niedziela, 15 Wrzesień 2019

2019 Marzec

Kuchnia drewniana dla dzieci zyskuje coraz większą popularność na rynku. Jest to coś więcej niż zwykła zabawka. Zazwyczaj charakteryzująca się sporymi wymiarami, obecnością blatów, półek, szafek, palników itp. konstrukcja daje dziecku poczucie dorosłości i pozwala na różnorodne zabawy między innymi w dom, w restaurację itp.

Dla kogo jest to dobry prezent?

Należy pamiętać, że kuchnia drewniana przeznaczona jest dla dzieci powyżej trzeciego roku życia. Będzie świetną rozrywką zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców. Zabawa w ten sposób dostarcza dzieciom nie tylko rozrywki, ale również wspiera wyobraźnię i kreatywność naszych pociech. Usprawnia też umiejętności społeczne oraz może być podstawą do rozwijania umiejętności kucharskich. Dzieci we wczesnych latach życia kształtują swoją osobowość więc tak inteligentna zabawa na pewno pomoże im w przyszłości.

Czym kierować się wybierając drewnianą kuchnię?

Przede wszystkim należy sprawdzić parametry techniczne zabawki. Ważne jest, żeby została wykonana z wytrzymałego drewna. Jeżeli nie jesteśmy świetnymi technikami należy sprawdzić przed zakupem czy jest łatwa w montażu lub zastanowić się nad kimś kto nam z tym pomoże. Ważną sprawą są też wymiary takiej kuchni. Oczywiście chcemy, żeby starczyła na lata, więc możemy kupić trochę większą, ale nie możemy też przesadzić. Gdy kupimy za dużą, dziecko nie będzie w stanie sięgać do różnych szafek czy przygotowywać czegoś na swoim blacie.

Decydując się na taką zabawkę musimy najpierw zadbać o bezpieczeństwo. Dlatego istotne jest też zwrócenie uwagi czy w drewnianej kuchni nie znajdują się małe elementy, które łatwo mogłyby zostać połknięte. Warto jest też sprawdzić czy rogi blatów nie są zbyt ostre lub zabezpieczyć je gumowymi nakładkami.

Ostatnim aspektem, którym możemy się kierować wybierając taką kuchnię są walory estetyczne. Ważne, żeby podobała się przede wszystkim dziecku, które będzie się w niej bawić.

Drewniana kuchnia dla dzieci będzie służyła naszemu dziecku przez długie lata więc warto zainwestować w idealną.

 

 

Wybierając fotele obrotowe dla siebie, do biura czy dla kogoś na rodzinny prezent można natrafić na różne okazje. Z pozoru wszystko może się wydawać dla nas oczywiste. Niestety, wybór fotela w wielu przypadkach jest trudnym wyborem i często jest zależny od naszego budżetu. Już na początku warto zaznaczyć, że na fotelach nie należy oszczędzać. Jest to element, na którym podobnie jak na łóżku spędzamy większą część naszego czasu. Siedzenie przez dłuższy czas na nieodpowiednim fotelu praktycznie zawsze związane jest z napięciem pleców i kręgosłupa, które często w rezultacie przyczyniają się do problemów z plecami, rozwoju schorzeń i zbędnego dyskomfortu. Warto wiedzieć jak wybierać prawidłowe i ergonomiczne fotele obrotowe mogące ochronić nasze zdrowie.

Czym kierować się przy wyborze fotela obrotowego?

Pierwszym czynnikiem na jaki warto zwrócić uwagę przy wyborze fotela obrotowego jest możliwość jego regulacji. Z reguły im więcej możliwości regulacji, tym lepiej dla naszego ciała. Absolutnie niezbędne są możliwości regulacji wysokości oparcia oraz podłokietników. Droższe fotele oferują nawet do kilkunastu możliwości regulacji, np. umożliwiają dopasowania oparcia do szerokości ramion lub odchylenia oparcia pod odpowiednim kątem.

Kolejną rzeczą na jaką należy zwrócić uwagę jest wsparcie dla lędźwi – dolnej części pleców. Brak wsparcia dla lędźwi oznacza pozbycie się naturalnej krzywizny kręgosłupa. Taki stan rzeczy z czasem może przyczynić się do rozwoju różnych schorzeń jak rwa kulszowa. Każdy przyzwoity fotel obrotowy powinien oferować możliwość regulacji tej części fotela, a przynajmniej nie eliminować naturalnej krzywizny kręgosłupa całkowicie.

Innym aspektem, którym powinien kierować się świadomy konsument przy wyborze fotela jest materiał, z którego wykonany jest fotel. Najlepsze będą fotele przepuszczające dużą ilość powietrza i wykonane z jak najbardziej naturalnych materiałów. W dzisiejszych czasach stawia się często na nowoczesną siatkę zamiast tradycyjnego obicia materiałowego. W letnie popołudnie prawidłowy przepływ powietrza jest szczególnie istotny – pomoże nie tylko uniknąć niepotrzebnego potu, ale również obniży temperaturę ciała w czasie upału.

 

 

Niejedna osoba zainteresowana inwestycją w metale szlachetne, takie jak srebro, czy złoto nie bardzo wie, jak się do tego zabrać. Obawiają się braku odpowiedniego miejsca do przechowywania wartościowego mienia, sądząc, że aby zainwestować większą sumę pieniędzy, trzeba się zdecydować na większy gabarytowo zakup. M.in. dla wszystkich takich osób zaprojektowano sztabkę srebrną 1 kg. 

Dlaczego srebro?

Myśląc o metalach szlachetnych, najczęściej przychodzi nam na myśl inwestycja w złoto. Od tysięcy lat to właśnie ten kruszec kojarzy się z czymś wartościowym, zarówno w kulturze, jak i na rynkach finansowych. Dlaczego zatem warto zainteresować się również srebrem? Z kilku powodów. Jednym z nich jest szerokie wykorzystanie tego surowca, nie tylko do celów inwestycyjnych i jubilerskich, ale również jest niezastąpione przy produkcji elektroniki, czy sprzętu medycznego. To gwarantuje stały popyt na ten surowiec. Warto zaznaczyć przy tym, że zapotrzebowanie na stale wzrasta, a wydobycie rokrocznie maleje. Srebro również świetnie się sprawdza jako uzupełnienie złota w naszym portfelu inwestycyjnym. Zdywersyfikowanie surowców pozwoli nam na sprzedawanie tego, który aktualnie ma wyższą cenę. Rynek srebra cechuje się większą dynamiką niż złota, co może pozwolić na szybsze wzrosty.

Dlaczego sztabka srebra 1 kg?

Jeśli już zdecydujemy się zainwestować w srebro lub dodać je do naszego portfela inwestycyjnego warto rozważyć zakup sztabki srebrnej 1 kg. Dlaczego może być ona najbardziej optymalnym wyborem? Jednym z powodów jest fakt, że zajmuje ona naprawdę mało miejsca, porównując do monet o łącznej wadze 1 kilograma. Ponadto płacimy za czysty surowiec inwestycyjny, a nie za pracę wykonaną przy obróbce srebra, dzięki czemu możemy liczyć na mniejszą utratę wartości, gdybyśmy potrzebowali odsprzedać je „na już”, np. w skupie u złotnika, lub przez internet.

Sztabka złota 1 kg pozwala nam również na zainwestowanie jednorazowo większej ilości gotówki (w tej chwili około 2600 złotych, w zależności od rodzaju srebra).

Obra 1912 Kościan – KS Opatówek 0:1 (0:1)

Z tym rywalem miał być mecz na przełamanie drużyny Obry. Niżej notowany rywal , którego nasi w rudzie jesiennej pokonali u siebie miał był pierwszym punktowym „kąskiem” dla gospodarzy. Miał być, ale nie był, bo stanął w gardle naszej ekipie. To goście okazali się może nie lepsi, ale skuteczniejsi i wygrali zawody. A nasi cóż prują schodami w dół i trudno jest przewidzieć, kiedy w tej drodze się zatrzymają.
Spotkanie rozpoczęło się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Spowodowane to było protestem zawodników Obry Kościan przeciwko decyzji Burmistrza Miasta Kościana Piotra Ruszkiewicza o nie przyznaniu dotacji na rok 2019.
Przez pół godziny pierwszej części zawodów nasi przeważali i stwarzali sytuacje strzeleckie. Nic jednak z tego nie wychodziło, bo piłka za każdym razem mijała cel. Wystarczyła jedna sytuacja w polu karnym Obry, aby goście wywalczyli rzut karny. „Jedenastkę” zamienili na gola na 0:1. Doskonałą okazję do doprowadzenia do remisu miał w 43’ Tomasz Marcinkowski. Piłkę zmierzającą do bramki wybił obrońca gości. Przyjezdni też w samej końcówce pierwszej odsłony zaatakowali, ale na przeszkodzie w strzeleniu gola stanął nasz bramkarz.
Druga połowa to niestety gospodarzy bicie głową w mur w obronę i bramkarza gości. Pomimo kilku niezłych sytuacji ani razu naszym nie udało się zmusić do kapitulacji golkipera przyjezdnych. Goście ograniczali się do mocnej obrony i wybijaniu Obry z rytmu. Taktyka ta powiodła się i wywieźli z Kościana komplet punktów.
W kolejnej turze Obra zmierzy się na wyjeździe z Orkanem w Śmiłowie. Jeżeli tam nasi pogubią punkty to nie tylko, że o awansie będą musieli zapomnieć, ale walczyć o utrzymanie w IV lidze. (k)

Tęcza Kościan – Bór Oborniki Śląskie 23:24 ()
Wygrana wypuszczona z rąk
Na mecz z liderem II ligi szczypiorniaka szykowali się kibice w Kościanie. Powszechnie liczono, że w XXII kolejce Bór 16 marca padnie pod „siekierami” kościańskich drwali. Niestety, choć było blisko pokonania przyjezdnych to w decydujących momentach nasza obrona pozbawiona mocnego Dawida Grafa nie była wstanie powstrzymać gości. To oni w końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść i już pewnie idą na I ligą.
W pierwszej połowie nasi nadawali ton wydarzeniom na boisku. Do 8’ zawody były na remis 4:4, ale dalej lepiej poczynali sobie miejscowi.
W 18’ Tęcza po trafieniu Kamila Napierkowskiego prowadziła pięcioma golami. W 30’ na tablicy widniał wynik 14:9. Na początku drugiej odsłony nasi na jedno trafienie rywali odpowiedzieli dwoma. Do siatki rywali trafili Daniel Olejnik i Dawid Wesołek. Dobrze funkcjonująca maszynka Tęczy zacięła się w 44’ po tym jak za drugą karę musiał zejść z boiska Dawid Graf. Nasi pozbawienie swojego „filara” przestali bronić a rywale raz po raz lokowali piłkę w naszej bramce. W 53’ goście prowadzili 20:21. Nasi starali się dopaść przeciwnika, ale celne rzuty przeplatali niecelnymi. W 58’ Tęcza przegrywała jednym golem, ale po chwili już tylko jednym po rzucie Kamila Napierkowskiego. Niestety rywale odpowiedzieli bramką na 22:24 i marzenia o korzystnym wyniku się oddaliły. Wprawdzie jeszcze Tomasz Piątek rzucił celnie, ale to tylko kosmetycznie poprawiło wynik.
A tak na marginesie jeden cwany „starawy” już gracz o nazwisku Szabat poprowadził gości do zwycięstwa.
Tęcza: Adam Noskowiak, Omar Amirajn – Dawid Graf-6, Dawid Wesołek-5, Tomasz Piątek-4, Kamil Napierkowski-3, Damian Krystkowaiak-2, Eryk Napieralski-1, Daniel Olejnik-1, Wojciech Weiss-1, Kamil Gessner, Jacek Idziak, Wojciech Babiarczyk, Adam Kaniewski, Adam Ryba. (k)

Na oddziale rehabilitacji w kościańskim Szpitalu poczułam się, jak w obozie koncentracyjnym. Złe porównanie? Skąd! Kościan ma dużą placówkę powiatową, a w nim oddział rehabilitacji. Brak tu podmiotowości człowieka. Są tylko numery. Pacjent jest na przykład numerem 4025. Kartę do zajęć nie można pobrać podając nazwisko, bo mógłby ktoś je usłyszeć. To ponoć wynik ochrony danych, czyli Rodo. Nie wstydzę się swego imienia i nazwiska. Staram się żyć uczciwie, nikomu umyślnie nie czynić krzywdy, więc dlaczego mam się ukrywać pod numerem? Tymczasem w Szpitalu podchodząc do rejestracji trzeba pamiętać, że nie mamy nazwiska. A gdy się numer zapomni?
* * *
Zdarza się ludziom, że ulegają jakiemuś wypadkowi lub z innego powodu mają kłopoty z układem kostnym lub neurologicznym. Chirurg, bądź neurolog, po podstawowym leczeniu zaleca rehabilitację, by chora część ciała wróciła do sprawności.
Tak było w tym przypadku. Po złamaniu nagdarstka lewej ręki najpierw było sześć tygodni w gipsie, a potem? Z kością wszystko skończyło się dobrze, tylko kłopot okazał się ze ścięgnami i mięśniami, które zastały się podczas usztywnienia ręki. One powodują, że palce nie chcą dobrze pracować, a nadgarstek jest mało elastyczny.
Chirurg przepisał 10 sesji rehabilitacyjnych: ultradżwięki, magnetronik i masaże wodne. Jedna sesja nic właściwie nie zmieniła. Potem były kolejne. Po kilku doszły ćwiczenia wykonywane przez rehabilitantów.
I tutaj można dokładnie zobaczyć, który rehabilitant zna się na swoim fachu, który jest asertywny do pacjentów, a który ich traktuje, jak zło konieczne, które trzeba strofować i ustawiać w szeregu. Jako kwiatek opowiemy dwa zdarzenia. Kiedy na sali do ćwiczeń przez 10 minut w południe nie pojawił się żaden rehabilitant, zapytana przechodząca pani rehabiltantka o ciemnych krótkich włosach, co dzieje się z personelem odpowiedziała, że mają przerwę na posiłek Dopytywana dlaczego od razu wszyscy i jak długo to będzie trwało, urażonym tonem stwierdziła, że pracownicy mają prawo nawet do jednej godziny przerwy podczas dnia pracy.
– A to dopiero! – pomyśleliśmy A gdyby ci rehabilitanci stanęli w kolejce na poczcie, a w żadnym okienku nie byłoby obsługi i nie wiadomo by było kiedy pracownicy wrócą, czy uznaliby ten fakt za normalny?
Pozytywny w Kościanie jest na pewno pan nazywany Jasiem, drugi to pan o imieniu Dawid (ponoć już odszedł na własną prośbę) i nowo przyjęty od stycznia pan Waldemar. Widać, że znają się na swoim fachu. Szukają miejsc bolących, masują i doprowadzają do elastyczności ścięgna. Inni z nich tylko rozprostowują i zginają palce na przykład u złamanej ręki, a to przecież pacjent może sam ćwiczyć w domu.
Gdyby przyjrzeć się dokładnie pracy rehabilitantów, to można wyciągnąć wniosek, że nie wszyscy tam zatrudnieni muszą być po studiach wyżzszych. Większość dawanych usług, to włącznie i wyłączanie sprzętu oraz nalewanie wody do wanien na masaże wodne. Po jakimś czasie przychodzenia na zabiegi pacjent sam umie się obsłużyć. Na oddziale bywają też praktykani-stażyści. Spotkaliśmy dziewczyny jednej z leszczyńskich, prywatnych szkół wyższych. One robiły to samo, co ci na etacie. Mimo że się dopiero uczą, nie miały problemów z włączaniem, wyłączaniem sprzętu i obsługą chorych.
Kolejna kwestia w dziale rehabilitacji, to terminy. Należy czekać w kolejce na zabiegi do dwóch miesięcy. Tymczasem rehabilitanci znikają z oddziału, między 14-tą, a 15-tą (zostają dyżurni). Wtedy sprzęt też „odpoczywa”. Urządzenia sporo kosztują i powinny pracować przynajmniej na dwie zmiany. Kolejki zniknęłyby momentanie. Pewnie na takie marnotrawstwo nie zgodziłby się żaden prywatnych szef firmy. Na pytanie o taki stan rzeczy jeden z rehabilitantów argumentował, że Narodowy Fundusz nie daje większych pieniędzy, że są limity i dlatego sprzęt stoi nie wykorzystany.
No tak! Pokazaliśmy trzy sprawy, które są nieprawidłowe w służbie zdrowie, a właściwie na jej małym odcinku.
Jako ciekawostkę możemy napisać jeszcze o skierowaniach na rehabilitację. Do przedłużenia zajęć uzdrawiających musi pismo wystawić ten sam lekarz, co dał pierwszy raz. Jednak, gdy nie dopisze słowa „kontynuacja”, to pacjnet odsyłany na zajęcia dopiera za dwa miesiące. Chcą jednak przyspieszyć należy wrócić do przychodni, by tam to jedno słowo przezlekarze (nie pielęgniarkę) zostało dopisane.
Jeśli dalsze skierowanie na rehabilitację da ortopeda i napisze „kontynuacja”, to rehabilitanci tego nie uwzględnią, musi to być ten sam chirurg, co był na początku. Chirurg się dziwi, że ortopeda, który jest ważniejszy, jeśli chodzi ocenę stanu kończyny, nie może polecić kontunuacji zajęć rehabilitacyjnych. Wtedy należy poczekać znów 2 miesiące, w nowej kolejce.
Podsumowując wyniesione z wizyt na oddziale rehabilitacji kościańskiego szpitala doświadczenia mamy następujące wnioski: 1. z ludzi zrobiono numery, 2. sprzęt stoi nie wykorzystany, 3. należy sprawdzić, czy nie jest przerost zatrudnienia, jeśli chodzi o ilość rehabilitantów, bo są pory dnia, gdy przy kilkunastu maszynach siedzi kilku chorych i tyleż samo rehabilitantów. Nudzą się, a ludzie będący na zabiegach słyszą, jak służba zdrowia przy biurku dyskutuje ze sobą, opowiada o prywatnych sprawach.
Na koniec wróćmy do Rodo. Kiedyś był Jan, który był kowalem i wszyscy wiedzieli, że mały jego synek, to Stasiu od kowala. Nazywany bywał kowalskim synem lub małym kowalikiem, albo jakoś podobnie. Nikomu by do głowy nie przyszło zabierać ludziom ich osobowość i robić tak, jak hitlerowcy w obozach koncentracyjnych.
Unia daje dobre rzeczy, ale czasem przesadza i odczłowiecza ludzi. Jak wszędzie, tak i tutaj musi być umiar.
Ewa Noga-Mazurek

Rada sołecka razem z sołtysem Zygmuntem Jankowiakiem, wspierana przez burmistrza Stęszewa na 9 marca zaprosiła do świetlicy wiejskiej „ładniejszą” cześć mieszkańców Wronczyna i Zaparcina. Okazją do miłego spędzenia czasu był „Dzień kobiet”.
Przed ustaloną godziną do pachnącej ciastem sali zaczęły przybywać elegancko ubrane, w szykownych fryzurach, z dyskretnym makijażem kobiety. Cieszył fakt, że przyszły też małe kobietki razem ze swoimi mamami i babciami. Na wspólnym świętowaniu nie zabrakło radnej Barbary Sikorskiej.
Przed godziną 15-tą niemal wszystkie miejsca przy zastawionych stołach były zajęte.
Przy scenie ulokowała się grupa muzyczna, która skocznymi utworami robiła miłą atmosferę.
Pierwszym punktem imprezy było powitanie i złożenie najlepszych życzeń przybyłym paniom. Zrobili to wspólnie burmistrz i sołtys. Za pomyślność kobiet wzniesiony został toast i odśpiewano „sto lat”.
Chwilę potem na scenie pojawiły się nieocenione i wiecznie młode „Modrzanki” z zespołem akompaniującym. Pod sufit popłynęły znane i lubiane piosenki. Na ich dźwięk radowały się serca. Wspólnie śpiewano i się kołysano.
Były też upominki. Panie otrzymały czekolady i pąsowe goździki.
Potem już trwały rozmowy, królowały piosenki, muzyka i sypały się „kawały”. Humory i apetyty dopisywały.
Imprez przeciągnęła się do godzin wieczornych.
Na imprezie we Wronczynie 9 marca był redaktor „KL”. Został bardzo serdecznie przyjęty, za co dziękuje. Nie mogło być inaczej zważywszy, że przez lata uznawany jest za swojego człowieka. (k)

Właśnie zbliża się rocznica 80 lat, od kiedy królewski herb oficjalnie patronuje miastu. Zatwierdzony został treścią obwieszczenia o nadaniu herbu przez Prezesa Rady Ministrów. To ważne wydarzenie naznaczone jest datą 12 października 1938 roku (Dz. U. R. P. Nr 2, poz z 1939 r.). Decyzja ta weszła w życie zarządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 22 lutego 1939 roku, zgodnie z art 4 ust.(3) rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 grudnia 1927 roku o godłach i barwach państwowych oraz o oznakach i pieczęciach. Decyzję podjęto w porozumieniu z Ministrem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.
Wszyscy grodziszczanie utożsamiają herb z królem Przemysłem II, który wg tradycji miał nadać miastu prawa miejskie. Tymczasem jego pochodzenie jest związane z innym polskim monarchą.
Historia grodziskiego herbu sięga dalej, przed przytoczoną datą jego sformalizowania w 1939 roku. Jak powszechnie wiadomo tradycja wywodzi miasto od roku 1303. Każdy ośrodek posiadający prawa miejskie, już w XIII stuleciu posiadał swój herb – godło. W przypadku Grodziska był to pierwotnie konar drzewa lipy. Analogie do dawnego grodziskiego herbu znaleźć możemy do dziś w herbach sąsiednich miast, a dokładnie w Buku, Opalenicy i w Rakoniewicach. Ten herb poszedł jednak w naszym mieście w zapomnienie, a wraz ze zmianami przynależności własnościowej miasta, zmienił się również jego symbol.
W XIV wieku Grodzisk na krótko znalazł się w rękach królewskich. Kazimierz Wielki oddał wtedy miasto w lenno Mikołajowi Tomickiemu, a następnie zostało ono wykupione przez Stanisława Zbąskiego. Na dokumencie przekazania miasta w lenno, prawdopodobnie pojawiła się pieczęć majestatyczna króla Kazimierza Wielkiego. Ta pieczęć stała się wzorem dla ustanowionej początkowo pieczęci herbowej miasta. Zachowana pieczęć majestatyczna Kazimierza Wielkiego z 1334 roku wyobraża króla w koronie, siedzącego na tronie o elementach poetyckich, trzymającego w prawej ręce berło, a w lewej jabłko królewskie.
W latach osiemdziesiątych Albin Łącki, nie żyjący już dziś przyrodnik i artysta z Rakoniewic, wykonał akwarelę i akwawafortę herbu miasta. Jego pierwowzór znajduje się w witrażu gmachu grodziskiego sądu. Przedstawia ona tarczę heraldyczną, z wizerunkiem siedzącego na tronie – o cechach gotyckich – monarchę. Tarcza herbowa znajduje się w stylizowanym otoku roślinnym.
Ponad herbem widoczny jest półpancerz, a nad nim hełm. Ponad hełmem są trzy baszty. Otoczenie heraldyczne nawiązuje do rycerskiego charakteru miasta, albowiem Grodzisk był zawsze własnością rodów rycerskich i szlacheckich.
Herb Grodziska, według wspomnianego na wstępie rozporządzenia, przedstawiał następujący wizerunek:
„(…) W polu błękitnym król na tronie złotym, w koronie, z berłem w ręce prawej, z jabłkiem w ręce lewej. Twarz, szyja i ręce królewskie, barwy naturalnej. Włosy jasne. Korona, berło i jabłko – złote. Tunika królewska – biała z obramowaniem złotym przy rękawach, płaszcz – czerwony obramowany złotem, spięty na prawym ramieniu klamrą złotą. Trzewiki czerwone (..).”
Dokument podpisał w zastępstwie Ministra Spraw Wewnętrznych – podsekretarz stanu Władysław Korsak.

W dniach 2-3 marca 2019 roku odbyły się w Białymstoku Mistrzostwa Polski Juniorów w Trójboju Klasycznym do 18 lat i 23 lat.
Klub KobrA Kościan reprezentowały trzy zawodniczki Klaudia Murza w kategorii plus 84kg do 18 lat, która zdobyła złoty medal osiągając wyniki: przysiad 155kg wyciskanie 52,5kg i martwy ciąg 147,5kg, razem 355kg. Ten wynik w kategorii Open dał Klaudii 2-miejsce.
W kategorii Plus 84 kg juniorów do 23 lat, pierwsze miejsce zajęła także zawodniczka kościańskiego Klubu Wiktoria Zalesińska uzyskując wyniki: przysiad 161kg. Jest to nowy rekord Polski seniorów i juniorów, wyciskanie 62,5kg oraz martwy ciąg 142,5kg razem 366 kg .
W kat 72kg juniorów do 23 lat, brązowy medal zdobyła Paulina Rybak uzyskując wyniki: przysiad 130kg, wyciskanie 60kg i martwy ciąg 137,5kg, razem 327,5kg. Paulina szobyła srebrny medal, a przegrała wagą ciała uzyskując ten sam wynik, co wicemistrzyni, ale ważąc nieznacznie więcej.
Reasumując nasze zawodniczki dały radę uzyskały świetne wyniki. W większości są to ich rekordy życiowe, w przypadku Wiktorii wynik mógł być znacznie większy, ponieważ zawodniczka od pewnego czasu trenuje pod kontem podnoszenia ciężarów, co nie idzie w parze ze stratami w trójboju.
Drużynowo Kobra do 23 lat zajęła trzecie miejsce.
– Bardzo dziękujemy firmie Instal-Filetr SA oraz Mirkowi Stuckiemu za pomoc finansową umożliwiającą nam udział w w/w mistrzostwach – powiedział prezes i trener Roman Szymkowiak(opr.maz)

Zepsute garnki
Mieszkaniec Kościana założył firmę o nazwie Sen Center. Wystawiał faktury w całej Polsce na produkty, którymi handlował on i jego współpracownicy. Sprzedawał określony towar na pokazach w różnych wynajętych salach w całej Polsce.
Czytelnicy zapewne znają ten sposób rozprowadzania urządzeń typu fotel do masażu, garnki i patelnie o szczególnych właściwościch, a nawet medykamenty o cudnawnym działaniu. Bywa i zdrowotna, ale bardzo droga pościel.
Wśród oferowanych przez kościaniaka towarów były garnki na parę.
Rok temu w hali przy dworcu w Katowicach ten produkt był prezentowany. Garnek na parę kupiło starsze małżeństwo.
Firma Sen Center wystawiła fakturę na określoną sumę i dała gwarancję na dwa lata. Garnek się zepsuł jeszcze przed uływem roku.
Katowickie małżeństwo chciało zgłosić awarię sprzętu i poprosić – w ramach gwarancji – o wymianę lub naprawę. Zaczęli dzwonić na podany na dokumentach telefon do Kościana. Zawsze w słuchawce można było usłyszeć głos mówiący, że jest się drugim w kolejce wśród oczekujących na połączenie. Nagrana informacja powtarzana była niezależnie od czasu oczekiwania. Nawet po godzinie słyszało się tę samą formułkę.
Z Katowic daleko do Wielkopolski. Kurier lokalny postanowił odnaleźć firmę, która na fakturze podawała swój adres na ulicy Składowej 7 w Kościanie.
Okazało się, że Sen Center, a właściwie jeszcze druga firma istniejąca – o podobnie brzmiąca nazwie – Sun Life, wynajmowała budynek od firmy „Stypiński”. Jednak handlujących sprzętem już tu nie ma. Wszystko pozamykane, a przedstawiciel nieruchomości poinformował nas, że od grudnia 2018 roku nie ma tu ludzi handlujących garnkami.
Na drzwiach wejściowych zastaliśmy kartkę z informacją, że firmę (nie widamo Sen Center, czy Sun Life) należy teraz szukać na ulicy Antoniego Baraniaka 15. Pojechaliśmy na tę małą, kościańską uliczkę. Jest tam z dziesięć domów po jedenj i tyleż samo po drugiej stronie drogi. Domu mającego numer „15” nie było widać. Zobaczyliśmy nieruchomość o numerze 19, potem znaleźliśmy 13 i dszliśmy do wniosku, że jeden z domów bez numeru musi być „piętnasty”. Pokazał się właściciel, który – jak mówił – nie zdążył jeszcze numeru zawieścić. Chętnie jednak opowiedział o firmie, która wynajęła 15 stycznia pomieszczenie w przybudówce, ale już nie na Bartosza Z., ale na Kubę Z.- jako szefa firmy – o tym samym nazwisku. Jednak pierwsza i druga firma zbankrutowała, a on ich wyrzucił z dniem 28 lutego, bo nie płacili dzierżawy.
***
Płynie z tego taki morał, że młodzi ludzie naciągali kupujących na drogi i trefny towar, ale nie wzięli żadnej odpowiedzialności za to, co robili.
Mieszkańcy Katowic mówią, że na portalach społecznościowych można przeczytać wiele negatywnych opinii o tej firmie. Katowiczanie wcześniej tego nie sprawdzili.
Ewa Noga-Mazurek