Niewiasta w ręczniku

Niewiasta w ręczniku
– Ty wiesz przyjacielu, że jedna kobitka z kabaretu „Niezbyt moralnego prowadzenia” Jaga Podkosa ma taki śmiech, że nie wpuszczają jej do kilku miast w naszym kraju – zagaił Marian.
– Nie zalewaj! A to dlaczego? – zapytał Hipolit.
– Wyobraź sobie, że w Zakopanem tak rechotała, że spuściła lawinę z „Kasprowego”. Stworzyła zagrożenia dla ludzi, zwierząt i budynków. Górale dowcipkowali, że konie tym śmiechem zabije. W Lesznie tak się parskała, że z rzeki wybąbliła wodę – nawijał Marian.
– W to ci już nie uwierzę, bo w Lesznie nie ma rzeki – nie wytrzymał Hipolit.
– Ale gdyby była, to pewnie, by zniknęła – śmiejąc się nie dawał za wygraną Marian. Posłuchaj, co było dalej. Długo zastanawiano się, czy zaprosić ją nad stęszewskie Lipno, gdzie jest sporo jezior i zwierząt hodowlanych. Były obawy, że jak babsko zacznie się śmiać, to kury przestaną jaja nieść, bydło przestanie przybierać na wadze, a krowy mleka nie będą dawać. Ostatecznie zaryzykowano i zaproszono Jagę Podkosę. Był też czynnik ekonomiczny. Nie miała wygórowanych żądań, czyli była tania, jak „barszcz”, a do tego bezrobotna. W piątkowy wieczór dotarła na występ. Przyjazd, to jedno, a to, co później wywijała na scenie, to już inna „inkszość”. Czy może coś o tym słyszałeś? Kumasz temat? – Marian Lichy badał kumpla.
Nie jestem żabą, ale kumam – spokojnie odparł Hipolit. Nawet nie wiesz, że ja byłem też na tej imprezie. Ja ciebie widziałem, ale ty mnie nie. Przyszedłem późno i siedziałem z boku trybuny – dodał.
– No to widziałeś i przeżywałeś. Co sądzisz o tej gwieździe w stanie spoczynku? – dopytywał Marian.
– Ja? Czemu ja? Może ty pierwszy przedstawisz swoją recenzję – nieśmiało zaproponował Hipolit.
– Wiedziałem, że ty jesteś – jak to mówią – „z kultury i sztuki”, czyli podpierasz się opinią fachowca – ironizował Marian
– Proszę cię nie odgrzewaj kotletów w stylu „jak się ma taką sztukę przed sobą, to trudno o kulturę”. Wiem, że pijesz do mnie – poirytowany wtrącił Hipolit.
– Koniec z tą pożal się Boże polemiką. Skup się, bo i ty będziesz musiał ocenić tę blednącą gwiazdę – spokojnie mówił Marian. Widziałeś, jak samo jej wejście w na scenę w ręczniku mocno ludzi rozbawiło. Życzyłem, aby – to niby odzienie – jej spadło. Liczyłem też, że pod spodem nic nie ma. Kobitka była lekko pulchna, to taka ewentualność istniała. Była czujna i to trzeba jej oddać. Co chwilę się poprawiała, aby jej to i owo nie wyskoczyło. Jak już zaskoczyła, to słownie zaczęła „przypierdniczać” się do chłopów. A to lenie, a to kaleki, co to za jednym zamachem łamią sobie nos i palec, a to nieudacznicy, co lwa udają. Po kwadransie zlazła ze sceny i ruszyła w publikę. Kolejno wpakowała się na kolana trójce facetów i nakłaniała ich, aby zaryczeli, jak lwy.
– To było niezłe – wyrwał się Hipolit. Przyznasz, że mając taką kobitkę na kolanach niezbyt im szło. Kolanka i nie tylko im drżały. Najlepiej zaryczał mundurowy Wacek Sikawa.
– Masz rację – kontynuował Marian. Niezły był też numer, jak wreszcie zdjęła z siebie ten ręcznik. Sądziłem, że coś ma na sobie. Rzeczywiście miała, ale kieckę bez ramiączek i to sporo za małą.
– Ja myślałem, że rąbnęła ją córce lub jakieś małolacie z rodziny – nie wytrzymał Hipolit.
– Ja też przyjacielu – wrócił do głosu Marian. Najlepsze było to,jak zaczęła podciągać kieckę do góry to nieomalże gatki było jej widać. Z kolei jak targała w dół,to prawie cyce jej wyskoczyły. A miała, czym oddychać. Nagle odezwał się telefon. Trochę trwało zanim komórkę wytargała spod kiecki. Dzwoniła do niej kumpela. Pogadała z nią chwilę o „dupie Feli”, porechotała i dawaj chować telefon do skrytki na klatce piersiowej. O mało kiecki nie rozerwała.
– Szkoda, że się tak nie stało, byłoby, na czym oko zawiesić – głośno marzył Hipolit.
– Ty mały erosomanie – żartobliwie skarcił kumpla Marian. Mogło się tak stać – mówił dalej. Gdyby nie jechała na chłopów i nie eksponowała swojej filozofii o wyższości kobiet nad mężczyznami. Można by ją nawet polubić. Ale jako całość, miała braki, jak je nazwałem obiektywistyczne.
– Ja mam swoje zdanie na temat tej artystki ze „spalonej sceny” – sarkastycznie rzekł Hipolit. Powiem więcej, mnie też wkurzała za upokarzanie mężczyzn. Myślę, że było to pokłosie po tym, jak występowała w kabarecie „Niezbyt moralnego prowadzenia”, z którego ją wywalili. Pewnie za to przesadnie pozwalała sobie szkalować chłopów. Sam doświadczyłeś, że jako singielka nie ma powalającego repertuaru, a ten, co ma, to nic innego, jak ogrzewanie starocie. Brakuje jej chłopa i to widać. Pamiętam przyjacielu, jak kiedyś powiedziałeś mi takie chińskie powiedzenie. Przypomnij jak ono brzmi.
Mile połechtany Marian od razu wypalił:
– „Bij babę, codziennie. Ty nie będziesz widział, za co bijesz, ale ona będzie widziała, za co dostaje”.
– To jest to, przyjacielu. Nie sądzisz, że Jaga Podkosa w stroju czy bez powinna mieć chłopa, który prostowałby jej horyzonty? – dopytywał Hipolit.
– Nawet jestem tego pewien. Gdy chłop baby nie obija, to jej szajba odbija – wesoło nawijał Marian.
– Dobrze, że nasze połowice tego nie słyszą – rzekł Hipolit oglądając się nerwowo za siebie.
Ja też tak sądzę. Dobrze, że tego nie słyszą– rzekł Marian i na pożegnanie podał rękę kumplowi.
Seweryn Kaczmarek

Brak komentarzy

Napisz komentarz