Jak to z Żydami w Polsce było część 14

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Dlaczego niektóremu człowiekowi jest tak trudno być człowiekiem, często sięga po zwierzęce poczynania. *Nigdy nie tłumacz głupcowi, bo i tak nie zrozumie. *Nieraz milczenie więcej powie człowiekowi, aniżeli krzyk. *Jeżeli masz pasj i żonę, to pamiętaj, że pasja nigdy nie da Ci rozwodu. *Wielu ludzi wie o tym, że ich życie może zacząć się dopiero jutro. *Nie ważne, jak upadamy, ważne, jak się ładnie podnosimy. *Żyj tak, aby wszyscy płakali, jak umrzesz. *Gdy władza rośnie, człowiek maleje. *Piękno jest w oczach patrzącego. *Im większa władza, tym mniejszy człowiek. *Głód jest najlepszym kucharzem. *Jeśli przesadzisz, to nawet anioły cię pogryzą. *Człowiek, to jedyne stworzenie natury, które potrafi targnąć się na swoje życie.
Przysłowia Europy: *Nie jest bezpiecznym, kto usiadł za wysoko. *Nie każdy but, na każdą nogę. *Nie podpala się domu, aby wypędzić myszy. *Nie pytaj, a Cię nie okłamią. *Nieszczęścia mówią, czym jest szczęście. *Nie śmiej się przed śniadaniem, bo będziesz płakać przed kolacją. *Nie wykipi garnek pilnowany. *Nie zmienia się konia podczas przeprawy. *Płot wysoki, przyjaźń odnowi na roki. *Płytkie strumyki robią największy hałas. *Pochlebstwo jest smacznym daniem dla głupców, ale i mędrzec lubi od czasu do czasu zjeść chociaż kąsek. *Prawda jest, jak róża, ma też swoje kolce. *Prawdę ujawni tylko czas. *Prawo chwyta muchy, lecz wypuszcza szerszenie. *Przyjaciel wszystkich nie jest niczyim przyjacielem.

Jak to z Żydami w Polsce było część 14
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
W części 14 będę kontynuował zbrodnie Watykanu, który ma na sumieniu miliony niewinnych istnień ludzkich zamordowanych w bestialski sposób. Chcę kontynuować historię księdza, który pierwszy odważył się napisać książki o zbrodniach Watykanu. Był nim wyjątkowo odważny, szlachetny ksiądz profesor Marcin Luter. Szkoda, że najpierw pierwsze księgi wydał w języku łacińskim, bo w Europie przeczytało je niewiele osób. Następnie wydał w języku niemieckim i wtedy dotarły one do znacznie szerszego grona. Wtedy Luter odniósł sukces, a przysłowie mówiące, że „Nie ma takiej mocy na świecie, która by złoto Watykanu nie zwojowała” – upadło. Lutrowi się udało, książki w języku niemieckim przeczytały miliony osób i tysiące ton złota straciły moc. Prawda wygrała.
Możemy zacytować tu przysłowie świata „Oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa”. Pozwolę sobie jeszcze zacytować słowa naszej wspaniałej poetki Marii Konopnickiej, które w 1903 roku przekazała ludowi polskiemu, w polskim kiedyś Lwowie. Wprowadzenie do książki dał Lucyan Rydel pod datą 19.X.1902 roku:
– Tysiące książek napisano, ale mało jest pięknych. Na nic największe nauki, na nic najdłuższe mozoły: Nie napisze prawdziwie pięknej książki, kto z bożej łaski nie otrzymał pisarskiego daru. Próżno uczyć wróbla słowiczego śpiewania. Słowika nikt nie uczył, a śpiewa pięknie, bo Bóg dał mu głos. Podobnie, jak słowikom dar śpiewu, tak niektórym, wybranym ludziom daje bóg talent do pióra. Taki człowiek ma w duszy moc osobliwą, że widzi, czuje piękność dookoła siebie na ziemi, na wodzie, na niebiosach i we wszelkim stworzeniu i w ludziach bliźnich swoich. W prawdzie każdy, ktokolwiek patrzy na kwitnące sady, czy na łany zboża, czy na zachodzące słońce – każdy czuje że to wszystko jest piękne. Ale taki człowiek wybrany czuje te piękność świata, stokroć mocniej i wyraźniej, niż inni – a nie tylko czuje, ale umie słowami wypowiedzieć. A kiedy zacznie pisać, to mu się słowa składają tak jakoś, jakby malarzowi farby: czytasz potem i cały świat staje ci w oczach, niby malowany i nie i nie tylko malowanie, jest jeszcze coś więcej w tym, co pisze poeta. Słowa składają się w wiersze, a wiersze splatają się pomiędzy sobą i płyną, jakby jakaś dziwna muzyka. Kto chce pisać dobre książki, ten musi myśleć o drugich,więcej niż o sobie. Musi mieć serce gorące, któreby wszystkich kochało, wszystkich – bliskich i dalekich, wielkich i małych. Nie ma na ziemi, ani nawet w niebie nic świętszego nad litość. Ona sprawia, że człowiek może stać się podobnym do anioła, kiedy zapłacze nad nędzą, krzywdą i żałością swoich bliźnich. Zacytuję kilka słów Marii Konopnickiej. Człowiek, który je przeczyta i po policzku nie spłynie mu nawet jedna łza, może śmiało skończyć ze swoim życiem, bo nie jest człowiekiem.
*Nie wam, słowiki, wtórzyć przychodzę. Nie z Tobą, Różo, kwitnąć przy drodze, lecz z Tobą płakać człowieku! Temu tylko pług, a socha, kto tę czarną ziemię kocha, kto rodzinnych swoich pól, zna wymowę – łzy i ból.
Kto ukocha lud w siermiędze, kto zna twardej doli nędze, kto wyciągnął, jako brat, dwoje ramion do tych chat!
*GDZIE MY OD WAS ODESZLI?
Gdzie my od was odeszli? Gdzieście wy zostali?… Czemu nie razem, w górę poszła nasza droga? Czemu my dzisiaj-wielcy? A wy czemu – mali? Kto z nas za to odpowie przed sądem u Boga? O Bracia! Jeśli sobie przebaczyć mamy, zróbmy to teraz, dzisiaj; dość żalów, dość kłótni… Otwórzcie nam ramiona! To my – Was szukamy, bośmy może winniejsi… ach i bardziej smutni!
* WYJDĘ Z CHATY POD FIGURĘ.
Wyjdę z chaty pod figurę, będę Boga błagać, prosić, by mnie zmienił w czarną chmurę i rozkazał wichrom nosić. Jak bliźnięcy my tułacze, polecimy, het na wolę. Cóż mi dole? Cóż niedole? Duch mój rwie się, duch mój płacze!
Oj ty wietrze, ptaku mglisty, przed błękitną leć głębinę. Niechaj w cichych szumach płynę, jak mdlejąca pieśń lutnisty. Oj, nie do was, wy stolice, w blaskach złota i w purpurze, bo podpłynęłabym, jak burze, ciskające błyskawice.
Ale do Was nędzne chaty, pola smętne i jałowe; ale do was leśne kwiaty, wysrebrzone w rosy płowe. Ale do was bory ciemne, co poicie mnie muzyką, jak ja smętną, jak ja dziką, zdradzającą łzy tajemne!
Ale do Was, wy mogiły, krwią pojonej ziemi kwiaty. Tam zaczerpnie tchu i siły, duch mój, jeniec ten skrzydlaty!
*NA FUJARCE:
A czemuż wy, chłodne rosy padacie? Gdym ja nagi, gdym ja bosy, głód w chacie? Czy nie dosyć, że człek płacze na ziemi, co ta nocka sypie łzami srebrnemi?
Oj, żebym ja poszedł ino przez pole i policzył łzy co płyną na rolę. Strach by było z tego siewu żąć żniwo, boby snopy były krwawe nad dziwo!
Przyjdzie słonko, na niebiosy wschodzące i wypije bujne rosy na łące. Ale żeby wyschło naszych łez morze, chyba cały świat zapalisz, Mój Boże!

Na tym muszę zakończyć, bo książka z 1903 roku ma już 115 lat i aż 304 strony. Skład robiony był w księgarni H.Altenberga we Lwowie, trzcionkami drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, pod zarządem Józefa Filipowskiego. Rysunki do książki wykonał Stanisław Wyspiański.
Wracając do tematu Marcina Lutra, którego nauka znalazła w Europie licznych i gorących zwolenników wśród wszystkich warstw społecznych. Niemcy ówczesne żyły w biedzie, a duchowieństwo żyło w złocie i niezliczonym bogactwie. To powodowało, że na ich bogactwo patrzył z równą nienawiścią proletariat miejski, jak chłopi i uboga szlachta. Hasła głoszone przez Lutra potępiały bogactwo i wyzysk czyniony przez kler i artstokrację.
Oprócz tego niemałą rolę szerzenia się nauki Lutra odegrało hasło żądania Lutra uniezależnienia się kościoła w Niemczech od zbrodniczego złodziejskiego papiestwa oraz zaprowadzenie języka niemieckiego w obrzędach kościelnych.
Odrodzenie wpłynęło w znacznym stopniu na rozwój literatury w językach narodowych. Rozbudzona świadomość narodowa niechętnie odniosła się do łaciny w obrzędach kościelnych i do zależności kościelnej od czynnika pozakrajowego, jakim było papiestwo. Z tego przybywało zwolenników nauki Lutra. Oni zaczęli się zwać ewangelikami, gdyż pismo święte, zwłaszcza ewangelię, uważali za jedyne i podstawowe źródło wiary.
Były naciski z Watykanu na Lutra. Papież rzucał na niego wszystkie klątwy, jakie tylko były możliwe. Luter się załamał i wysłał list do Watykanu, w którym wyznał, że postąpił źle i prosił o przebaczenie i cofnięcie wszystkich klątw. Papież nakazał Lutrowi, by załadował na taczki wszystkie księgi, zawiózł na rynek w Witembergu i spalił na oczach mieszkańców. Luter chciał wykonać nakaz. Zawiózł księgi na rynek. Przybyły tłumy. W momencie, gdy chciał podpalić, lud zaczął krzyczeć: „Marcinie, zamiast spalić księgi, musisz wrzucić do ognia i spalić bulę, którą przysłał papież z nakazem, co ma zrobić. Lud zagroził, że jeżeli podpali swoje książki, to oni go spalą razem z tymi książkami. Luter do rozpalonego już drewna nie wrzucił, ani jednej księgi, tylko wyjął bullę z kieszeni od papieża i wrzucił do ognia. Tłumy oszalał z radości. Odniósł sukces, a papież odniósł straszną porażkę.
Nadal brodnie Watykanu sięgały zenitu. Inkwizycja paliła na stosach tysiące odszczepieńców, ale nie dosięgnęli Lutra. Miał on już miliony zwolenników w całej Europie. Z czasem wyznawców Lutra nazywano protestantami, ponieważ na jednym z sejmów niemieckich złożyli protest przeciwko zakazowi swobodnego wyznania. Rozpoczął się początek walk religijno-społecznych. Na skutek ożywionej działalności zwolenników Lutra w wielu miejscowościach dochodziło do zrywania z kościołem. Wprowadzono też nowe obrzędy kościelne.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski \

Brak komentarzy

Napisz komentarz