Komórki zamiast puszczanie bąków

Komórki zamiast puszczanie bąków

– Kiedyś to umieli się bawić. Uliczki: Dębna, Dębienka, Witobla, Zamyslowa, Stęszewa, Kościana, Śmigla, Czempinia i innych osad, do późnych godzin wieczornych wypełnione były gwarem bawiących się dzieciaków. A teraz, to nawet latem pustka wyziera spod każdego domu. Tak na dobrą sprawę, to niewielu dziś pamięta o robieniu kaczek na wodzie, puszczaniu bąka, grę w nożyka, klipę, babę, dołka, kutego, gonitwę, chowanego i dwa ognie. Czy ty cokolwiek wiesz na ten temat? – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki.
– Hola, hola mój przyjacielu – zareagował Hipolit. Ty pewnie myślisz, że ja mieszkałem na biegunie i o niczym nie wiem. Doskonale pamiętam te wszystkie zabawy, choć trochę przerobione, czyli dopasowane do danej miejscowości.
– Pewnie puszczanie bąka ci przyszło do głowy. U was pewnie czyniono to zaraz po tłustej grochówie z kapustą – szydził Marian.
– Nie mam zamiaru z tobą się droczyć – spokojnie odparł Hipolit. Powiem ci też, że masz kosmiczną sklerozę. Nie dalej, jak w zeszłym roku opowiadałeś mi o pustych uliczkach, bez gwaru dzieci i ich zabaw.
– Wiem, wiem – niepewnie odpowiedział Marian udając, że coś sobie przypomina.
– O co więc chodzi tym razem? – dopytywał Hipolit.
– Tak naprawdę, to w tej rzeczywistości coraz częściej dopadają mnie wspomnienia. Ta sentymentalna podróż w przeszłość, w czasy dzieciństwa jest taka cudowna i wzruszająca – mówił Marian. Na chwilę w jego oczach pojawiły się łezki.
– Co z tobą, przyjacielu? Wrzuć na luz i zaczerpnij powietrza – uspakajająco zwrócił się Hipolit do Mariana.
– Wiesz, że jestem posiadaczem nowej komórki – zmienił temat Marian.
– To co tę, którą miałeś była za mała do chowania po kątach flaszek z napojami wysoko oktanowymi? Sądzę, że do nowego lokalu się nie przeprowadzasz, chyba że Gabysia wywaliła cię z chaty ? – kpił Hipolit.
– Ty to jesteś sam z siebie tak głupi, czy twoja Kundzia ci każe. Chcesz być dowcipny, a jest żałosny – sztorcował kumpla Marian.
– Jak ty nabijasz się ze mnie przeinaczając fakty i znaczenia, to jest dobrze. Gdy ja próbuję delikatnie z ciebie jajczyć, to ty od razu rzucasz się na mnie z gębą, a nawet pięściami – nie dawał się Hipolit.
– Twoim zdaniem jest to delikatnie, a moim – złośliwie. Ty mały łachudro, jak już wsadzisz szpilę, to idzie człowiekowi w pięty – atakował kumpla Marian.
– Przy twojej złośliwości i agresywności ja jestem malutki i milutki, jak baranek – łagodnie rzekł Hipolit.
– Jak ci wspomniałem zostałem właścicielem komórki, ale nie do węgla tylko telefonu – wrócił do tematu Marian. Nazywa się hua, hua, czy jakoś tam.
– Oho to jest maszyna z górnej półki – wyrwał się Hipolit.
– A ty skąd to wiesz? – odpalił Marian. Kumpel bez słowa wyjął z kieszeni właśnie taką samą.
– Mam ją od tygodnia i wiesz mi, że jest rewelacyjna – tłumaczył Hipolit.
– Co? I ty nic mi nie mówiłeś? –naskoczył na kumpla zły Marian.
– Nie mówiłem ci, bo niedawno zarzekałeś się, że nigdy nie będziesz miał tego gówna, co to życie zatruwa. To są twoje słowa – patrząc na kumpla mówił Hipolit. Powiem ci też, że „hua” wśród wielu możliwości w swoim menu ma mobilny Internet. Prze dwa dni nie mogłem sobie poradzić z komórką. Dopiero, jak moja córuchna Bercia mi pokazała, o co tak naprawdę w tym „ustrojstwie” chodzi, to zacząłem kumać iz każdym dniem robiłem postępy.
Już, już Marian chciał zaczepić kumpla o słowo internet, który chciał zamienić na internat, ale ugryzł się w język. Powziął pewien plan, który zamierzał wcielić w życie.
– Skoro już staliśmy się właścicielami komórek, to musimy je w stopniu podstawowym opanować – pojednawczo mówił Marian.
– Mów za siebie – odpalił Hipolit.
– Dobra, już dobra – spokojnie rzekł Marian. Czy jesteś skłonny mnie poinstruować, jak, co i z czym, to się je – specjalnie omijał słowa proszę i naucz mnie. Ten grzecznościowy zwrot postanowił wykorzystać Hipolit.
– Czy może znasz takie magiczne słowo – prowokacyjnie zapytał.
– Niech ci będzie – proszę niezadowolony odparł Marian. Sporo czasu przeznaczył Hipolit ucząc kumpla, jak obsługiwać komórkę. Ten na przemian klął i wykrzykiwał, gdy mu się coś udało. Pojął w miarę szybko, jak wybrać numer, zadzwonić i odebrać rozmowę. Z boku przechodzący mieli niezły ubaw, gdy patrzyli, jak dwaj osobnicy prowadzili ze sobą rozmowę z odległości niespełna metra. Po kilku godzinach nauki Marian rzekł:
– To już wystarczy. Sam resztę doszlifuję. Powiem ci, że od teraz będziemy wykorzystywać komórki tylko w bardzo ważnych, nie cierpiących zwłoki – sprawach. Mam na myśli pilne spotkanie, czy wyskok na piwo lub inne przyjemności. Telefon dzisiaj wypada mieć, by spełniać normy europejczyka.
– Ja nawet bez komórki też je spełniam – przerwał Hipolit.
– Niepotrzebnie czepiasz się, przyjacielu. Ja też, ale są rzeczy i przedmioty, które – czy chcemy czy nie – funkcjonują w naszym życiu. Jest to m.in. łączność bezprzewodowa i rewelacyjne sms-y.
– Rozwiń, co masz na myśli – zapytał Hipolit.
– Gdy „sms” będzie pusty, czyli bez tekstu znaczyć to będzie, że mamy szybkie spotkanie. Rzucasz wszystko i walisz do mnie, bo jest akcja browar – wyjaśniał Marian.
– Z tym się zgadzam bez dyskusji – rzekł Hipolit i przybył kumplowi piątkę.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz