Jedni chcą i nie mogą, a drudzy mogą, ale na siłę nie chcą

Jedni chcą i nie mogą, a drudzy mogą, ale na siłę nie chcą
Poplątanie z pomieszaniem
Kumple Marian Lichy i Hipolit Mizerka w upalny, lipcowy dzień schronili się w cieniu rozłożystej wierzby nad Samicą. Leżąc na trawie, z chłodnym piwkiem w ręku, znaleźli temat na pogaduchę. Tym razem pytaniem zaczął Hipolit:
– Powiedz mi przyjacielu, co o tym sądzisz. Jedni chcą, a nawet tego pragną i robią wszystko, aby jak naprędzej ją otrzymać, inni, gdy już się doczekali, to nie zamierzają z tego skorzystać.
– Jest to dla mnie bułka z masłem. Oczywiście, że chodzi o emerytów, a co za tym idzie o wiek, w którym mogą na emeryturę przechodzić – rzekł Marian. Pozwól jeszcze, że wyrzucę z siebie to, co w tej kwestii leży mi na wątrobie. Od dzieciaka czarna rozpacz ogarniała mnie, gdy pomyślałem, ile to jeszcze lat czeka mnie do zasłużonego odpoczynku. Każdy rok, począwszy od kilku szkół, aż do pracy zawodowej, ślimaczył mi się niemiłosiernie.
– Nie przesadzaj z tymi szkołami, bo z tego, co wiem i to od ciebie, że podstawówkę zaliczyłeś i nawet nie repetowałeś. W dalszej edukacji już szło ci, jak po grudzie i kilka razy zaliczałeś tę samą klasę – ironicznie wtrącił Hipolit.
Kumpel miał częściowo rację, dlatego też Marian musiał przełknąć jego przytyk. Postanowił definitywnie wyjaśnić, jak to rzeczywiście było.
– Chcę ci raz na zawsze wytłumaczyć – rzekł Marian, że ulali mnie w szkole ponadpodstawowej tylko raz i to dlatego, że chorowałem i dużo godzin opuściłem.
– Już ja znam tę twoją chorobę. Wcześnie zacząłeś chlać gorzałę i latać za dziewuchami. Z kacem i opuszczonymi do kolan portkami ciężko było chodzić do budy – drwił z kumpla Hipolit.
– Wiesz także ode mnie, że średnią szkołę robiłem wieczorowo. Równolegle pracowałem, bo chciałem mieć kasę. Było „siano”, były laski i zabawa. Nie było czasu na wbijanie do łepetyny bzdurnych regułek i całego tego materiału. Zawaliłem rok i tego nie da się ukryć – tłumaczył się Marian.
– Chciałem jednak powrócić do istoty sprawy – zdecydowanie rzekł Hipolit.
– Rozumiem, że temat niezmiennie dotyczy emerytów – ożywił się Marian.
Hipolit zaczął mówić:
– Siedziałem w szkolnej ławce i myślałem, ile to lat pozostało mi do emerytury. Kiedyś zwierzyłem się z tego mamie. Matula setnie się uśmiała i rzekła: „Ty chłopcze myślisz o tym, czego ja jeszcze nie mam. Dużo wody w rzekach upłynie zanim ja przejdę na emeryturę. Potem długo ty popracujesz i dopiero po około czterdziestu latach, takie świadczenie otrzymasz. Nie martw się, szybko to przeleci” – pocieszała mnie matula. Po takiej rozmowie z rodzicielką szczęka mi opadła i więcej do tego tematu nie wracałem. Rzeczywiście mama miała rację. Lata minęły, jak z bicza trzasnął. Rodzina, dzieci, praca i tak w kółko. Ani się obejrzałem, jak wszedłem w wiek emerytalny i zbliżyłem się do 65 lat. Już, już się cieszyłem, że zbliża się kres mojej pracy zawodowej. Moja radość była przedwczesna. ponieważ zdarzyło się coś, co zaskoczyło mnie, a jednocześnie ogromnie wkurzyło. Jak grom z jasnego nieba spadła widomość, że muszę popracować o jedenaście miesięcy dłużej. Tak ówcześnie rządzący, bez moje zgody zadecydowali. Kląłem ich na czym świat stoi. Tyle zakrętów po łacinie, co ja na nich wywaliłem tego nie zliczę. Nie chciałem, ale musiałem tyrać. Zacisnąłem zęby i dotrwałem.
– Hola kolego, hola – przerwał Hipolit. Przecież to wszyscy tak mieli od chwili podjęcia tej ustawy. Powiedz mi jednak, o co ci tak naprawdę chodzi?
– O to przyjacielu, że ja nie chciałem dłużej pracować, a mnie do tego zmusili. Byłem tak zmęczony, że miałem wszystkiego dość i chciałem odpocząć.
– Nadal nie kumam, o co ci chodzi! – zapytał Hipolit.
– O to, że nie pozwolono mi tak, jak to wcześniej było po ukończeniu 65 lat, przejść na emeryturę. Na siłę wciskali, że jest to konieczne, bo za dużo jest emerytów, za mały przyrost naturalny i na emerytury nie ma i w perspektywie nie będzie kasy. Wyobraź sobie jednak, że byli i nadal są tacy, którzy pomimo tego, że ukończyli lata na „emę” nie chcą przejeść. Ani siłą, ani przepisami nie idzie ich ruszyć. Mało tego, walczą wszędzie, gdzie się da, aby pracować do „osiemdziesiątki” – nabuzowany tłumaczył Marian.
– Chyba nie mówisz o lekarzach lub o kominiarzach? – ironicznie zapytał Hipolit.
– Ci, o których myślę i mówię, są od tych wspomnianych, nieporównywalnie więksi – nadawał Marian.
– Wiem, do kogo pijesz. Cicho bądź przyjacielu, ba jak oni usłyszą lub im ktoś na ciebie doniesie, to z „pierdla” nie wyjdziesz – ściszonym głosem rzekł Hipolit.
– Co cicho, co cicho? – zły wrzasnął Marian?. Czyli wiesz, że chodzi o tych, co w „szyldzie” mają babkę z opaską na oczach.
– Nie bądź taki okrutny, bo oni chcą kilka lat tylko dłużej pracować. Z tego, co wiem do 67 roku życia – uspokajająco mówił Hipolit.
– Mam to głęboko gdzieś! Co oni chcą lub kombinują. Gdyby w życiu rzeczywiście się narobili i mieli ręce do kolona, żylaki na nogach i roztrzaskane kręgosłupy, bolące głowy, to rwaliby na emeryturę tak, jak normalni ludzie – nabuzowany mówił Marian.
– Nie chcą, bo mają pozycję, duże pieniądze i inne przywileje – wyliczał Hipolit.
– Skończmy ten temat, bo za chwilę szlak mnie trafi! – przerwał Marian.
– Masz rację, wrzućmy na luz – pojednawczo rzekł Hipolit. Dodam tylko, że jest takie powiedzenie: Gdy ktoś w swojej idiotycznej filozofii pieprzy od rzeczy i ustawia coś pod siebie, to powinien zmienić lekarza.
– Po co? Dlaczego? – z pytaniem wyskoczył Marian.
– A to dlatego, że ten dotychczasowy go oszukuje – odpowiedział Hipolit.
– To jest dobre! To jest mocne! – śmiejąc się rzekł Marian.
Po tym kumple wstali, przybili sobie piątkę i udali się do domów.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz