Jak dalej żyć po pożarze?


Nocą z soboty na niedzielę, z 6 na 7 maja, około 3-ej, mieszkańca jednego z trzech pomieszczeń na piętrze, obudziły spadające do jego pokoju dachówki. Tej nocy pojawił się pożar w górych partiach domu i trawił dach, a pokój mężczyzny znajdował się na poddaszu.
36-latek zbudził ojca i matkę – Lucynę Budzyńską, a ta pobiegła do Władysława Rybarczyka, radnego gminy Granowo. Ten mieszkał obok, też na piętrze. Pan Władysław zbiegł na dół, bo na jednej połowie parteru było mieszkanie jego córki Katarzyny Patalas, z domu Rybarczyk i jej dwóch synów.
Wezwano straż pożarną. Ta po przyjeździe pomagała wynosić najważniejsze rzeczy i wspierała ewakuację. Inni strażcy polewali cały dach, by ogień się nie rozprzestrzenił na pozostałą część obiektu.
W pożarze poszkodowane zostały trzy rodziny. Na miejsce dotarł wójt gminy Granowo Zbigniew Kaczmarek. Organizowana była pomoc.
Pierwsze dni poszkodowani przebywali w hotelu „Duet” w Granowie. Pobyt opłacała Gmina. Ona także zapewniła wyżywienie. Granowski Ośrodek Pomocy Społecznej wypłacał zasiłki, które pozwoliły na zakup najpotrzebniejszych rzeczy, których nie udało się wynieść z ognia.
W między czasie urzędnicy rozglądali się za mieszkaniami zastępczymi. Władysław Rybarczyk, jego córka i wnukowie otrzymali – wynajęty na pewien czas od Spółdzielni – lokal w Granówku.
Rodzinie Budzyńskich (rodzice i syn) przekazano jednopokojowe mieszkanie w bloku w Separowie.
– Problem w tym, że my nie możemy mieszkać w nieskończoność w mieszkanku z jednym pokojem i malutką kuchnią we troje na 20 metrach kwadratowych – mówi emerytowana nauczycielka Lucyna Budzyńska. Mąż jest inwalidą drugiego stopnia, a ja 40 lat mieszkałam w Kąkolewie w tym nauczycielskim, trzypokojowym mieszkaniu. Wójt zapewniał mnie nieraz, że nikt mnie stamtąd nie wyrzuci – dodaje nasza rozmówczyni. Teraz słychać, że remont się przedłuży, a brygada rozebrała cały dach, ściany naszego mieszkania zburzyła, choć były całe i mogły spokojnie stać. Wydaje mi się, że będą chcieli nas zostawić w Separowie, w tej klitce na drugim piętrze, bez normalnych okien i widoku na świat.
Na posesji przy spalonej szkole mam swój ogród i murowany budynek gospodarczy. Chciałabym tam nadal mieszkać, odpoczywać wśród kwiatów i sadzić warzywka.
Separowo, to obce mi środowisko. Nikogo tu nie znam. Nie mam nawet, jak dotrzeć do sklepu, bo tutaj go nie ma, a ja nie jeżdżę samochodem.
Widzę, że Władysław Rybarczyk chodzi po swojej części, wynosi upalone drzwo i składa na swojej działce. Czasem po moim dawnym mieszkaniu chodzą jacyś przyjezdni ludzie, a sąsiad ich oprowadza. Nic z tego nie rozumiem. Moje meble i cały dobytek leży na podwórzu, pod gołym niebem, bo nie mam, gdzie go zabezpieczyć.
Wycenę strat po pożarze dokonały firmy ubezpieczeniowe. Gmina wstępnie straty oszacowała na około pół miliona złotych.
Prace rozbiórkowe ruszyły z początkiem lipca. Najwięcej pracy jest związanych z dachem i jego konstrukcją.
Jakie będą kolejne działania gminy? Co dalej stanie się z budynkiem przedszkola w Kąkolewie, bo oprócz mieszkań, były tam także dwa oddziały klas przedszkolnych. Na zajęciach do tej pory przebywało 50-cioro dzieci. Po pożarze one zostały przeniesione do Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Granowie. Zapewniono im w miarę dobre warunki pobytu.
Wszyscy wierzyli, że z początkiem września wrócą do Kąkolewa. Zniszczenia okazały się duże. Remont będzie trwał dłużej. W trakcie analizy sytuacji okazało się, że trzeba także przebudować klatkę schodową i kuchnię.
A co z lokatorami? Władysław Rybarczyk chce wrócić do dawnego domu w Kąkolewie. Ma takie prawo, bo on i jego córka Ewa są właścicielami tej części nieruchomości. Nie wiadomo, co stanie się z rodziną Budzyńskich, bo oni swojej części nie wykupili. Czy po remoncie wrócą? W Gminie mówi się, że na piętrze ma teraz powstać trzecia klasa dla przedszkolaków.
Firma budowlana rozebrała już dach.Zburzyła też ścianki działowe mieszkania rodziny Budzyńskich.
Według urzędników w dalszej kolejności wykonana zostanie nowa konstrukcja dachu, który będzie przykryty papą. Wykonanie tych prac zlecił Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Grodzisku Wielkopolskim.
Lucyna Budzyńska myśli, że jeśli już nie byłby możliwy powrót do Kąkolewa, to chciałaby prosić o puste mieszkanie w Granowie przy ulicy Poznańskiej 44. Na dole są biura, u góry kiedyś mieszkała inna nauczycielka, a teraz jest to pustostan.
Czy Gmina pójdzie na takie rozwiązanie?
Ewa Noga-Mazurek

Brak komentarzy

Napisz komentarz