niedziela, 17 Listopad 2019

2019 Maj

W sobotę 25 maja z małym poślizgiem druhowie Ochotniczej Straży Pożarnej gminy Stęszew uroczyście obchodzili święto swojego patrona Świętego Floriana. Tym razem miejscem świętowania był Stęszew.
O godzinie 17.00 druhowie krokiem defiladowym, prowadzeni przez komendanta Gminnego dh Bernarda Jankowskiego, razem z pocztem sztandarowym wkroczyli do świątyni. Strażacy w dwóch szeregach stanęli naprzeciw głównego ołtarza. Poczet sztandarowy zajął miejsce przy bocznym ołtarzu. W ławach zasiedli przedstawiciele władz samorządowych, młodzież DOSP, ich opiekunowie i rodzice oraz mieszkańcy Gminy.
W intencji żyjących i zmarłych ochotników Mszę Św. odprawił ks. wikariusz Artur Wojczyński. Na koniec kapłan udzielił błogosławieństwa wszystkim uczestniczącym w uroczystym nabożeństwie.
Z kościoła kolumna ochotników i gości poprzedzana przez wóz bojowy OSP udała się na teren przy Urzędzie Gminy gdzie nad Samicą przygotowano miejsce na drugą część Dania Strażaka.
Do ochotników zwrócił się burmistrz Włodzimierz Pinczak. Szef Gminy docenił ofiarność i zaangażowanie ochotników i życzył i bezpiecznych i w pełnym składzie wyjazdów i powrotów z akcji. W podobnym tonie mówił też komendant Gminny Bernard Jankowski.
Po tym padała komenda rozjeść się i druhowie już na luzie zasiedli do posiłku. Z apetytem zajadano się grochówką

Noc Muzeów 2019
Noc Muzeów jest świetną okazją, by w nietypowy sposób odwiedzić liczne muzea, galerie i inne instytucje kultury – większość z nich czynna jest wtedy do późnych godzin wieczornych i nocnych, a dla zwiedzających dostępne są wyjątkowe atrakcje. Ideą tego wydarzenia jest to, że wstęp do poszczególnych placówek jest darmowy, choć może być konieczna wcześniejsza rezerwacja.
W tym roku wydarzenie takie miało miejsce 18 maja.
Podstawowe informacje i główne atrakcje
Poznańska Noc Muzeów, to *Muzeum Narodowe, *Muzeum Archeologiczne, które proponowało podróż śladami bałtyjskiego ludu Jaćwingów pod nazwą „Jaćwingowie. Zapomniani Wojownicy”. *Muzeum Powstania Poznańskiego, będzie można także zwiedzić Przeciwatomowy Schron dla Władz Miasta Poznania. W Muzeum Ziemi na gości czekały warsztaty „Zrób własną skamieniałość” i „Zostań młodym geologiem!”. Poznański IPN zabrał uczestników Nocy Muzeów na przejażdżkę zabytkowym autobusem szlakiem poznańskich klubów studenckich lat 60-tych poprzedniego wieku. Poznańska Noc Muzeów to także wydarzenia towarzyszące, m.in. Poznań Design Festiwal i „Drzwi otwarte z okazji 100 rocznicy powołania Policji Państwowej” na terenie Oddziału Prewencji Policji.
W terenie, który obejmuj

e Kurier loklany mieliśmy nadesłane informacje o dwóch Muzeach: Pożarnictwa w Rakoniewicach i Gorzelni Turew. Wybraliśmy się na jedno z trzech proponowanych pokazów, na godzinę 20-tą (była jeszcze 18-ta i 22-ga godzina).
Przybyliśmy 10 minut przed czasem i okazało się, że zaparkować samochód nie było łatwo, a i z wejściem do wewnątrz też był kłopot. Przyjechały cale grupy> Busem do Turwi dotarli mieszkańcy Konojadu z gminy Kamieniec, a przewodziła im pani sołtys Magdalena Kortus-Moskaluk. Na motorach przyjechali członkowie Klubu Motocyklowego z Kościana „Żurawie”.
Sam szef był ździwiony tak dużą ilością zwiedzających. Na jenym tylko seansie było ponad sto osób.
Gorzelnia w Turwi pod Kościanem, to Muzeum produkujące spirytus, ale nade wszystko nadal czynny zakład, który spirytus wytwarza metodą tradycyjną, najwyżej jakości. Zabytkowe urządzenia służyły niegdyś gorzelnikom i służą teraz.
A jaka jest historia tego miejsca?
Tradycja gorzelnicza w Turwii sięga pierwszej połowy XlX w. Pierwszy budynek wybudowany przy pałacu rodu Chłapowskich nie przetrwał długo. Gorzelnia, w której wytwarzany jest surowy spirytus obecnie, została wzniesiona na początku XX wieku (1918r.).
W 1815 roku dwudziestopięcioletni Dezydery Chłapowski objął majątek ojca Turwię, przemianowaną później na Turew. Majątek był zadłużony, ale wierzyciele zgodzili się na stopniową spłatę długu.
Po przejęciu dóbr Dezydery wyjechał do Anglii, gdzie przez półtora roku zwiedzał przodujące gospodarstwa. Obserwował i uczył się, ale też pracował fizycznie na roli poznając różne rodzaje prac.
W Anglii kupił nowoczesne narzędzia rolnicze. Po powrocie do kraju rozpoczął reorganizację i unowocześnianie majątku. Okoliczni ziemianie widząc wprowadzane zmiany wróżyli mu rychłe bankructwo. Zaczął zmieniać gospodarstwo od wprowadzenia płodozmianu, wzdłuż pól założył pasy ochronne z drzew i krzewów. Stwierdził bowiem, że ochrona taka wpływa pomyślnie na plony. Jako pierwszy w Polsce zastosował dreny.
Ze Szwajcarii sprowadził mleczne krowy, wprowadził hodowlę owiec mięsno-wełnistych, rozwinął też hodowlę koni. W Turwi wybudowano jedną z pierwszych w województwie poznańskim cukrowni. Powstała też gorzelnia, browar i olejarnia.
Obciążony długami majątek po 17 latach został całkowicie spłacony. Z czasem właściciel znacznie powiększył majątek; dokupił Brodnicę, Manieczki, Przylepki, Kopaszewo, Karmin i Goździchowo. Na początku miał 11 tysięcy mórg, a zostawił spadkobiercom – 34 tysiące. Tak gospodarował człowiek, który zbudował gorzelnię.
Dziś największe wrażenie robi maszyna parowa pochodząca z 1906 roku i kocioł parowy z 1905 r. W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji wykonany z miedzi. Ma on około trzech pięter wysokości, w którym znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu. Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków, kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka. Są tutaj pompy wodne, pompy zacierowe, stare dokumenty akcyzowe czy areometry, z których jeden pochodzi z 1863r.
Dzienna produkcja to nawet 4000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, a czasami nawet kukurydzę (przydatny na Burbon).
Spirytus uzyskany taką metodą to spirytus rolniczy o mocy ok. 92-93%.
Podczad Nocy Muzeum przybyłych oprowadzał i barwnie opowiadał kierownik Gorzelni Grzegorz Konieczny. To człlwiek-pasjonat. Może godzinami opowiadać o historii gorzelnictwa, o procesie technologicznym zaczynającym się na polu, a kończącym na stole. O pasji pana Grzegorza w innym artykule.(maz)

W sali widowiskowej Centrum Kultury RONDO w Grodzisku Wielkopolskim odbyły eliminacje Powiatu Grodziskiego do Wojewódzkiego Festiwalu Piosenki Przedszkolaków Czerwonak 2019.
Udział w nim wzięło jedenastu uczestników w wieku od 4 do 6 lat. Przybyli z następujących przedszkoli i oddziałów przedszkolnych: Rakoniewice, Grąblewo, Kamieniec, Łubnica, Granowo i Grodzisk.
Jako pierwsza przedstawimy 6-letnią Maję Frąszczak, która zaprezentowała się w piosence zatytułowanej „Czekolady Ach”. Jest z oddziału przedszkolnego w Grąblewie.
6-letnia Gabriela Smukała z piosenką „Taniec Mai” przyjechała z przedszkola w Łubnicy.
Kolejno widzowie zobaczyli 6-letnią Dorotę Kałek z chórkiem w składzie Antoni Gigola, Jan Gigoła i Wojciech Drgas. Ta grupa wykonała piosenkę „Marcowe żaby”. Są to dzieci uczęszczające do Przedszkola Gminnego im. Karasnala Hałabaly w Grodzisku.
Po nich zebrani usłyszeli Zofię Nowaczyk w piosence „Fantazja”. Ona reprezentowała oddział przedszkolny SP nr 4 w Grodzisku.
Kolejny uczestnik, to 6-letni Wojciech Rosolski z chórkiem w składzie Oliwia Klorek i Szymon Wieczorek z Rakoniewic. Oni zaśpiewali piosenkę „Abra kadabra”.
6-letnia Julia Bazelak z chórkiem w składzie Maja Kosicka i Zuzanna Szwebów pokazała się w piosence „Tecza”, a jest z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały.
5-letnia Zuzanna Nowak przyjechała z Kamieńca i zaśpiewała piosenkę „Przedszkole pod topolą”.
Z kolei 6-letnia Marta Owsiana i jej zespół taneczny w składzie Zuzanna Jastrząb, Maja Urbańska i Marianna Koza pokazli się w piosence „Mammaje”, a są z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały.
6-letnia Milena Berger z zespołem tanecznym w składzie Katarzyna Sworek, Martyna Menet i Karolina Pieta pokazała się w piosence pt. „Mała leśna wróżka”, a te dzieci są z Przedszkola Publicznego „Chatka Puchatka”.
Po Milenie można było podziwiać 4-letnią Martynę Kierzkowską i jej wykonanie piosenli zatytułowanej „Nieznajomy”. Jest z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego Przedszkole „Bajkowa Kraina” oddział w Granowie.
Jako ostatnią usłyszano 4-letnią Klaudię Bużek w piosence pt. „Przedszkole drugim domem”, a jest z Prywatnego Przedszkola „Akademia Maluchów” z Grodziska.
Nad prawidłowym przebiegiem Festiwalu czuwało jury w składzie: dyrektor Grodziskiej Orkiestry Dętej Renata Kubale, nauczyciel muzyki Monika Wielgosz i dyrektor CK Rondo Waldemar Łyczykowski.
Jury brało pod uwagę dykcję, dobór repertuaru do wieku dziecka oraz ogólny wyraz artystyczny.
W przerwach miedzy występami, w układach tanecznych prezentowały się grupy z Kółka Tanecznego z Łubnicy, z Przedszkola Krasnala Hałabały i Przedszkola „Chatka Puchatka” z Grodziska Wlkp.
Jury było zgodne i wybrało troje zwycięzców, którzy wezmą udział w eliminacjach wojewódzkich. Są to Wojciech Rosolski i chórek z Rakoniewic, Klaudia Bożek z „Akademii Maluchów” z Grodziska i Marta Owsiana z zespołem, a reprezentują Przedszkole Krasnala Hałabały.
Organizatorami imprezy było Centrum Kultury RONDO, przy wsparciu Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały w Grodzisku.
Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiatkowe dyplomy i upominki, które wręczali dyrektor Przedszkola Gminnego, Przewodniczący Rady Miejskiej Józef Gawron, sekretarz Gminy Artur Kalinowski i Wicestarosta Sławomir Górny.(MK)

Seniorzy ze Świnca
Klub Seniora w Świncu w gminie Krzywiń za rok będzie obchodzić swoje 20-lecie. Tymcasem jednak – nie patrząc na jubileusze – cieszy się z każdego, wspólnie spędznego czasu.
Klub założony został z inicjatywy Emilii Cykman i Urszuli Adamskiej ze Świnca. Pierwszą jego przewodniczącą była Urszula Adamska. Po kilku latach tę funkcję przejęła Maria Maj z Kościana, późniejsza mieszkanka Świnca. Ona powołała do życia dziewczęco-młodzieżowy zespół „Gwiazdeczki”. Młodzi ludzie w zespole przez dziesięć lat śpiewali na różnych imprezach okolicznościowych, a pani Marysia została sołtyską Świnca. Sama była reżyserem, choreografem i autorem tekstów. Jeden pierwszych, napisanych przez nią wierszy brzmiał tak:
– Dobrze mieć przy sobie takiego sąsiada, wszystkie

go użyczy, co tylko posiada. Małego gwoździka, kawałek haczyka, cienkiej listewki – jak zajdzie potrzeba. Drzewa nam potnie, by nam ciepło było. Dlaczego zatem dla niego panny nie starczyło?
To był wiersz napisany na chwałę poprzedniego sołtysa Świnca Stefana Śmiejczaka.
Pani Marysia odeszła z tego świata dość niespodziewanie, a razem z nią przestał działać zespół. Na dodatek występujące dzieci podrosły i przeszły do innych szkół. Nie miały już czasu na próby.
Dzisiejszy Zarząd to: przewodnicząca Krystyna Andrzejewska, skarbnik Maryla Berdychowska, a sekretarz – Elżbieta Jędrzejczak.
Władze Klubu, co rusz to organizują jakieś spotkania integrujące lokalną społeczność. Mieszkańcy bawią się z okazji dnia babci i dziadka, dnia kobiet i dnia mamy. Bywają wigilie przy opłatku. Organizowane są także przez seniorów swoje własne dożynki.
Klub działa korzystając z dotacji Gminy Krzywiń i Ośrodka Pomocy Społecznej. Są to niewielki pieniądze. Na rok otrzymują 18000 złotych. Można je wykorzstać jedynie na poczęstunek, czyli zakup napoi i coś słodkiego na środowiskowe spotkania. Do klubu obecnie należą 23 osoby. Są to mieszkańcy Świnca, Wławia, Rudek, Zbęch i Nowego Dworu. Sympatyzują także kościaniacy.
Kurier lokalny miał przyjemność być zaproszony na jedną z uroczystości. W miejscowej świetlicy, prz stołach, przy siepłym posiłku, a potem także przy kawie i cieście zasedli seniorzy, a wśród nich dwie pary małeńskie, obchodzące właśnie swoje jubileusze.
Pierwsza para, to Walentyna i Roman Ostrowscy z Wławia w gminie Kościan. Oni cieszą się już z 55-ciu wspólnie spędzonych lat. Związek małżeński zawarli 21 kwietnia 1964 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Krzywiniu. Ślub kościelny mieli dzień później w kościele w Lubiniu, bo stamtąd pochodzi Walentyna. Po ślubie zamieszkali we Wławiu. Urodziło im się siedmioro dzieci: Martyna, Halina, Aleksandra, Bożena, Honorata, Bernard i Marek. Mieszkają obecnie z synem Markiem i synową Barbarą. Doczekali się dwudziestu jeden wnuków i 6 prawnuków.
Druga para, to Krystyna i Antoni Andrzejewscy. Oni obchodzą 45 rocznicę ślubu. Poznali się na weselu u siostry Krystyny z domu Majchrzak – u Czesi. Ślub cywilny wzięli 4 maja 1974 roku, a kościelny w świątyni pod wezwaniem św. Mikołaja w Krzywiniu. Z tego związku urodziło im się 4 dzieci: Honorata, Piotr, Ania i Konrad. Wnuków mają troje. Mieszkają z synem Konradem i synową Martą.
Współmieszkańcy ze Świnca przygotowali dla tych par niespodzianki. Były upominki, kwiaty, odśpiewane „sto lat”, do tego napisane i odczytane przez Elę Jędrzejczak życzenia. Oto ich treść:
– Błogosław Boże Jubilatom z okazji ich rocznic ślubu! Pomnóż ich szczęście, wzmocnij wiarę. By idąc po tym łez padole mogli wypełnić Twoją wolę. Spraw, by wśród ziemskich trosk i znoju, doznali szczęścia i spokoju. Życzymy Wam kochani, my wszyscy tu zebrani, by Pan Bóg, co świat od grzechów zbawił, był zawsze z Wami i Wam błogosławił. Tego Wam życzą koleżanki i koledzy z Klubu Seniora.
Gratulować należy ludziom, którym się chce pracować na rzecz swego środowiska, a tak jest z Klubem Seniora.
Jako gość mieszkańców Świńca zwiedziliśmy wiejską świetlicę i zauważyliśmy, że kuchnia jest „obłożona” pleśnią. To jestnie tylko nieestyetyczne, ale również bardzo niezdrowe.
Tu apelujemy do burmistrza Krzywinia – Jacka Nowaka – proszą wyasygnować trochę gotówki i zlecić jakiejś firmie zdrapanie grzyba ze ścian i sufitu, otynkowanie na nowo i pomalowanie. To przecież nie są duże pieniądze!
Ewa Noga-Mazurek

Nic od wroga?!
– Od dziecka w moim domu mówiono mi o grzeczności, uprzejmości, taktownym zachowaniu, szacunku do starszych, zadawaniu się z ludźmi dobrymi. Rodzice, a szczególnie ojciec powtarzał mi, abym od wroga nie wziął niczego bez względu, czy to jest prezent, czy szklanka wody. Musisz chłopcze mieć honor i odwagę, aby pokazać, że z takim osobnikiem mocno nie jest ci po drodze – powtarzał. Tak, tak! Wiem, co mówię – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi wielokrotnie zaskakiwany tematami, które poruszał przyjaciel, spoglądał na niego i nic nie mówił. Po chwili dopiero rzekł:
– Wiem też coś na ten temat. Może mam trochę inne spojrzenie na pewne sprawy, ale zgadzam się z tobą.
– Możesz mi przybliżyć!? – podejrzanie zapytał Marian.
– Koleżeństwo i czasami świństwa, które nie powinny, ale się przytrafiają – odparł Hipolit.
– Chyba nie masz na myśli początku naszej znajomości, kiedy zapytałem twoją Kundzię, jak to możliwe, że taka szprycha wzięła sobie facecika mizerotę, a do tego życiowego golasa. Przecież wiesz, że to był często używane przeze mnie żart – rzekł Marian.
– Głupi żart, bo mojej połowicy odbiło i przez długi czas dawała mi do wiwatu docinając, że u mnie widać na pierwszy rzut oka, że jestem oferma przywieziona do miasta w kanie od mleka. Dopiero, jak się przekonała, że ty to jesteś niezły numer, to zaczęła zmieniać zdanie. Sądziłem wtedy, że jesteś mi nieprzychylny – lekko poirytowany mówił Hipolit.
– Coś świta mi w głowie. To dlatego, gdy chciałem postawić ci kiedyś piwo, to zdecydowanie odmówiłeś. Ty mały karakanie, smakoszu „browara”, uniosłeś się honorem za tamtą wypowiedź. Powiem ci szczerze, że rozumiem i szanuję twoją postawę – łagodnie zwrócił się do kumpla Marian.
– Czuję pod skórą, że mój przyjaciel ma mi dzisiaj coś bardzo ważnego do przekazania –oznajmił Hipolit.
– Dokładnie tak jest i to w temacie: honor, wróg i kasa, a co za tym idzie – różnych postaw ludzkich – z głębokim namysłem mówił Marian.
– Zamieniam się w słuch, bo mój przyjaciel musi wyrzucić żółć, która zalega mu na żołądku – zachęcał Hipolit.
Marian wciągnął powietrze do płuc i zaczął:
– Wiesz, że dwa jakieś dwa lata temu, rządzący w naszym kraju podjęli decyzję i zaczęli wypłać na drugie dziecko pięć stów. Wielodzietne rodziny bardzo się z tego ucieszyły. Przeciwnicy zaczęli jątrzyć. Wytykali, dlaczego nie na pierwsze i dalej, że jest to rozdawnictwo. Sami, gdy rządzili nie potrafili niczego zrobić dla rodzin. Mało tego, wydłużyli okres pracy dla kobiet i mężczyzn do 65 i 67 lat.
– Wiem, wiem! – wyrwał się Hipolit. Ja sam tyrałem o rok dłużej i nikt mnie się nie zapytał, czy chcę. Sami zadecydowali, że muszę.
– Wytrzymaj jeszcze trochę, bo chcę ci jeszcze powiedzieć o postawach ludzkich i hipokryzji – uspokajał Marian. Jak ci mówiłem, honor nie powiem pozwalać niczego brać od wroga. Tymczasem niechętni, których trzeba nazwać „wrogami” wobec rządzących i prezesa natychmiast, gdy uchwalono plus pięćset złotych, pierwsi ruszyli z druczkami do urzędów i jeszcze prędzej do kasy. Nie wybrzydzali, że ci źli dają, ale brali, a środki przeznaczali często na zbytki. Za miesiąc będą otrzymywać także kolejną „pięćsetkę” na pierwsze dziecko. To także nie sprawia, aby zrozumieli, że to działanie jest bardzo dobre, a przede wszystkim pozytywne perspektywiczne.
– Ale przecież nie muszą tej kasy brać, skoro daje im ten, którego nie akceptują, a wręcz krytykują – wtrącił się Hipolit.
– Nie musza, ale biorą, bo w naszym kraju już tak jest, skoro dają, to bez względu, co to i kto daje, biorą, choć nie kryją, że „darczyńców” nie lubią i nie będą na nich głosować – tłumaczył Marian.
– Ale to jest podłe. Gdyby „gówno” było zapakowane w papierek za darmo, to też by brali!? – dopytywał Hipolit.
– Przecież wiesz, że tak – odparł Marian. Do tego, co już ci mówiłem – dołóż trzynaste świadczenie, jaką otrzymali emeryci.
– Tak wiem, bo już dodatkową „kaskę” otrzymałem. Wprawdzie moja bejmy zarekwirowała, ale i tak jest to spory zastrzyk gotówki – szybko gadał Hipolit.
– Ja też już mam na koncie „trzynastkę” – rozwijał myśl Marian. Tylko, że znów wszyscy bez wyjątku chętnie gotówkę przytulili. Uczynili to nawet ci, co nie skrywają swojej niechęci do sprawujących władzę. Jak mantrę powtarzają, że rządzą źle i oni ich nie popierają.
– To po co biorą te pieniądze? Przecież, o ile już im wypłacono, to mogą je natychmiast przekazać na jakiś cel lub wsparcie osoby potrzebującej – wszedł w zdanie kumpla Hipolit.
– Nie znam, ani jednej takiej osoby. Bejmy chapnęli nie zważając na słowa krytyki swoich politykierów, którzy mówią, że dostają ochłapy- rzekł Marian.
– Wiem, że jeżeli ktoś dla mnie robi dobrze, to uważam go za swego czlowieka, a nawet za przyjaciela. Kibicuję mu i popieram go. Co ty o tym wszystkim sądzisz, bo ja lekko się w tym pogubiłem! – ponownie zapytał Hipolit.
– Nie gubisz się przyjacielu, bo ja mam takie samo zdanie w tym temacie. Uważam też, że to, co dla mnie zrobiono pokazuje chęć ulżenia wielu, a nawet bardzo wielu ludziom. Za takie decyzje naleąą się słowa uznania i podziękowania, a nie gryzienia w rękę. Wrogów i opozycję trzeba mieć, ale normalnych– tłumaczył Marian.
– Twoje słowa są balsamem na skołowaną moją duszę. Powiedz coś, co umocni mnie na ten trudny czas – zwrócił się do kumpla Hipolit.
– Mój wróg, twoim wrogiem i na odwrót. Zapamiętaj sobie raz na zawsze, o ile chcesz mieć we mnie przyjaciela. Przyjaźń, to wielka rzecz, którą należy pielęgnować i dbać tak, jak o najcudowniejszą kobietę, a kto wie, czy nie bardziej! – filozoficznie spotkanie zakończył Marian Lichy.
Seweryn Kaczmarek

Jak to z Żydami w Polsce było część 32
Ostatnia wyprawa krzyżowa Watykanu i Niemiec nieudana, 1939 – 1945 rok, w której zginęło ponad 60 milionów ludzi.
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
Gdy mówią pieniądze prawda milczy.
W roku 2014 w niedziele byłem w Muzeum Regiona

lnym w Stęszewie. Wszedł mężczyzna i poprosił o dostęp do Internetu. Podobno był tymczasowym mieszkańcem Stęszewa. Usiadł obok mnie przy stoliku, przy komputerze. Mówił płynnie po niemiecku i po polsku. Po chwili zaczął do mnie mówić, że Niemcy, to bardzo mądry, gospodarny naród. Odpowiedziałem mu na to, że ma rację, Niemcy to bardzo mądry, gospodarny, oszczędny naród i w tym momencie zaczął się do mnie miło uśmiechać i po chwili dokończyłem swoją wypowiedź.
– Tak, żaden naród na świecie nie potrafił zrobić z ludzi mydła.
W tym momencie mojemu rozmówcy włosy się najeżyły. Zaczął na mnie krzyczeć, że to są całkowite bzdury i nie ma na to żadnych dowodów, że Polacy zrobili błąd, nie było komisji, która spisałaby akta z badań, iż Niemcy robili z ludzi mydło.
Dlatego, jak już wcześniej zapowiadałem chcę przedstawić wierne kopie wszystkich dokumentów, spisanych w roku 1945, przez specjalną komisję do badania zbrodni niemieckich w Polsce.
Oto protokół komisji z dnia 16 i 17 maja 1945 roku. Komisja pracowała w składzie: profesor medycyny sądowej Uniwersytetu Warszawskiego Grzywo-Dąbrowski, radca min. Wagner, główny biegły lekarsko-sądowy II frontu białoruskiego mjr. sużby zdrowia Szybanow, wojskowy anatomo-patologiczny biegły mjr. służby zdrowia Lubiński, wojskowy sądowo-lekarski, biegły mjr. służby zdrowia Atler, dyr Wydz. Bezpieczeństwa oraz obyw. inż. Markowski.
Znaleziono 148 trupów, w tym: 18 kobiet, 4 dzieci, 126 mężczyzn i 1 trup małpy, 82 trupy bez głów, 2 kobiece trupy bez głów , ale mocnej budowy ciała. Na niektórych zwłokach były atuaże (gwiazdy pięcioramienne, polskie sztandary narodowe i inne). Oprócz zwłok znaleziono 89 odciętych głów ludzkich. Głowy leżały nie tylko w osobnych skrzynkach, ale i pod trupami. Wszystkie niestaranie ogolone i ostrzyżone. Było osim przypadków odrąbania głowy żywym ludziom, 4 przypadki zaduszenia pod postacią zadźgnięcia, jeden przypadek postrzelenia, 3 przypadki śmierci w następstwie uszkodzenia głowy tępym narzędziem, młotkiem lub siekierą-obuchem, jeden przypadek człowika z jamistą gruźlicą płuc, jeden przypadek malarii, jeden przypadek przewlekłego schorzenie serca i naczyń.
Prof. Grzywo-Dąbrowski poddał sekcji dziesięć zwłok. Wybrał tych z odciętymi głowami tępym narzędziem, z uszkodzoną czaszką za życia, i trzy przypadki w następstwie chorób.
Z kolei komisja rosyjsko-polska przeprowadziła sekcję wszystkich trupów wykorzystując analogiczne przypadki.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Gorzelnia Turew ma 100 i jeden rok
Gorzelnia w Turwi pod Kościanem, to nie tylko czynny zakład produkujący, jeden spośrd 60 działających w Polsce, ale ta produkuje spirytus metodą tradycyjną i to sprawia, że jest najwyżej jakości.
Gorzelnia w Turwi, to także Muzeu

m, unikatowe na skalę europejską, gdyż pokazuje gorzelnictwo rolnicze. Na uwagę zasługują zabytkowe, odnowione urządzenia, które służyły niegdyś gorzelnikom. Największe wrażenie robi maszyna parowa pochodząca z 1906 roku i kocioł parowy z 1905 r. W procesie produkcyjnym wykorzystywany jest jednokolumnowy aparat do destylacji wykonany z miedzi z 1985 roku. Ma on około trzech pięter wysokości, w którym znajduje się 11 półek do oczyszczania alkoholu. Dziennie w Turwi produkuje się 2000 litrów spiritusu o zawartości alkoholu 92-93 procent m.in. z żyta, ziemniaków, kukurydzy. Spiritus z Turwi jest odsprzedawany do dużych gorzelni gdzie w procesie rektyfikacji produkowana jest wódka.
Są tutaj pompy wodne, pompy zacierowe, stare dokumenty akcyzowe czy areometry, z których jeden pochodzi z 1863r. Część eksponatów pracowała w turewskiej gorzelni, a reszta w innych, które już w większości nie istnieją.
Kierownik Gorzelni Grzegorz Konieczny, to pasjonat. Od 2004 roku zbiera stare urządzenia gorzelnicze i dokumenty. Powstała sala degustacyjna i piękna ekspozycja. Może godzinami opowiadać o historii gorzelnictwa, o procesie technologicznym zaczynającym się na polu, a kończącym na stole. Mimo trudnej sytuacji gorzelnictwa i coraz mniejszej ilości gorzelni rolniczychw Polsce, warto zachować dla potomnych, choć jedną, wciąż pracującą gorzelnię.
W imieniu organizatorów Kurier lokalny zaprasza do odwiedzenia Turwi 18 maja na NOC MUZEUM W 100-LETNIM ZAKŁADZIE.
TUREW zlokalizowana jest 12 km na wschód od Kościana, w rolniczej okolicy, z dala od głównych linii komunikacyjnych. To tu generał Dezydery Chłapowski, na wzór krajów zachodniej Europy, zaczął wprowadzać nowoczesne metody uprawy ziemi i prowadzenia gospodarstwa rolnego.
Dwudziestopięcioletni Dezydery w 1815 r. objął majątek ojca – Turwię (przemianowaną później na Turew). Majątek ten był poważnie zadłużony, jednak wierzyciele zgodzili się na stopniową spłatę długu.
Po przejęciu majątku Dezydery wyjechał do Anglii, gdzie przez półtora roku zwiedzał przodujące gospodarstwa. Obserwował i uczył się, ale też pracował fizycznie na roli poznając różne rodzaje prac.
W Anglii kupił nowoczesne narzędzia rolnicze. Po powrocie do kraju rozpoczął reorganizację i unowocześnianie majątku. Okoliczni ziemianie widząc wprowadzane zmiany wróżyli mu rychłe bankructwo. Zaczął zmieniać gospodarstwo od wprowadzenia płodozmianu, wzdłuż pól założył pasy ochronne z drzew i krzewów. Stwierdził bowiem, że ochrona taka wpływa pomyślnie na plony. Jako pierwszy w Polsce zastosował dreny.
Ze Szwajcarii sprowadził mleczne krowy, wprowadził hodowlę owiec mięsno-wełnistych, rozwinął też hodowlę koni. W Turwi wybudowano jedną z pierwszych w województwie poznańskim cukrowni. Powstała tez gorzelnia, browar i olejarnia.
Chłapowski otworzył pierwszą nieformalną szkołę dla chłopców chcących uczyć się nowoczesnego rolnictwa. W ciągu kilkudziesięciu lat jej funkcjonowania wykształciło się tam wielu znamienitych rolników.
Dezydery Chłapowski przejął majątek obciążony zawrotną na owe czasy sumą długów, a po 17 latach zostały one całkowicie spłacone. Z czasem znacznie powiększył majątek; dokupił Brodnicę, Manieczki, Przylepki, Kopaszewo, Karmin i Goździchowo. Na pozątku miał 11 tysięcy mórg, a zostawił spadkobiercom – 34 tysiące.
Tak gospodarował człowiek, który zbudował gorzelnię. Tradycja gorzelnicza w Turwii sięga zatem pierwszej połowy XlX w. Pierwszy budynek wybudowany przy pałacu nie przetrwał długo. Gorzelnia, w której wytwarzany jest surowy spirytus obecnie, została wzniesiona na początku XX wieku (1918r.). Tuz przed drugą wojną świtową rozbudował ją ostatni właściciel majątku Krzysztof Morawski. Potem przyszli Niemcy, po nich władza ludowa, by wreszcie państwowe gospodarstwo przeszło trudne koleje prywatyzacji i przekształceń właścicielskich. Obecnym właścicielem jest Top Farms Wielkopolska Sp. z o.o.
W gorzelni działa miedziany aparat destylacyjny jednokolumnowy z 1985 roku o wysokości 9,60 metra, posiadający 20 pólek wywarowych i 11 polek spirytusowych, na których odbywa się destylacja zacieru-odfermentowanego.
Dzienna produkcja to nawet 4000 litrów spirytusu. Całość ogrzewa niemiecki kocioł z 1934 roku. Przetwarza się tu na spirytus żyto, pszenżyto i ziemniaki, a czasami nawet kukurydzę (przydatny na Burbon).
Spirytus uzyskany taką metodą to spirytus rolniczy o mocy ok. 92-93%.
Na koniec należy wrócić do kierownika i jego pasji. Nieałe dwa lata temu, we wrześniu w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu odbyło się wręczanie odznaczeń państwowych zasłużonym mieszkańcom Wielkopolski. Wśród nich był Grzegorz Konieczny, który otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi. W prezentacji kierownika Gorzelni w Turwi stwierdzono, ze to aktywny działacz społeczny, założyciel Stowarzyszenia Przyjaciół Gorzelni Turew oraz Muzeum Gorzelnictwa. Dodano, że to człowiek wspierający miejscową Ochotniczej Straży Pożarnej, organizację Europejskich i Krajowych Zawodów Sikawek Konnych w Cichowie oraz organizację wyjazdów członków Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych na obozy międzynarodowe. Wojewoda Wielkopolski, który wręczał Krzyż zaakcentował, że odznaczenia państwowe są wyrazem uznania i podziękowania za wybitne zasługi na rzecz regionu. (opr.maz)
Foto 3

W lipcu 1919 roku – wikariusz ks Teodor Zimoch, zetknąwszy się z patriotyczną postawą mieszkańców, zorganizował wśród młodzieży pozaszkolnej i ostatnich klas szkolnych, drużynę skautową. Wtedy po raz pierwszy słyszano w Stęszewie „czuwaj”. Drużyna liczyła wówczas około 30 członków.
W czasie II wojny światowej 1939-1945, w tych tragicznych latach i represjach okupanta, cierpią i giną stęszewscy harcerze. Ksiądz Teodor Zimoch zmarł z wycieńczenia w obozie w Gusen. Druh Leon Piotrowski ginie w kampani wrześniowej; druh Mieczysław Krowczyński zamordowany w Poznaniu; druh Witold Piotrowski i druh Edward Koziołek  zamordowani w 1943 roku w Łodzi – cześć ich pamięci.
Po wojnie 27 marca 1945 roku, przy pomocy byłych harcerzy, druh Janusz Zieliński przeprowadza, jako powojenny pionier, pierwszą zbiórkę. Dokonuje podziału na zastępy i zostaje ich drużynowym. Na zbiórkę przybyło 87 harcerzy i 30 zuchów. Założoną 4 drużynę harcerzy im. H. Dąbrowskiego zarejestrowano w wojewódzkiej komendzie chorągwi ZHP w Poznaniu dnia 10.04.1945r.
* * *
Wspomnienia Jacka Górnego – młodego harcerza z 1957 roku
Z harcerstwem zetknąłem się już w 1955 roku. Co prawda była to Organizacja Harcerstwa Polski Ludowej, w której nie znalazłem tego, co słyszałem z opowiadań mojego ojca i jego znajomych. Były opowieści o: wycieczkach, biwakach, obozach, a ja miałem tylko zbiórki na których były poruszane sprawy ideologiczne związane z ustorjem socjalistycznym.
Po powrocie z wakacji w 1956 roku zaczęło się mówić w szkole o innym harcerstwie. Przychodził do nas Zygmunt Parchliniak, który nam opowiadał, że powróci Związek Harcerstwa Polskiego tj. ZHP na zasadzie przedwojenej i powojennej organizacji. I tak 27 marca 1957 roku ogłoszono zbiórkę organizacyjną na podwórzu Szkoły Centralnej, tak wówczas nazywano budynek szkolny przy ul. Szkolnej nr 1 w Stęszewie. Zebrała się tam ogromna ilość dzieciaków ze szkoły podstawowejm jak i młodzież starsza. Wydarzeniem tej zbiórki i ogólnym zainteresowaniem cieszył się Stasiu Florczak w czapce rogatywce z lilijką, Zazdrościliśmy mu tej czapki, ale poinformowano nas, że teraz możemy sobie kupić nie tylko czapkę, ale i mundur harcerski.
Wyznaczono następoną zbiórkę, na którą przyszedłem w mundurku harcerskim, ale bez rogatywki. Na tej zbiórce podzielono nas na pięć zespołów. Ja znalazłem się w zastępie Bobrów. Nie pamiętam nazwisk moich kolegów, a zastępowym został druch Krzysztof Wolas. Wtedy też dowiedziałem się o takich funkcjach, jak drużynowy, przyboczny, opiekun drużyny, a zostali nimi w tamtym czasie druhowie Michał Biały, Roman Ciesielski, i Jerzy Krzyżagórski.
Zbiórki zastępów były ciekawe. Przeważnie, jak pogoda dopisywała, to w terenie, gdzie na podchodach uczyliśmy się obcowania z przyrodą, znaków patrolowych i zachowywania się w lesie. Zbiórki drużyny były natomiast w niedzielę po mszy, po godzinie 10.00. Na zbiórkach omawiano sprawy organizacyjne, podawano do wiadomości rozkazy drużyny. Najwięcej mi utkwiły w pamięci marsze ze śpiewem. Nauczyłem się też piosenek harcerskich. Piosenką śpiewaną na każdym marszu była „Choć burza huczy wkoło nas”. Pamiętam ją do dzisiaj.
Pierwszym wypadem był w czerwcu biwak nad Źródełkiem w Żarnowcu, gdzie dh Janusz Zieliński nauczył nas piosenki „W zielonym lesie”. Pierwszy obóz odbył się w Dymaczewie nad jeziorem. Był to obóz szkoleniowy. Komendantem obozu został dh Roman Ciesielski, obozowym dh Janusz Zieliński. Właśnie na tym obozie zacząłem uczyć się harcerskiego rzemiosła.
Znamiennym dla mnie wydarzeniem była próba na III stopień „młodzika”, którą to ukończyłem z wynikiem pozytywnym. Przygodą była pierwsza warta z Edziem Waselczykiem. Po usłyszniu kilku podejrzanych szelestów poza obozem, wyszedłem zza liny stwierdzić, co nas niepokoi po nocy. W pewnym momencie ktoś się na mnie rzucił, zatkał mi usta ręką, ręce związano do tyłu, czapkę na oczy i zostałem uprowadzony w las, nim Edziu zdążył ogłosić alarm. Słyszałem tylko w oddali harmider w obozie, a mnie prowadzono w zupełnym milczeniu bardzo długo. Zacząłem się niepokoić, dokąd mnie prowadzą. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, kazano mi uklęknąć i coż, oprawcy pozostawili mnie w lesie. Rogatywka spadła mi z oczu na trawę, więc ją podniosłem zębami, wstałem, rozejrzałem się i stwierdziłem, że jestem jakieś 100 metrów od obozu. Przyszedłem do obozu witany jak bohater. Nie było mnie około godziny. Jak się okazało, to nasi druhowie tj. Zygmunt Parchliniak ze swoim kolegą, nie pamiętam nazwiska, w taki oto sposób przyszli nas odwiedzić.
Po powrocie do Stęszewa byliśmy witani niemal przez wszystkich mieszkańców. Ustwieni byli wzdłuż naszego przemarszu. Były okrzyki i kwiaty. Na rynku odbył się apel kończący obóz. Z rozkazu dowiedziałem się o dopuszczeniu mnie do przyrzeczenia. W końcu, we wrześniu odbyło się pierwsze po 7-letniej przerwie przyrzeczenie harcerskie. Miało to miejsce na podwórzu wspomnianej Szkoły Centralnej, na sztandar powstańczy 1848 r. „Zjednoczona i Niepodległa” – obecnie jest przechowywany w zbiorach stęszewskiego Muzeum.
Tak rozpocząłem moją przygodę harcerską przez; zbiórki, wycieczki, biwaki, zloty, obozy, kursy szkoleniowe, uroczystości patriotyczne. Przygoda trwa do dziś, tj. 57 lat. Obecnie jestem – ja Jacek Górny – przewodniczącym Harcerskiego Kręgu Seniorów im. Jerzego Krzyżagórskiego w Stęszewie. Stęszew, 26.04.2019
Opracowanie Zbigniew Tomaszewski

W pierwszym tygodniu maja uczniowie Erasmusa oraz ich nauczyciele przyjechali do uczniów ze Szkoły Podstawowej im. bł. E. Bojanowskiego w Górce Duchownej w gminie Lipno, aby podzielić się swoimi doświadczeniami z polską młodzieżą. Goście zatrzymali się w kościańskim hotelu i zostali przyjęci również w rodzinach polskich uczniów na kolacji, aby mogli poznań tradycyjną kuchnię polską i dowiedzieć się, jak prowadzić zdrowy tryb życia.
Do Polski przyjechała młodzież szkolna z Chorwacji, Turcji, Rumunii i Włoch.
Od soboty 5 maja przybysze – dwadzieścia dzieci i dziesięciu opiekunów – oraz ich polscy koledzy spędzali ze sobą czas na zajęciach w górowskiej Szkole oraz na wycieczkach. Przyjazd odbywał się w ramach projektów europejskich Erazmusa.
Pierwszego dnia zajęć, czyli w poniedziałek 6 maja nastąpiło powitanie gości w szkole, potem wspólny obiad, spotkanie z ratownikami WOPR-u, a o osiemnastej obiad w wybranej, polskiej rodzinie.
Wtorek, to wycieczka do Szreniawy i zwiedzanie Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego, potem zwiedznie Poznania, a dokładnie Ostrowa Tumskiego, Katedry, Ratusza z koziołkami, Pręgierza, Domków budniczych, Fary, Kolegium Pojezuickiego, Zamku Królewskiego (z punktem widokowym), Pomnika Pułku Ułanów Poznańskich, Studzienki i Bamberki. Po tak długiem marszu wszyscy zasiedli do posiłku, a potem zobaczyli jeszcze jedno miejsce, czyli Muzeum Rogala na Starym Rynku.
Kolejne dni, to wizyta w Przetwórni Owoców i Warzyw Przemyława Gila w St Bojanowie, która produkuje naturalną, zdrową żywność, na basenie i w Nadleśnictwo Koczury. W Koczurach jest Ochronka dla leśnych zwierząt, które trafiają tu po kontuzjach uniemożliwiających im życie w naturze.
Pote wszyscy zwiedzili Kościan, a w nim ściankę wspinaczkową i obserwatorium astronomiczne w Wieży Ciśnień. Tam wykład o Układzie Słonecznym zaprezentował Mateusz Maliczak. Młodzież mogła też obserwować niebo przez teleskop i poczynić obserwacje ze Stellarium.
Piatek 10 maja, to ostatni dzień pobytu i przeznaczony był na uroczystość zamknięcia i rozdania certyfikatów. Nastąpiło podsumowanie działań związanych z komiksem Healthy Man Cartoon Book. W nim główny bohater promuje zdrowy styl życia. Uczniowie przy tej okazji uczyli się rozróżniać zdrowe od niezdrowego jedzenia. Na koniec każdy kraj dostał swój własny komiks.
Ostatniego dnia uczniowie odwiedzili jeszcze Leszno. Tam odbyło się spotkanie projektowe dla koordynatorów. Rozmawiano, co należy zrobić po rozstaniu, a także o spotkaniu w Turcji, w czerwcu. Wieczorem wszyscy czas spędzili na wspólnej kolacji.
Pobyt w Polsce, w Górce Duchownej, to ostatni, wspólny pobyt uczniów w ramach wymiany. Wcześniej szkoły spoptykały się na Sycylii, w Zagrzbiu – Chorwacja, Suczawie w Rumunii i miejscowości Foca w Turcji. Polscy uczniowie byli wcześniej w tamtych krajach, teraz gościli uczniów u siebie. Ten projekt trwa już dwa lata, a głownym kooordynatorem jest Turcja.
Pomysładawczynią całego projektu wymiany w ramach Erazmusa była dyrektor górowskiej Szkoły, polonistka Joanna Strzelecka, a wspierają w tym ją nauyciele Maria Maćkowiak i Mateusz Graczyk.
Warto podkreślić, że całość opłacana jest z budżetu erazmusowskiego. W nim organizatorzy muszą się zmieścić.
Jak powiedział Mateusz Graczyk – nauczyciel i współorganizator wymiany – spotkania młodzieży mają na celu pokazanie, jakie są inne kraje, jakie mamy problemy we współczesnym świecie. Spotkania zacieśniają więzi między młodymi ludźmi. Powinny też pokazywać i przybliżać inne miejsca na świecie i tamtejsze kultury Mówimy o równoupranieniu, o wzajemnym do siebie szacunku niezależnie od różnych nacji, przekonań, czy koloru skóry. Uświadamiamy młodym słuchaczom, jak ważne jest dbanie o środowisko, ekologię i o zdrowe odżywianie się.
Ewa Noga-Mazurek

Przy okazji świętowania rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja warto kilka zdań poświęcić temu wydarzeniu.
Jako pierwsi w Europie, a jako drudzy na świecie, Polacy mieli ustawę regulującą ustrój prawny Rzeczypospolitej. Oficjalnie została przyjęta w dniu 3 maja 1791 roku. Tylko konstytucja amerykańska była starsza od naszej o cztery lata i zaczęła obowiązywać w 1787 roku. Na upamiętnienie tego historycznego wydarzenia zostało ono zapisane, jako Święto Konstytucji 3 Maja.
Jakiekolwiek uroczystości, czy akcenty na tę okoliczność nie były dozwolone podczas rozbiorów i zawieruchy wojennej. Także za czasów rządów PRL-u nie wyeksponywano tego święta. Uznane zostało przez Kościół znacznie później, bo jak się przyjrzeć historii, to duchownii z tamtego okresu nie uznali tej konstytucji. Targowica, czyli zdrada polskich interesów przez książąt miała pełne poparcie Kościoła i wciągała Polskę w ręce Rosji i carycy Katarzyny.
W Stęszewie 3 maja tego roku w kościele pw. Świętej Trójcy” odbyła się msza za Ojczyznę. Homilię na tę okoliczność przygotował ks. wikariusz Artur Wojczyński.
Po nabożeństwie spod świątyni poczty sztandarowe i delegacje udały się na stęszewski Rynek. Na „Starówce”, po odśpiewaniu hymnu, delegacje złożyły pod pomnikiem wiązanki kwiatów.
Wydarzenia sprzed 228 lat ważne dla Polski i Europy, a związane z uchwaleniem Konstytucji 3 Maja, w krótkim wystąpieniu przypomniał burmistrz Włodzimierz Pinczak, który kończąc podziękował