając na kumpla i nie przyjmując się jego poirytowaniem. Po tych słowach na chwilę krew mocno uderzyła do głowy Mariana. Nabrał głęboko powierza i w miarę spokojny rzekł:
– Jeżeli myślisz, że mnie wyprowadzisz z równowagi, to jesteś w błędzie. Jednocześnie ostrzegam cię i informuję, że skoro przeciągniesz strunę, to poznasz smak mojego prawego sierpowego. Zrobiłbym to już teraz, ale będziesz mi w całości potrzebny.
Sytuacja dla Hipolita była z jednej strony niebezpieczna, ale z drugiej dopadła go ciekawość. Postanowił wybadać kumpla:
– Posłuchaj przyjacielu – rzekł – w takim razie, co masz mi do przekazania i jaki ja mam mieć udział w tym całym interesie?
Było widać, że Marian już dłużej nie może wytrzymać. Natychmiast wypalił, jak z armaty:
– Wytartuję w wyborach.
– Nie i jeszcze raz nie – wyrwał się Hipolit. Może mi wyjaśnić, w jakich? Chyba nie do zarządu hodowców kur futerkowych, albo na członka koła uprawiających rapie.
– Wybaczam ci kury futerkowe i te rapie, chociaż o nich jeszcze pogadamy. Wracam do walki o mandat – siląc się na spokój mówił Marian. Mój znajomy Antek Cwancygier zgłosił ekipę do wyborów. Miał kłopot z kandydatami i nazwą, dlatego zwrócił się do mnie o pomoc. Wymyśliłem mu dwie. Jedna to CeBeA a druga Pstryk. Co do hasła, to podrzuciłem mu „Krętymi ścieżkami pieszo lub rowerem, na gazie lub bez, z nami będzie ci lepiej”.
– O mandat nie musisz walczyć, bo możesz go mieć jeszcze dzisiaj – wtrącił Hipolit. Złapią cię jak nie będziesz przełaził po pasch, albo chlał piwsko w miejscu publicznym, najlepiej koło szkoły. Ale, ale skąd przyszły ci do głowy takie nazwy i dziwne hasło?
– Już ci wyjaśniam – tłumaczył Marian. Nazwy, jak nazwy, takie przyszły mi do głowy i każdy zrozumie je po swojemu. „Cebea” czy „abece” jednemu kojarzyć się będzie ze służbami, a drugim z alfabetem. Pstryk natomiast ze strzelaniem placami, lub błyskiem flesza. Ma to obrazować, że wystarczy pstryknąć, a wszytko zrobi się szybko, łatwo i samo. Nic, tylko żyć, nie umierać.
– Ale to wierutna bzdura. Przecież ja się na to nie nabiorę i sorki, ale na ciebie nie zagłosuję – nie wytrzymał Hipolit.
– Przecież jestem elokwentny, życiowy, dobrze ubrany, rozumiem ludzkie potrzeby, dbam o rodzinę bliższą i dalszą, Chcę, by ludziom żyło się spokojnie i dostatnio. Walczył będę, aby w sklepach było tanio, a częściowo za darmo. Dużą część mojej diety oddam na tych, co nie mają nawet na piwo – nakręcony wymieniał Marian.
– Hola, hola przyjacielu – zastopował go Hipolit. Co to jest za demagogia? Co to są za obietnice? Przecież ty nawet jeszcze nie zdeklarowałeś się, co do kandydowania, a już obiecujesz? Jestem pewny, że gdybyś, w co wątpię otrzymał mandat, to nic lub bardzo niewiele byś z tego zrobił. Są to słowa bez pokrycia i nic więcej.
– Ale przecież wszyscy tak robią, a najbardziej ci, co po raz pierwszy chcą zaistnieć i dorwać się do koryta – wyraźnie zbity z tropu tłumaczył się Marian.
– Władza tak, jak upał lub narkotyki, dla nieprzygotowanego może posłać go do piachu lub pizgnąć mu w dekiel. Znaczy to, że kto nie jest odporny, niech się za to nie bierze. O ile sam sobie zrobi krzywdę to pal licho, ale jak unieszczęśliwi ludzi, to już jest masakra – poważnie mówił Hipolit.
Coś musiało się dziać w głowie Mariana, bo spoglądał wysoko i nad czymś dumał. Bardzo poważnie zwrócił się do kumpla:
– Wiesz, że jak cię słucham, to nawet przyznaję ci rację. Więcej ci powiem, nie wystartuję w wyborach. Na potwierdzenie tego, przy tobie zadzwonię do Antka i powiem mu o swojej decyzji.
Sięgnął po komórkę i po chwili oświadczył, że ma na niego nie liczyć. Nazwę i hasło może sobie wykorzystać. Znajomy chciał jeszcze go przekonywać na różne sposoby, ale ten był nieugięty.
– Powiedz mi, co ostatecznie cię przekonało o zmianie decyzji? – cicho zapytał Hipolit.
– Od dobrego rządzenia są autentyczni, sprawdzeni fachowcy. Oni wiedzą, co i jak trzeba robić, aby było dobrze. Wielu jest w tym kraju przypadkowych pseudo fachowców i oni powinni sobie dać raz na zawsze spokój. Ja do nich byłbym należał. Nie chciałbym być postrzegany, jako ten, co się nie znał, ale wymądrzał i nie spełniał przedwyborczych obietnic – wyjaśnił Marian.
– To co? Będzie, jak dawniej? Będziemy robić dobrze to, co najlepiej potrafimy? – uradowany zapytał Hipolit.
– Tak! Póki co idziemy na piwo – uciął rozmowę Marian i lekko popchał kumpla w stronę baru „Pod pianką”.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz