Emocje wokół „ekspresowej piątki” nie maleją

Emocje wokół „ekspresowej piątki” nie maleją

Każda cierpliwość ma swoje granice. Nerwy, oczekiwanie na poprawę sytuacji rodzi frustrację i złość. Narastają emocję. Ludzie żyjący w niepewności i stresie szukają sposobów na rozwiązanie problemów, które utrudniają im życie. Chwytają się różnych, niekiedy radykalnych metod, by osiągnąć cel. Tak jest w przypadku mieszkańców gminy Stęszew. 

W dniu 22 czerwca mieszkańcy Będlewa i Wronczyna, przy poparciu ludzi ze Stęszewa i innych wiosek zorganizowali protest przeciwko wstrzymaniu prac na budowie drogi ekspresowej S5, na odcinku Głuchowo koło Poznania – Wronczyn. Nie zostały dotrzymana przez wykonawcę oraz Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad terminy zamknięcia, a potem otwarcia skrzyżowania drogi wojewódzkiej nr 431 z drogą krajową nr 5.

Protest 22 czerwca polegał na blokowania ruchu na przejściu dla pieszych na pasch drogi krajowej S-5 w Zamysłowie. Był wyrazem bezsilności i zniecierpliwienia wobec obecnej sytuacji. Niemniej przebiegł bez zakłóceń.

Przypomnijmy, że od września 2015 roku budowany jest na terenie gminy Stęszew odcinek drogi ekspresowej S5: Głuchowo – Wronczyn.

Inwestycja ta była wyczekiwana przez wiele lat i miała być rozwiązaniem większości problemów komunikacyjnych, nie tylko gminy Stęszew, ale i sąsiednich. Niestety tak się nie stało, ponieważ wykonawca wspomnianego odcinka bardzo opieszale prowadził budowę, by po pewnym czasie całkowicie ją opuścić. Na placu przypominającym „księżycowy krajobraz”, poza resztkami materiałów budowlanych, nie pozostało nic.

Sytuacja ta jest szczególnie trudna, bo część mieszkańców stęszewskiej gminy, prawie rok temu (w sierpniu 2017) została „odcięta komunikacyjnie od świata”. Mowa tu o zamkniętym skrzyżowaniu DW 431 z DK 5. Mieszkańcy Będlewa, Wronczyna, Zaparcina i inni miejscowości, zmuszeni zostali docierać do pracy, szkół, do lekarza, po zakupy kilkunastokilometrowymi objazdami. Uczniowie, by dojechać do szkoły mieszczącej się w sąsiedniej miejscowości dowożeni są przez teren ościennej gminy.

Prace na wspomnianym odcinku, jako jeden z etapów budowy drogi S5 miały zostać zakończone w listopadzie 2017 roku..

Tak się nie stało. Na przełomie 2017 i 2018 roku warunki atmosferyczne, według firmy TOTO, nie pozwalały na kontynuację prac. Wczesną wiosną szły one bardzo opieszale, a termin zakończenia przedłużony został do maja 2018 roku, by w końcu dotrzeć do dnia, kiedy wykonawca zszedł z budowy. Po tym fakcie oraz w obliczu wyczerpania wszelkich pisemnych możliwości interwencji; w sytuacji, gdy kolejne zapewnienia inwestora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nic nie zmieniły; mieszkańcy podjęli decyzję o proteście.

Media poruszone przez ogłoszenie protestu doctarły z pytaniami do Generalnej Dyrekcji i doprowadziły do tego, że jej przedstawiciele razem z przedstawicielami wykonawcy – firmy TOTO pojawili się w gminie. Byli 21 czerwca na XXXVIII sesji Rady Miejskiej. Z ich strony padły – przy szerokim gremium – deklaracje, że firma wraca na budowę i dokończy prace, a newralgiczny wiadukt zostanie otwarty do końca lipca.

Rzeczywistość na dzień dzisiejszy wygląda mało ciekawie. Na placu budowy, pomimo zapewnień inwestora i wykonawcy jest niewielu pracowników, sprzętu i maszyn.

O sytuacji związanej z tą inwestycją rozmawiał z redaktorem „Kl” burmistrz gminy Stęszew.

*Jakby Pan opisał sytuację związaną z budową drogi S5 – odcinka biegnącego przez gminę Stęszew?

– Ostatni czas to gehenna i ciągłe przerzucanie się pismami z GDDKiA oraz firmą TOTO. Na bieżąco monitorowaliśmy sytuację na placu budowy i zgłaszaliśmy inwestorowi wszelkie wątpliwości, nie przestrzeganie zapisów umów przez firmę TOTO. Korespondencja z tego czasu to 6 segregatorów. Ostatnie miesiące, czyli nie wywiązanie się z terminu otwarcia skrzyżowania DW431 i DK5 i zejście wykonawcy z budowy, to już dramat. Poza mną, pisał też sołtys Wronczyna i mieszkańcy tej miejscowości. W marcu i kwietniu zgłaszali swoje problemy. W przejmującym apelu prosili o pomoc instytucje i posłów. Na początku czerwca (2.06) byliśmy z sołtysem Wronczyna i Będlewa na spotkaniu z posłami. Nasz argumenty były przysłowiowym „grochem o ścianę?. Dopiero ogłoszenie przez mieszkańców protestu na drodze „ruszyło” sprawę, choć nie wiem, czy nie są to ruchy pozornie.

*Mówi Pan o tym, że po ogłoszeniu protestu sprawę ruszyły media.

– Tak. Za mediami pojawił się również na sesji przedstawiciel inwestora i wykonawcy. Solennie obiecywali, że prace na S5 zostaną dokończone, a najważniejszy dla nas wiadukt otwarty zostanie do końca lipca. Zapewnili też, że firma TOTO powróci na budowę 25 czerwca. Dziś jest już kilka dni po tej dacie, ale niewiele się tam dzieje.

*Czy to znaczy, że były to tylko „pozorowane ruchy, mające na celu odwieść mieszkańców od protestu?

– Trudno jest mi to jednoznacznie stwierdzić, ale mogą oni odnieść takie wrażenie.

*Decyzja o organizacji protestu przez większość mieszkańców oceniana była pozytywnie, jako w pełni uzasadniona. Tak wynika m.in. z komentarzy w mediach.

– Też jestem tego zdania. Głosy poparcia docierały także od mieszkańców sąsiednich gmin – Komorniki i Dopiewo, dla których zakończenie budowy S5 jest równie ważne.

*Jak więc wyjaśni Pan program, jaki pojawił się w telewizji publicznej i bardzo ostre komentarze, sugerujące, że protest, to sprawa polityczna?

– Trudno to komentować, w sytuacji, gdy przygotowujący go dziennikarze nie bardzo wiedzieli, o czym mówią. Zaprosiłem ich z resztą, by w terenie pokazać jak wygląda rzeczywistość mieszkańców gminy. Nie skorzystali z zaproszenia.

*A jak odniesie się Pan do zarzutów osoby, która pojawiła się w telewizji publicznej, jako przedstawiciel mieszkańców i zarzucił Panu upolitycznienie sprawy oraz to, że mógł Pan wiele miesięcy temu rozmawiać z wykonawcą, by udrożnił węzły dla mieszkańców?

– Brak mi słów. Taka wypowiedź pada z ust osoby, która powinna znać doskonale obowiązujące procedury (a ewidentnie nie orientuje się w sytuacji). Powinna pamiętać, że na inwestycję krajową nie ma realnego wpływu ani burmistrz, ani radni. Co więcej, jak widać po naszych prośbach, do posłów, czyli osób, które mogłyby rzeczywiście pomóc, nawet oni nic w tym temacie nie zmienili? Skoro GDDKiA, jako inwestor płacący wykonawcy za pracę nic nie może to, jaką moc mam mieć ja? TOTO nie jest zależne od gminy. Analizując wypowiedź tego rzekomego przedstawiciela mieszkańców i komentarze TV publicznej powiedziałbym, że lepiej by pewnie było, gdybym nie pilnował sytuacji, nie monitował w sprawie. Miałem siedzieć cicho. Nie byłbym wtedy niewygodny i nie psułbym humoru niektórym posłom. Gdybym miał się obawiać zarzutów o upolitycznianie spraw, to przez całą kadencję nic nie mógłbym robić, bo wszystko może być dla kogoś niemiłe. Mam pełną świadomość, że niezależnie od tego, czy moje działania są słuszne, czy nie, będę napiętnowany, bo jestem z PSL i w dodatku nie jestem spolegliwy.

*Czyli protest mieszkańców, to nie Pańska kampania wyborcza?

– Wolne żarty! Mieszkańcy mają prawo wyrażać swoje niezadowolenie. Czy każdą taką sytuację mamy teraz odczytywać, jako polityczną? Poza tym, nie znam jeszcze nawet terminu wyborów, bo nie zostały ogłoszone. Może inni je znają? Według mnie, sprawa została raczej wykorzystania przez telewizję publiczną do wypromowania nowego działacza partii rządzącej w naszej gminie. Ja nie muszę takich działań podejmować.

*Tak Pan ocenia ten materiał?

– Dokładnie tak. Jak wytłumaczyć czynny udział w proteście osób, które później do kamery wyrażają swoją dezaprobatę wobec akcji? Po co tam byli? Poza tym, łatwo teraz, gdy „mleko się wylało” i prace na budowie stanęły szukać winnych wśród niewinnych. Mieszkańcy – winni, bo robią mi kampanię, ja – winny, bo ich do tego namówiłem. To ewidentna próba przerzucenia odpowiedzialności. Zresztą przedstawiciele partii rządzącej sami niedawno nas zapraszali na spotkanie w sprawie m.in. S5, jakie zorganizowali w Stęszewie. Chcieli poznać opinię mieszkańców, ich stanowisko w tej sprawie. Pomimo przedstawienia im konkretnych faktów, nawet wtedy nic nie zrobili. Dopiero szeroko nagłośniony protest uświadomił im, jak bardzo sprawę zawalili, jak zagrożona została ich pozycja polityczna. Audycją w TV publicznej próbowali się ratować i pozbyć winy.

*Smutne są to konkluzje. Chciałoby się wierzyć, że zarówno inwestor, jak wykonawca dotrzymają słowa i budowa zostanie zakończona.

– Również chcę w to wierzyć. Newralgiczny dla nas na tę chwilę jest wiadukt (skrzyżowanie DW 431 z DK 5), ale w sumie, na terenie naszej gminy jest ich aż 5, a nie, jak wydaje się osobom niezorientowanym tylko jeden – w Zamysłowie. Dodatkowym tematem są też przejścia dla zwierząt. Pracy jest jeszcze dużo, by zapewnić przepustowość całego odcinka S5 i ułatwić życie nie tylko naszym mieszkańcom, ale i tym z gmin sąsiednich.

*Dziękujemy za rozmowę i wypatrujemy z niecierpliwością zapowiadanego i pełnego powrotu wykonawcy na plac budowy.

# Od kilku dni na wspomnianej budowie drogi ekspresowej S-5 ruszyły prace. Odżyły nadzieje na jej ukończenie. Czas pokaże, czy obietnice złożone przez GDDKiA oraz firmę TOTO zostaną dotrzymane.

Warto w tym miejscu dodać, że protest mieszkańców i walka władz Stęszewa o dokończenie inwestycji odniosły pożądane skutki. Na łamach naszej gazety będziemy informować czytelników o tym, co się dzieje z tą i wokół tej inwestycji.

               

 

Brak komentarzy

Napisz komentarz