„Lipa” za darmo

„Lipa” za darmo
– Kolego mam dla ciebie rower. Prawie „nówka” nieśmigany. Nie uwierzysz, ale dam ci go za darmo – z takimi słowami zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi spojrzał na przyjaciela i rzekł:
– Czuję w twoim głosie szelmowską nutę. Jeszcze nie wiem, co kombinujesz, ale sądzę, że masz niecne zamiary. A tak naprawdę to ci powiem, że za darmo, to nawet po mordzie dzisiaj człowiek nie dostanie.
– Jeszcze raz ci mówię, że nie wezmę od ciebie za rower, ani złotówki – kusił kumpla Marian.
– Aha za jednoślad, ani zeta, a za dodatkowe wyposażenie zedrzesz ze mnie skórę! – nie dawał się Hipolit.
– Przecież mnie znasz – poważnie odparł Marian.
– I tu masz rację. Dlatego, że cię znam, to ci, ani nie wierzę, ani i nie chcę od ciebie nic. Powiem ci też, dlaczego – spokojnie tłumaczył Hipolit.
– O co ci biega? Co masz na myśli? – próbował podejść kumpla Marian.
– Już ci mówię, co mam na myśli – odparł Hipolit. Może Ty masz krótką pamięć, ale ja doskonałą. Przypomnę ci, jak mnie przed laty wyrolowałeś z okazją za darmo.
– Ja, ja!? – wyrwał się Marian.
– Ty, ty!! – przerwał mu Hipolit i kontynuował. Po wprowadzeniu się do nowego mieszkania potrzebowałem kafelki do łazienki. Zwróciłem się wtedy do ciebie o pomoc.
– I co i co zawiodłem cię? – ponownie wyrwał się Marian.
– Oho przyjacielowi wraca pamięć – ironicznie rzekł Hipolit. Powiedziałeś mi, że masz kafelki, których starczy na łazienkę i jeszcze na kuchnię. Przez chwilę nie posiadałem się ze szczęścia. Lekko kopara opadła mi, jak powiedziałeś, że masz płytki, ale trzeba pojechać po nie do kuzyna Szczepana Klejberta kawałek za Wrocław.
– No i co? Były? – próbował wtrącić się Marian.
– Proszę nie przeszkadzaj, bo na samą myśl mógłbym ci udusić. Wynająłem samochód i pojechaliśmy, ale jak się okazało, aż do Wałbrzycha. Na miejscu, ze sterty mało atrakcyjnych płytek, jakoś udało się wybrać potrzebną ilość na łazienkę i kuchnię. Za „niby klej” już twojemu kuzynowi musiałem zapłacić tak samo, jak za zaprawę do fugowania. Transport i te dodatki kosztowały mnie sporo grosza. Ten twój krewniak ze Śląska zaoferował się założyć płytki. Tego też zapewne nie pamiętasz lub nie chcesz, że Szczepan siedział i zakładał pytki w moim mieszkaniu przez dwa tygodnie. Najgorzej nawet mu to nie wyszło, ale za robotę zdarł z nas skórę. Moja, jak przeliczyła wszystko, łącznie z wypitą gorzałą, chciała mnie wywalić z chaty. I to niby miało być twoim zdaniem za darmo? – zły nakręcał się Hipolit.
– Przepraszam kolego, ale płytki były gratis. Teraz proponuję ci rower także za darmochę – niezrażony mówił Marian.
– Proszę powiedz mi, gdzie po niego trzeba jechać i jakie czekają mnie niespodzianki? – dopytywał Hipolit.
– Zaraz jechać – łagodził Marian. Tu jest w naszym mieście w piwnicy, u szwagierki Heli Zasuwaj. Mówię ci damka, pierwszy właściciel, oryginalny lakier. Wprawdzie nie ma błotników, jednego pedała, światła, pompki i stoi bez powietrza, ale pozostałe części ma prima sort.
– Przecież, jak ja to wszystko dokupię i dam założyć mechanikowi, to stracę sporo kasy. Wyjdę na tym, jak „Zabłocki na mydle”. O nie, dziękuję przyjacielu. Jak chcesz, to weź go sobie sam. Ten temat uważam za zamknięty – rzekł Hipolit.
– Mam jeszcze coś dla ciebie za darmo – nie dawał za wygraną Marian. Na pewno cię zainteresuje, tym bardziej, że dotyczy zdrowia. Przecież ja wiem i ty wiesz, że masz je kiepskie.
– Od kiedy ty się przyjmujesz moim zdrowiem. Skoro tak jest, to powiedz, co masz dla mnie „czarcie żebro”, czy zdechłego kota pod poduszkę? – kpił Hipolit.
– Nie rób sobie jaj. Posłuchaj, dostałem telefoniczne zaproszenie na darmowe badanie serca i układu krążenia. Mogę przyprowadzić ze sobą jedną osobę i pomyślałem o tobie, może byśmy na to poszli razem, tym bardzie, że za darmo – zachęcał Marian.
– O nie i jeszcze raz nie, przyjacielu – natychmiast zareagował Hipolit.
– Taka okazja, dlaczego nie chcesz z niej skorzystać? – pytał Marian.
– Powodów jest kilka i już ci mówię, co mam na myśli – zapalił się Hipolit. Nie mówiłem ci, że moja teściowa kilka tygodni temu wraz z moją Kundzią skorzystały z takiego zaproszenia. W gabinecie na kółkach zostały przebadane, Dowiedziały się, że są poważnie chore i mają liczne wady. Ten fachowiec w białym kitlu zalecił im: spokój, bezsterowy styl życia i lekarstwa, w tym zastrzyki, tabletki, przepuszczającą powietrze pościel, olejki zapachowe pozwalające lekko oddychać, kremy otwierajże pory, a nawet bieliznę. Badanie było za darmo, a moje panie przytargały do chaty dwie duże torby za cztery stówy rewelacyjnych środków nasercowych.
– A garnków im nie wciskali? – wtrącił Marian.
Widzę przyjacielu, że wiesz, o co w tym wszystkim chodzi – oznajmił tryumfalnie Hipolit.
– Krótko i zwięźle, ty nie chcesz roweru, ani bezpłatnego badania. Ja to szanuję. Powiem ci więcej, solidaryzuję się z tobą – rzekł Marian i przybił piątkę kumplowi.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz