czwartek, 15 Listopad 2018

2018 Wrzesień

Spójnia Strykowo – Sparta Szamotuły 3:1 (0:1)
Na miarę oczekiwań
Zawody w Strykowie rozpoczęły się ze sporym opóźniłem spowodowanym trudnościami z dojazdem gości. Poślizg sprawił, że goście wybiegli na boisko z busa.
W zawody lepiej weszli przyjezdni. Sparta w 8’ była bliska objęcia prowadzenia. Na szczęcie dla gospodarzy piłka wylądowała na słupku. Spójnia nie była dłużna. Ataki próbowali wykończyć Filip Ignaszczak i Maciej Urbaniak. Nie udawało się zaskoczyć bramkarza rywali. Goście w 40’ zdobyli gola na 0:1. Mocno bita piłka znalazła drogę do siatki. Próby doprowadzenia do remisu w tej części się nie powiodły.
Druga odsłona była popisem gry miejscowych. Wprawdzie do 57’ goście jeszcze mieli swoje szansę na podwyższenie wyniku, ale dalej już dominowała Spójnia. W 65’ mocno bita piłka przez Krystiana Kurkowiaka wpadła do bramki gości na 1:1. Był to gol wielkiej urody zdobyty z ponad 35 metrów. Gospodarze poszli za ciosem i podwyższyli na 2:1. Autorem gola był grający prezes Spójni Mateusz Przybyłowski. Miejscowi na tym nie poprzestali. Przycisnęli rywala i w 90’ zadali mu decydujący cios. Trójkowa akcję Krystiana Kurkowiaka z Mateuszem Przybyłowskim skutecznym strzałem z dystansu wykończył Kacper Bałuszak.
Sędzia zakończył zawody bez doliczania czasu ze względu na zapadające ciemności. Mrok nie przeszkadzał we fetowaniu wygranej przez gospodarzy.
Spójnia: Patryk Kurowski – Michał Kuźniarek, Łukasz Rajewicz, Krystian Kurkowiak, Grzegorz Hojan, Maciej Urbaniak, Adrian Korek (50’ Bartek Urbaniak), Radosław Łuczak (70’ Sebastian Rajewicz), Dominik Luleczka (65’ Mateusz Przybyłowski), Piotr Kaczmarek, Filip Ignaszczak (60’ Kacper Bałuszek).(k)

Siedmioletni piłkarze sięgnęli po puchar ligi mistrzów

Akademia Piłkarska Reissa zbudowana jest na terenie powiatu kościańskiego z najlepszych piłkarzy z rocznika 2011. Doszło do nich jeszcze kilku chłopców z powiatu gostyńskiego.

Ta grupa w Lidze Mistrzów Turnieju Regionów zdobyła ostatnio Puchar Ligi Mistrzów Turnieju Regionów. Zawodnicy trenowani przez Tomasza Woźniaka.(r)

Siakarki Coccodrillo Kościan
Kościańskie dziewczyny grające od lat w siatkę nieźle sobie radza w swojej lidze. Teraz 29 września zaczęły nowy sezon. Rozegrały mecz II ligi w grupie 1 nr 3 z Enea Energetyk Poznań II. O 15-ej podejmowały rywalki w hali sportowej Szkoły Podstawowej nr 2 w Kościanie na osiedlu Piastowskim.
Dziewczyny są prowadzone przez trenera Adama Cichockiego.
Uczniowski Klub ŻPS wiosną rozgrywał swoje spotkania. Sprawdzał się między innymi z Alexas Turek.
Warto wrócić do ubiegłej jesieni, gdy kościańskie zawodniczki po trzech pewnych zwycięstwach plasowały się na wysokim, drugim miejscu w tabeli, Potem przyszło im rozegrać mecz z liderem grupy drużyną KS Spójnia Stargard, który rozegrany został w sobotę 28 października 2017 roku.
Mecz był o tyle ważny, że była to walka o fotel samodzielnego lidera w grupie, ponieważ przed sobotnim spotkaniem oba zespoły miały komplet punktów, a o miejscu w tabeli decydował tylko jeden stracony set w dotychczasowych spotkaniach siatkarek UKŻPS.
Podopieczne trenera Cichockiego mecz rozpoczęły w składzie Aleksandra Mazur, Anette Ngamayama, Magdalena Matuszak, Patrycja Gimzicka, Joanna Kustosz i libero Julia Sznabel oraz Julia Gertig.
Pierwszy piłki pierwszego seta i przy zagrywce Matuszak dały prowadzenie 3:0 dla UKŻPS, Ostatecznie pierwszy set kończył się wygraną gospodyń 25:21 i dał kościaniankom prowadzenie 1:0.
Drugi set po błędach kościańskich siatkarek spowodował, że Spójnia wyszła na prowadzenie różnicą dwóch punktów, ale na więcej nie pozwolił UKŻPS ostatecznie wygrywając 25:21. Po dwóch setach było 1:1 i zapowiadało prawdziwą walkę o liderowanie w grupie.
Podczas trzeciego seta kibice ze zdziwieniem patrzyli na tablicę wyników. Podopieczne Adama Cichockiego pozwoliły wygrać 25:19 siatkarkom ze Stargardu i było 2:1 w spotkaniu.
Set czwarty był o wszystko, Nie zmienił się jednak obraz gry i przewaga Spójni wzrosła, co ostatecznie pozwoliło jej całe spotkanie.
Skład UKŻPS stanowiły wówczas: 3 – Aleksandra Mazur, 4- Karolina Graf 5 – Klaudia Prządka, 6-Małgorzata Jóźwiak, 7-Anette Ngamayama, 9- Magdalena Matuszak, 10- Julia Sznabel, 11-Patrycja Gimzicka, 12-Joanna Kustosz, 13-Natalia Targosz, 14-Łukowiak Alicja, 15-Julia Gertig i Kiestrzyńska Katarzyna.
Przypominamy tamten czas, bo to był duży wyczyn kościanianek i życzymy im wysokich wygranych w tym sezonie.(opr.maz)
Foto UKŻPS

Jeśli chcesz coś wygrać, biegnij na 100 metrów

Jeśli chcesz czegoś doświadczyć, przebiegnij maraton” – tak mawiał legendarny czeski biegacz długodystansowy Emil Zatopek. Ale pokonując królewski dystans aż pięciokrotnie w ciągu 2 dwóch lat, doświadczysz znacznie więcej.
Droga do Korony Maratonów Polskich
Można z czystym sumieniem włożyć ją na głowę w momencie ukończenia 5 głównych maratonów polskich (Cracovia, Dębno, Wrocław, Warszawski, Poznań) w ciągu 24 miesięcy, licząc od daty rozpoczęcia pierwszego startu, spośród wyznaczonych biegów
Nie trzeba się z innymi ścigać, nie liczy się czas, jaki się uzyska na mecie każdego z maratonów. Najważniejsze, to podjąć wyzwanie i konsekwentnie startować no i dobiec do mety każdego z nich.

Dębno, Kraków, Wrocław, Warszawa i Poznań – tych 5 szlachetnych kamieni zdobi bezcenną Koronę Maratonów Polskich. Pięciokrotne pokonanie królewskiego dystansu w ciągu 2 lat to coś, czym możesz chwalić się już do końca życia. Wchodzisz do tej gry? Edi maraton
Edyta Józefowicz z Kościana zdobyła Koronę Maratonów w ciągu roku. Ostatni start był 9 wrzesień tego roku we Wrocławiu
Do tego pobiła swój rekord o 9 minut.
Oprócz startu w Maratonach Pani Edyta startuje w Półmaratonah. Można tutaj zdobyć Koronę Wielkopolski. Ma już dwie i zbiera na trzecią. Potrzebnych jest dziesięć startów. Nasz bohaterka ma zaliczonych ich już siedem. Są to: Trzemeszno, Poznań, Tarnowo Podgórne. Grodzisk Wlkp., Pobiedziska, Piłę i Gniezno. Został Zbąszyń ( w najbliższą niedzielę), Szamotuły i Kościan.
Skąd się bierze zamiłowanie do biegania? Od dziecka. Już jako 9-latka uczestniczyła w różnych zawodach sportowych. Potem przez 15 last grała w kosza. A biega od siedmiu lat. Najpierw wokół miejsca zamieszkania, aż zdecydował się wystąpił w Biegu Katorżnika. To ekstremalny wyczy. Pojechał do Kąkotek koło Lublińca i ukończyła zawody.
Sport, to pasja i sposób na żyie – zdrowe i pełne dobrych emocji. Poznaje się wielu ciekawych ludzi. Dlatego Pani Edyta od dwóch lat związała się z grupą biegaczy Kościan Team. Razem wyjeżdżają i razem startuja.
Ewa Noga-Mazurek

Motta Zbigniewa Tomaszewskiego:
*Kto poluje na dziką zwierzynę z karabinem, z lunetą, z 300 metrów – sam jest dzikim zwierzęciem. *W 64 roku Neron podpalił Rzym, potem obwinił chrześcijan. *W 1933 roku Hitler podpalił Reistag potem obwinił przeciwne partie. *Jeśli mieszkasz sam, nigdy w złości nie przewracaj szafy, bo sam jej nie podniesiesz. *Pełzamy po ziemi niczym zaraza, grób jest jedynym wynagrodzeniem za naszą nikczemność.
Złote myśli:
*Gdzie znika zainteresowanie tam znika i pamięć – Johann Wolfgang Von Goethe. Baśń Napoleońska przypomina mi objawienie św. Jana: „Każdy czuje, że coś w nim tkwi, tylko nie wie co – Von Goethe Napoleon szukał cnoty, a nie znalazłszy jej znalazł moc! – Von Goethe
Przysłowia Europy:
*Przyjaźń to nie struna – nie napinaj jej zbytnio. *Psa starego nie nauczysz niczego. *Raz ukradniesz, na zawsze pozostaniesz złodziejem. *Schwytanie złodzieja najlepiej powierzyć złodziejowi. *Skrucha jest chwalebna, ale lepsza niewinność. *Tchórz, zanim umrze, kona wiele razy. *Wiedza nie jest ciężarem. *W leniwym łbie majstruje diabeł. *Wybieraj żonę uchem, a nie okiem. *Dla religii ludzie zrobią wszystko, będą się kłócić, walczyć, umierać, zabijać, tylko nie będą zgodnie z nią żyć – Tadeusz Kościuszko

Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu. W kolejnych moich badaniach historycznych będę szukał dowodów na to, że Polacy i Niemcy nie ponoszą odpowiedzialności za masowe mordy narodu żydowskiego. Do zbadania tej kwestii zmusiła mnie nienawiść do Niemców, którzy w czasie II wojny światowej katowali mojego ojca w obozie koncentracyjnym w Żabikowie.
Wrócił do domu strasznie zmasakrowany, był według opowiadań mamy i babci cały granatowy. Badania podjąłem, dlatego żeby znaleźć jakiś powód dlaczego Niemcy z taką zaciętością mordowali ludzi.
Niemcy wyciągali kilkumiesięczne dzieci z kołyski za nóżki i rozbijali główką o ścianę. Badania podjąłem, ponieważ nie chcę umierać z nienawiścią w sercu do narodu niemieckiego. Przecież to są też normalni ludzie.
Nie chcę jechać na wakacje do Kołobrzegu i wychodzić z restauracji i kawiarni, gdy wchodzą Niemcy. Nie chcę omijać szerokim łukiem na molo ludzi, gdy słyszę niemiecką mowę. Moim marzeniem jest znalezienie środków łagodzących dla narodu niemieckiego i rozmawiania z nimi.
Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga. I tu opiszę mój przykład, jak politycy i Kościół łatwo mogą manipulować milionami ludzi.
Wezmę dwie kartki i linijkę. Na jednej i drugiej kartce rysuję taką samą kreskę, prostą i tej samej długości. Pod jedną kreską podpiszę: „Ta linia jest prosta” a pod drugą kartką „Ta linia nie jest krzywa, skrętna, ani spiralna”.
Obydwa podpisy są dobre i właśnie w taki sposób politycy i kościół może manipulować milionami ludzi na świecie. Przez dziesiątki lat badam historię, trzeba przełożyć setki tysięcy pożółkłych, nieraz pokrytych pleśnią stron, starych ksiąg, akt, gazet i fotografii oraz rycin. Tego i innych źródeł drukowanych i rękopiśmiennych są dziesiątki tysięcy.
Wiem, że jest to iście benedyktyńska praca, ku wydarciu z mroków przeszłości człowieka i jego dzieła, im głębiej sięgam w przeszłość, im dalej na zachód, Hen Porguję, Magdeburg, Hamburg i wszędzie widzę ziemię Polską, względnie naszych najbliższych pobratymców, Słowian. Ślady po nich zostały w postaci zniekształconych nazw osiedli, jezior, miast i wsi. Chcę je wyrwać z toni zapomnienia, chcę być utrudzonym górnikiem wydobywającym w trudzie i w poniżeniu tych utraconych na zawsze skarbów informacji. Choćby mieli i mnie straszyć sądami i pluć przede mną na ulicach, spróbuję dokończyć. Badanie to trud mego życia. Może za sto lub dwieście lat ktoś to doceni, tylko że wtedy mnie już nie będzie.
Mój wzorzec to Władysław Reymont. To co pisał atrament robił sam, z krwi, potu i łez. Ludzie pluli przed nim na ulicach. Jak dostał Nobla, to zapraszali go na dwory i pałace, jednak był tak upokorzony, że zamknął się w swoim domu w Kołaczkowie, pogrążając się w rozpaczy i alkoholu.
Do badania historii nakłonił mnie mój przyjaciel Doktor Zenon Szymankiewicz. Obydwoje byliśmy miłośnikami gór, na jednym ze spacerów po górach Zenon powiedział do mnie:
– Zbyszek, my w czasie wojny musieli ratować ludzi, ty nie musisz teraz ratować ludzi, proszę ratuj historię.
Te słowa będę pamiętał do końca życia. Utkwiły mi w pamięci także słowa, które na pogrzebie Zenka wypowiedział wojewoda Włodzimierz Łęcki „Zenku mogłeś zostać kimś, jednak do końca życia pozostałeś człowiekiem”.
Gdy idę co tydzień do kościoła, to po mszy w naszym mózgu pozostaje piękna muzyka grana na organach, piękne stroje księdza – złote, zielone, purpurowe. W kościele znajduje się masa pychy i przepychu w postaci złota i marmurów.
Idąc w niedzielę do lasu usłyszymy wiele pięknej muzyki w postaci śpiewu ptaków oraz szumu drzew. Jest to dar od Pana Boga, tak piękny, że łzy same płyną po policzkach ze wzruszenia.
Idąc dalej możemy natknąć się na źródełko, które wydaje cudowne dźwięki, obok przebiega sarna, a zaraz za nią zając.
Dookoła otaczają to wszystko wspaniałe drzewa wyrzeźbione osobiście przez Pana Boga. W lesie można doznać wspaniałego kontaktu ze stwórcą. Wierzę, że wszystko, co nas otacza stworzył Bóg.
W lesie nie ma złota, pięknych strojów, rzeźb i pychy. Wszystko, co nas otacza, nawet ta kałuża na drodze, w której możemy spojrzeć sobie w oczy. Gałązka na drodze nadepnięta wydaje wspaniały odgłos. Wszystko to jest darem, a za nic nie trzeba płacić.
Jak mówi nasza wspaniała młodzież, narybek przyszłości, dlaczego Polacy nie widzą, a może nie chcą widzieć, jak Kościół Watykański szczuje nas przeciwko nam. Szczuje Polaków i pielęgnuje w nas nienawiść do Rosjan, Żydów, cyganów. A czy oni są inni od nas? – Są takimi samymi ludźmi.
Watykan nie akceptuje ich ze względu na inną religię. Polska powinna posiadać własny Kościół Katolicki, odłączony od Watykanu.
Ciąg dalszy nastąpi,
Zbigniew Tomaszewski

FESTIWAL ORKIESTR DĘTYCH

Przez dwa dni mieszkańcy Grodziska Wielkopolskiego i okolic mogli podziwiać przepiękne stroje, paradę oraz pokaz musztry paradnej Orkiestr Dętych, które przyjechały z miast i gmin .

Przybyłych partnerskich  z Merksplas w Belgii, Dolyny na Ukrainie i Delligsen w Niemczech.

Na Festiwal Orkiestr Dętych GRONALIA 2018 przybyły również Świebodzińska Orkiestra  Dęta,  Młodzieżowa Orkiestra Dęta Blue Brass Band  z Włoszakowic, Grodziska Orkiestra Dęta im. Stanisława Słowińskiego oraz Seniorzy Grodziskiej Orkiestry Dętej.

W sobotę o godzinie 16.00 odbyła się parada orkiestr ulicami miasta. Wyruszyli z pod SP nr 1 przy ulicami Chopina, Garbary, Szeroką na Stary Rynek

Tu uczestników powitał burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymanski – życzył wspaniałej uczty muzycznej oraz niezapomnianych wrażeń.

Koncerty oraz musztry paradne orkiestr odbywały się przed Ratuszem na Starym Rynku w sobotę oraz w niedzielę można było usłyszeć i podziwiać muzyków z Niemiec, Belgii i Ukrainy oraz Grodziska Orkiestrę Dętą im. Stanisława Słowinskiego oraz seniorów z Grodziskiej Orkiestry Dętej.

Należy dodać iż,  zagraniczne orkiestry  zaprezentowały się w Nowym Tomyślu oraz w Parku Wilsona w Poznaniu.

Organizatorem Festiwalu Orkiestr Dętych GRONALIA 2018  było Centrum Kultury RONDO w Grodzisku Wielkopolskim. MK

Setka cyklistów mknęła nad jezioro

Na niedzielne przedpołudnie 9 września br. burmistrz Włodzimierz Pinczak zaprosił właścicieli jednośladów na wycieczkę rowerową do Strykowa. Na apel „szefa gminy” odpowiedziało około stu cyklistów.

Niezwykle cieszyło to, że w na wyznaczone miejsce zbiórki przybyła młodzież i dzieci. Najmłodsi na swoich małych rowerkach.

O godzinie 10.00 po wpisaniu się na listę uczestnictwa spod Stacji Turystycznej przy Urzędzie Gminy kawalkada jednośladów ruszyła w kierunki Zamysłowa. Po przejściu przez ruchliwą „5” trasa wiodła przez las, do Twardowa i dalej do Strykowa.

Nad jeziorem strykowskim na cyklistów czekały liczne atrakcje. Podjęci zostali plackiem i napojami. Wszyscy chętni otrzymali nowy folder Gminy Stęszew.

Dom Kultury w Stęszewie przygotował konkursy zręcznościowe. Do dyspozycji był holenderski bilard oraz pojemnik, w którym na czas układano butelki. Rozegrano mecz w trochę udziwnioną piłkę plażową. Przewidziano upominki dla najlepszych zawodników.

Nie obyło się bez wspólnego zdjęcia nad brzegiem jeziora.

Udany rajd Burmistrza sprawił, że kolejny odbędzie się już 23 września.

# Warto przy okazji rajdu rowerowego poinformować osoby, które przekłamują fakty mówiąc w telewizji, że ścieżek rowerowych w gminie Stęszew jest 2,4 km., Powinni wiedzieć, że tras rowerowych w stęszewskiej gminie jest 57 km. w tym 15 km. utwardzonych. Różnica nawet dla mało „kumatego” jest kolosalna. (k)

FESTYN DLA MIESZKAŃCÓW

W niedzielę na Stadionie w Granowie odbył się Festyn dla mieszkańców gminy i okolicznych wiosek upamiętniający coroczne Gmino-Parafialne Święto Plonów

O godzinie 10.00 odbyła się Msza Św. Dziękczynna w Kościele p.w. Św. Marcina w Granowie, podczas,  której rolnicy dziękowali za tegoroczne plony.

Dalsza część uroczystości odbyła się w godzinach popołudniowych na miejscowym Stadionie

Jak powiedziała na wstępie prowadząca imprezę nauczycielka  Magdalena Kalemba –Borowczak –ten festyn jest nawiązaniem do tradycji dożynkowej , do świętowania rolników po trudnych i wymagających żniwach dlatego cieszmy się, bawmy się i świętujmy…

Przybyłych mieszkańców powitał wójt gminy Granowo Zbigniew Kaczmarek  i zaprosił do kosztowania drożdżowego placka, którym częstowały członkinie Zespołu Śpiewaczego Granowianie.

Następnie na scenie  publiczność bawiła Kapela Zza Winkla z Nowego Tomyśla, który wystąpił z ciotką Sylwią z Opalenicy.

Kapela istnieje od 1980 roku, na swoim kacie mają  2,5 tysiąca koncertów, wydali sześć płyt. Koncertują w kraju i za granicą byli m.in. w Czechach, Niemczech, Grecji.

Pomysłodawcą – założycielem jej był Bogdan Górny, który wpadł na pomysł z braćmi śpiewania folkloru  miejskiego. Przez kilka lat skład zespołu zmieniał się kilkakrotnie.

Dziś występują w niej Ci wszyscy, którzy kiedyś zaczynali działalność estradową.

Głównym celem jest prezentowanie gwary i tradycji wielkopolskiej,  wg zasady: aby nic nie uszczknąć z bogatej schedy odziedziczonej po przodkach dla przekazania jej następnym pokoleniom, celem wyzwolenia dumy z przynalezności do naszej małej Ojczyzny, która jest Wielkopolska.

„80” stęszewskich działkowcach
W sobotę 8 września Rodzinne Ogródki Działkowe im. Tadeusza Kościuszki przy ulicy Kwiatowej w Stęszewie obchodziły osiemdziesiątą rocznicę istnienia. Na ten dzień Zarząd, wspierany przez członków, zorganizował okolicznościową imprezę. Świętowanie rozpoczęła msza w intencji żywych i zmarłych działkowców. Dalej w godzinach popołudniowych odbywały się liczne atrakcje m.in. pokazy, konkursy, gry i zabawy.
Jako pierwsze do akcji wkroczyło Muzeum Regionalne w Stęszewie, które zaprezentowało pokaz kiszenia kapusty. Panie w barwnych strojach przygotowały sprzęt, przyprawy i pojemniki oraz gar do jej ubijania. Sprawnie obrobiły dorodne głowy kapusty i utarły marchew. W ruch poszła szatkownica. Po chwili pierwsze garście trafiły do gara. Z początku kałką, a później nogami ubito kapustę do obfitego soku i przyduszono całość dużym kamieniem. W cały tym procesie licznie uczestniczyli działkowcy ochotnicy, którzy w ten sposób przypomnieli sobie, jak to u nich w domu przed laty było.
Wcześnie też rozpoczęły gry i zabawy dzieci. Dla nich przygotowano min. dmuchany zamek, wyścigi w workach, podrzucanie balonów, stoisko rysowania, malowanie buzi.
Stęszewska OSP przy swoim wozie bojowym milusińskim pokazała sprzęt specjalistyczny oraz kilka sposobów, jak się nim posługiwać.
Osoby zajmujące się przygotowaniem imprezy krzątały się przy świetlicy. Stoły zastawiono zimnymi napojami, a później doniesiono cieple napoje i ciasto.
Dojechała też wojskowa, polowa kuchnia z grochówką i kiełbaskami.
O godzinie 17.30 działkowcy zebrali się w świetlicy na uroczystym spotkaniu. Prezes Przemysław Kokoszanek powitał przybyłych, w tym gości honorowych:, czyli burmistrza, jego zastępczynię Dorotę Stachowiak, przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Zarządu Działkowców w Poznaniu Mateusza Zielińskiego.
W swoim wystąpieniu prezes omówił to, co było i co będzie się działo na ogródkach działkowych.
Rozstrzygnięto konkurs plastyczny dla dzieci o tematyce „moja działka”. Najlepsze prace: Amelki, Zuzi, Oskara, Kasjana i Borysa zostały nagrodzone, a autorzy otrzymali upominki.
Właściciele najbardziej zadbanych ogrodów otrzymali też nagrody. Wyróżniono ludzi, którzy bezinteresownie wspomagają pracą funkcjonowanie terenu.
Na okoliczność 80-lecia istnienia RODz przew. Komisji Rewizyjnej wręczył puchar prezesowi Przemysławowi Kokoszankowi.
Po części oficjalnej nastąpił poczęstunek. Zadbano o coś dla ducha i ciała. Była też dobra muzyka do słuchania i tańczenia. Zabawa trwała do późnych godzin.
Seweryn Kaczmarek

Niech się „unii” odwalą od nas
– Są takie rzeczy, że fizjologom się nie śniły – zwrócił się Marian Lichy do kumpla Hipolita Mizerki.
– Filozofom chyba chciałeś powiedzieć – poprawił go kumpel.
– Patrzcie go, znawca języka polskiego się znalazł. Wiedz, że specjalnie użyłem określenia fizjologom, aby sprawdzić, czy jeszcze jesteś czujny i rozumiesz, co do ciebie mówię – natarł na kumpla Marian.
– Nie wiem, co ci się stało, że znów dopadło cię wisielcze poczucie humoru i próbujesz mnie atakować? – spokojnie odparł Hipolit.
Tym razem Marian nie zwracał uwagi na wyjaśnienia kumpla. Dalej konsekwentnie zmierzał do celu.
– Ty tam, w tej twojej zabitej dziurami wiosce, niewiele styczności miałeś ze światem. Coś tam może docierało do ciebie przez dziurawe okiennice i strzechę w dachu, ale to był pryszcz wobec tego, co się działo – rzekł Marian.
– Tak nie będziemy rozmawiać. Wypraszam sobie ten ton i insynuacje pod moim adresem – ostro zareagował Hipolit.
Przyjaciel nadal prowadził swoją gierkę:
– Co ci mówi „unia” – zadał pytanie. Twarz Hipolita się rozpogodziła i od razu zaczął mówić:
– Nie mogłeś kolego tak od razu? Unia to jest gigant i co do tego nikt nie ma wątpliwości. Z nią muszą się liczyć wszyscy. Każdego potrafi pokonać, a nawet rozgromić u siebie.
– Gdzie? – wyskoczył z pytaniem Marian.
– Jak to gdzie? W Lesznie! – z błyskiem w oczach odparł Hipolit.
– O czym ty mówisz? – ponownie zapytał Marian.
– Jak to o czym? O klubie żużlowym Unia – odparł Hipolit. Widząc, że oczy kumplowi wyszły na wierch ze zdziwienia dodał:
– To taki zespół z bykiem w herbie.
– Przecież wiem – natychmiast naskoczył na kumpla Marian. Wyobraź sobie, że jak ja jeździłem na zawody, to ty nie wiedziałeś, że gdzieś tam ścigają się na motorach. Ty, ze swoim tokiem rozumowania, potrafisz człowieka wprowadzić w osłupienie. Ja mam na uwadze, co innego i do tego zmierzam. Skup się, bo mam na myśli sprawy poważne, które są bardzo istotne dla naszej, dalszej historii. Zadam ci pytanie i o oczekuję szczerej odpowiedzi: „Czy ty byłeś za wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej”?
– Tak, ale miałem wątpliwości – szybko odparł Hipolit.
– Sądzę, że kłamiesz. Śmiem przypuszczać, że wcale nie poszedłeś głosować – ironicznie rzekł Marian.
Kumpel na przemian robił się czerwony i blady. Po chwili wyrzucił z siebie:
– Byłem przeciw, ale na referendum nie poszedłem. Szkoda było mi czasu na coś, do czego nie byłem przekonany. Czułem, że jest to lipa. Zadam ci zwrotne pytanie: „A czy ty byłeś za wstąpieniem do tej Unii?”
Na chwilę zapadła cisza. Marian zrozumiał, że wpadł w sidła, które sam zastawił na kumpla.
– No, ten tego! – mruczał grając na zwłokę Marian.
– Przecież widzę i czuję przez skórę, że nie byłeś głosować – nabijał się Hipolit.
– Nie byłem – tłumaczył się Marian, bo mnie do tego nie niczym przekonali. Wiedz jednak, że zdecydowanie byłem przeciw.
– Wiem – spokojnie zwrócił się do kumpla Hipolit. Jak sobie przypomniałem mieliśmy zdrowo w czubie i zamiast glosować poszliśmy na piwo, a potem szlajaliśmy się po mieście.
– Tak teraz sobie też to przypomniałem – niepewnie mówił Marian.
– Powiedz mi, dlaczego dzisiaj dyskutujemy o Unii? – zapytał Hipolit.
– Już ci mówię – mówił Marian. Te brukselskie „leśne dziadki”, z przeciętną wieku plus 85 lat, do wszystkiego nam się wtrącają. Pouczają nas, czy możemy wycinać drzewa ze szkodnikami, czy nie. Dalej, czy „temida” ma mieć opaskę na obydwóch oczach, czy tylko na jednym. Instruują nas o przestrzeganiu prawa, a tym samym o praworządności. Póki, co nie wtrącają się do picia gorzały, bo sami za „kołnierz nie wlewają.
Marian chciał jeszcze przytaczać kolejne przykłady, ale Hipolit mu przerwał:
– Tak sobie myślę, że brukselska unia chciałaby ingerować w nasze osobiste sprawy. Tylko patrzeć, jak zaczną nam nakazywać, w jaki dzień tygodnia lub miesiąca możemy iść z babą do łóżka. Nie dopuścimy do tego – ostro zareagował Hipolit.
– Ale co robić, jak się przeciwstawić? – zapytał Marian.
– Wspomniałem ci, że leszczyńska unia ma w herbie byka. Tak sobie myślę, że trzeba będzie skierować to bojowe zwierzę na Brukselę.
– Trochę fantazjujesz, kolego! – przerwał Marian. Moim zdaniem ci, co perfidnie szkalują nasz kraj, zarówno obcy, jak i nasi, za każde obraźliwe słowo, gest powinni dostać z byka w mordę. O tym jestem głęboko przekonany. Rozkwaszona „kichawa” i ból, jakiego by doświadczył, raz na zawsze przypominałaby takiemu osobnikowi, że każdy ma prawo do rządzenia i stanowienia prawa w swoim kraju.
– Z tym się zgadzam w stu procentach. Nie chcę być złym prorokiem, ale leszczyńska unia trwać będzie, bo ma dobrych zawodników, oddanych działaczy i wiernych kibiców, a brukselska Unia jest tylko kwestią czasu, kiedy zniknie raz na zawsze z „mapy” świata – zakończył rozmowę Hipolit.
Seweryn Kaczmarek