„Cykor” przed czarnym

„Cykor” przed czarnym
– Człowiek całe życie czegoś się boi. A to czarnego kota, a to białego psa, rudej i zezowatej baby. Tak sobie myślę, że strach, jak cień idzie z nami krok w krok z tym, że ten drugi tylko w dni słoneczne lub nocą. Takie jest moje zdanie – rzekł Marian Lichy zwracając się do Hipolita Mizerki.
– Oho! Jest coś na rzeczy. Tylko nie wiem jeszcze co – odparł kumpel. W związku z tym zadam ci kilka pytań i to po kolei. Spróbuj się do nich od razu ustosunkować.
– Zaczynaj, choć wiem, że jesteś za cienki w uszach, aby rozszyfrować, o co mi chodzi – rzekł Marian.
– Co to znaczy lęk przed rudą, wielokolorową babą? – zadał pytanie Hipolit.
– Zapomniałeś sprecyzować zezowatą – wszedł w zdanie kumplowi Marian. Już ci mówię, gdy taką spotkasz i nie zdołasz przejść, a najlepiej uciec na drugą stronę ulicy, to miń ją i natychmiast spluń na cztery strony świata.
– A to niby dlaczego? – niepewni dopytywał Hipolit.
– Musisz wiedzieć, że jak ktoś jest „ryż i zyz tego się strzyż”. Jak takie coś krzywo na ciebie spojrzy, to masz murowanego pecha. W najlepszym razie urośnie ci kurzajka, a w najgorszym zbijesz flaszę gorzały, kupioną za ostatnie bejmy.
– Czy to dotyczy obojga płci? – odezwał się niepewnie Hipolit.
– W zasadzie tak! – szybko wyjaśniał Marian. Jestem pewny, że baby są zdecydowanie mocniejsze w tym działaniu. Krzywo spojrzy, mruknie coś pod nosem i nieszczęście jest gotowe.
– Nie strasz przyjacielu, bo ja mam sąsiadkę rudą, jak wiewióra, a do tego ma koszmarnego „strita”, czyli zeza. Nazywa się Melpomena Winkiel, ale jak do tej pory nic złego mi nie zrobiła – pocieszał się głośno Hipolit.
– Na wszelki wypadek noś przy sobie coś, co odstrasza czary. Najlepiej zakładaj gacie na lewą stronę, lub łapkę zdechłego szczura ewentualny ząbek czosnku pod lewym zębem – z ironicznym błyskiem w oku tłumaczył Marian.
– Zdecyduję się na noszenie bielizny na „ręby”. Może nie pomoże, ale też nie zaszkodzi. A co z tym białym psem? – szybko zadał pytanie Hipolit.
– Z tego, co ci powiem w tym temacie się nie śmiej, bo nie ręczę za siebie. Mówił mi o tym przed laty mój ojciec, a on na psach znał się jak nikt inny – z błyskiem w oczach tłumaczył Marian.
– Mów szybko, bo umieram z ciekawości – wtrącił Hipolit.
– Słuchaj i ucz się – wyjaśniał Marian. Białego psa bali się zarówno ludzie jak i zwierzęta. Uważali, że takiej maści zwierzę jest rozebrane do koszuli i ich błyskawicznie dopędzi – po tych słowach wybuchnął śmiechem.
Jakoś żart ten nie dotarł do Hipolita, dlatego sarkastycznie rzekł:
– Ale suchar. Nie ma co, bujda na resorach. Chociaż po głębokim namyśle muszę przyznać, że podczas wysiłku ludzie zrzucali kurtkę lub sweter i pracowali w samej koszuli. Taki jeden Felek Pompka, jak wypił kielicha na zabawie, to szukał zwady. Gdy trafił mu się potencjalny przeciwnik ściągał marynarkę i w koszuli rwał się do bójki.
– A więc widzisz, że białe niekiedy ciekawie się kojarzy – przerwał kumplowi Marian. A teraz powiem ci o czarnym kocie. Mój kuzyn Zygfryd Stękacz przekonał się, że to zwierzę przynosi pecha. Wyobraź sobie, że na zabawie wiejskiej w Cykowie poznał taką jedną Melę Zając. Miał w czubie i było ciemno, więc dziewczyna wydała mu się ładna. Kojarzył, jak przez mgłę, że były buziaki i „tango przytulango”. Na koniec zabawy umówił się z nią na następny dzień. Przypomniał sobie o randce dopiero około południa, gdy minął mu kac. Specjalnie mu się nie chciało jechać, ale obiecał, że wstawi się na pewno. Przygotował sobie rower i ruszył. Trochę czasu mu zajęło zanim pokonał osiem kilometrów, jakie dzieliło go od wioski dziewczyny. W połowie drogi przez jezdnię przeleciał mu czarny kot. Zły znak pomyślał, ale w takie przesądy specjalnie nie wierzył. Pruł dalej, ale kocisko nie dawało mu spokoju. Analizował to, co mu jego ciotka – lokalna guślarka mówiła, aby zwracał uwagę, z której, na którą stronę zwierzę przebiega. Nie mógł sobie przypomnieć, czy jak z prawej na lewą to szczęście, czy pech. Bijąc się z myślami wjechał na podwórze dziewczyny. Kot powrócił mu przed oczy, gdy spojrzał na Melę. Ale musiałem mieć w czubie pomyślał, bo dziewczyna wczoraj ładna, dzisiaj nie była krzykliwej urody. Skoro już przyjechał, to postanowił jakiś czas u dziewczyny spędzić. Nie przewidział, że najgorsze dopiero przed nim. Gdy rozmawiał z Melą na kanapie przyszli jej bracia Wicek i Wacek. Oni po śmierci ojca przyjęli opieką nad siostrą. Obiecali jej, że znajdą jej męża. Chłopy, jak dęby lubią sobie popić. Wtedy o wszystkim decydują. Gdy dowiedzieli się, że Mela spędziła wieczór i część nocy z Feliksem oznajmili, że na pewno ją wykorzystał i musi się z nią ożenić. Próbował się stawiać. Zmuszony do wypicia kilku kielichów topniał w ochach. Gdy miał w czubie oświadczył się Meli. Zanim dobrze wytrzeźwiał już było po ślubie. Sam teraz widzisz, że czarny kot, o ile przebiegnie ci ze złej strony przynosi pecha.
– Wiesz, że czarnego koloru wielu bardzo się boi – wszedł w zdanie kumplowi Hipolit.
– Co masz na myśli? – zapytał Marian.
– Już ci mówię – oznajmił Hipolit. Dla wielu kolor czarny, to żałoba, a dla innych moda. Syn mojego kumpla Szymek Lufa gra w nogę i jak przegrał zawody, to podawał rożne powody. Jednym z nich było to, że przeciwnicy grali w czarnych strojach. Była to obsesja, którą przejęli od niego kumple z zespołu.
– Powiedz mi, co by było, gdyby przyszło im grać z murzynami? – nagle zapytał Marian.
– Ty chytrusie! Ty cwaniaczku! Już wiem, do czego zmierzasz. Miarkuję, że nawiązujesz do meczu z Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, które odbywają się właśnie w Rosji. Nasi pokazali dobitnie, że z murzynami nie potrafili niczego ugrać – tłumaczył Hipolit.
– Tak! Dokładnie! I więcej ci powiem, że kot i gracz czarny, to dla niektórych los i wynik, więcej niż marny! – zakończył rozmowę Marian.
                            Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz