Serce miej otwarte dla wszystkich. Zaufaj niewielu

Serce miej otwarte dla wszystkich. Zaufaj niewielu
Takie motto wpisała we wrześniu 2017 roku, na społecznościowym profilu młoda gimnazjalistka Kasia, która na początku grudnia skończyła 15 lat, ale z jakiegoś powodu nie chciała żyć dłużej. W niedzielne południe 17 grudnia, znaleziono ją martwą pod schodami prowadzącymi do mieszkania na piętrze, w starym budynku stacji PKP w Granowie, gdzie na piętrze mieszkała z rodzicami.
Była ładną szatynką, wysoką i szczupłą. Uczyłą się dobrze w trzeciej klasie miejscowego Gimnazjum. Ci, co ją znali wiedzieli, że po gimnazjum zamierzała kontynuowac naukę w szkole mundurowej. Mówiła, że wreszcie wyrwie się z dotychczasowego życia, że zamieszka w internacie w Poznaniu.
Kasia była jedyną córką Magdaleny i Wojciecha. Rodzina mieszkała na stacji, bo Wojciech najpierw skończył kolejową zawodówkę, a potem takież technikum kolejowe na ulicy Fredry w Poznaniu.
42-letni ojciec dziewczyny – jak tylko ludzie go pamiętają – to zawsze pił. Mama Kasi pracowała kiedyś w „kurczakach” w Kotowie, a ostatnio przeniosła się do jednej z granowskich firm i stróżowała.
Mieszkańcy rozpowiadają różne plotki. A to, że ojciec psychicznie tyranizował rodzinę, a to, że miał kochankę i z nią mieszkał w Grodzisku. Dodają także, że miał sądowy zakaz zbliżania się do Kasi.
Cokowiek by powiedzieć, to tak na dobrą sprawę nikt do końca nie rozumie tego, co się stało. Znający rodzinę mówią, że dziewczyna zostawiła list, ale treść zna tylko prokurator i bliscy.
Wiadomo jedno, że dwa dni wcześniej, w piątek po południu była w niedalekim sklepie. Często tam – razem z mamą – robiła zakupy. Brała swoje ulubione, owocowe cukierki. Nic nie wskazywało na jakiekolwiek załamanie. Choć uczniowie z klasy dopowiadają, że była z tych, co wolą cichutko stanąć gdzieś z boku, niż być w centrum uwagi. Miała dwie bliskie koleżanki Karolinę i Zuzię – też mieszkanki Granowa. Dziewczyny eksponowały wzajem swoje sprawy na facebookowym profilu. Teraz nie mogą, jak i inni uwierzyć, że już jej nie ma.
W poniedziałek tuż po zdarzeniu przez cały dzień w szkole, gimnazjaliści mieli spotkania z panią psycholog. Ale niewiele z tych pogadanek do nich dotarło. Jak mówią rodzice uczniów, młodzież w ogóle nie mówi o Kasi i o całym zdarzeniu. To tak, jakby sprawę „wyparli z pamięci”.
Każdy z napotkanych w Granowie człowiek mówi, że była zwykłą dziewczyną, miłą i i spokojną osobą. Dlaczego zatem zdecydowała się na tak drastyczne rozstanie z życiem?
***
Pierwszy w korytarzu dziewczynę zawieszoną pod schodami zobaczył po południu w niedzielę jej ojciec. I co zrobił? Zamiast odciąć i szukać pomocy, może jeszcze dałoby się coś zrobić, to on zniknął, oddalając się w nieznanym kierunku.
Prawdopodobnie zadzwonił do nieobecnej w domu żony Magdy i dopiero ta zaalarmowała służby. Jedni mundurowi rozpoczęli procedury związane ze zdarzeniem, inni ruszyli na poszukiwanie ojca. W sumie w działaniach udział wzięło kilkudziesięciu funkcjonariuszy grodziskiej Komendy Powiatowej Policji. Po wielogodzinnym szukaniu, wieczorem odnaleziono pijanego. Po wytrzeźwieniu został przesłuchany.
Decyzją sądu został osadzony na trzy miesiące w areszcie. Usłyszał dwa zarzuty. Jeden w związku z artykułami 207 Kodeksu Karnego za nie udzieleniu córce pomocy. Drugi za znęcanie się nad rodziną. Jest to artykuł 207 Kodeksu Karnego, który mówi o znęcaniu się fizycznym lub psychicznym nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy. Za taki czyn grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.
Jeśli sąd połączy oba oskarżenia i uzna, że następstwem znęcania się jest targnięcie się pokrzywdzonej na życie, Wojciech może otrzymać wyrok do 12 lat. (maz)

Brak komentarzy

Napisz komentarz