niedziela, 16 Grudzień 2018

2018 Sierpień

Saga Rodu Władysława Kaczmarka z Ziemina
Od kilku lat jakże ważne i integrujące stały się zjazdy rodzinne. To podczas tych imprez dochodzi do spotkań po latach a niekiedy po raz pierwszy w życiu. Dbający o rodzinne więzi mówią a wręcz apeluję, że nie można dopuścić do tego, aby członkowie chociażby największej rodziny znali się tylko z widzenia , a spotykali się sporadycznie na weselach i niestety na pogrzebach.
Sytuacja ta na szczęście na przestrzeni lat się zmienia.
Przykładem tego jest rodzina Władysława Kaczmarka z Ziemina.
Trzy lata temu w lokalu MDS we Wielichowie odbył się zjazd Rodziny Zarabskich ze strony dziadka Wiktora Zarabskiego. Na tej imprezie podczas licznych wspomnień i rozmów siostrzenica Lucynka Gawron rzuciła hasło – „powtórzmy to jeszcze raz”. Tym razem jednak rodzinę od strony drugiego dziadka Władysława Kaczmarka ze Ziemina gmina Wielichowo.
Trudnego i mocno absorbującego obowiązku zorganizowania imprezy podjęła się Bogumiła Szczerbal z Kościana wnuczka dziadka Władysława Kaczmarka.
Jesienią 2017 roku zaczęło się zbieranie materiałów, zdjęć oraz szukanie przodków Rodu w Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu.
Należy dodać, że protoplastą rodu był Franciszek Kaczmarek urodzony 1802 roku w Zieminie, o czym zaświadczają dokumenty archiwalne.
Jan Kaczmarek syn Franciszka urodzony 1845 roku w Zieminie.
Władysław Kaczmarek syn Jana urodzony w Zieminie w 1877 r. zmarł w 1968 roku.
Na sobotę 4 sierpnia br. całość została dopięta.
W tym dniu w kościele parafialnym pw. Św. Marii Magdaleny w Wielichowie odbyła się Msza Święta w intencji Rodziny z prośbą o zdrowie dla żyjących i żywot wieczny dla zmarłych.
Po nabożeństwie wszyscy udali się do lokalu MDS w Wielichowie by zasiąść przy wspólnym stole. Wśród gości byli przyjezdni z Niemiec, Szkocji i Norwegi.
Rodzinna biesiada trwała kilka godzin. Przeplatana była wspomnieniami, oglądaniem starszych zdjęć, które zostały pozyskane od rodzin i omówione. Nie mogło zabraknąć też muzyki i śpiewu.
Z dużym zainteresowaniem spotkała się prezentacja Rodu Kaczmarków, którego podjęły się Bogumiła Szczerbal z Julką Gawron (obecnie studentką Fizykoterapii).
W interesujący sposób Julka przedstawiła gościom zarys historyczny miejscowości Ziemin.
Mama Bogumiły Szczerbal była jedną z dziesięciorga dzieci (sześć córek i czterech synów).
Anny (1887 – 1965) zd. Skorupińska z Radomierza i Władysława (1877 – 1968) z Ziemina.
– Seniorka rodu Anny i Władysława – Salomea obchodziła 31 lipca 2018 roku 96 urodziny.
– Synowa Teresa Kaczmarek ostatnia z rodu ma 88 lat.
Na zjeździe obecna była 94-letnia Maria Szulc, siostrzenica babci Anny z rodziny Skorupińskich z Radomierza.
Rodzinne spotkanie zaszczycili Bogumiła i Jan Ciesielscy z miejscowości Prochyz gminy Wielichowo
Bogumiła jest wnuczką najstarszej siostry Władysława Kaczmarka – Benigny 1879 – 1912 r. Mąż Walenty Matysiak jest z Ziemina.
Jednym z przodków rodziny Kaczmarków, któremu poświęcono uwagę był ks. Kanonik Gracjan Matysiak – syn najstarszej siostry Benigny. O tej postaci opowiadała i przekazała ciekawe zapiski siostrzenica Lucyna Gawron. Powiedziała, że ks. Kanonik był więźniem obozu koncentracyjnego w Dachau w latach 1940 – 1945. Był królikiem doświadczalnym, na którym prowadzono badania nad „malarią”. Przeżył 90 lat. Zmarł w 1991 roku.
Jego przyrodni brat Czesław ur. 18 lutego 1914 w Zieminie trafił do obozu w Mathausen 15 grudnia 1842 roku. Został zamordowany 11 lutego 1943 mając 29 lat.
W uroczystości wzięła udział rodzina Cichoszewskich ze Śmigla.
Stronę Heleny (siostra Władysława Kaczmarka) i jej męża Wojciecha Cichoszewskiego reprezentowali:
– wnuczka Heleny – od syna Leona – Marylka i Janka
– wnuk Ryszard z żoną Grażyną od syna Jana
– wnuczka Zosia Waligóra córka Józefa Cichoszewskiego
– Mariolka Skoracka prawnuczka z synem Adrianem
– Małgosia prawnuczka, córka Barbary i Andrzeja Rosady.
Spotkanie rodzinne zakończono wspólnym zdjęciem, aby po latach można było powspominać miłe chwile spędzone z rodziną bliższą i dalsza i zauważyć upływajmy czas.
Warto było się spotkać i tego nikt nie kwestionuje.
# Organizatorka zjazdu rodzinnego Bogumiła Szczerbal bardzo dziękuje wszystkim osobom, a szczególnie Jackowi Gawronowi za dużą pomoc w przygotowanie i organizację imprezy.
Wysłuchał i zanotował Seweryn Kaczmarek

Wiekowa patriotyczna uroczystość
Na 15 sierpnia przypadają dwa święta – jedno państwowe – Święto Wojska Polskiego. Państwowe święto ustanowionoo w związku z pamiątką tak zwanego cudu nad Wisłą, czyli rozbicie radzieckiech wojsk. Drugie święto jest kościelne. To Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, inaczej Matki Boskiej Zielnej.
Na te właśnie okoliczności odbywały się w kraju uroczystości patriotyczne. Nie inaczej było w Stęszewie. W grodzie nad Lipnem przed południem odbyła się msza św. w intencj i Ojczyzny. Po nabożeństwie poczty sztandarowe i delegacje przeszły na Rynek. Tutaj po odśpiewaniu hymnu delegacje złożyły kwiaty pod Pomnikiem Pamięci. Następnie odbyła się krótka część artystyczna, w której patriotyczne pieśni wykonali artyści Opery Poznańskiej.
Do licznie przybyłych otych ważnych wydarzeniach powiedział burmistrz Włodzimierz Pinczak. Wyraził zadowolenie z udziału społeczności Stęszewa w tej patriotycznej uroczystości. Podkreślał, jak to dobrze, że z dorosłymi jest także młodzieć i są dzieci.
Po tych słowach rozdał przybyłym publikację książkową „Ku Pamięci w 100 lecie Powstania Wielkopolskiego”. Wydawcą jest Muzeum Regionalne w Stęszewie i Gmina Stęszew. W bogato ozdobionej zdjęciami publikacji pokazani zostali mieszkańcy tej ziemi, którzy brali udział w wyzwoleńczym zrywie. Przygotowane egzemplarze szybko się rozeszły.
Jak zwykle na koniec wykonane zostało zdjęcie harcerzy z burmistrzem i artystami Opery Poznańskiej.(k)

Statki, czy okręty?
Przez kilka dni upalnego lata serdeczni kumple Marian Lichy i Hipolit Mizerka się nie widzieli. Pierwszy pojechał pomóc szwagrowi przy żniwach. Drugi udał się z małżonką do Mielna. Zgodnie z ustaleniami na drugi dzień po powrocie spotkali się na miejskich plantach. Pierwszy przybył Hipolit i z niecierpliwością oczekiwał na Mariana. Nie mógł usiedzieć na miejscu. Wreszcie w perspektywie ulicy dojrzał przyjaciela. Ten w ślimaczym tempie, patrząc w bezchmurne niebo szedł z nogi na nogę. Widząc podekscytowanie kumpla postanowił go ostudzić.
– A ty Hipciu, co taka latasz, jak Żyd po pustym sklepie? Stało się coś szczególnego? Chyba nie potrącił się statek?
Hipolit pominął kąśliwe pytania i zaczął szybko mówić”
– Wiesz, że byłem kilka dni nad morzem. Powiem, ci, że takich przeżyć jeszcze nie miałem. Super pogoda, ciepła woda, nawet niedrogie jedzenie i te malownicze okręty.
Wypowiedź kumpla mocno wkurzyła Mariana. Gdy on ciężko tyrał na żniwach, to Hipolit smażył się na słońcu i dupą leżał w piasku. Postanowił, że musi zdecydowanie sprowadzić go na ziemie.
– Mówisz, że widziałeś okręty. Były to może pomalowane w barwy maskujące lotniskowce, krążowniki, kutry torpedowe uzbrojone z działami i wyrzutniami rakietowymi? – ironicznie dopytywał Marian,
– Coś ty oglądałem i podziwiałem takie duże pasażerskie, masowce, kontenerowce oraz inne – szybko tłumaczył Hipolit.
– To ty mój ty mój „mizeraku” widziałeś statki, a nie okręty – wytknął mu Marian. Może dla ciebie nie ma to różnicy, ale wiedz, że jest kolosalna. Statki, oprócz tych, co ci już mówiłem, mogą być kuchenne i też pływają, ale w zlewie. Okręty, to uzbrojone po zęby morskie potwory, które nie boją niczego i nikogo.
– Oj tam, oj tam! Czepiasz się – próbował łagodzić Hipolit. Dobra, już dobra! W takim razie widziałem statki. Powiem ci więcej, na jednym odbyłem rejs wycieczkowy. Zaledwie kilka mil w morze, ale zawsze.
– I nie dostałeś choroby morskiej lub nie popuściłeś w gacie? – drwił Marian.
– Ty jak zwykle wszystko sprowadzasz do kpiny. Wiem, że kryje się za tym zazdrość. Wiedz, że ani rzygania na morzu, ani pełnych gaci po przypłynięciu do portu nie miałem – spokojnie tłumaczył Hipolit.
– Dobra już dobra – przerwał Marian. Mówiłem ci, że byłem w marynarce, ale nigdy nie lubiłem tej służby.
– Chyba za podszewkę. Przecież ty w wojsku nie byłeś – nie wytrzymał Hipolit.
Kumpel miał rację, że munduru nigdy nie przywdział. Migał się od woja z wszystkich sił. Chodził od lekarza do lekarza i zbierał zaświadczenia, aby w końcu dostać kategorię „D”. Nie byłby jednak sobą, aby łatwo Hipolitowi odpuścić.
– Jak cię palnę to z papci wyskoczysz – wkurzony naskoczył na kumpla Marian. Nie byłem, bo jako jedyny żywiciel rodziny zostałem zwolniony z odbycia służby wojskowej i trochę chorowałem.
– Powiedz, że ze strachu przed wojem Gabrysi zrobiłeś brzuch i rzeczywiście musiałeś utrzymać rodzinę – drwił Hipolit.
– Ty mały skurczybyku trochę masz racji, ale wróćmy do statków – przerwał Marian.
– Kuchennych – wypalił Hipolit.
Niezrażony tym Marian rzekł:
– A pamiętasz grę w statki?
– Nie w statki, ale okręty – nie wytrzymał Hipolit. Przecież wielokrotonie w to graliśmy przed laty. Chyba pamiętasz, że nauczyłeś mnie zasad. To też sobie przypomnij, że tak długo w to graliśmy, aż przyłapałem cię, że oszukujesz.
– Nie pamiętam- udając głupiego odparł Marian. Powiedz mi, jak to się stało, że zaprzestaliśmy w to grać na plantach.
– A kto podczas gry dorysowywał okręty w zależności od tego, gdzie ja strzelałem. Gdy niechcący wypadła ci kartka, to po raz pierwszy dojrzałem przedziwny krążkownik. Był króciutki, za to mocno wysoki. Przypominał pływający wieżowiec. Mocno się wtedy na ciebie wkurzyłem. Powiedziałem, że ja już nigdy w to z tobą nie zagram – wytknął kumplowi Hipolit.
– No dobra było tak, ale ty też przeginałeś. Z tego, co ja sobie przypominam, też na bieżąco rysowałeś okręty. Możesz przysiąc, że tak nie było – odpalił Marian.
Twarz Hipolit nabrała czerwonej wstydliwej barwy.
– Niestety masz rację. Próbowałem różnych sztuczek, ale i tak przegrywałem z tobą. Uważam, że nie ma się, o co się sprzeczać. Jak świat światem statki i okręty zawsze się mieszały w głowie. Zostawmy więc to tym, co mają szajbę na punkcie poprawności określeń – spokojnie mówił Hipolit.
– Nie do końca się z tobą zgadzam, ale w taki upał nie mam, ani siły, ani ochoty dalej o tym dyskutować Proponuję ten temat raz na zawsze utopić w piwie – pojednawczo rzekł Marian.
Kumpel bez szemrania zaakceptował propozycję i po chwili obaj zgodnie maszerowali do piwiarni pod „Dużą pianką”.
Seweryn Kaczmarek

Strażak Łukasz się ożenił
Naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Strykowie w gminie Stęszew druh Łukasz Idkowiak ubył z grona kawalerów. Stało się to po tym, jak na stopniach ołtarza kościoła pw. Świętego Maksymiliana Marii Kolbego, 10 sierpnia br. zawarł sakramentalny związek z Dominiką Szczyrek.
Przysięgę odebrał, słowo boże wygłosił i nowożeńców pobłogosławił proboszcz Franciszek Drozd.
Cała oprawa ślubu była bardzo uroczysta. Na plan pierwszy wysunęli się koledzy Łukasza – strykowscy druhowie. Oni zapewnili asystę w świątyni na mszy świętej oraz szpaler przed kościołem. Potem był przejazd do remizy – udekorowanymi, na sygnałach – wozami bojowymich. W tym miejscu koledzy złożyli nowożeńcom życzenia i przekazali w prezencie efektowny topór strażacki.
Po wspólnym foto młodzi i goście udali się na weselisko, które odbyło się w lokalu XXI wieku w Grodzisku Wlkp.
Warto dodać, że Dominika pochodzi z Głogowa. Z Łukaszem poznała się, gdy przyjeżdżała do rodziny do Strykowa. Z kolei Łukasz jest rodowitym strykowianinem.(k)

Jarmark pomysłów

Wianki, korale, prace na drutach i szydełku, wyplatane cuda, rowerowa heca, talerzowa żonglerka, czyli Jarmark pomysłów
Warsztaty robótek ręcznych na drutach i szydełku, wyplatanie cuda wianków, koralowe warsztaty, rowerowa heca, talerzowa żonglerka, konkursy sprawnościowe i muzyczne, stoisko sprzedażowe ze smacznym co nieco, studio fryzur, ścieżka zdrowia, warsztaty teatralnych pacynek, występy artystyczne Zespołów Śpiewaczych, pokazy sprzętu strażackiego, konkursy sprawnościowe, pokaz motocykli to tylko niektóre z atrakcji jakie czekały na przybyłych podczas Jarmarku Pomysłów 2018.
Impreza odbyła się w niedzielę w Parku Miejskim w Grodzisku Wielkopolskim.
Swoje prace przy stoiskach prezentowali oraz do wspólnej zabawy i konkursów zapraszali przedstawiciele Grodziskiego Stowarzyszenia Kobiet Aktywnych, Koła Gospodyń ze Słocina, Koła Gospodyń z Rojewa, Koła Gospodyń z Kobylnik, Koła Gospodyń ze Zdroju, Grodziskiego Stowarzyszenia Cyklistów, Grodziskie Stowarzyszenie Uniwersytetu Trzeciego Wieku, Motocyklowe Stowarzyszenie Pomocy Polakom za Granica Wschód-Zachód, Ochotnicza Straż Pożarna w Grodzisku Wlkp., Ochotnicza Straż Pożarna w Słocinie,
Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Grodzisku Wielkopolskim, Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych im. J .Pawla II, Gminne Centrum Pomocy Środowiskowej im J. Pawla II Promessa, Stowarzyszenie Miłośników Wsi Wielkopolskiej w Słocinie, Towarzystwo Rolkarskie SKATE 2 CITY, Warsztaty Terapii Zajęciowej w Grodzisku Wielkopolskim.
Każdy uczestnik biorący udział w konkursach i zabawach otrzymał upominek ufundowany przez grodziskie i okoliczne przedsiębiorstwa oraz prywatne firmy
A były to wrażliwi społecznie przedsiębiorcy, którzy poparli projekt – AB-PLUS Sklep Przemysłowy A. Braniewicz Grodzisk Wlkp., BS Grodzisk Wlkp., Biuro Rachunkowe M. Tadeusz Grodzisk Wlkp., Bricomarche Grodzisk Wlkp. ,Centrum Ogrodnicze Danflor Ł. i D . Labrzyccy Grodzisk Wlkp., Firma H.U. M. Nowak Grodzisk Wlkp., Gabinet Lekarski K. Chróst Kamieniec, Zakład Wytłaczania Oleju K. Gałkowski Grodzisk Wlkp., GPK Grodzisk Wlkp., Lekabel Szymańska Borowczak Grodzisk Wlkp., Lexxit Mebel Production & Trading Słocin, Matbud Sp z o.o. Systemy przeciwpożarowe Słocin, PAGO Grodzisk Wlkp., Spółdzielnia Mieszkaniowa Grodzisk Wlkp., Wytwornia Parkietów DĄBEX Grodzisk Wlkp., Okechamp Grodzisk Wlkp., Behapowiec Grodzisk Wlkp., Drukarnia GRODRUK D. Gielek Grodzisk Wlkp.,
Patronat Honorowy nad impreza objąl burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański.
Projekt finansowany był przez Centrum PISOP,, Fundusze Europejskie Program Regionalny, Samorząd Województwa Wielkopolskiego, UE Europejski Funduusz Społeczny.
Animatorami niezwykłego wydarzenia byli Urząd Miejski w Grodzisku Wielkopolskim,
Ośrodek Pomocy Społeczanej w Grodzisku Wielkopolskim, CK Rondo. MK


Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
MOTTA ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO: *Człowieku, jeśli się nie poddałeś, to znaczy, że zawsze możesz wygrać, *Kocham książki, jednak trzeba odpocząć, dlatego kończę sezon czytania 31 grudnia i następny rozpoczynam dopiero 1 stycznia następnego roku, *Człowiek wielki, jeżeli chce być jeszcze większy, to musi umrzeć, *Jeżeli jesteś artystą i chcesz aby twoje dzieła sprzedano za dobrą cenę, to postaraj się umrzeć, *Miłości nie jest potrzebny kościół i złoto, wystarczy suchy chleb i woda, *Rok 1941 – Gebels: „Im większe kłamstwo, tym szybciej ludzie uwierzą”, *Stachura: „Nie zna smaku życia kto się przez tunel samotności nie przeczołgał”, *Rok 1920 Jan Kasprowicz, Lwów: „Zdrowaś Mario, łaski pełna – wszystko z grzechu: Czarna wełna na baranie, sierść na koniu, czy na krowie, włos na głupiej ludzkiej głowie – wszystko z grzechu ma początek, a największy zasię wrzątek wszego złego, co na świecie w piekielne chwyta nas pęty, ma przeklęty czart w kobiecie”
PRZYSŁOWIA EUROPY:
*Dzieci i głupcy nie potrafią kłamać, *Gaduła gorszy od złodzieja, *Głupiec zawsze znajdzie jeszcze głupszego, by się nim zachwycać, *Grymas przyjaciela jest lepszy od uśmiechu wroga, *Kto boi się śmierci, na poły już trupem, *Kto umie czekać, w końcu się doczeka, *Lepiej, gdy ci zazdroszczą, niż gdy cię żałują, *Lepsze zdrowie, niż złota mrowie, *Lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel, *Mądry zmieni zdanie, głupi przy swoim zostanie, *Na miłość lekarstwa się nie znajdzie, *Nie każdy święty, kto chodzi do kościoła, *Nie ma sensu śmiać się z kogoś, kto pierwszy śmieje się z siebie, *Nie obrażaj się na to, z czego żyjesz, *Nie właź, gdzie Cię nie proszą, *Pomyśl dzisiaj, a powiedz jutro

ZBRODNIE WATYKANU CIĄG DALSZY
Juliusz II i Leon X odgrywali ważną rolę w wojnach włoskich. Usiłowali nakłonić chrześcijańskie mocarstwa do powszechnej wyprawy krzyżowej przeciwko Turkom, lecz nie mogli tego dokonać, bo tylko Węgrzy, mając w posiłku niewielką liczbę rycerstwa polskiego (6000) bili się, bez znacznych skutków z Turkami, o południowo-wschodnie granice.
Leon X z rodu Mediceuszów, przychylnym był oświacie i sztukom pięknym, lecz przez chęć zgromadzenia, jak największych bogactw na budowę kościoła Świętego Piotra w Rzymie, używał ku temu celowi odpustów płatnych i dał sposobność do wielu nadużyć.
Wysłannicy watykańscy w całej Europie rozpoczęli słynne warzenie kobiet na specjalnych wagach. Za duże pieniądze wystawiali zaświadczenia, że zważona kobieta nie jest czarownicą i przybijali ten dokument papieską pieczęcią, i w taki sposób z Europy popłynęła rzeka złota do banku Watykanu. Kobiety z Europy, które zostały oskarżone o to, że są czarownicami i nie miały dokumentu zaświadczającego o ważeniu, płonęły na stosach.
Bogacze sprzedawali wioski, ziemie swoje, aby uzyskać zaświadczenie o tym, że ich córki i żony nie są czarownicami.
Ten fakt wykorzystali reformatorzy do swoich twierdzeń przeciw kościołowi. Papież Paweł IV (od roku 1555-1559) wystąpił przeciw odszczepieństwu Lutra, rozszerzył inkwizycję papieską i zaprowadził spis zakazanych książek (index Librorum Prohibitorum). Chodziło niby o zepsucie obyczajów kacerstwa zalecających.
Sobór Trydencki zakończony w roku 1563 nie przyniósł kościołowi spokoju, bo nie odwrócił odszczepieństwa. Luteranizm rozlewał się po Europie w zastraszającym tempie. W Wielkopolsce na terenie Polski udało się zbrodniami, intrygami i środkami podstępnych morderstw pokonać Luteranizm, czego powodem było wysłanie z Watykanu wyszkolonych 200 Jezuitów do Poznania. Ludzi, którzy występowali przeciw Watykanowi znajdowano ze sztyletami w plecach, martwych pływających w rzekach i jeziorach. Sztylet i trucizna były na porządku dziennym. Do dzisiaj w Poznaniu jest klasztor Jezuitów, który jest utrzymywany z naszych podatków, najprawdopodobniej.
Naświetlę w szczegółach odszczepieństwo Lutra od Watykanu. Wystąpienie Lutra nastąpiło w wigilię wszystkich świętych 31 października 1517 roku. Na drzwiach kościoła zamkowego w Witenberdze (Saksonia) ukazało się długie pismo zwierające 95 twierdzeń, inaczej zwanych tezami. Występowały one głównie przeciwko praktykowanemu podówczas zwyczajowi sprzedawania odpustów. Oto ich treść:
– Mylą się głosiciele odpustów (głosiło pismo), gdy twierdzą że przez odpust papieski (to jest kupiony), zyskuje człowiek zwolnienie od kary oraz zbawienie. Ci tylko tumanią ludzi, którzy głoszą, że z chwilą, gdy grosz wrzucony do skarbonki zadzwoni, dusza ich wydobywa się z czyśćca. Należy wiernych pouczać, że ten, kto daje biednym lub użycza łaknącym, robi lepiej. niż gdyby kupił odpust. Należy wiernych pouczać, że gdyby papież znał hyclostwa tych, którzy głoszą odpust, wolałby raczej, aby Bazylika Św. Piotra pozpadła się w proch, aniżeli żeby budowano ją za skórę, mięso i kości jego owieczek (tj. wiernych). Dlaczego papież nie buduje bazyliki za własne pieniądze, lecz za pieniądze ubogich chrześcijan? Wszak jego majątek jest tak wielki, jak żadnego bogatego Krezusa.
Autor pisma wzywał przeciwników swoich tez do dysputy ustnej lub za pomocą pisma. Autorem tym był profesor teologii Uniwersytetu w Wittemberdze, zakonnik i ksiądz Marcin Luter. Wybitny uczony „złotousty” kaznodzieja, już przedtem występował przeciwko zeświecczeniu i bogactwom duchowieństwa. Głosił też, że jedynie wiara w Ewangelię daje pewność zbawienia. Miał znaczne grono zwolenników i poparcie księcia saskiego. Tezy wywołały w Niemczech niezwykłe zainteresowanie i ożywienie. Ukazały się liczne pisma występujące w ich obronie lub zwalczające poglądy Lutra. Na słynnej dyspucie z teologami katolickimi w Lipsku, Luter bronił swej nauki atakując zarówno nieomylność papieża, jak i soboru. Było to już jawne zerwanie z kościołem. Od tej pory Luter szerzył swe poglądy za pomocą licznych pism łacińskich i niemieckich. Odrzucał w nich zwierzchnictwo papieży i całą tradycję kościelną, większość sakramentów, śluby zakonne, bezżeństwo księży itd.
Jednocześnie wzywał Luter społeczeństwo, aby wystąpiło przeciwko dotychczasowym stosunkom w kościele.
OD AUTORA:
– Luter popełnił niewybaczalny błąd, ponieważ wszystkie swoje pisma i księgi wydał w języku łacińskim, a w XVI wieku po łacinie umiało czytać tylko kilka procent ludzi w Europie. Gdy się zorientował w błędzie, natychmiast wydał księgi po niemiecku i odniósł sukces.
Tak szczerze, to z opisów zbrodni Watykanu wynika, że na każdej cegle, z której zbudowany jest Watykan, jest krew, pot i krzywda milionów ludzi. Po zakończeniu badania zbrodni przeciwko ludzkości, będę apelował do całego świata i wznowienie procesu w Norymberdze, na którym to procesie zostały osądzone muchy, a szerszenie nieźle się mają do dzisiaj i opływają w tysiącach ton złota.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Słocin bawił się i cieszył z wolności
W podgrodziskim Słocinie, w niedzielne popołudnie, na boisku szkolnym trwał Festyn Rodzinny, któremu nadano nazwę „Cieszmy się wolnością”.
Organizatorami jego byli: sołtys Słocina, miejscowa Szkoła Podstawowa i burmistrz Grodziska Wielkopolskiego
Przybyłych mieszkańców oraz gości powitała dyrektor Szkoły Katarzyna Mądra, a wspieral ją sołtys Katarzyna Lusina..
Uczniowie klas jeden-trzy, pod czujnym okie m nauczycielek Katarzyny Pośpiech, Ewy Starosta i pani dyrektor przygotowali widowisko słowno-muzyczne, atytuł mu nadali taki, jaki miał cały festyn, czyli „Cieszmy się wolnością”.
Przepiękne stroje oraz rekwizyty z dawnych lat przygotowali rodzice uczniów.
Temat widowiska nawiązywał do tegorocznych obchodów 715-lecia nadania Grodziskowi Praw Miejskich oraz 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości. Dodano do tego setną Rocznicę Wybuchu Powstania Wielkopolskiego.
Widowisko zakończyło się wypuszczeniem biało-czerwonych balonów w niebo. Był to symbol wolności.
Organizatorzy przygotowali dla mieszkańców także wiele atrakcji. Byy dmuchane zamki, pokazy strażackie w wykonaniu OSP Słocin i OSP Grodzisk Wlkp. Dzieci mogły pomalować buzie w kotki, pieski i inne stworzonka. Były też gry i zabawy sportowe z nagrodami.
Na głodnych czekał punkt gastronomiczny.
Dla męśkiej połowy zorganizwano mecze piłki nożnej. Młodzież walczyła o Puchar Sołtysa. Zmierzyły się cztery drużyny.
Festyn Rodzinny w Słocinie zakończył się słodkim poczęstunkiem przy kawie. (MK)

W Zdroju strzelali z okazji święta wojska
W sobotę w Wiejskim Centrum Kultury i Sportu w podgrodziskim Zdroju, , na strzelnicy odbyły się Zawody Strzeleckie z okazji Święta Wojska Polskiego.
Udział w nich wzięło prawie siedemdziesiąt osób. Podzielono ich na cztery kategorie, czyli na dzieci do lat 13-tu, młodzież 14-18 lat oraz kobiety i mężczyźni.
Zawodnicy oddawali trzynaście strzałów z kbks-u, z czego punktowanych było dziesięć najlepszych.
Nad prawidłowym przebiegiem zawodów czuwali członkowie Grodziskiego Klubu Strzeleckiego GRYF.
W kategorii dzieci do lat13-tu miejsce pierwsze zajął Igor Sobota z Grodziska, który uzbierał 85 punktów. Druga była Zuzanna Tonder z Grodziska z taką samą ilością 85 punktów, a III miejsce zdobył Leon Nejczyk – także grodziszczanin. Miał o jeden punkt mniej, niż ci poprzedni, czyli 84 punkty.
W kategorii młodzieży na pierwsze miejsce wysunęła się Weronika Kandulska ze Zdroju zaliczając 96 punktów. Drugie miejsce zajęła Julia Rejman uzbierawszy 85 punktów, a III miejsce przypadło dla Huberta Michalskiego za 69 punktów.
W kategorii kobiet I miejsce zajęłą Anna Hanuszewska z Grodziska za 91 punktów, II miejsce Czesława Adamczak Snowidowo 76 punktów, III miejsce Karolina Rejman Zdrój 65 punktów.
W kategorii mężczyzn I miejsce zajął Paweł Lubik z Grodziska za 86 punktów, II miejsce – Mirosław Rejman zeZdroju z 85 punktami, a III miejsce przypadło dla Sławomira Wosia, który uzbierał 85 punktów.
Najlepsza zawodniczka, to Weronika Kandulska i jej 96 punktów, najlepszy zawodnik, to Paweł Lubik i 86 punktów.
Puchary i nagrody wręczał wiceburmistrz Grodziska Wielkopolskiego Piotr Hojan.
Organizatorem Zawodów Strzeleckich Grodziski Klub Strzelecki GRYF, przy wsparciu burmistrza Grodziska Wlkp.(MK)

Spójnia Strykowo – LZS Wronczyn 0:1 (0:1)
Derby pod dyktando gości
Zanim rozpoczęły się zawody, między Spójną a LZS Wronczyn w gminie Stęszew, zespoły na środku boiska, działacze i kibice chwilą ciszy uczcili pamięć zmarłej dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Strykowie Jolanty Kalinowskiej-Skrzypek.
Inauguracyjny derbowy pojedynek w poznańskiej klasie okręgowej dla gospodarzy i gości był z gatunku o mistrzostwo świata. Spójnia przystąpiła w swoim niemal optymalnej obsadzie. Goście przyjechali na mecz w mocnym składzie, z zawodnikami pozyskanymi, w tym z przeszłością ekstra ligową, atakże z prowadzącym trenerem Jackiem Słupińskim.
Początek meczu pokazał, że drużyny prezentują odmienne style. Przyjezdni dużo biegali, mocno bronili i szukali sposobu na rozmontowanie obrony gospodarzy. Starali się też strzelać z dystansu.
Źle grali miejscowi. Piłkę często tracili, a do tego nie jej czuli. Przeprowadzanie akcji przychodziło im ciężko. Skoro już im się udało, to stopował ich Przemysław Kaczmarek. Nie mogli znaleźć na niego sposobu bracia Bartek i Maciej Urbanikowie. Było widać, że nie są w formie.
Pierwsi okazję do zdobycia gola mieli goście. Nie dał się jednak zaskoczyć Patryk Kurowski. Z drugiej strony z wyczuciem złapał piłkę golkiper gości. LZS odważnie atakował i w 39’ zdobył gola. Po dokładnym dograniu piłki z lewej strony pola karnego, na czystej pozycji znalazł się Filip Banach i posłał piłkę do siatki na 0:1.
Mimo straty gola Spójnia nie potrafiła przycisnąć. Grali zbyt statycznie i niedokładnie. Nie mieli sposobu na rywali. Goście grali swoje konsekwentnie dążąc do podwyższenia wyniku. Dwukrotnie byli blisko. Za pierwszym razem napastnik LZS trafił w słupek, a za drugim posłał piłkę nad poprzeczką.
Po ostatnim gwizdku w 90’ cieszyli się przyjezdni. Zwyciężyli zasłużenie.
Spójnia: Patryk Kurowski – Michał Kuźniarek, Sebastian Rajewicz, Grzegorz Hojan, Kacper Sobański, Łukasz Rajewicz, Bartek Urbaniak, Maciej Urbaniak, Piotr Kaczmarek, Daniel Kańduła, Radosław Łuczak – Dariusz Idkowiak, Adrian Korek, Mateusz Przybyłowski, Piotr Pawlak, Krystian Kurkowiak, Damian Karasiewicz i Tomasz Borowicz.
LZS Wronczyn: Przemysław Kaczmarek – Krystian Kubasik, Jakub Pomys, Jarek Wojciechowski, Krzysztof Wojciechowski (Przemysław Michalski), Szymon Styczyński (Mikołaj Kiedos), Michał Goliński, Przemysław Kolenda, Łukasz Laufer, Filip Banach, Damian Nawrocik (Szymon Kiciński) – Tomasz Adamek, Hubert Wojnowski i Miłosz Walkowiak. (k)

Foto 1


Świętujemy setną rocznicę niepodległości. W związku z tym przedstawiam jedną z postaci, która dla tej niepodległości wielce się – na naszym terenie – zasłużyła. To budowniczy polskiego sądownictwa w Poznańskiem. To postać, która wyrosła ze znakomitego rodu, nie pochodzącego jednak z naszego kraju, ale z Francji. Zaprezentujemy oobę Jana Motty’ego.
Protoplastą rodu na ziemiach polskich był Jan Baptysta Motty, który przybył na nasz teren razem z wojskiem napoleońskim. Po klęsce Napoleona związał się z rodziną Mielżyńskich, u których pracował, jako guwernant. Później został nauczycielem w Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Jego synem był Marceli – znany poznański pedagog i podobnie jak ojciec – pisarz. Marceli stworzył słynne „Przechadzki po mięście” – dając obraz XIX-wiecznego Poznania i jego mieszkańców.
Marceli był szwagrem Hipolita Cegielskiego, gdyż jego siostra wyszła za mąż właśnie za słynnego przemysłowca i założyciela fabryki, a wcześniej nauczyciela w jednej z poznańskich szkół. Marceli Motty był ojcem związanego z Grodziskiem Jana Mottego.
Poświęćmy Janowi chwilę uwagi. Urodził się 4 marca 1850 roku w Poznaniu. W młodości odebrał doskonałe wykształcenie. Ukończył Gimnazjum Marii Magdaleny, w którym uzyskał świadectwo dojrzałości w 1869 roku. Po gimnazjum rozpoczął studia prawnicze w Berlinie. Po złożeniu egzaminu asesorskiego pracował, jako sędzia powiatowy w Byczynie i Kluczborku (na Śląsku). Porzucił stanowisko sędziego z uwagi na niemożność otrzymania etatu w Wielkim Księstwie Poznańskim. Powodem była zadeklarowana niechęć do niemczyzny, podsycana antypolską, germanizacyjną polityką Prusaków.
W 1882 roku Jan Motty osiadł w Grodzisku i rozpoczął praktykę adwokacką. Mieszkał tutaj przez 36 lat osiągając tytuł radcy. W tym czasie brał aktywny udział w życiu miasta i regionu. Był członkiem Magistratu Grodziska (Zarządu Miasta), awansował również w swojej „branży” – zostając wiceprezesem Rady Adwokackiej Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W 1883 roku ożenił się z Mieczysławą Teklą Kaczorowską herbu Rogala.
Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość Jan Motty zaangażował się w organizowanie polskiego sądownictwa. Wtedy musiał – ze względu na swoją działalność zawodową – wyprowadzić się z miasta. Został szefem Sądu Apelacyjnego w Wielkopolsce. Nominowała go Naczelna Rada Ludowa – organ kierowniczy w Wielkopolsce, w czasach powstania wielkopolskiego. Władze odrodzonej Polski ostatecznie w 1920 roku potwierdziły to stanowisko.
Kierując Sądem Apelacyjnym Motty doprowadził do jego spolszczenia i reorganizacji w związku ze zmianą granic. Za zbudowanie polskiego sądownictwa w Wielkopolsce, Jan Motty został odznaczony przez władze polskie w 1922 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.
Ta postać niewątpliwie może zostać uznana za jednego z budowniczych, odrodzonej 100 lat temu, Polski.
Warto jeszcze napisać o pasji pisarskiej naszego bohatera. Podobnie, jak ojciec i dziadek pozostawił po sobie dzieła literackie. Jego największym osiągnięciem było wydanie powieści „Wojna o pannę” napisanej przed 1870 rokiem.
Jan Motty zmarł 4 kwietnia 1929 roku w Poznaniu. Dwa dni później odbył się okazały pogrzeb, a trumnę złożono na cmentarzu na Wzgórzu św. Wojciecha pośród wielu innych zasłużonych Wielkopolan.
Sebastian Skrzypczak