Jak to z Żydami w Polsce było część 7

Jak to z Żydami w Polsce było część 7

Motta:
„Gdy stoisz w centrum miasta w korku, toaleta jest warta tyle co auto” – Zbigniew Tomaszewski
„Bogacze na ławach oskarżonych nie zasiadają, prędzej fikcyjny pogrzeb mają”
„Mężczyźni nawet we śnie wyznają miłość, jak się obudzą to już jest problem” –Zbigniew Tomaszewski
„Pierwsza miłość i truskawki są piękne i dobre, tyle że truskawki można kupić, miłości już nie” – Zbigniew Tomaszewski
„Publicznie skrytykujesz tysiąc ludzi, a tylko trzech się obrazi” – Zbigniew Tomaszewski
Przysłowia Europy:
„Małych złodziei wieszają, a wielkim się kłaniają.”
„Milczenie też bywa odpowiedzią”
„Na dobrego konia bata nie potrzeba”
„Najgłupszy chłop miewa największe ziemniaki”
„Niechaj głosi ten, kto otrzymał, niech milczy ten kto dał”
„Niech każdy pod swymi drzwiami zamiata”
„Nie masz nic tak mocnego, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”
„Nie ma ziemi bez chwastów”
„Nie płot, tylko kwiaty ogród zdobią”
W części 7 i następnych spróbuję wyjaśnić motywy zbrodni przeciwko ludzkości, które nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jak doszło do wymordowania 6 milionów Żydów, dzieci, starców i kobiet? W ciągu 300 lat w Europie Watykan spalił na stosie ponad pół miliona kobiet. Były to akuszerki, zielarki, znachorki (nazwa znachor pochodzi od słów znający choroby). Palono również wiedźmy, których nazwa pochodzi od słów wiedzący czym leczyć choroby. Najtragiczniejszym przykładem zbrodni Watykańskiej było we Francji w miejscowości Salem słynne polowanie na czarownice. Watykan polował na wiedźmy i wiedźminów, bo psuli interes watykańskim klasztorom, ponieważ były okresy w historii iż Watykan sprzedawał lecznicze zioła i przyprawy na wagę złota. Gdy zaczynam wertować w moim archiwum pożółkłe, stare szpargały i gazety opisujące zapomniane sprawy kryminalne, czytając te zapiski i artykuły, włos jeży się na głowie i do oczu cisną się łzy. Smutek nieomal w każdej chwili napotyka się jakąś tajemnicę wstydliwie pokrywaną, która wydobyta z zapomnienia poprzez łzy i smutek daje nam wierny i prawdziwy obraz przeszłości, niczym ciekawe i żywo pisane wspomnienia. Ponurych tych spraw było tyle, że można napisać dziesiątki tomów polskich książek, każda z dawnych dzielnic Polski może dostarczyć materiału do napisania kilku grubych ksiąg. W książce wydanej drukiem w Poznaniu w 1742 roku zacny odważny Bernardyn Serafin Gamalski tak pisze w swej książce: „Nie słychać po innych państwach i nacjach o tak gęstych ekscesach i nagłych, a raczej bezprawnych egzekucjach, nasza tylko w tym nieszczęśliwa Polska, której wkrótce borów i lasów na stosy nie stanie, a podobno tym prędzej po miastach, miasteczkach i wsiach ludzi nie będzie na podniecanie tych stosów. Tymi słowami zacny Bernardyn dał się ponieść szlachetnemu oburzeniu. W ościennych państwach tępienie przez Watykan czarów i czarownic liczniejsze niż w Polsce pociągało ofiary. W Polsce dopiero na początku XVI wieku rozwinęło się wytaczanie w sądach Bożych spraw o czary, podczas gdy na zachodzie już w XIV wieku stosy z płonącymi czarownicami i czarownikami były częstym widowiskiem. Obliczono, iż na przykład we Francji w latach 1320-1350 Watykan w niewielkiej Karkassonie zginęło w płomieniach stosów pod zarzutem czarów około czterysta osób, w Tuluzie w tym samym czasie nawet ponad sześćset. W Polsce sprawy o czary były na porządku dziennym. Tortury sądów Bożych były tak wyszukane i okrutne, że każdy przyznawał się do wszystkiego, aby jak najszybciej umrzeć na stosie. Latem roku 1775 niczym grom z jasnego nieba poruszył opinię publiczną straszny proces przeprowadzony w Doruchowie, wsi położonej pod Kępnem, w powiecie ostrzeszowskim. Oskarżono tu o czary aż czternaście prostych bab wiejskich, zasądzono je wszystkie po torturach na spalenie na stosie i rzeczywiście zostały spalone. Akta sprawy nie zachowały się, bo ich po prostu nie było lub były mało obszerne i niewiele wniosły by światła do tej ponurej tragedii, gdyż prześwietni sędziowie ferujący okropny wyrok byli przeważnie burmistrzami małych miasteczek oraz wójtowie małych wsi nie byli oni często zbyt biegli w sztuce czytania i pisania. Sprawę w Boruchowie znamy z tamtych gazet, które relacjonowały zeznania naocznego świadka, który w chwili procesu miał 8 lat. Odważył się mówić o tym dopiero na starość. Ogłosił swoje zeznania o przebiegu procesu w wydawanej w Lesznie gazecie „Przyjaciel ludu” z 1835 roku, lecz relacjom jego można dać spokojnie wiarę, gdyż straszne przeżycia zapadły głęboko w pamięci rozgarniętego chłopca. Wuj chłopca był w Doruchowie proboszczem, ojciec zaś zarządzał folwarkiem należącym do proboszcza. Straszny dramat rozpętała żona dziedzica Doruchowa, imć Pani z Rejczyńskich – Stokowska. Żaliła się od dawna na prześladowania ze strony czarownic i twierdziła, że różne jej dolegliwości pochodzą od uroków rzucanych przez wiedźmy. Jak przekazał wymieniony wyżej świadek owych zajść: Pani dziedziczka dostała wielkiego bólu w palcu, a włosy na głowie zaczęły jej się zwijać. Był wtedy brak doktorów; jedynie tylko felczerzy po miasteczkach, i to nie wszędzie. Tą sztuką najczęściej trudnili się Żydzi, którzy nie posiadając żadnych wiadomości i nauczywszy się u podobnych sobie mistrzów puszczania krwi i wyrywania zębów, byli jedynymi synami Eskulapa. Przypowieść autora ( kto to był Eskulap? Było to pierwsze dziecko na świecie urodzone za pomocą cesarskiego cięcia. Żona dawnego rzeźnika nie mogła urodzić dziecka, mąż z zawodu rzeźnik wprawnie rozciął brzuch, z którego mąż wyjął syna. Żona zmarła, a mąż nadał synu imię Eskulap). Wracamy do tematu – z Żydami leczącymi ludzi konkurowali tak zwani olejkarze z Węgier. Ci w tamtych czasach kupami włóczyli się po kraju, nosząc na plecach szkatułkę z lekarstwami i wyłudzali od chorego ciemnego ludu ostatni grosz, za który jeżeli nie szkodliwie, to przynajmniej nic nie znaczące sprzedawali olejki. Wróćmy do Pani dziedziczki, którą bolał palec u ręki, a następnie spuchła jej cała dłoń. Posłała Pofelczera do Kępna, lecz zamiast spodziewanego efektu ręka spuchła coraz bardziej. Następnie zaczęły drobne kosteczki z rany wychodzić, co wtedy nazywano postrzałem. Oddalono Felczera. W pobliskiej wsi mieszkała pewna kobieta, trudniąca się także leczeniem chorych, którą miano za opętaną od diabła. Zgadywał on przez nią wszystkie choroby i zwykle przypisywał winę ciotom ( tak lud czarownice nazywał). Do tej kobiety zewsząd zbiegano. Po nią posłał także dziedzic Doruchowa. Trzeba wiedzieć, że Doruchów miano wtedy za główne siedlisko czarownic. Na granicy pomiędzy Boruchową a Przytocznicą leżał wielki głaz nazywany „Łysą górą”. Tam to czarownice co wtorek i czwartek miały rzekomo nocne schadzki odbywać. Kobieta wezwała do leczenia dziedziczki, znającą dokładnie wieś całą i wszystkie domowe stosunki, wszedłszy do pokoju, zaczęła zaraz zżymać się i okropnie sapać, wymawiając przerywanym głosem: Cioty! Cioty!… zadały kołtuna. Dobra, najpierwsza i wymieniła jeszcze kilka kobiet. Blisko probostwa mieszkał gospodarz Kazimierz, człowiek pracowity, trzeźwy; żona jego, gospodyni rządna, oszczędna, dlatego mieli się dobrze. Za domem znajdował się niewielki sadek, a w nim gruszka rodząca owoc wyborny, po który także dziedziczka nie raz posyłała, nie mając we własnym sadzie tak smacznych gruszek. Ponieważ tej gospodyni na niczym nie zbywało, nazwano ją dobrą. Inne zaś kobiety zazdrosne wygadywały na nią iż dlatego ma się tak dobrze, bo oblubieniec diabeł wszystkiego jej dostarcza. Pewnego wieczora chłopiec 8 letni wraz z wujem mając się udać na spoczynek, bo w jednym pokoju sypiali, usłyszeli straszny krzyk blisko probostwa. Nie widząc ognia, tylko słysząc jak płacz i narzekaniem wyszli na dwór pytając co to znaczy. Na co podstarości (tak wtedy ekonomów nazywano) odezwał się „Z rozkazu Pana pojmujemy czarownice”. Pojmano ich siedem tej nocy, 5 żon gospodarskich, jedną wdowę, jedną służącą dziewczynę. Wróciliśmy do domu razem. Całą noc nie mogliśmy spać. Na drugi dzień wuja odprawił mszę świętą i poszedł do dziedzica.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski
Po słowie:
Opisując ostatnio zbrodnie przeciwko ludzkości w imię Boga i wiary, w głowie się nie mieści ile krzywdy, ile łez i krwi musiały zaznać miliony ludzi, aby przetrwały samozwańcze Bóstwa. Dla ludzi rozumnych piszę poniższe słowa.
„Wiara jest darem Bożym, Bóg wszystkich powołuje, lecz nikomu gwałtu nie czyni” – 12.03.1992r., Zbigniew Tomaszewski

Brak komentarzy

Napisz komentarz