wtorek, 21 Sierpień 2018

2018 Lipiec

Poszukiwanie dobrego i stałego miejsca zatrudnienia to nie lada wyzwanie, które wymaga od nas uzbrojenia się w cierpliwość. Nie ważne, czy zamierzamy zmienić pracę, czy dopiero rozpoczynamy karierę. W proces szukania pracy musimy zainwestować przede wszystkim czas i konsekwentne działania.  Co nam pomoże w znalezieniu wymarzonej pracy?

Przede wszystkim dobre CV
Na szczęście coraz więcej z nas zaczyna przywiązywać wagę do tak ważnego dokumentu, jakim jest życiorys. To od jego jakości i profesjonalizmu w dużym stopniu zależy, czy w ogóle nasza kandydatura zostanie wzięta pod uwagę. CV ma nam zapewnić umówienie się na rozmowę kwalifikacyjną, dzięki której mamy szansę zaprezentować swoje kompetencje i otrzymać zatrudnienie. Zawsze powinno być dostosowane do stanowiska, na które aplikujemy i posiadać uporządkowaną, przejrzystą formę. Co powinno zawierać dobre CV? Nasze dane osobowe, poprzednie miejsca zatrudnienia z opisem wykonywanych wcześniej czynności, ukończone szkoły (tylko te wyższe lub ostatnie), opcjonalnie nasze zainteresowania i zdolności. Warto pochwalić się ukończonymi kursami i ciekawymi projektami, w których braliśmy udział.

Konsekwentne szukanie ofert
W procesie szukania pracy bardzo ważne jest śledzenie na bieżąco pojawiających się ofert i aplikowania na nie. Po pewnym czasie jest to dość żmudne zajęcie i dlatego wiele osób odpuszcza. Należy uzbroić się w cierpliwość i nie poddawać się chwilowemu zniechęceniu. Internet zdecydowanie ułatwia poszukiwanie ciekawych ofert, możemy też pokusić się o wysyłanie maili bezpośrednio do pracodawcy, czyli do firmy, w której chcielibyśmy pracować. Warto też śledzić ogłoszenia znajdujące się w Urzędzie Pracy, gdzie nadal pojawia się wiele interesujących możliwości rozwoju kariery zawodowej. Szukanie zatrudnienia musi łączyć się z kompleksowymi działaniami, czyli znajdowaniem ofert przez różne kanały. Przy okazji można też popytać znajomych, czy przypadkiem nie wiedzą o jakimś wolnym etacie. W ten sposób możemy być pewni, że jesteśmy już o krok od otrzymania dobrego zatrudnienia.

 

 

 

Rynek pracy bardzo dynamicznie się zmienia. Raz zdobyte umiejętności nie wystarczą, aby pokonać konkurencję i zdobyć dobrą pracę, w której będziemy czuli się szczęśliwi. W dzisiejszych czasach stale powinniśmy podnosić poziom swoich kwalifikacji i świadomie wpływać na rozwój naszej kariery. Nie jest to aż takie trudne i czasochłonne, jak mogłoby się wydawać.

Zwiększenie atrakcyjności kandydata w oczach pracodawcy
Do tej pory znalezienie dobrego zatrudnienia było zależne od poziomu wykształcenia i zdobytego doświadczenia. To nadal podstawa w budowaniu solidnej kariery. Trzeba mieć jednak na uwadze, że postęp nowych technologii, powstawanie dużej ilości nowych profesji i zmieniające się potrzeby rynku sprawiają, że zdobyta wiedza w większości zawodach jest nieaktualna. Bardzo często pracodawcy wymagają też orientacji w różnych dziedzinach, co przekłada się na sukces całej firmy. W tym celu przedsiębiorcy coraz chętniej organizują wewnętrzne szkolenia, które rozwijają potrzebne umiejętności. Co jednak zrobić, kiedy dopiero szukamy zatrudnienia?

Inwestycja w nowe kwalifikacje ma sens
W jaki sposób możemy uzupełnić nasze wykształcenie i dotychczas zdobyte doświadczenie? Właśnie przez udział w rozmaitych kursach, do których dostęp jest obecnie bardzo prosty. Warto przemyśleć sobie, w jakim kierunku chcemy dalej rozwijać karierę zawodową i jakie umiejętności okażą się niezbędne. Może pragniemy się całkowicie przekwalifikować? Nigdy nie jest na to za późno. W dążeniu to satysfakcjonującego życia zawodowego należy być elastycznym i nie trzymać się wcześniej przyjętych schematów. Warsztaty i szkolenia są jednak często dość kosztowne. Jeżeli nie mamy możliwości inwestycji w wybrany kurs, możemy szukać bezpłatnych rozwiązań. Oferują je, np. Urzędy Pracy. Czas, który poświęcamy na szukanie zatrudnienia, dobrze jest uzupełnić w podnoszenie poziomu swoich kwalifikacji, co da nam szansę na zdobycie jeszcze lepszej pracy i zdecydowanie wyższą pensję.

Gdy już uporamy się z trudnym okresem poszukiwania zatrudnienia i uda nam się otrzymać posadę, pojawia się stres związany z odnalezieniem się w nowej firmie. Obce środowisko, nieznani ludzie, obowiązki, którym trzeba sprostać- stres gwarantowany. Na szczęście znając kilka praktycznych sposobów, można ułatwić sobie pierwsze tygodnie w nowej pracy. Oto one:

Sposób 1: Otwartość na nowości
Trudno jest pokonać nieśmiałość. Szczególnie jeśli z natury jesteśmy introwertykami. Pozytywne nastawienie i otwartość na nieznane doświadczenia pomoże nam przezwyciężyć stres w pierwszych tygodniach w nowej firmie. Starajmy się wykazywać zainteresowanie, aranżować rozmowy ze współpracownikami i chętnie opowiadajmy o sobie- oczywiście nie należy przesadzić, aby nie zrazić do siebie poznanych kolegów.

Sposób 2: Wykazywanie inicjatywy
W nowej pracy musimy się wdrożyć w przydzielone zadania, ale też w kulturę firmy i panujące w niej zasady. Na starcie fajnie jest okazać zainteresowanie i angażować się w poznanie zakładu „od podszewki”. Osoba, która wprowadza nas w nasze obowiązki, chętnie odpowie na nurtujące pytania i niejasności. Aby pokazać, że nie jesteśmy tylko biernymi słuchaczami, możemy robić sobie krótkie notatki. Pomogą nam uporządkować zdobyte informacje i zapamiętać istotne kwestie. Proaktywność to ceniona zaleta.

Sposób 3: Organizacja środowiska pracy
Przydzielone biurko lub inne miejsce, w którym będziemy pracować, zorganizujmy według własnych zasad. Tak, aby czuć się komfortowo. Zadbajmy o przedmioty, które lubimy, np. ulubiony kubek albo zdjęcie rodziny. To drobiazgi, które sprawiają, że poczujemy się o wiele lepiej.

Sposób 4: Integracja poza pracą
Budowanie relacji to bardzo istotna kwestia. W pracy niestety nie ma czasu na zacieśnianie więzi z zespołem. Przeważnie są to ludzie, którzy współpracują ze sobą dłuższy czas i zdążyli lepiej się poznać. W takim przypadku dobrze jest się spotkać poza godzinami w firmie i spędzić ze sobą czas na płaszczyźnie prywatnej.

Sposób 5: Pozytywne nastawienie
Na początku jest trudno i trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Jeśli nie mamy ochoty znów rejestrować się w Urzędzie Pracy i szukać nowego zatrudnienia, dajmy sobie czas i myślmy pozytywnie. Wynajdywanie tego, co nam przeszkadza, może skutecznie utrudnić pełne poznanie nowego środowiska.

 

 

 

 

Trzy dni rozrywki w mieście nad Lipnem
Od 29 czerwca do 1 lipca mieszkańcy gminy Stęszew uczestniczyli Święcie grodu nad Lipnem. Na tę okoliczność przygotowano bogaty program imprez kulturalno-rozrywkowych.
Tak jak to robiliśmy na łamach „Kl” w minionych latach uczynimy to tematycznie.
UROCZYSTA SESJA RADY MIEJSKIEJ GMINY STĘSZEW
Świętowanie rozpoczęło się od ur oczystej sesji Rady Miejskiej Gminy Stęszew, która odbyła się w piątek (29.06) w sali widowiskowo – sportowej stęszewskiego Domu Kultury. Po powitaniu przybyłych burmistrz Włodzimierz Pinczak przybliżył to, co udało się zrealizować i to, co spędza sen z oczu mieszkańcom gminy. Przewinęła się feralna nie droga ekspresowa S 5.
Życzył wszystkim miłej beztroskiej zabawy i jak najlepszego spędzenia czasu. Przy tej okazji Burmistrz dokonał uhonorowania Pamiątkowym medalem „Serca, Myśli, Czyny” szczególnie zasłużonych ludzi dla gminy Stęszew. W tym roku byli to: Karolina Kula, Żaneta Gatniejewska, Marian Trojanowski, Zenon Kempa, Marian Cieniawa, Sławomir Wiśniewski.
ZAWODY WĘDKARSKIE DLA DZIECI
Jako pierwsi o godzinie 9-ej, 30 czerwca nad jeziorem Lipno do pojedynku na wędki stanęły dzieci. Każde z nich łowiło pod opieką osoby dorosłej. Rywalizowano o Puchar Burmistrza. Po zakończeniu zawodów odbyło się mierzenie i ważenie ryb i dalej ogłoszenie wyników. W kategorii zawodników zrzeszonych wygrał Julian Majorczyk, Drugi był Marcin Padurski, a trzeci Karol Napierała.
Wśród niezrzeszonych zwyciężyła Zuzanna Krawiec, którą opieką otoczyli dziadek Marek i babcia Agata Kaczmarek. Drugą lokatę wywalczyła Emilia Librowska a trzecią Nicole Trojanowska. Wszyscy uczestnicy zawodów wybierali nagrody. Najlepsi na dużej scenie na stadionie Lipna odebrała dyplomy i puchary.
WYSTAWY, EKSPOZYCJE, ZAJĘCIA
Pod namiotem na obiekcie Lipna swoje stoiska miały Muzeum Regionalne i Biblioteka Publiczna. Placówki pokazały książkowe zbiory i ostatnie wydania oraz zdjęcia. Tuż obok zaledwie cząstkę swoich eksponatów nawiązujących do Powstania Wielkopolskiego wyłożył Zbigniew Tomaszewski. Wojskowym Wilisem przyjechał Bogdan Lisak ze Zamysłowa. Było wielu chętnych do oglądania i przejażdżki „dżipem”.
W tej części rozłożył się też Dom Kultury. Wśród oferty przygotował m.in. mini boisko do piłki nożnej, oklejanie Dinozaura, zajęcia plastyczne.
UZNANIE DLA NAJLEPSZYCH UCZNIÓW, SPORTOWCÓW I HODOWCÓW GOŁĘBI
Burmistrz Włodzimierz Pinczak porosił na scenę najzdolniejszych uczniów z gminy Stęszew. Byli to: Anastasia Herasymeniuk, Zuzanna  Głowacka, Jakub Krym, Mateusz Bernart, Patryk Kaczmarek, Julia Cicha,
Wyróżnienie za szczególne osiągnięcia w innych dziedzinach życia szkolnego, poza Anastasią Herasymeniuk  i Zuzanną Glowacką (które otrzymały odpowiednio tytuł „Uzdolniony artystycznie” i „Społecznik”) otrzymali: Anna Tomaszewska, Aleksandra Wróbel, Tymoteusz Ratajczak, Tymon Stefaniak,
Od Burmistrza odebrali gratulacje i upominki.
Po nich na scenie pojawili się piłkarze Lipna Stęszew, którzy wywalczyli awans do klasy Międzyokręgowej. Otrzymali gratulacje i medale, a prezes Lipna Dariusz Przynoga paterę z nadrukiem na okoliczność historycznego awansu.
Podczas Święta Stęszewa odbył się turniej szachowy o Puchar Burmistrza. Najlepsi w królewskiej grze byli : w kategorii junior I Mateusz Hałas, II Paulina Rozumek, III  Bernard Zenker. W kategorii senior I miejsce zdobył Dawid Niekraś. II Dawid Bajerlein, a III Katarzyna Huchwajda. Otrzymali też okazałe puchary.
Na scenie ze swoimi najlepszymi gołębiami z niemieckiego miasta Bunde pojawili się najlepsi hodowcy gołębi pocztowych. Byli to: Henryk Mańka, II Czesław i Ryszard Walich, III Jacek Stróżyk.
Po odebraniu pucharów i upominków wypuścili swoje patki z klatki.
Na dużej scenie nagrodzono również laureatów konkursu plastycznego „100” Rocznica Powstania Wielkopolskiego oczami dzieci i młodzieży” zorganizowanego przez Dom Kultury. Upominki otrzymali: Rozalia Dolczewska, Paweł Przybyła, Dawid Gawron, Adam Pachurka, Jakub Szczeszek, Martyna Szenfisz, Gabriela Bendlewska, Vanessa Jeziorecka, Jowita Wiśniewska, Agnieszka Konieczna, Zuzanna Czarnecka
ROZRYWKA: KONCERTY, KABARET
Ten punkt jak zwykle był przygotowany pod wszystkich. Szczególne powody do radości mieli fani Dawida Kwiatkowskiego. Dziewczyny zakochane w idolu przyjechały na jego występ już w piątek wieczorem i koczowały pod sceną na boisku. Pozostałe fanki dojeżdżały z różnych części kraju od rana do południa.
Po nim swoją godzinę miał „hodowca kur z Hociul”, czyli Grzegorz Halama. Miał też swoich widzów, którzy lubią go za dość specyficzny humor i żarty.
Licznie przybyli na stadion sympatycy grupy ENEJ. Muzycy ze swoim liderem dali „czadu”. Z ekspresją wykonali swoje najlepsze przeboje i nowe mało znane. Kilku tysięczna widownia była zachwycona i oczywiście wymusiła bisy.
Do późnych godzin nocnych mieszkańcy gminy Stęszew bawili się przy muzyce DJ.
ZAWODY SPORTOWE
Po solidnej rozgrzewce 1 lipca o godz. 11.00 amatorzy Nodric Walking wyruszyli do „Marszu po zdrowie”. Nie chodziło w nim o miejsce, ale rekreacyjne zaliczenie trasy. Wszyscy ukończyli marsz i w podzięce otrzymali od Burmistrza upominki.
Na mecze o Puchar Burmistrza w niedzielne popołudnie 1 lipca czekali kibice futbolu. Ostatecznie do zmagań stanęło pięć drużyn. Nie wstawiła się ekipa LZS Wronczyn. Zespoły rozlosowano do dwóch grup. We fazie grupowej rywalizowano 1×20 minut. W pół finale i finale jeden raz 25 minut.
W turnieju bardzo dobrze radziła sobie młodzież Lipna wzmocniona kilkoma doświadczonymi graczami. Ostatecznie to oni we finale pokonali starszych kolegów Oldboyów Lipna i zasłużenie sięgnęli po Puchar Burmistrza.
Zawody były ciekawe a co najważniejsze bez złośliwych fauli i pyskówek.
Poniżej pełne statystyki z wynikami składami drużyn oraz najlepszymi zawodnikami turnieju.
GRUPA A
Spójnia Strykowo: Patryk Kurowski, Kacper Sobański, Krzysztof Rozumek, Dawid Brojakowski, Dariusz Idkowiak, Łukasz Idkowiak, Maciej Urbaniak, Miłosz Walkowiak, Dawid Pogorzelczyk, Marcin Kalinowski, Radosław Łuczak, Damian Karasiewicz
Lipno Stęszew: Kamil Jaskulski, Alan Czekała, Tomasz Dutkiewicz, Norbert Kozłowski, Sebastian Wojtkowiak, Dominik Kostrom, Michał Sobolewski, Michał Odoliński, Karol Krzyżański, Patryk Przybyła, Bartłomiej Jóźwiak, Mateusz Wojnowski, Bartosz Soroczyński, Piotr Losiak
Okoń Sapowice: Beata Konieczna, Błażej Krupa, Dawid Cichy, Arkadiusz Kandulski, Dominik Bogusławski, Leszek Antkowiak, Arkadiusz Witkowski, Mariusz Ziemliński, Krystian Zielewicz, Jakub Kaczmarek, Dominik Konieczny, Wojciech Koszyczarek, Krystian Gatniejewski
GRUPA B
LZS Wronczyn: drużyna nie stawiła się na turniej ?!
Drużyna Romana Dyby: Damian Frączak, Adrian Derda, Radosław Sobieraj, Krzysztof Nowak, Łukasz Piątkowski, Dariusz Witkowski, Tomasz Francuz, Robert Witkowski, Błażej Lisiewski, Sławomir Dopierała, Jacek Pieróg, Łukasz Witkowski
Lipno Oldboys Stęszew: Janusz Leśniczak, Piotr Morszner, Hubert Wachowiak, Krzysztof Jędroszyk, Arkadiusz Wiśniewski, Tomasz Teszner, Bartosz Waszkowiak, Tomasz Brodowski, Jakub Ławniczak, Dawid Wojciechowski, Jerzy Blejwas, Marcin Sworek, Jan Alejski, Tomasz Ludwiczak, Bartosz Glapiński, Rafał Pieróg
WYNIKI SPOTKAŃ
Lipno Stęszew – Spójnia Strykowo 2:0
LZS Wronczyn – Drużyna Romana Dyby – walkower
Lipno Stęszew- Okoń Sapowice 3:0
LZS Wronczyn – Lipno Oldboys Stęszew – walkower
Spójnia Strykowo – Okoń Sapowice 0:1
Drużyna Romana Dyby – Lipno Oldboys Stęszew 0:2
Półfinały
Lipno Stęszew – Drużyna Romana Dyby 5:0
Lipno Oldboys Stęszew – Okoń Sapowice 0:0 (4:3 w karnych)
Dopiero w rzutach karnych starsi Lipna pokonali ambitną ekipę Romana Dyby 4:3 i zajęli III miejsce. .
Okoń Sapowice – Drużyna Romana Dyby (4:1 w karnych)
FINAŁ
Lipno Stęszew – Lipno Oldboys Stęszew 2:1
Młodzież Lipna prowadziła już 2:0 i myślała już o wygranej. Starsi z kolei nie poddali się i zdobyli kontaktową bramkę i końcówka była lekko nerwowa. Skończyło się jednak na wygraną młodego Lipna.
Najlepszym piłkarzem uznano Sebastiana Wojtkowiaka (Lipno Stęszew)
Bramkarzem numer jeden został Janusz Leśniczak (Lipno Oldboys Stęszew)
Najlepszym strzelcem by Patryk Przybyła (Lipno Stęszew)
ROZGRYWKI AMATORSKIE NA ORLIKU
W niedzielę nagrodzono amatorskie drużyny biorące udział w rywalizacji na Orliku w koszykówce i siatkówce.
INNE ATRAKCJE
Dla dzieci były trampoliny, dmuchane budowle, pociąg i basen z „parowcami”, malowanie buzi i bańki mydlane. Były liczne stoiska handlowe, które serwowały napoje i jedzenie. Była też loteria cegiełkowa na rzecz Lipna. Cieszyła się dużym zainteresowaniem.
Święto Stęszewa przeszło do historii. Dużo się działo. Najważniejsze, że ludzie świetnie się bawili w spokoju i bezpiecznie.
Seweryn Kaczmarek

Emocje wokół „ekspresowej piątki” nie maleją

Każda cierpliwość ma swoje granice. Nerwy, oczekiwanie na poprawę sytuacji rodzi frustrację i złość. Narastają emocję. Ludzie żyjący w niepewności i stresie szukają sposobów na rozwiązanie problemów, które utrudniają im życie. Chwytają się różnych, niekiedy radykalnych metod, by osiągnąć cel. Tak jest w przypadku mieszkańców gminy Stęszew. 

W dniu 22 czerwca mieszkańcy Będlewa i Wronczyna, przy poparciu ludzi ze Stęszewa i innych wiosek zorganizowali protest przeciwko wstrzymaniu prac na budowie drogi ekspresowej S5, na odcinku Głuchowo koło Poznania – Wronczyn. Nie zostały dotrzymana przez wykonawcę oraz Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad terminy zamknięcia, a potem otwarcia skrzyżowania drogi wojewódzkiej nr 431 z drogą krajową nr 5.

Protest 22 czerwca polegał na blokowania ruchu na przejściu dla pieszych na pasch drogi krajowej S-5 w Zamysłowie. Był wyrazem bezsilności i zniecierpliwienia wobec obecnej sytuacji. Niemniej przebiegł bez zakłóceń.

Przypomnijmy, że od września 2015 roku budowany jest na terenie gminy Stęszew odcinek drogi ekspresowej S5: Głuchowo – Wronczyn.

Inwestycja ta była wyczekiwana przez wiele lat i miała być rozwiązaniem większości problemów komunikacyjnych, nie tylko gminy Stęszew, ale i sąsiednich. Niestety tak się nie stało, ponieważ wykonawca wspomnianego odcinka bardzo opieszale prowadził budowę, by po pewnym czasie całkowicie ją opuścić. Na placu przypominającym „księżycowy krajobraz”, poza resztkami materiałów budowlanych, nie pozostało nic.

Sytuacja ta jest szczególnie trudna, bo część mieszkańców stęszewskiej gminy, prawie rok temu (w sierpniu 2017) została „odcięta komunikacyjnie od świata”. Mowa tu o zamkniętym skrzyżowaniu DW 431 z DK 5. Mieszkańcy Będlewa, Wronczyna, Zaparcina i inni miejscowości, zmuszeni zostali docierać do pracy, szkół, do lekarza, po zakupy kilkunastokilometrowymi objazdami. Uczniowie, by dojechać do szkoły mieszczącej się w sąsiedniej miejscowości dowożeni są przez teren ościennej gminy.

Prace na wspomnianym odcinku, jako jeden z etapów budowy drogi S5 miały zostać zakończone w listopadzie 2017 roku..

Tak się nie stało. Na przełomie 2017 i 2018 roku warunki atmosferyczne, według firmy TOTO, nie pozwalały na kontynuację prac. Wczesną wiosną szły one bardzo opieszale, a termin zakończenia przedłużony został do maja 2018 roku, by w końcu dotrzeć do dnia, kiedy wykonawca zszedł z budowy. Po tym fakcie oraz w obliczu wyczerpania wszelkich pisemnych możliwości interwencji; w sytuacji, gdy kolejne zapewnienia inwestora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nic nie zmieniły; mieszkańcy podjęli decyzję o proteście.

Media poruszone przez ogłoszenie protestu doctarły z pytaniami do Generalnej Dyrekcji i doprowadziły do tego, że jej przedstawiciele razem z przedstawicielami wykonawcy – firmy TOTO pojawili się w gminie. Byli 21 czerwca na XXXVIII sesji Rady Miejskiej. Z ich strony padły – przy szerokim gremium – deklaracje, że firma wraca na budowę i dokończy prace, a newralgiczny wiadukt zostanie otwarty do końca lipca.

Rzeczywistość na dzień dzisiejszy wygląda mało ciekawie. Na placu budowy, pomimo zapewnień inwestora i wykonawcy jest niewielu pracowników, sprzętu i maszyn.

O sytuacji związanej z tą inwestycją rozmawiał z redaktorem „Kl” burmistrz gminy Stęszew.

*Jakby Pan opisał sytuację związaną z budową drogi S5 – odcinka biegnącego przez gminę Stęszew?

– Ostatni czas to gehenna i ciągłe przerzucanie się pismami z GDDKiA oraz firmą TOTO. Na bieżąco monitorowaliśmy sytuację na placu budowy i zgłaszaliśmy inwestorowi wszelkie wątpliwości, nie przestrzeganie zapisów umów przez firmę TOTO. Korespondencja z tego czasu to 6 segregatorów. Ostatnie miesiące, czyli nie wywiązanie się z terminu otwarcia skrzyżowania DW431 i DK5 i zejście wykonawcy z budowy, to już dramat. Poza mną, pisał też sołtys Wronczyna i mieszkańcy tej miejscowości. W marcu i kwietniu zgłaszali swoje problemy. W przejmującym apelu prosili o pomoc instytucje i posłów. Na początku czerwca (2.06) byliśmy z sołtysem Wronczyna i Będlewa na spotkaniu z posłami. Nasz argumenty były przysłowiowym „grochem o ścianę?. Dopiero ogłoszenie przez mieszkańców protestu na drodze „ruszyło” sprawę, choć nie wiem, czy nie są to ruchy pozornie.

*Mówi Pan o tym, że po ogłoszeniu protestu sprawę ruszyły media.

– Tak. Za mediami pojawił się również na sesji przedstawiciel inwestora i wykonawcy. Solennie obiecywali, że prace na S5 zostaną dokończone, a najważniejszy dla nas wiadukt otwarty zostanie do końca lipca. Zapewnili też, że firma TOTO powróci na budowę 25 czerwca. Dziś jest już kilka dni po tej dacie, ale niewiele się tam dzieje.

*Czy to znaczy, że były to tylko „pozorowane ruchy, mające na celu odwieść mieszkańców od protestu?

– Trudno jest mi to jednoznacznie stwierdzić, ale mogą oni odnieść takie wrażenie.

*Decyzja o organizacji protestu przez większość mieszkańców oceniana była pozytywnie, jako w pełni uzasadniona. Tak wynika m.in. z komentarzy w mediach.

– Też jestem tego zdania. Głosy poparcia docierały także od mieszkańców sąsiednich gmin – Komorniki i Dopiewo, dla których zakończenie budowy S5 jest równie ważne.

*Jak więc wyjaśni Pan program, jaki pojawił się w telewizji publicznej i bardzo ostre komentarze, sugerujące, że protest, to sprawa polityczna?

– Trudno to komentować, w sytuacji, gdy przygotowujący go dziennikarze nie bardzo wiedzieli, o czym mówią. Zaprosiłem ich z resztą, by w terenie pokazać jak wygląda rzeczywistość mieszkańców gminy. Nie skorzystali z zaproszenia.

*A jak odniesie się Pan do zarzutów osoby, która pojawiła się w telewizji publicznej, jako przedstawiciel mieszkańców i zarzucił Panu upolitycznienie sprawy oraz to, że mógł Pan wiele miesięcy temu rozmawiać z wykonawcą, by udrożnił węzły dla mieszkańców?

– Brak mi słów. Taka wypowiedź pada z ust osoby, która powinna znać doskonale obowiązujące procedury (a ewidentnie nie orientuje się w sytuacji). Powinna pamiętać, że na inwestycję krajową nie ma realnego wpływu ani burmistrz, ani radni. Co więcej, jak widać po naszych prośbach, do posłów, czyli osób, które mogłyby rzeczywiście pomóc, nawet oni nic w tym temacie nie zmienili? Skoro GDDKiA, jako inwestor płacący wykonawcy za pracę nic nie może to, jaką moc mam mieć ja? TOTO nie jest zależne od gminy. Analizując wypowiedź tego rzekomego przedstawiciela mieszkańców i komentarze TV publicznej powiedziałbym, że lepiej by pewnie było, gdybym nie pilnował sytuacji, nie monitował w sprawie. Miałem siedzieć cicho. Nie byłbym wtedy niewygodny i nie psułbym humoru niektórym posłom. Gdybym miał się obawiać zarzutów o upolitycznianie spraw, to przez całą kadencję nic nie mógłbym robić, bo wszystko może być dla kogoś niemiłe. Mam pełną świadomość, że niezależnie od tego, czy moje działania są słuszne, czy nie, będę napiętnowany, bo jestem z PSL i w dodatku nie jestem spolegliwy.

*Czyli protest mieszkańców, to nie Pańska kampania wyborcza?

– Wolne żarty! Mieszkańcy mają prawo wyrażać swoje niezadowolenie. Czy każdą taką sytuację mamy teraz odczytywać, jako polityczną? Poza tym, nie znam jeszcze nawet terminu wyborów, bo nie zostały ogłoszone. Może inni je znają? Według mnie, sprawa została raczej wykorzystania przez telewizję publiczną do wypromowania nowego działacza partii rządzącej w naszej gminie. Ja nie muszę takich działań podejmować.

*Tak Pan ocenia ten materiał?

– Dokładnie tak. Jak wytłumaczyć czynny udział w proteście osób, które później do kamery wyrażają swoją dezaprobatę wobec akcji? Po co tam byli? Poza tym, łatwo teraz, gdy „mleko się wylało” i prace na budowie stanęły szukać winnych wśród niewinnych. Mieszkańcy – winni, bo robią mi kampanię, ja – winny, bo ich do tego namówiłem. To ewidentna próba przerzucenia odpowiedzialności. Zresztą przedstawiciele partii rządzącej sami niedawno nas zapraszali na spotkanie w sprawie m.in. S5, jakie zorganizowali w Stęszewie. Chcieli poznać opinię mieszkańców, ich stanowisko w tej sprawie. Pomimo przedstawienia im konkretnych faktów, nawet wtedy nic nie zrobili. Dopiero szeroko nagłośniony protest uświadomił im, jak bardzo sprawę zawalili, jak zagrożona została ich pozycja polityczna. Audycją w TV publicznej próbowali się ratować i pozbyć winy.

*Smutne są to konkluzje. Chciałoby się wierzyć, że zarówno inwestor, jak wykonawca dotrzymają słowa i budowa zostanie zakończona.

– Również chcę w to wierzyć. Newralgiczny dla nas na tę chwilę jest wiadukt (skrzyżowanie DW 431 z DK 5), ale w sumie, na terenie naszej gminy jest ich aż 5, a nie, jak wydaje się osobom niezorientowanym tylko jeden – w Zamysłowie. Dodatkowym tematem są też przejścia dla zwierząt. Pracy jest jeszcze dużo, by zapewnić przepustowość całego odcinka S5 i ułatwić życie nie tylko naszym mieszkańcom, ale i tym z gmin sąsiednich.

*Dziękujemy za rozmowę i wypatrujemy z niecierpliwością zapowiadanego i pełnego powrotu wykonawcy na plac budowy.

# Od kilku dni na wspomnianej budowie drogi ekspresowej S-5 ruszyły prace. Odżyły nadzieje na jej ukończenie. Czas pokaże, czy obietnice złożone przez GDDKiA oraz firmę TOTO zostaną dotrzymane.

Warto w tym miejscu dodać, że protest mieszkańców i walka władz Stęszewa o dokończenie inwestycji odniosły pożądane skutki. Na łamach naszej gazety będziemy informować czytelników o tym, co się dzieje z tą i wokół tej inwestycji.

               

 

Nenufar Club – coś fajnego dla   każdego

Nenufar Club z Kościana jest parkiem, który zasłyną z pirackich wypraw tratwami po mostach i kanałach w poszukiwanie skarbów, z miniaturowych budowli wiata, indiańskich wigwamów, domów na drzewach i wiele innych organizowanych tam zabaw. Jest też część o nazwie Świat Bajek. To malownicza część parku, w której można zobaczyć dwadzieścia domków, przedstawiających najpopularniejsze bajki. Wewnątrz baśniowych domków zamieszkuj takie postaci, jak smerfy, trzy świnki, pinokio i gepetto, kopciuszek oraz wiele innych. Nenufar club w tym roku rozrósł się o kolejne atrakcje. Jest dom stojący dachem do dołu i kręcący się wokół swej osi, jest także dom zwany Czarna dziura i wiele innych atrakcji. To jedyny w swoim rodzaju park rekreacyjny, który oferuje atrakcje tak dla dorosłych, jak i dla dzieci. Mieści się na obrzeżach Kościana, w dolinie rzeki Obry. Nenufar Club położony jest w zacisznym zakolu kanału obrzańskiego. Zajmuje ok. 6 hektarów, z czego prawie trzy, to połączone akweny wodne. Bawią się tu dzieci i dorośli. Wiele osób szuka dogodnego miejsca dla weekendowego wypoczynku. Dorośli uczestniczą w tak zwanym pirackim

wieczorze, czyli programie animacyjnym dla dorosłych. Szereg gier i zabaw integracyjnych, nocny rejs tratwami z pochodniami, ognisko i pirackie harce to tylko niektóre elementy wieczoru pirackiego, które sprawiają, że impreza firmowa, czy też rodzinna staje się przygodą. W sąsiedztwie parku funkcjonują restauracje z tarasami i łączące akweny wodne parku. Goście w okresie letnim mogą być na świeżym powietrzu, mogą podziwiać piękno przyrody, smakując potrawy. Jest też hotel położony tuż obok. Do dyspozycji gości są 2-osobowe pokoje. * * *

Przed nami coraz dłuższe i cieplejsze dni. Dużo słońca i wysokie temperatury zachęcają do wspólnego biesiadowania na świeżym powietrzu. Warto zaprosić do Nenufar Clubu. Do dyspozycji zwiedzających są stanowiska piknikow e, grille, możliwość rozpalenia ogniska, place zabaw dla dzieci, wioska indiańską, wioska egipska, wypożyczalnia kajaków, tratwy. Czynne codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00 – 18.00,

w soboty, niedziele i święta od 10-ej do 21-ej.(maz)

Jak to z Żydami w Polsce było część 10

ZBIGNIEW TOMASZEWSKI – MOTTO: *Człowieku, gdy Cię zaatakuje jeden duży, mądry pies masz szansę się obronić, gdy Cię zaatakuje czternaście malutkich, głupich szczekających piesków, nie masz żadnych szans.

„W życiu człowieka pięknych jest tylko kilka chwil, reszta to skrzypiący frazes żałosnego fakira”.

JAN ZIEJA – CYTATY: *Uwielbienie Polaków dla papieża ma źródło nie w jego nauce, lecz w jego polskości. *Nawet jeśli ktoś spełnia obowiązki religijne, a nie pielęgnuje miłości lub żyje z niechęcią do ludzi, nie jest praktykującym chrześcijaninem. *Nauczyłem się patrzeć na wojnę, jako na coś niemoralnego, nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. *Klerykalizm jest wtedy, gdy księża uważają, że trzeba ich słuchać we wszystkich sprawach społecznych, bo są księżmi. Jeśli tak, to nie ma na tej sali większego antyklerykała, niż ja. *Jeżeli komuś brak chleba, to dlatego, że ktoś drugi ten chleb skradł. Skradł, gromadząc u siebie nadmiar! *Całe nasze życie jest pielgrzymką.

 

W ostatniej 9 części zakończyłem opis męczarni czternastu zwykłych bab wiejskich w Doruchowie, które po strasznych torturach spalono na stosie. Był okres w historii, że zbrodnie Watykanu sięgały zenitu. W samej Europie spalono na stosach około miliona kobiet i mężczyzn oskarżonych o czary. Cesarz Rzymu Konstantyn wprowadził chrześcijaństwo, bo łudził się, że odzyska imperium rzymskie. Nigdy nie przypuszczał, że z powodu jego pomysłu nie tylko odzyskano imperium rzymskie, ale na dzień dzisiejszy połowę świata. I tu widzimy, jaką silną bronią jest złoto, krzyż, intrygi, sztylet i trucizna. Można zawładnąć połową świata, do dzisiaj ludzie panicznie boją się nawet mówić o zbrodniach kościoła watykańskiego.

Przytoczę tylko jeden przykład, jaką siłę ma Watykan. Na początku lat dziewięćdziesiątych moim guru był ksiądz Zieja z Warszawy. Był dla mnie wzorem, pojechałem nawet do Warszawy na jego pogrzeb. Był kapelanem polskich wojsk w wojnie z robotnikami rosyjskimi (bolszewikami). Znali go osobiście Józef Szyfter (lotnik) ze Stęszewa i Andrzej Kopa z Trzcielina (dowódca frontu zachodniego Powstania Wielkopolskiego). Zdobył prawie bezkrwawo lotnisko na Ławicy i 83 nowe samoloty, które były w częściach w hangarze Zepelina w Poznaniu na Winiarach. Bez poznańczyków i tych samolotów nigdy nie byłoby cudu nad Wisłą. I właśnie mój idol, który całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz. I tu byłem w szoku, dlaczego ksiądz Zieja przed śmiercią wysłał do Watykanu do Karola Wojtyły, którego znał osobiście kilka listów, aby papież spowodował, aby w Polsce nie było kary śmierci? Nie wiem, co nim kierowało? Całe życie twierdził, że zło tylko złem zabijesz, a przed śmiercią zmienił zdanie. Tu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, że ponad 40-milionowy naród nie miał prawa decydowania, dwoje ludzie zdecydowało o tym, że w Polsce nie ma kary śmierci i powstała sytuacja patologiczna. Morderca gwałci i ze szczególnym okrucieństwem zabija 12-letnią dziewczynkę. Dostaje wyrok dożywocia, a ojciec i matka dziecka muszą pracować na człowieka, aczkolwiek trudno tak o nim pisać, bo nie zasłużył na to, aby tak go nazywano.

Można tu wspomnieć przysłowie europejskie „nie ma takiej siły, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Jeszcze wspomnę słowa, które napisał ksiądz Zieja: „Imię moje człowiek, nie jestem na ziemi sam, podobnych do mnie są miliony, gdziekolwiek pojadę, pójdę, nawet na koniec świata, będę pamiętał, że jestem Polakiem.”

Pamiętam pierwszy raz czytałem te słowa, gdy miałem 14 lat. Do dzisiaj czuję, jak wtedy łzy z moich oczu płynęły po policzkach.

Ciąg dalszy nastąpi,

Zbigniew Tomaszewski

JUBILEUSZ SZKOLNY I LOKACJI GRADOWIC

W sobotę Szkoła Podstawowa w Gradowicach, w gminie Wielichowo świętowała swoje 120-lecie istnienia połączone było z obchodami 710-lecia lokacji Gradowic.

Historię powstania szkoły w Gradowicach przedstawiła p.o. dyrektora Renata Jarosz.

Budynek powstał w latach 1897-1898. Mieściły się w nim trzy sale lekcyjne oraz dwa mieszkania nauczycielskie,

Szkoła była placowką cztero klasowa, najpierw sześć a później siedmio oddziałowa.

W marcu 1945 roku odbyło się uroczyste otwarcie zamkniętej przez okres wojny szkoły.

W roku szkolnym 1947/48  po raz pierwszy wydano dzieciom Świadectwa ukończenia klasy siódmej.

W latach 1919-2018 historie szkoły tworzyło dwanaścioro kierowników i dyrektorów – Jan Ostrowicz, Julian Błażejczak, Cecylia Błażejczak, Irena Grygiel, Maria Dziamska, Roman Jagaciak, Ksawery Piekarski, Stanisław Jacyno, Danuta Rożek, Grażyna Szaferska, Elżbieta Dudzińska oraz obecna pani dyrektor Agnieszka Rabiega.

W latach międzywojennych do placówki uczęszczało stu siedemdziesięciu uczniów, a w najliczniejszym roczniku w roku szkolnym 1962/63 stu siedemdziesięciu dwóch uczni.

Ogółem szkolne mury po II wojnie światowej opuściło prawie siedemset uczniów.

Obecnie szkoła ma status szkoły społecznej, uczęszcza do niej czterdziestu siedmiu uczniów z klas 0, I-IV.

Jak zapisano w kronice szkoły w latach 1958/59 dzięki funduszom zebranym przez Komitet Rodzicielski zakupiono  radio :Stolica: adapter Karolinka i siedem płyt długogrających przy którym zorganizowano wieczorek taneczny.

W listopadzie 1958 roku w szkole odbyła się pierwsza zabawa przy elektrycznym świetle.

W czwartki natomiast odbywały się wieczorne seanse kina objazdowego z Wielichowa.

W roku szkolnym 2017/18  uczniowie tej szkoły Kinga Franek, Julia Piechota, Szymon Szewczyk, Mikołaj Biskup pod opieką nauczycielki Grażyny Koller wzięli udział w projekcie historycznym KAMIENIE PAMIĘCI organizowany przez Instytut Pamieci Narodowej , którego finał odbył się w maju 2018 roku.

Historie 710-lecia lokacji Gradowic przedstawił dyrektor CK Pod Wierzą w Wielichowie Paweł Michalski. – wieś położona w woj. wielkopolskim powiat grodziski, gmina Wielichowo 3,5 km na NW od Wielichowa. Własność książęca , potem rycerska, od 1308 biskupa poznańskiego decyzja Henryka ks. Głogowskiego. Zmiany w nazewnictwie 1308 Gradovicze, 1433 Gradowycze, 1510 Gradowicze, 1563 Gradowice, 1815-1848 Gradowiec,

W 18137 roku Gradowice liczyły 314 mieszkanców 36 domostw, w 2017 roku Gradowice liczyły 581 mieszkańców i 128 domostw.

W wiosce znajduja się dwie kaplice p.w. św. Józefa 1988 roku oraz kapliczka poświęcona Matce Bożej z 1929 – zniszczona przez Niemców w 1940 roku, odbudowana w 1956 roku.

Wielu Gradowiczan uczestniczyło w Powstaniu Wlkp. 1918 rok walcząc w kompanii wielicho wskiej. Polegli m.in. Stanisław Kaczmarek, Leon Burmistrzak, Pochowani na cmentarzu w Wielichowie.

Obecnie sołtysem Gradowic gmina Wielichowo jest Ryszard Karpacz.  Najstarszą mieszkanką Gradowic i absolwentka szkoły jest 98 letnia Marianna Drgas.

Dla wszystkich gości, mieszkańców i absolwentów na boisku szkoły przygotowano kawę domowe ciasto i ciepły posiłek. (MK)

Trzeci, letni turniej w kopa sportowego w Zbęchach

Puchar Burmistrza Krzywinia dla Jerzego Cieślaka

W niedzielę 8 lipca br. pod namiotem w Centrum Rekreacji i Wypoczynku w Zbęchach, w gminnie Krzywiń odbył się Trzeci, Letni Turniej w Kopa Sportowego o Puchar Burmistrza Miasta i Gminy Krzywiń. Rozgrywany został w ramach festynu „Wianki”. W imprezie wzięło udział 124 zawodników, w tym 4 panie.

Turniej rozgrywany był w klasyfikacji indywidualnej oraz w klasyfikacji kobiet, zgodnie z regulaminem Wielkopolskiej Ligi Kopa Sportowego.

Zawody wygrał Jerzy Cieślak z Kościana, który zgromadził 18 punktów dużych i 89 małych. Zwycięzca wywalczył puchar ufundowany przez Burmistrza Jacka Nowaka.

Drugie miejsce zajął Aleksander Majsnerowski z Jutrosina. Za „srebro” odebrał puchar Wiceburmistrza Krzywinia Bartosza Kobusa.

Na trzeciej lokacie uplasował się Zdzisław Kaźmierczak z Kluczewa. Odebrał puchar, który ufundowała przewodnicząca Rady Miasta i Gminy Krzywiń Krystyna Motławska.

Na kolejnych miejscach zawody ukończyli: IV Bogdan Latanowicz z Krzemieniewa, V Jacek Walter z Poladowa (gmina Śmigiel), VI Ireneusz Warzybok z Chludowa, VII Andrzej Sobkowiak z Poznania, VIII Andrzej Skórzewski z Kobylnik, IX Ryszard Woźniak z Piasków, a X miejsce przypadło dla Jakuba Grygiela z Siedlenina.

Kategorię kobiet wygrała Barbara Skórzewska z Kobylnik gmina Kościan. Odbrała puchar ufundowany przez sołtysa wsi Zbęchy Zbigniewa Zielińskiego

W klasyfikacji indywidualnej pierwsza trójka otrzymała puchary a dla 30 najlepszych zawodników organizatorzy przygotowali nagrody.

Nagrodę ufundowaną także przez sołtysa otrzymał najstarszy zawodnik turnieju Leonard Majchrzak z Kobylina.

Puchary i nagrody wręczał sołtys Zbęch.

Nad sprawnym i regulaminowym przebiegiem turnieju czuwali Adam Wysocki i Grzegorz Ratajczak (sędzia główny zawodów) z Kościańskiego Stowarzyszenia Kopa Sportowego. KSKS było współorganizatorem imprezy.

Profesjonalną obsługę techniczną zawodów zapewniła Agata Ratajczak.(k)

Za, a nawet przeciw

– Tak sobie myślę, że mój dziadek, którego niestety nie pamiętam, w wielu sprawach miał rację. Mawiał między innymi, że głupich nie sieją, ale sami się pchają na ten świat. Skoro już się na min pojawią, to w przewadze patrzą, jakby coś spieprzyć i przy tym jeszcze się obłowić. Nie grzeszący rozumem udają mądrych stroniąc od pracy. Łasi są – i to ogromnie – na władzę. Dziadek dodawał też, że jak nie ma wojny, co dwadzieścia lat, to się ludzie nie szanują i bez powodu atakują – mówiące te słowa Marian Lichy chciał jeszcze coś dołożyć, ale przerwał mu kumpel Hipolit Mizerka.

– Powiedz mi przyjacielu, bo czegoś nie rozumiem, jak możesz cytować dziadka, którego nie znałeś?

– To już sam powinieneś widzieć – odparł Marian, że ważne powiedzenia, przysłowia, ba prawdy, przekazują rodzice. W tym przypadku był to mój ojciec. Pewnie, że dziadka nie pamiętam, bo urodziłem się grubo po wojennej zawierusze. Zapewniam cię jednak, że jego przekaz jest ciągle żywy i aktualny.

– Trochę dzisiaj mnie zaskoczyłeś. Ty, stary jajcarz, tym razem mówisz z sensem, a do tego poważnie w tematach, które nie są, ani łatwe, ani proste. Co leży ci na wątrobie?- zapytał Hipolit.

– Już zaspokajam twoją ciekawość – szybko zaczął Marian. Jeden taki Kajetan Smolny z dobrego serca, za darmo dał swojemu bratu Ignacowi płytki ceramiczne do łazienki. Ten drugi był straszny chytrus i jak to mówią „gówno by spod siebie zżarł”. Swoją łazienkę miał zrobioną i tak naprawdę, to kafelków nie potrzebował. Skoro jednak spadły mu z nieba i to za „friko” wykombinował, że przekaże je najmłodszemu z braci Janowi, oczywiście nie za darmo. Chytrus do brata jeszcze powiedział, że nie chce, ale musi się płytek tanio pozbyć, bo mu zawadzają. Sądził w swojej głupocie, że to się nie wyda i w rodzinie nikt się nie dowie o jego szwindlu. Sprawa się rypła za sprawą ich siostry Hiacynty, która z zazdrości, że to nie ona kafelki dostała, wygadała wszystkim po kolei, włącznie z rodzicami. Smrodek rozszedł się po bliższych i dalszych krewnych. Ty wiesz, że Ignac to taki macher – więc jeszcze się obraził, że go szkalują. Tłumaczył, że owszem dostał kafelki, ale przez tydzień je pilnował. Wyszło mu na to, że nie mógł płytek przekazać dalej, ale sprzedać bratu, aby zwróciło mu się czuwanie nad tym, aby ich nikt nie ukradł.

– Przecież to jest normalne świństwo, aby nie rzec skurwesyństwo. To nie mógł być ich rodzony brat, ale jakaś hiena – wyrwał się Hipolit.

– Masz rację i podzielam twoją złość. Mogą bulwersować słowa Ignaca mówione podczas przekazywania płytek bratu – „nic chcę, ale muszę”– spokojnie komentowł Marian.

– Ty wiesz, że przypomniał mi się taki jeden elektryk z Wybrzeża, który jako pierwszy użył tego zwrotu. Było to w bardzo ważnych sytuacjach, które decydowały o istnych sprawach dla ludzi w kraju. Nie chcę ciągnąć wątku o nim, bo okazał się być, najdelikatniej mówiąc – niegodziwy. To ten, co obiecał mi „sto milionów”, a do dzisiaj nie dał, ani kasy, ani wędki, którą zaoferował zamiast ryby. To były jego słowa „nie chce, ale muszę” – z wyraźną złością w głosie mówił Hipolit.

– Wyobraź sobie, że wiem, o kim mówisz. Ten gościu ma wiele wspólnego z tym moim Ignacem – wtrącił Marian.

– A to niby, co takiego? – zapytał Hipolit.

– Sumiastego wąsa i zmysł do nieładnych zagrywek – śmiejąc się rzekł Marian.

– Poczekaj – zareagował Hipolit – bo mam też takiego jednego na oku. Przypomniał mi się też taki jeden Leon Pisiak. Ten nie ma wąsa, ale wiele cech, o których przed chwilą mówiliśmy. On nie wie nawet, że ktoś kiedyś powiedział „nie chcę, ale muszę”. Stosuje natomiast zasadę, że może być „za, a nawet przeciw”.

– Stop! Stój przyjacielu! Przecież to są słowa tego samego gościa z Wybrzeża – nie wytrzymał Marian.

– Dokładnie tak, kolego – odparł Hipolit – i już ci mówię, co mam na myśli. Lesio starł się być tam, gdzie jest zamieszanie i kogoś, kogo nie lubi, atakują. Był łasy na kasę i na funkcje. Jego sposób bycia był – mówiąc delikatnie – wkurzający. Chorobliwie nie cierpiał być w cieniu innych, znaczniejszych osób. Wynikało to z jego kompleksów. Przypominał chorągiewkę na wietrze. Z której strony zawieje tam Lesio się ustawiał. Wielu sądziło, że daje cwany popis. Miał też chore ambicje. Aby je realizować szukał wsparcia i niekiedy je znajdował. W swojej pokrętnej filozofii musiał nieźle lawirować, aby stworzyć wrażenie, że nic nie robi dla siebie, ale wyłącznie dla innych.

– Przecież to trzeba zawrzeć pakt z diabłem lub zmienić orientację – wyrwał się Marian.

– Ponownie przyznaję ci rację, ale wracam do zwrotu „jestem przeciw a nawet za „– spokojnie tłumaczył Hipolit. Psioczył Leoś na to, że idzie procesja ulicami i tamuje ruch, a tym samym utrudnia mu kierowanie przejazdem. W różnych gremiach knuł intrygi na wielebnego, że za dużo bierze dla siebie z kopert i tacy.

– Znałem takich fałszywych osobników. Jak przychodziło co do czego, to duchownego całował w rękę i dawał otwartą kopertę na ofiarę, aby ksiądz wiedział, ile daje – szybko rzekł Marian.

– Ten Leoś był przeciw procesjom, a uczestniczył w nich. Gdy procesja szła bezczelnie wmieszał się w tłum?. Ludzie go widzieli i pokazywali palcami – mówił Hipolit.

Ale przecież to hipokryzja, to nikczemność  – po raz kolejny nie wytrzymał Marian.

Trzeba by było dosadniej to nazwać. Tak długo jak tolerować się będzie takich osobników i popierać ich w chorych pomysłach to oni będą robić krecią robotę zafałszowując rzeczywistość. Na takich, co to mówią „nie chcę, ale muszę” i „jestem za a nawet przeciw” dostatnio żyją kawalarze i kabareciarze. Być sobą w pozytywnym tego słowa znaczeniu dla wielu jest bardzo trudne a wręcz nie osiągalne – zakończył Hipolit przybijając piątkę Marianowi.

Seweryn Kaczmarek