piątek, 24 Maj 2019

2019 Luty

Złote myśli Zbigniew Tomaszewski
*Były w historii czarne, czerwone i purpurowe zarazy, ale najgorszą dla ludzkości jest do dzisiaj złota zaraza. *Każda religia ma swoje kościoły przez które umierają ludzie. *W interesach sentyment to jak żwir w trybach. *Artyści więcej czują, więcej widzą i więcej cierpią. *Gdyby słońce miało oczy pomogłoby zrozumieć miłość. *Sprawiedliwości na ziemi nigdy nie było i nigdy nie będzie. *Jeżeli miałeś trudne dzieciństwo to dobrze, będziesz pisał piękne bajki. *Miłości i zakupów nie szukaj oczami. *W domu gdzie są dzieci i wódka, dzieciństwo zawsze będzie trudne. *Nie oceniaj człowieka po wyglądzie, porozmawiaj z nim. *Z głodu i strachu nawet wzorowi ludzie zmieniają się w psy. *Jeżeli próbujesz ocalić fragmenty historii własnego narodu, to jakbyś próbował ocalić cały świat. *Gdy brak ci humoru, twoje życie traci połowę wartości.
Złote myśli innych autorów:
*Dobro jest najbardziej podejrzaną wartością – Anna Dymna. *Nie można pomóc biednym, będąc jednym z nich – Abraham Lincoln. *Nie czekaj z kopaniem studni, aż nadejdzie pragnienie – Przysłowie chińskie. *Największy jest ból, gdy rany zadają najbliżsi – Ezop. *Łatwiej powiedzieć nie na początku, niż na końcu – Leonardo da Vinci.
Przysłowia Rosyjskie:
*Co napisane piórem, nie wyrąbie i toporem. *Groźny wróg za górami, a groźniejszy za plecami. *Jeden przy pługu, a siedmioro z łyżką. *Kto wiele gada, wiele cierpi. *Ludzi dużo, a człowieka znaleźć trudno. *Łzy często nie z serca, tylko z oczu kapią. *Szukaj dobra, bo zło przyjdzie samo. *Wiele wyrasta z małego. *Z brody Abraham, a po prawdzie cham. *Z obiecanki futra nie uszyjesz. *Złote łoże choremu nie pomoże. *Złodziej jak zając, własnego cienia się boi. *Zdrowia na targu nie kupisz. *Zła to sprawa obrazić sąsiada.

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu
Ostatnia wyprawa krzyżowa 1939 rok
W ostatnich częściach przebadałem szczegółowo historię i spróbuję napisać ją od nowa, bowiem jest napisane, że tylko zwycięzcy będą pisać historię, dlatego od pierwszej wyprawy krzyżowej do Polski w roku 966 Watykanu z wynajętymi płatnymi mordercami niemieckimi. Przez ponad 1050 lat to oni pisali historię, jednak ostatnia perfekcyjnie przygotowana wyprawa krzyżowa przez Watykan i Niemcy + Włochy i banki szwajcarskie miała  być to wyprawa krzyżowa, głównie po to, aby wróciło imperium rzymskie i władanie nad Europą przez rasę panów, panowanie na następne 1000 lat. Mieli wszystko tak przygotowane, że w ogóle nie brali pod uwagę porażki. Dopiero po klęsce pod Stalingradem Niemcy przestali bić i kopać Polaków na polskich ulicach za to, że nie zdjęli czapki przed Niemcem. Przez cały okres wojny podziemie przekazywało fotografie, dokumenty o zbrodniach ludobójstwa do Watykanu. Jednak ze strony ojca świętego Piusa XII było zero reakcji. Dzisiaj wiemy dlaczego, bo Eugenio Pacelli Papież Pius XII był prawdopodobnie organizatorem tego ludobójstwa, które według opisu konkordatu mówiło wyraźnie o ostatecznym wymordowaniu w Europie wszystkich bezbożników, Żydów, Cyganów, bolszewików i przy okazji Polaków niepokornych od 966 roku. Gdy po roku 1924 po podpisaniu konkordatu Niemcy zaczęli mordować setki tysięcy komunistów niemieckich w obozie w Dachau i innych miejscach, Papież Pius XI, gdy dotarły do niego informacje o masowych mordach komunistów niemieckich ośmielił się zaprotestować. Na drugi dzień rano już nie żył, został otruty. Tego typu śmierć jest specjalnością Watykanu. W krótkim czasie następcą Ojca Świętego został „pupilek” Hitlera Eugenio Pacelli – Pius XII – twórca konkordatu pomiędzy Watykanem, a Hitlerem.
Partia CENTRUM, która pokonała Bismarcka przegrała z Hitlerem i to za sprawą Watykanu, jej głównej przez całe lata podpory i orędownika. Przypomnijmy, że Groeber był tym z niemieckich purpuratów kościoła katolickiego, który pierwszy jawnie stanął po stronie Hitlera i jego doktryny. Liczne wypowiedzi Groebery w czasie wojny nie odbiegały zbytnio od wojowniczych sloganów Goebbelsa i Rosenberga. Tak więc zarówno Watykan jak i Niemeccy biskupi wypowiedzieli się przeciwko własnej partii za cenę uzyskania konkordatu i przymierza z Hitlerem, które miało im dać upragnioną przewagę nad protestantami. Trzeciego lipca 1933 roku, w momencie końcowych rozmów w sprawie zawarcia konkordatu, Von Papen telefonował do ministra spraw zagranicznych Konstantina von Neuratha: „W toku dyskusji, jakie mieliśmy dzisiaj z Pacellim, arcybiskupem Groeberem i Kaasem wynikło, że rozwiązanie partii Centrum zostało postanowione wraz z zawarciem konkordatu..” Zachodnio – niemiecki historyk okresu weimarskiego K.D. Bracher powiada: „Partia centrum otrzymała w Watykanie cios w plecy (dolchstoss)”. Watykan uzyskał wprawdzie konkordat za cenę licznych kompromisów i wielu poświęceń, ale tylko Hitler osiągnął zamierzony cel: pierwszy wielki sukces w polityce zagranicznej. Warto tutaj przypomnieć ocenę konkordatu, jakiej dokonał Hitler na posiedzeniu swego gabinetu w dniu 14 lipca 1933 roku, na którym von Papen referował przebieg negocjacji w Watykanie w sprawie zawarcia konkordatu. Było to po jego parafowaniu, a przed podpisaniem 20 lipca 1933 roku. Hitler nie chciał wdać się w szczegóły porozumienia oświadczając, że ma wiele mankamentów, które „później, w lepszej atmosferze politycznej dadzą się poprawić”. Hitler uwydatnił jednakże trzy zasadnicze korzyści z zawarcia konkordatu dla trzeciej rzeszy: Po pierwsze – że „Watykan w ogóle chciał z nami pertraktować, chociaż – zwłaszcza a Austrii – operuje się terminami, że narodowy socjalizm jest antychrześcijański i wrogi kościołowi.” Po drugie – że udało się pozyskać Watykan dla „takiego państwa narodowego jak rzesza”. On, Hitler, jeszcze do niedawna nie chciał wierzyć w to, że niemiecki kościół katolicki zgodzi się na dochowanie wierności temu państwu. „Świadczy to o uznaniu obecnego reżimu.” Po trzecie – trudno było mu uwierzyć, że Watykan zgodzi się na rozwiązanie patrii centrum. Hitler dodał na zakończenie: „Jest to tak wielki sukces, że wszystkie inne zastrzeżenia muszą ustąpić.” Mussolini doradzając Hitlerowi szybkie niecierpiące zwłoki podpisanie uzgodnionego konkordatu. Ojciec święty papież Pius XI zgadzał się z tym, że Hitler nie jest dogodnym partnerem, ale zgodził się podpisać konkordat stawiając warunki walki z bolszewizmem ( czyli braćmi robotnikami rosyjskimi i 2 miliony komunistów braci robotników niemieckich w Bawarii czyli ogólnie mówiąc czerwoną zarazę. Następne wymordowania to bezbożnicy czyli Żydzi i Cyganie. Nazywali tych ludzi ścierwo i podludzie oraz ludzkie zwierzęta. Następnie w kolejce byli Słowianie, gdzie pierwsi mieli iść Polacy. Ogółem na początku miało być zamordowanych skromne około 36 milionów ludzi. Miliardy ludzi na całym świecie nie raz oglądali w kinach i telewizji jak ojciec święty Pius XI i następnie ojciec święty Pius XII Eugenio Pacelli kropidłem i wodą święconą, święcili i błogosławili samoloty bombowce i czołgi hitlerowskie, aby się dobrze spisały. Na dobry początek przy mordowaniu najbardziej niewygodnych podludzi 36 milionów, aby rasa panów niemieckich – watykańskich i szwajcarskich bankierów zapewniła sobie dobrobyt na następne 1000 lat. Watykan od początku jak cesarz Konstantyn wprowadził chrześcijaństwo  w IV wieku kierował się hasłem „Ubić niewiernego to nie zbrodnia, to ścieżka do nieba” i drugie hasło ss-manów: „Najpiękniejsze kwiaty wyrastają na gnoju”. Trzecie hasło – Hitlera: „Zwycięzców nikt nie będzie pytał”.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Studniówka na swoje przesądy i zwyczaje

Współczesna, ucząca się młodzież – nie wiadomo skąd, ale od jakiegoś czasu – zaczęła wzmacniać swoje szczęście za pomocą elementów garderoby, które to przedmioty mają skutkować pomyślnością.
Najbardziej znanym przesądem związanym ze studniówką jest ten związany z bielizną, oczywiście koloru czerwonego. Czerwona bielizna jest amuletem – jej posiadanie podczas balu gwarantuje – przynajmniej w teorii – powodzenie na egzaminie. Z kolei czerwone figi powinny być założone na lewą stronę, po balu zaś powinny nieprane czekać 100 dni na egzamin dojrzałości. Wtedy to zakłada się je na prawą stronę. Jest to dość ortodoksyjne i niehigieniczne rozwiązanie, dlatego od kilkunastu lat majteczki zastąpiono czerwoną podwiązką.
Inaczej wygląda to w kwestii płci męskiej. Tu gwarancją powodzenia na egzaminie dojrzałości jest ujrzenie czerwonej bielizny. Sposoby są dwa – można ją podejrzeć lub też – w trosce o swą przyszłość – stanowczo (desperacko) poprosić o pokazanie, co mniej wrażliwe koleżanki.
Kolejny element stroju, to buty. Powinny być pastowane tylko w jednym kierunku, co nie stanowi jeszcze specjalnego utrudnienia. Niestety – problemem może być to, że butów tych nie można zdjąć przez całą zabawę, nawet jeśli są niewygodne, a zabawa trwa całą noc.
Płeć męska ma zdecydowanie łatwiej. W zasadzie jedyną obowiązującą panów zasadą jest przystąpienie do egzaminu dojrzałości w tym samym garniturze, w którym bawiono się na studniówce. Wynika to z wiary, że strój z pierwszego udanego dorosłego balu przyniesie szczęście także podczas egzaminu dojrzałości
A co to jest studniówka. To potoczna nazwa balu przedmaturalnego, który odbywa się w przybliżeniu sto dni przed rozpoczynającymi się w maju maturami. Bale te odbywają się w styczniu lub w lutym. Biorą w nich udział uczniowie klas maturalnych z osobami towarzyszącymi oraz z zaproszonymi przez nich nauczycielami, którzy uczyli ich przez okres szkoły średniej. Zazwyczaj obowiązują stroje wieczorowe.
Pierwszym tańcem jest polonez, który tańczą maturzyści z zaproszonymi osobami towarzyszącymi oraz niekiedy z nauczycielami.
***
Licealiści kościańskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Oskara Kolberga swój bal studniówkowy – podobnie jak maturalny – organizują w pięknej sali budynku Liceum. Każdego roku wymyślają inną konwencję wystroju auli i otoczenia. Ma to dwój cel. Po pierwsze jest konieczność, niby młodzi ludzie trochę napracowali się przy urządzaniu, a przygotowywanie łączy ludzi i docenia się to, co sami zrobimy
Pytani uczniowie mówią, że napracowali się wiele, bo trzeba było powycinać kilkaset samych papierowych gwiazdek. Dodają, że są zadowoleni z tego, jak ubrali salę i korytarze.
Przed wejściem na aulę rozłożony został czerwony dywan. Postawiono też świetlistą bramę, powieszono balony i girlandy. Światła wszystko rozświetliły.
Po drugie odciążają w ten sposób kieszeń rodziców.
8 lutego do budynku „Kolberga” udekorowanego w tym roku pod hasłem „Gwiaździsta Noc”. Była też propozycja, by bawić się w stylu „Alicji w Krainie Czarów”.
Aula po brzegi wypełniła się rodzicami oraz zaproszonymi gośćmi.
Bal zaczął się Polonezem.. Tańczyli go wszyscy uczniowie trzecich klas, dyrekcja, wychowawcy oraz nauczyciele. Na koniec – zgodnie ze szkolną tradycją – zaproszeni goście wraz z uczniami zatańczyli walca wiedeńskiego.
W tym roku mury Alma Mater opuści blisko 180 uczniów. (maz)

Ballada Śląska podbiła serca stęszewain

Tak licznej widowni, jaka przyszła na koncert grupy Mirosława Jędrowskiego nie miał nikt z artystów i zespołów dotychczas występujących w sali widowisko sportowej w Stęszewie. Dosłownie wszystkie możliwe miejsca na płycie głównej i trybunach były zajęte. Bilety na jego show zostały na długo przed terminem wyprzedane.

Warto kilka zdań poświecić artyście urodzonemu w Chorzowie. Swoją karierę rozpoczął w 1966 roku. Instrumenty perkusyjne szczególnie były przez niego lubiane. Najpierw grał w grupie młodzieżowej a później w Reprezentacyjnej Orkiestrze Wojska Polskiego. Jest też autorem licznych tekstów piosenek, które też wykonuje.

Jak sam żartobliwie mówi o sobie – miał być piłkarzem a został muzykiem.

W grupie, której jest postacią numer jeden wyst

ępują też: jego żona Bożena – tancerka, Jolanta Krawczyk – tancerka, Stefan Ryłko – klawiszowiec, Jarosław „Kwinto” Podhorski – trębacz, kabareciarz oraz Robert Szafraniec – wodzirej, kabareciarz.

W tym to składzie grupa zaprezentowała się publiczności w Stęszewie. Przez ponad cztery godziny czarowali piosenkami w różnych klimatach, świetną muzyką i zabawnymi tekstami oraz konkursami. Do zabawy wciągnęli publiczność, która chętnie bawiła się z nimi i śpiewała. Jak przystało na lidera Mirek Jędrowski z wyczuciem dozował poszczególne części biesiadowego wieczoru.

Do białości rozgrzały piosenki takie jak „Dziubka dej”, „Słodkie słowa”, „Siedem pereł”, „Słodka chwila”, „Ty mi serce dosz”, „Nasza klasa S”.

Czas koncertu w przemiłej atmosferze szybko minął. Przyszła pora się pożegnać. Na ręce artystek dla całej grupy kwiaty wręczył dyr. Domu Kultury w Stęszewie Mateusz Niedźwiedź. Pół żartem pół serio uzgodniono, że w przyszłym roku w Stęszewie odbędzie się biesiada przy kuflu piwa, śpiewie i tańcu.

Ostatnim akordem było bezpośrednie pożegnanie się artystów z publicznością. Ściskano się, przybijano piątki a nawet całowano. Jeszcze długo trwały rozmowy.

Można było też nabyć płyty  grupy z autografem. (k)

BABSKI WIECZÓR KABARETOWY
Czerwony Kapturek, Zorro, Muszkieter, smerfetka, księżniczki, wróżki, kot Bonifacy, tygrysek, prosiaczek, wilk, króliczek z Pleyboy, kelnerka – to tylko niektóre z postaci, jakie królowały podczas tegorocznej imprezy z cyklu spotkań pt. Babski Wieczór Kabaretowy. Warunkiem uczestnictwa w zabawie było karnawałowe przebranie. W tym roku chodziło o ulubione postaci z bajek.
Organizatorem Wieczoru był Zarząd miejscowego Koła Gospodyń w Słocinie, gmina Grodzisk Wielkopolski.
Impreza odbyła się w piątek, w miejscowej sali wiejskiej. Bawiło się prawie pięćdziesiąt pań ze Słocina i Grodziska Wielkopolskiego.
Przybyłych powitała przewodnicząca Koła Zofia Bartkowiak. Do wspólnej zabawy Zarząd zaprosił również członkinie z okolicznych Kół w gminie Grodzisk, czyli ze Zdroju, Kąkolewa, Rojewa i Albertowska.
Organizatorzy przygotowali dla uczestniczek konkursy oraz kupony-niespodzianki.
Po wspólnym posiłku panie ruszyły w taneczne pląsy i bawiły się do późnych godzin nocnych.
O oprawę muzyczną zadbał miejscowy Zespół Muzyczny „Taryfa Nocna”.(MK)

W Gminnym Centrum Pomocy Środowiskowej Promessa przy ul. Powstańców Chocieszyńskich w Grodzisku Wielkopolskim odbył się w poniedziałek Dzień Babci i Dziadka.
Seniorów i przedszkolaków z Przedszkola Publicznego Chatka Puchatka przy Osiedlu Wojska Polskiego w Grodzisku Wlkp. powitała pani kierownik Centrum – Beata Głowacka.
W programie artystycznym zatytułowanym „Miłość prawdziwa” wystąpiła grupa 5-cio i 6-latków o nazwie „Sarenki” z wymienionego wyżej Przedszkola. Przygotowała dzieci nauczycielka Alicja Bosa. Pomocą służyła jej Karolina Kasperska.
Dzieci tańczyły, śpiewały piosenki i recytowały wiersze dla babci i dziadka. Brzmiało to tak:
– Niech babcia, niech dziadek, w każdej wsi i mieście, w spokoju i w zdrowiu żyją nam lat 200. Każdy z nich niech będzie zawsze uśmiechnięty. Niech wam wszystkim wzrosną emerytury i renty! Aby zawsze po wszystkie czasy nie brakowało wam nigdy kasy. Chociaż pieniądze w życiu nie są najważniejsze, to życie z nimi jest łatwiejsze, a zwłaszcza wtedy się przydają, gdy dziadki na wnuki je wydają!
Na koniec swego występu przedszkolaki zaśpiewały dla seniorów Sto lat i wręczyły słodkie upominki.
Seniorzy w podziękowaniu za występ także przedszkolakom podarowali jakieś drobiazgi. Występ małych aktorów nagrodzony został brawami.
Na koniec przed budynkiem odbył się pokaz ekologiczny – prawidłowego rozpalania w piecu CO – tradycyjna metoda od dołu i ekologiczna metoda od góry. (MK)

Kobieca drużyny KS Lipno

Zawodniczki kobiecej drużyny KS Lipno zakończyły rundę jesienną III Ligi Wielkopolskiej (zachód) na 3 miejscu.

Nie ukrywamy, że jesteśmy zespołem, który zasługuje na gorące brawa, gdyż dopiero zaczynamy swoją przygodę z piłką. W grupie rywalizujemy z takimi zespołami jak: LZS Zjednoczeni Kaczory, Polonia II Poznań, Kórnik II Kotwica, Polonia II Środa Wielkopolska. Nikt nie mówił, że będzie łatwo i nie jest. To jeszcze bardziej motywuje naszą drużynę. Z meczu na mecz nabieramy coraz to większej pewności oraz dojrzałości w podejmowaniu decyzji boiskowych –

W rozegranych 8 spotkaniach, odnotowałyśmy 3 zwycięstwa, 2 remisy i 3 porażki. Jako beniaminek w III Lidze, cieszy nas dany rezultat i pozytywnie nastawia na rundę wiosenną oraz kolejne sezony. Nasza drużyna składa się z większości młodych zawodniczek, ale w bardzo pozytywnym stopniu dopełniona jest zawodniczkami z dużym doświadczeniem boiskowym. Trenerka Dagmara Zawadzka i kierowniczka Magdalena Robakowska nie raz za linią boczną boiska przeżywały akcje dziejące się na boisku, te dobre i złe. Pierwszy mecz, które stoczyłyśmy w roli gospodarza pokazał że walczymy do końca, do ostatniej minuty, gdyż przegrywając 2:0 nie dałyśmy się i równo z końcowym gwizdkiem udało nam się zdobyć bramkę wyrównującą na remis.

Cieszy fakt, że są w Stęszewie i nie tylko ludzie, którzy nas wspierają duchowo, ale także materialnie. Zacznijmy od pomocy kilkunastu osób, które dołożyły się do naszej zbiórki na dresy. Zbiórka zakończyła się wielkim sukcesem, gdyż uzbierałyśmy więcej niż zakładałyśmy.

Ponownie firma KONAR z Stęszewa wspomogła nas i dokupiła kilka kompletów stroi meczowych. Przypominamy, że w grudniu zeszłego roku, firma ta zakupiła nam stroje, w których mogłyśmy rozegrać kilkanaście sparingów i turniejów.

W czasie rozgrywek obdarowane zostałyśmy kurtkami przeciwdeszczowymi, której fundatorką była Pani Elżbieta Przynoga. Bardzo dziękujemy, za ten podarunek, gdyż jest to coś bardzo przydatnego w okresie jesienno–zimowym.

Następnie pojawiła się pewna grupka osób, które zebrały się i wspólnie zakupiły dla naszej drużyny kilkanaście proporczyków. Była to niesamowita niespodzianka dla Nas, sprawiła że mogłyśmy każdej drużynie przeciwnej sprawić mały prezent. Podziękowania należą się Panu Maciejowi Tomczakowi, Panu Leszkowi Książkiewiczowi, Panu Tomaszowi Sobolewskiemu, Pani Magdalenie Zielińskiej i Pani Marlenie Przydanek.

Gest serca dla naszej drużyny zrobił również Pan Piotr Marciniak, właściciel firmy MARCAR z Stęszewa. Zakupił on dla naszej drużyny stroje meczowe. Posiadając dwa komplety strojów meczowych, nie musimy się martwić w jakich koszulkach przyjedzie przeciwnik. Poczytać możecie o tym w osobnym artykule.

Wielki podziękowania należą się również Panu Romanowi Białemu, który jest właścicielem firmy PAINTER i wspomaga nas w różnych potrzebach (ulotki, plakaty).

Zespół tworzy 23 piłkarek: Ania Żarnowska, Ola Marciniak, Gosia Janowicz, Kinga Wojtyś (k), Marta Robakowska, Wiktoria Antczak, Beata Konieczna, Agata Ławniczak, Kinga Gawron, Ola Wróbel, Vanessa Kanellopoulu, Paulina Szymankiewicz Martyna Szymankiewicz, Kasia Kociemba, Ola Manuszak, Kasia Manuszak, Martyna Szymanek, Zosia Śliwińska, Agata Gunther, Weronika Bober, Ania Jóźwiak, Ola Równiak i Zuza Sztój.

Na bieżąco możecie śledzić nasze poczynania na Facebooku, gdzie mamy własną stronę KS Lipno – dziewczyny.

Pragniemy też zaprosić dziewczyny, które chciałyby dołączyć do naszej drużyny i rozpocząć swoją przygodę z piłką. Wystarczy napisać do nas na Facebooku, lub zadzwonić ( 725-429-204 lub 721-109-251) przekażemy wszystkie potrzebne informacje.

Wyniki spotkań:

KS Lipno – Kotwica II Kórnik 2:2

LZS Zjednoczeni Kaczory – KS Lipno 1:0

KS Lipno – Polonia II Środa Wlkp. 1:1

Polonia II Poznań – KS Lipno 1:2

Kotwica II Kórnik – KS Lipno 0:6

KS Lipno – LZS Zjednoczeni Kaczory 2:4

Polonia Środa Wlkp. – KS Lipno 3:0

KS Lipno – Polonia II Poznań 4:0

Uliczny rekonesans
– Powoli zima odpuści i zaatakuje wiosna. Tylko patrzeć, jak będzie więcej słońca i temperatura wyraźnie podskoczy powyżej zera. Watowane kurtki i ocieplane buty wpakujemy do szafy – zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi uśmiechnął się i rzekł:
– Już nie mogę się tego doczekać. Gdy tak się stanie, to weźmiemy, co nie co, do kieszeni i udamy się na obchód miasta.
– Jak cię znam, to groszem nie śmierdzisz, a do kabzdy, co najwyżej weźmiesz powietrze lub podartą poszewkę – zaczepnie zwrócił się do kumpla Marian.
– A od czego się ma przyjaciele. On zawsze, albo coś ma, albo choć wykarze się dobrym pomysłem – przymilał się Hipolit.
– Tym razem nie o alkohol chodzi, a o trzeźwy rekonesans bliższego i dalszego terenu, a przede wszystkim o stan jezdni i nazwy ulic – spokojnie mówił Marian.
– Pamiętam, jak niemal w centrum miasta, przed domami był ogródki, ogrodzone ładnymi płotkami. Wiosną zaczynały się tam zielenić krzewy i rozkwitać kwiaty – marzył Hipolit próbując dołożyć coś do słów kumpla.
– Bo nie wytrzymam – przerwał mu Marian. Gdy ty przywędrowałeś do miasta, że nie wspomnę, to ogródki były już zlikwidowane!
– Ale kilka było – upierał się Hipolit. Przyjaciel spojrzała na niego z politowaniem i rzekł:
– Dziaś mi nie chodzi o ogródki, ale o obejście miasta i przypomnienie sobie starych ulic i zapoznanie się z nowymi nazwami.
– Nie widzę w tym nic interesującego – poirytowany rzekł Hipolit.
– Tu cię zaskoczę na przykładzie tych już od lata istniejących – natychmiast przerwał Marian. Posłuchaj: Klonowa, Akacjowa, Brzozowa, Jesionowa, Bukowa, Wiśniowa, Czereśniowa, Morelowa itd.
– No i co z tego? – nie dawał się Hipolit. Przecież na tych ulicach nie ma, ani jednego drzewa z tego gatunku, które powinni tam być, jako znak rozpoznawczy, gdzie się znajdujemy.
– Czepiasz się, jak pijany płotu – napierał Marian. Na ulicach o nazwie Kajakowa, Żeglarska, Łanowa, Piaskowa, nie ma, ani jednego kajaka, żaglówki, zamiast łanów są parkany, a po piasku na Piaskowej nie ma śladu.
– To prawda, ale powiedz mi, do czego zmierzasz – zadał pytanie Hipolit.
– Już ci mówię, kolego! – odparł Marian. W Stanach Zjednoczonych nie ma nazw ulic, ale za to jest numeracja. Taką przyjęli zasadę i od niej nie odstępują. U nas ulice otrzymywały nazwy ludzi zasłużonych, wybitnych, ze świata kultury, sztuki, świętych, polityków, przywódców itd.
– No były i co z tego? Komu to przeszkadzało? – jątrzył Hipolit.
– Ty to jesteś ciężki przypadek – naskoczył na kumpla Marian. Sądzę, że jak dobrze potrząśniesz mózgownicą, to przypomnisz sobie, jak z tym było w przeszłości. Przecież różni osobnicy spod ciemnej gwiazdy mieli swoje ulice, ba nawet miasta. Byli to sprawujący władzę, pseudo-bohaterowie, artyści wspierający jakiś system. O dziwo, swoje tabliczki mieli też ci z ościennych krajów. Niechętnie sobie przypominam, że był to jakiś Józef, Feliks, Helmut. Jak patrzyłem na te tabliczki, to aż mnie skręcało. Ale nich tam, to już było i sądzę, że nie wróci.
Po tych słowach Marian na chwilę zamilkł.
– Jakoś zrobiło się smutno. Nie sądzisz, że nazwy ulic mogą być wesołe, pogodne, a nawet zabawne – odezwał się Hipolit.
– Zgadzam się i mam nawet na to pomysł – szybko wszedł w zdanie kumplowi Marian.
– Jak zwykle tylko ty!? Może byś najpierw wysłuchał moich propozycji – nie wytrzymał Hipolit.
– To mów skoro musisz – łaskawie zezwolił kumplowi Marian.
– Proszę bardzo: Misia Uszatka, Pszczółki Mai, Reksia, Bolka i Lolka, Calineczki – sypał jak z rękawa Hipolit.
– Nie, ma co, to żeś wymyślił. Z tego, co się orientuję, to już są takie ulice dedykowane dzieciom. Mnie chodzi o takie dla dorosłych – tłumaczył Marian.
– Jak jesteś taki mądry, to powiedz, jakie masz propozycje – dopytywał Hipolit.
– Mogłyby być to np. Pelagii Mokrej, Hiacynta Fiflaka, Ksymeny Chętnej, Baltazara Posuwały, Melpomeny Ciutciut, Ignaca Ogoniaka, Zefiryny Szparki – wyliczał skrywając śmiech Marian.
– Wiedziałem, że ty wszystko sprowadzisz do jaj i twojego ulubionego świntuszenia – zły rzekł Hipolit.
– No, już się nie gniewaj – rzekł pojednawczo Marian. Powiem ci, że lepiej już, gdy byłby to nazwy śmieszne, trochę zabawne, niż znienawidzonych polityków. Zdajesz sobie sprawę, że swoich miejscowych też nie możemy dawać na tabliczki, bo jedni chcą, a drudzy nie. Za i przeciw jest tyle argumentów, że „czacha dymi’.
– Skoro nie ma innych możliwości, to jak z tego wybrnąć? – po raz kolejny pytał Hipolit.
– Niech zatem w nazwach będą drzewa i rośliny – odparł Marian.
– Przecież przed chwilą robiłeś sobie z nich żarty – wtrącił Hipolit.
– Widzisz przyjacielu to, że nie ma tam, ani jednego drzewa, krzewu, czy kwiatu, to żaden problem. Posadzi się i będzie ok. Nikt do nikogo nie będzie miał żalu i uwag, dlaczego ten, a nie tamten ma swoją ulicę. Nie sądzisz, że sama przyroda daje spokój i poczucie ciepła na duszy? – spokojnie mówił Marian.
Kumpel popatrzył na niego i rzekł:
– Chyab się z toba zgodze. Pewnie, że masz rację, przyjacielu!
Przybili sobie „piątkę” i ruszyli przed siebie.
Seweryn Kaczmarek

XIII edycja Grand Prix rozstrzygnięta

V Turniej w kopa sportowego dla Eugeniusz Budzynia
W sali Domu Kultury Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego w Kościanie 17 lutego rozegrany został V turniej kopa sportowego kończący obecną edycję Grand Prix powiatu kościańskiego W rywalizacji udział wzięło 132 zawodników w tym 5 pań.
Patronat honorowy nad turniejem objęli Burmistrz Miasta i Gminy Krzywiń Jacek Nowak oraz Przewodnicząca Rady Miejskiej Krzywinia Krystyna Motławska.
Rozegrano pięć rund po 32 rozdania zgodnie z regulaminem Wielkopolskiej Ligi Kopa Sportowego.
Turniej wygrał Eugeniusz Budzyń z Kościana, który uzyskał 19 punków dużych oraz 117 punktów małych, za co odebrał puchar Burmistrza Miasta i Gminy Krzywiń. Drugie miejsce zajął Andrzej Robakowski z Rawicza zdobywając puchar ufundowany przez Przewodniczącą Rady Miejskiej Krzywinia. Trzecie miejsce wywalczył Tadeusz Fabiś z Donatowa.
Kolejne miejsca w czołowej dziesiątce zajęli: Mirosław Dalecki z Poznania, Bronisław Stachowiak z Nowego Belęcina, Ryszard Borowczyk ze Śremu, Henryk Dziubała z Kunowa Dawid Boroń z Kościana, Franciszek Klak ze Śremu i Stanisław Sikora ze Starego Lubosza. Klasyfikację kobiet wygrała Cecylia Stanisławiak ze Starego Lubosza.
Nagrody otrzymało łącznie 30 najlepszych zawodników.
Do końca trwała zacięta rywalizacja o zwycięstwo w Grand Prix Powiatu Kościańskiego w sezonie 2018/2019 a o kolejności w końcowej klasyfikacji decydowały ostatnie rozdania kart.
Ostatecznie w klasyfikacji generalnej XIII edycji Grand Prix Powiatu Kościańskiego w kopa sportowego zwyciężył Oskar Walenciak z Piotrkowic gromadząc 76,5 pkt. dużych i 304 małe. Tryumfator odbierze puchar ufundowany przez Starostę Kościańskiego Henryka Bartoszewskiego oraz główną nagrodę. Drugie miejsce w GP zajął Jerzy Cieślak 75/307 pkt., a trzecie Mieczysław Homski 73,5/277 obaj z Kościana. Kolejne lokaty zajęli: Aleksander Balcerzak Bojanowo, Karol Lemański Stare Bojanowo, Jan Drąg Kościan, Kazimierz Trąbka Kościan, Stanisław Raczkowski Kościan, Zenon Nowaczyk Śrem, Piotr Kaźmierczak Jarogniewice.
Rywalizację kobiet GP wygrała Danuta Buchwald z Wilkowa Polskiego zdobywając puchar Przewodniczącej Rady Powiatu Kościańskiego Iwony Bereszyńskiej, która w klasyfikacji generalnej zajęła sześćdziesiąte ósme miejsce. Posumowanie GP oraz wręczenie pucharów i nagród nastąpi podczas Mistrzostw Gminy Kościan, które rozegrane 10 marca br. (k)

– Babciu dziadku, coś wam dam, jedno serce tylko mam, a w tym sercu róży kwiat, babciu, dziadku żyj sto lat – takim wierszykiem maluchy z Przedszkola w Parzęczewie, należącego do Gminnego Przedszkola w Kamieńcu, przywitały we wtorek swoje babcie i dziadków z okazji ich święta.
Maluszki z grupy 3-4 latków zaprosili na spektakl zatytułowany „Zima, bałwanek

i zwierzęta leśne”.
Nauczycielka i wychowawczyni dzieci pochodząca z Konojadu Anna Wilk (Nowak) niecodziennych gości powitała wraz z maluchami takimi słowami:
– Serdecznie witamy, pięknie się kłaniamy i na nasze przedstawienie zapraszamy.
A gośćmi byli seniorzy rodó oraz dyrektor Przedszkola Gminnego Anna Poznaniak (mieszkanka Konojadu) i jej zastępca Grażyna Boruczkowska z Kamieńca.
Po części oficjalnej dzieci tańczyły, śpiewały piosenki i recytowały wiersze.
Na koniec swego występu złożyli życzenia o treści:
– Moja Babunia jest najlepsza na świecie. Ja Babcie kocham i ściskam za szyję. Niech będzie zdrowa i Sto lat żyje.
Przedszkolacy przygotowali również własnoręcznie wykonane upominki dla swoich bliskich oraz zaprosili na kawę i słodki poczęstunek.
Podziękowania za przybycie na uroczystość przekazały panie dyrektor Anna Poznaniak i Grażyna Boruczkowska.
W imieniu publiczności podziękowania za występ przedszkolaków na ręce nauczycieli i dyrekcji złożyła Anna Glapa. (MK)

Piłka „kopana” kobiet

To były zawody kobiecej piłki nożnej halowej, które zapamiętane zostaną przez pryzmat dużych emocji i miłej niespodzianki. Miejscowe Lipno Stęszew sensacyjne ograło 2:1 zespół Polonii Środa Wlkp. występujący w I lidze.

W sobotę 9 lutego w sali widowiskowo-sportowej w Stęszewie odbył się halowy turniej piłki „kopanej” kobiet. Do zawodów pod patronatem burmistrza Włodzimierza Pinczaka, zorganizowanych przez KS Lipno przy sponsorskim wsparciu firmy A-Z stanęło sześć zespołów. Były to: Warta Śrem, Kotwica Kórnik, KU UAM Poznań, Polonia Poznań, Polonia Środa Wlkp. i gospodynie turnieju Lipno Stęszew.

Przez rozpoczęciem trudno było wskazać na faworytki zawodów. Zakładano, że będzie to ekipa ze Środy, w której były dziewczyny występujące w I lidze. Inni sądzili, że miejscowe dziewczyny wywalczą czołową pozycję.

W pierwszym meczy Lipno Stęszew pokonało Wartę Śrem 2:4. Nie miały problemów z pokonaniem rywalek, które dysponowały bardzo młodym zespołem.

W drugim pojedynku faworytki – Polonia Środa Wlkp.rozgromiły Kotwię Kórnik 0:9.

Konfrontacja trzecia dała zwycięstwo KU UAM Poznań 3:2 nad ambitną Wartą Śrem.

Bezbramkowym remisem zakończył się pojedynek Polonii Poznań z Kotwicą Kornik.

Remisem 2:2 zakończyły się zawody, między Lipnem Stęszew, a KU UAM Poznań. Małym potknięciem nikt w stęszewskim obozie się nie przejmował.

Kolejną demolkę rywalek zanotowała Polonia Środa. W meczu numer sześć rozgromiły Polonię Poznań 1:7.

Dużo sił kosztowała walka dziewczyn Lipna Stęszew w pojedynku z Kotwicą Kórnik. Ostatecznie skromnie, ale pewnie wygrały nasze 1:0.

Dwa poznańskie zespoły Polonii i KU UAM zaliczyły remis 0:0.

Idące, jak burza środzianki zmiotły 5:0 ekipę Warty Śrem.

Zaciętym i wyrównanym widowiskiem uraczyły kibiców drużyny Kotwicy Kórnik z KU UAM Poznań. Zwyciężyły 3:2 akademiczki.

Mocno i ciężko – po raz drugi – musiały napracować się dziewczyny Lipna z konfrontacji z Polonią Poznań. Nasz zespół skromnie zwyciężyły 1:0.

Po tym meczu stało się pewne, że o zwycięstwie w turnieju zadecyduje batalia, pomiędzy Polonią Środa, a stęszewskimi dziewczętami.

Zanim doszło do decydującego pojedynku Warta Śrem uległa Kotwicy Kórnik 0:1.

Do meczu Lipna z Polonią Środa mocno motywowała swoje zawodniczki trenerka Dagmara Zawadzka. Jak pokazały zawody dziewczyny dobrze zapamiętały jej wskazówki.

Optyczną przewagę w operowaniu piłką i podczas akcji podbramkowych miały rywalki. Nasze dziewczyny grały mądrze, taktyczne z twardą obroną i pewną bramkarką Adrianną Raś. Lipno wyprowadzało szybkie kontrataki. Dwukrotnie po trafieniach Mai Dąbrowskiej i Zosi Śliwińskiej prowadziły 2:0.

Walczące z determinacją przeciwniczki zdołały odrobić jednego gola. Po zwycięskim meczu cieszyły się nasze dziewczyny, a rywalki schodziły ze spuszczonymi głowami.

W pojedynku numer czternaście Watra Śrem uległa Polonii Poznań 0:1.

W zawodach kończących turniej, Polonia Środa odbiła sobie niepowodzenie z Lipnem, gromiąc KU UAM Poznań aż 8:0.

Tabele turnieju

1 Lipno Stęszew 13 pkt.

2 Polonia Środa Wlkp. 11

3 KU UAM Poznań 7 pkt.

4 Polonia Poznań 5 pkt.

5 Kotwica Kornik 1 pkt.

6 Warta Śrem 0 pkt.

Najlepszą bramkarką zawodów uznano Adriannę Raś z Lipna Stęszew, a strzelczynią numer jeden Agnieszkę Szafran z Polonii Środa Wlkp.

Na zakończenie turnieju zespoły otrzymały medale i upominki. Wręczyła sponsorka, przedstawicielka firmy A-Z Justyna Jurga-Kawa, a wspierała ją prezes kobiecej drużyny Lipna Magdalena Robakowska.

Seweryn Kaczmarek

Foto kobiety 1

Drużyna Polonii Środa Wlkp. musiała zadowolić się II miejscem w turnieju