Ktoś był i był, potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma

Ktoś był i był, potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma

Tytuł zaczerpnęliśmy z myśli jednej z koleżanek Anki Jóźwiak ze Steszewa, która dwa lata temu rozpoczęła walkę z rakiem kości.

Najpierw u 16-latki pojawiły się guzy. Badania wykazały zmiany rakowe. Dziewczyna była silna tak duchowo, jak i fizycznie. Od 2015 roku była czynną zawodniczą stęszewskiej drużyny piłki nożnej dziewcząt. Zawodniczki trenują pod auspicjami Klubu Sportowego „Lipno” w Stęszewie.

Jeszcze niedawno grała razem z nami w piłkę – napisała na portalu jedna z grających z Anką dziewczyn. Walczyła o każde podanie, asystę, bramkę. Kiedy dopadła ją choroba była z nami duchem. W lepsze dni kibicowała na trybunach, zawsze w nas wierzyła i nigdy nie zawiodła. Nigdy też nie poddała się chorobie, choć to nie była równa walka. Na dwa tygodnie przed śmierią bardzo zmęczona chorobą przyjechała na nasz trening, aby popatrzeć, poczuć atmosferę drużyny, posłuchać dziewczyn, porozmawiać. A teraz już jej nie ma z nami! Odeszła. Niebo pozyskało dobrą zawodniczkę. Tylko dlaczego tak wcześnie?!

Anuś! Żegnaj i do zobaczenia. To był dla nas zaszczyt grać z Tobą na boisku! – zakończyła zawodniczka stęszewskiego zespołu.

Niewiele można dodać do tych słów. Miała 18 lat. Stała sie pełnoletnia w kwietniu tego roku.

Pisaliśmy w Kurierze lokalnym o Ani dwa lata pod rząd zachęcając do przekazywania 1% na leczenie.

Tak ją charakteryzowaliśmy:

– To pełna życia 17-to latka. We wrześniu zauważyła na ręce małego guza, który w kolejnych miesiącach bardzo szybko się rozwijał. W styczniu wykonano biopsję. Diagnoza zaskoczyła wszystkich – Mięsak RMS. Niestety zanim można było podać Ance pierwszą chemię, mięsak „zdążył ją pokochać”. Rozgościł się w jamie brzusznej i węzłach chłonnych pod pachą. Obecnie Ania otrzymuje już chemię, a guzy zaczęły się zmniejszać. Niestety po chemioterapii czeka ją jeszcze operacja, rehabilitacja i radioterapia.

Zamieszczając apel byliśmy przekonani, że Anka sobie poradzi. Była dużą i silną dziewczyną. To samo myśleli bliscy, gdy lekarze zaproponowali amputację ręki. Nie zdecydowali się na taki krok. Zapewne teraz zastanawiają się, czy nie należało tego zrobić?! Jest to dylemat. Gdyby ucięli kończynę – czy by przeżyła? Wówczas też byliby w rozterce – po co pozbawiali ją ręki? Może poradziłaby sobie i bez amputacji! Nie da się tego rostrzagnąć. Każde pytanie zostaje bez odpowiedzi.

Odeszła ciepła, serdeczna osoba, której życie dopiero się zaczynało! Bliscy liczyli, że teraz, gdy stała się pełnoletnia, będzie mogła otrzymać leki, jakie biorą dorośli. To mogło ją uzdrowić.

Odeszła 28 sierpnia. 1 września na cmentarzu w Stęszewie żegnało ją stęszewskie społeczeństwo. Oprócz rodziców Magdaleny i Witolda, dotarły zawodniczki z Klubu „Lipno” i z innych drużyn. Ojciec Ani – Witold – aktywnie działa w miejscowym Kole Wędkarskim, zresztą obie córki – Natalia i Ania także wędkowały i były wychowankami Koła. Dlatego na cmentarzu pojawili się także wędkarze.

Mama dziewczyny – Magdalena jest nauczycielką w stęszewskiej Szkole Podstawowej. Mówiąc kilka słów podczas pogrzebu prosiła o wstrzymanie się od składania kondolencji. Mówiła spokojnie i rzeczowo. Można zrozumieć tę prośbę, bo odbieranie tych samych słów od kilkudzisięciu osób, słów, które nic nie wnoszą i nie pomagają w rozpaczy, są wręcz zbędne. Magdalenie i Witoldowi została starsza córka – obecnie studentka.

Ewa Noga-Mazurek

Brak komentarzy

Napisz komentarz