Jak to z Żydami w Polsce było część 9

Jak to z Żydami w Polsce było część 9

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Polacy nie żyją po to, aby walczyć, Polacy walczą po to, by żyć. *Pamiętaj, dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. *Orężem Watykanu jest krzyż, złoto, sztylet i trucizna, moim orężem jest pióro i atrament. *Człowieku intrygi, które przygotowałeś ludziom, nie naprawisz uśmiechem. To wszystko wróci do Ciebie z podwójną siłą. *Stęszew – ukochana moja anatewka, tylko Pan Bóg ma prawo mnie stąd zabrać. *Pewnym lekarstwem na wszystkie choroby jest tylko śmierć. *Lekarz to najlepszy zawód, każdy błąd ukryje pod ziemią.*Gd y Papież Franciszek myje ludziom nogi, jego watykańscy pracownicy liczą złoto.
Przysłowia Europy: *Otwarte drzwi skuszą nawet świętego. *Co ojciec nakapie, jego syn rozdrapie. *Cudze nieszczęścia znosi się łatwo. *Czarną owce w każdym stadzie znajdziesz. *Czas czyni cuda. *Człowiek mądry zmienia zdanie, głupiec nigdy. *Daj głupcowi dosyć sznura, a sam się powiesi. *Dobrze jest mieć przyjaciół – źle potrzebować ich pomocy. *Gdy przemówiły armaty, za późno na debaty.

W ostatnim czasie otrzymuję wiele listów i telefonów z pytaniami dlaczego tytuł artykułów nosi nazwę „Jak to z Żydami w Polsce było”, a piszę o torturach. Spróbuję wyjaśnić.
W roku 1990 badałem sprawę masowej zbrodni w Jugosławii i wówczas też musiałem cofnąć się o 1000 lat i tak samo teraz musiałem cofnąć się do świetności i upadku imperium rzymskiego. Próbuję znaleźć środki łagodzące dla Hitlera i narodu niemieckiego, ktoś kiedyś napisał słowa „Czy wiesz kto to jest twój wróg? To jest twój przyjaciel, którego kiedyś poznasz”. Wszystko mogę Niemcom przebaczyć, ale mordowania dzieci nie i nigdy. Jak Niemiec mógł z kołyski za nóżki wyjąć trzymiesięczne dziecko żydowskie i uderzyć główką o ścianę, dlaczego? Jakie były prawdziwe motywy ich działania, jak można było zamordować sześć milionów niewinnych ludzi, dzieci, kobiet mężczyzn, starców? Tylko za to, że byli Żydami? Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Pana Boga. Wracamy do Doruchowa, gdzie 14 niewinnych kobiet czeka w beczkach na kolanach związane na śmierć. Zakończyłem jak ośmioletni chłopiec ukryty na zapiecku obserwował tortury jednej z nagich kobiet. Gdy kobieta uniesiona do góry za ręce związane z tyłu, zaczęła okropnie krzyczeć, chłopiec przestraszony nigdy nie widzianą męczarnią krzyknął przeraźliwie ze strachu na przypiecku. Dwaj oprawcy zaczęli szukać chłopca, gdy znaleźli, ściągnęli z przypiecka, chłopiec myślał, że prowadzą go na śmierć. Wzięli chłopca na barki i wynieśli z izby dosyć daleko od domu, położyli na ziemi. Dalej opisuje świadek – więcej może jak godzinę odpoczywałem na tym miejscu ze strachu, nim doszedłem do siebie. Gdym późno w nocy powrócił, rodzice moi nie spali i byli o mnie w największej niespokojności. Nie wiedząc, gdzie się podziewałem. Opowiedziałem im co widziałem. Odstąpił ich przesąd, a matka rzewnie zapłakała. Tym sposobem wszystkie kobiety na tortury brano i męczono. Nazajutrz po tych mękach trzy z nich umarły, żywych zostało jeszcze jedenaście. Dziedzic pełniący urząd wielkiego inkwizytora, przyspieszając egzekucję, przysposobił czterech fornali w drabia, jakich podczas żniw używają. Po południu, może o godzinie trzeciej, te fornalki zajechały przed spichrz i na wozy pakowano kobiety w beczkach” na trzy wozy żywe, a na czwarte umarłe. Także w beczkach. Na każdym wozie przy żywych siedział ksiądz zakonnik z Watykanu odprowadzając je, aż na plac egzekucji. Tu oprawcy wydobywali z beczek powiązane linami kobiety, uchwyciwszy pod pachy, wciągali po drabinach na stos, na którym stał już kat jeden z czterema pomocnikami. Ci odebrawszy kobietę, kładli ją twarzą ku ziemi i klockami przyciskali kark i nogi, po czym owymi beczkami stos obstawiali. Trzem kobietom martwym głowy na pniu poobcinano toporami, a potem w jednym dole już na to wykopanym ciała ich wraz z głowami ułożono. Stało wiele ludzi z pochodniami przeznaczonymi do zapalenia stosu. Sędziowie byli także przytomni, ale już bez flaszki. Jeden z nich zawołał: „Zapalaj pochodnie”. Co, gdy nastąpiło kaci ustawili owych ludzi z pochodniami dookoła stosu. Sędzia krzyknął straszliwie: „pal” i cały stos stanął w płomieniach. Tu kat przyniósł jakieś drewniane naczynia i kilka książek i wyrzucił w ogień. Gdy dym zaczął dusić, słychać było jęk niewinnych ofiar spod ziemi podnoszący się ku obłokom. Zgromadzony lud, którego było kilka tysięcy, w ten czas dopiero pobudzony do litości, zaczął się oburzać na dziedzica, przytomnego na koniu; ten widząc zżymanie się i pogróżki tłumu spiesznie się oddalił. Stos całą noc się palił, po czym dopiero ciała trzech zmarłych kobiet zasypano ziemią. „Niedaleko tego miejsca stały trzy słupy wkopane w ziemię z żelaznymi obręczami. Po trzech kobietach zamęczonych pozostały córki, około piętnastu lub szesnastu lat mające. Te także następującej nocy, po spaleniu ich matek na plac egzekucji zaprowadzono. Tam sędzia przeczytał im dekret: „że będąc córkami czarownic musiały się już nauczyć tej diabelskiej sztuki i dusze swe czartom zapisać; aby się więc wyrzekły wspólnictwa z diabłami, mają być u słupów rózgami smagane. Po czym oprawcy obnażyli je po pas, każdą przywiązali do osobnego słupa, ręce i nogi do owych obręczy i tak je po gołych plecach rózgami bito. Jedna z nich kilka dni po tym katowaniu zmarła, miała tylko 15 lat. Egzekucja ta odbiła się echem w całej Polsce. Starania o ustawowe potępienie strasznego zabobonu i ciemnoty ustalonej przez watykańsko – niemieckich kolonistów w całej Polsce wreszcie odniosły skutek. Narodem ciemnym, nie pisatym i nie czytatym w ciemię bitym łatwo było kierować. I tu po raz kolejny wyjaśnię kto to byli ludzie w ciemię bici. Mianowicie po roku 1500 w Niemczech, gdy Luter przybił na drzwiach kościoła w Witembergu 95 tez dotyczących kupczenia odpustami w Polsce zaczął się szerzyć luteranizm. Szczególnie w Wielkopolsce do tego czasu w kościołach na środku między innymi w Stęszewie były murowane z cegły lub z kamienia baseny, do których wchodził dorosły człowiek i polewano go wodą z dzbanów. Rozszerzanie się luteranizmu w Polsce spowodowało, że Watykan zlikwidował baseny i wprowadził chrzest noworodków. Wtedy podczas polewania główki noworodka ksiądz pstryknął dziecko w ciemię i później dorosły człowiek nadawał się tylko do pracy fizycznej i do kłaniania się i całowania po rękach pana i plebana. Aby całkowicie ukrócić rozszerzanie się w Polsce kościołów protestanckich Watykan wysłał 200 Jezuitów do Poznania i od tego momentu protestanci zaczęli ginąć bez wieści lub znajdowano ich martwych w rzekach i jeziorach, pływających na powierzchni wody. Pamiętam jak z ojcem w latach 60-tych ubiegłego wieku jeździliśmy po wsiach to było tam jeszcze wiele ludzi w ciemię bitych – tak wtedy ich zwano. Do dzisiaj jest w Stęszewie powiedzenie jak ktoś jest mądry, to ludzie mówią „on nie jest w ciemię bity”. Wróćmy do tematu czarownic, w roku 1776 na sejmie król Stanisław August zażądał zniesienia tortur, a Kasztelan Biecki, Wojciech Kluczewski, poszedł o krok dalej, wywodził, że należałoby w ogóle zakazać dochodzenia spraw o czary. Konstytucja sejmowa uchwalona na tym sejmie zabroniła wreszcie tępienie czarów za pomocą tortur i zniosła raz na zawsze kare śmierci za nie. Ku upamiętnieniu tego faktu wybito medal z napisem w języku łacińskim : „Mękami wyciągać zawsze wątpliwe wyznania zbrodni, pociągać do sądu obwinionych o rzekome związki z mocą szatańską zakazał sam sejm roku 1776 na wniosek Króla Stanisława Augusta”. Nie przekazały nam żadne kroniki, czy wpadł ktoś na pomysł przesłania wybitego medalu dziedzicowi Doruchowa i drugiego Papieżowi do Watykanu, aby trawiły ich dozgonnie wyrzuty sumienia. Natomiast jest odnotowane w kronikach, iż konstytucja sejmowa z roku 1776 zabraniająca dochodzenia kary przez tortury nie od razu była ściśle przestrzegana. W 14 lat po tragedii doruchowskiej w roku 1789 następuje dokładny opis aż dwóch spraw o czary z użyciem tortur i ognia w Zagościu, wsi należącej do starostwa Nakielskiego oraz wsi Zrzyczu w obwodzie Stobnickim.
Ciąg dalszy nastąpi

Brak komentarzy

Napisz komentarz