niedziela, 21 Październik 2018

2018 Lipiec

MOTTA ZBIGNIEWA TOMASZEWSKIEGO:
*Im lepszy człowiek, tym szybciej ludzie go zniszczą, *Aby zachować twarz, trzeba ją najpierw mieć, *Źli ludzie płaczą tylko wtedy, kiedy zasypiają, *Gdzie bieda, tam kłótnie, gdzie bogactwo, tam kłótnie jeszcze większe.
PRZYSŁOWIA EUROPY:
*Głupiec po czterdziestce jest naprawdę głupcem, *Gniew i pośpiech są złymi doradcami, *Grzecznym słowem każde drzwi otworzysz, *Im bliżej kościoła, tym dalej od Boga, *Jaki nauczyciel, taki uczeń, *Jak złodziej złodzieja, tak wilk wywącha wilka, *Jeden głupiec czyni setki głupców, *Jedno prawo dla bogaczy, drugie dla biedoty, *Jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, to zrób to sam, *Jeżeli zgodzisz się nieść cielę, każą ci nieść krowę, *Kogo opuszczają pragnienia, temu pora umierać.

Jak to z Żydami w Polsce było część 11
W części 10 poruszyłem temat, jak 40-milionowy naród Polski nie miał nic do powiedzenia w sprawie zniesienia kary śmierci. Zdecydowało o tym dwoje ludzi – Ksiądz Jan Zieja oraz Papież. I tutaj muszę wrócić do przysłowia Europy „Nie ma nic mocnego, czego by złoto Watykanu nie zwojowało”. Możemy tu wrócić do roku 1933, gdy Hitlerowi, Mussoliniemu i Papieżowi zamarzyło się wrócić do Imperium Rzymskiego i wtedy było dużo gorzej. Przeszło pół miliarda ludzi na świecie nie miało prawa nic mówić. I tu po raz kolejny wrócę do tematu, że „zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu”. Ale do tego tematu wrócimy, gdy zakończymy zbrodnie Watykanu, czyli sądy boże, inkwizycje, palenie na stosie mądrych ludzi i tylko po to, aby Watykan mógł panować nad światem i gromadzić w banku watykańskim tysiące ton złota, aby podbijać świat i zakładać kolejne kolonie na świecie w imię Boga, krzyża i powiększenia ilości złota.
Jeszcze kilka słów o izbach i wykonawcach tortur. Wykonywanie tortur odbywało się w specjalnych izbach. Z reguły wyposażone w nie były wszystkie więzienia. Izby tortur znajdowały się w ratuszach miejskich, zamkach i klasztorach watykańskich. Między innymi w watykańskich zamkach krzyżackich. W języku polskim izby tortur nazywano „męczennica” i „sklepik” w łacińskim „test udo tortura lis”, a w niemieckim „folterkammer”. Izby znajdowały się przeważnie w głębokich piwnicach, większość tych izb zachowała się do naszych czasów. Kilka z nich zachowało się w idealnym stanie na terenie Niemiec. Wzorcową jest izba tortur w piwnicach ratusza w Ratyzbonie (Regensburg). Umieszczona została pod więzieniem. Pomieszczenie składa się z izby tortur i trybuny dla sądu. Oddziela je gęsta krata drewniana, oddzielająca skład sędziów i pisarza, od oskarżonego i kata. Nie było okien, oświetleniem były pochodnie i świece.
W czasie II wojny całkowitemu zniszczeniu uległo więzienie i izba tortur w Norymberdze. Pozostały po nim szczegółowe opisy. Mieściła się na końcu korytarza więziennego, poniżej poziomu poszczególnych cel.
Znany jest także XIX-wieczny opis izby tortur w Palermo. Znajdowała się w siedzibie miejscowej policji. Izba tortur umieszczona była w przyziemiu, a nie w piwnicy. Mury jej były bardzo grube, a od reszty pomieszczeń więziennych oddzielona była ciężkimi drzwiami, które nie przepuszczały krzyków.
Przyziemne izby tortur mieściły się także na zamku Staufeneck (Bawaria), w zamku Moosham (Austria) i w więzieniu Gevangenspoort (Haga).
W Polsce izby tortur były na zamkach w Bydgoszczy, Lublinie, Lwowie, Poznaniu, Malborku i Sanoku, a także w wielu innych zamkach. Ponadto w ratuszach w Kaliszu, Poznaniu, Toruniu, Wrocławiu, a także w wieży więziennej w Gdańsku.
Wiele z tych izb tortur nie zachowało się. Niewielkie informacje zapisane zachowały się w odniesieniu do Poznania, Gdańska i Torunia. W Poznaniu izba tortur mieściła się w północno-wschodniej części piwnicy gotyckiego ratusza. Połączona była wykutym otworem z wyżej położoną komorą, która pełniła funkcję loży sędziów. W Gdańsku sąd inkwizycyjny mieścił się na drugim piętrze katowni, w sali mającej 65 metrów kwadratowych. Pod salą sądową znajdowały się trzy cele o nazwach „lis”, „kogut”, i „koń”. Mury tych cel miały 4 metry grubości. Nie posiadały oświetlenia dziennego, a jedynym ich meblem były dębowe ławy. W Toruniu izba tortur znajdowała się w Ratuszu Staromiejskim obok sali sądowej. Tortury wykonywał kat zaliczany do sług miejskich „magisteriudicii” „Scharfrichter” potocznie „hycel” „tortor” lub „suspensor”.
Obok torturowania podejrzewanych do czynności kata należało: wykonywanie kar śmierci, różnych cielesnych i wygnania. Ponadto wystawiał zwłoki. Pokazywał obcięte członki ludzkie na widok publiczny. Nadzór też porządek w mieście. Bywało, że leczył ludzi i zwierzęta. Co niektórzy prowadzili domy publiczne. W czynnościach tych korzystał z pomocy praktykantów przygotowujących się do zawodu kata. Kat pobierał stałe wynagrodzenie i zajmował mieszkanie służbowe. Obok tego do każdej czynności pobierał dodatkową opłatę. Kat z Darmstadt, według ocalonego cennika, za czynności inkwizycyjne pobierał następujące opłaty: -założenie hiszpańskiego buta – 2 floreny, -założenie kuny – 1 floren i 30 groszy, a za wychłostanie rózgami 3 floreny i 30 groszy. Z kolei 5 florenów kosztowało przypiekanie i podpalanie pleców lub czoła. Podobna cena była wyznaczona za obcięcie uszu i nosa. Wynagrodzenie za udział w torturach było mniejsze i wynosiło 2 floreny i 30 groszy.
Cennik za czynności egzekucyjne (większe kwoty): -poćwiartowanie żywcem – 15 florenów i 30 groszy, -ścięcie głowy mieczem – 10 florenów, -łamanie kołem – 5 florenów, -zatknięcie głowy na haku – 5 florenów, -powieszenie – 10 florenów i pogrzebanie ciała – 1 floren.
Z miast polskich zachował się cennik kata z Tczewa z 1660 roku. Oto on: -wyświęcenie z miasta – 20 złotych, -wychłostanie z pręgierza – 30 złotych, -pławienie czarownicy – 3 dukaty, -ścięcie głowy – 3 dukaty, -powieszenie – 3 dukaty, -łamanie kołem – 4 dukaty, -przypalanie żywcem – 4 dukaty, -każde szczypnięcie rozżarzonymi szczypcami – 1 dukat, -każde okaleczenie – 10 złotych, -obcięcie ucha – 1 dukat, -wypalenie piętna – 1 dukat, -przybicie stalowym gwoździem za przyrodzenie do kładki drewnianego mostu – 2 dukaty.
Od autora:
Skazany tak długo klęczał na moście, aż ktoś się zlitował i obcęgami wyciągnął gwóźdź. (to miejsce z gwoździem jest opisane w kronice Poznania na moście drewnianym na Chwaliszewie).
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

125-lat w grodziskiej Ochotniczej Straży Pożarnej

Zarys historii powstania OSP w Grodzisku Wlkp przedstawił prezes Ochotniczej Straży Pożarnej druh Szymon Strugała. Przypomniał,że to działania kilkuset członków tej organizacji.

– Z historii naszego miasta możemy dowiedzieć się o wielu pożarach, które nękały nasz gród stanowiąc duże zagrożenie dla mieszkanców niszcząc niekiedy całe domy i ulice – powiedział. Ogień trawił wszystko, co napotkał na swojej drodze. Często jedynym ratunkiem było rozebranie zabudowań, które stały na drodze żywiołu , gdyż ówczesne domy były zbudowane z materiałów bardzo podatnych na spalenie. Kilka razy płonęły domy w okolicach Starego Rynku oraz kosciół farny. Powołana w latach 1891-1893 Ochotnicza Straż Pożarna miała pierwotnie bronić miasta i jej mieszkańców przed pożarami. Dziś widzimy, że spełnia wiele innych funkcji wynikających z zagrożeń, które niesie za sobą rozwój cywilizacyjny.

Pomimo faktu, że ilość pożarów ciągle maleje, to jednak nadal stanowią poważne zagrożenie, podczas którego traci się często dorobek życia, a nawet samo życie – zakończył swą wypowiedź prezes Szymon Strugała.

Obchody 125-lecia połączono z Gminnym Dniem Strażaka. Uroczystość rozpoczęto mszą odprawioną w kościele p.w. Św, Jadwigi Śląskiej w intencji strażaków. Następnie uczestnicy i goście przeszli ulicami na Stary Rynek. Prowadziła maszerujących Orkiestra pod batuta Renaty Kubale.

Zaproszonych gości oraz druhow powitał burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański. Następnie dowódca uroczystości dh Lech Tomys złożył burmistrzowi meldunek o gotowości jednostek OSP do działań.

Jubileusz był okazją do wręczenia odznaczeń i medali „ZA ZASŁUGI DLA POZARNICTWA”.

Medalem Za Zasługi dla Miasta i Gminy odznaczona została Jednostka OSP w Grodzisku Wlkp.

Złotym Znakiem Związku OSP RP odznaczono dh Stanisława Wasielewskiego.

Złoty Medal Za Zasługi dla Pożarnictwa odebrali burmistrz Henryk Szymański oraz Marek Maćkowiak.

Srebrny Medal Za Zasługi dla Pożarnictwa odebrał Maciej Kandulski.

Brązowy Medal Za Zasługi dla Pożarnictwa odebrał Paweł Wlekły.

Z okazji Gminnego Dnia Strażaka przyznano odznaki „Za wysługę 45 lat”. Odebrali je druhowie Bolesław Bartkowiak i Piotr Koza.

Z kolii za wysługę 35 lat nagrodzono: dh Wiesław Nowak, za 30 lat druhów Dariusza Balcerka i Tomasza Rzannego, za wysługę 15 lat dh Krzysztofa Wasielewskiego, za wysługę 10 lat druhów Bartosza Toeplera, Arkadiusza Stanka, i Marcina Staszaka, za wysługę 5 lat druhów Dawida Wierzbickiego, Macieja Pawliczaka, Mikołaja Toeplera i Rafała Nowaka.

Okolicznościowe adresy Za wysługę 65 lat odebrali druhowie: Jerzy Otto i Jerzy Ciura. Wręczył je burmistrz Henryk Szymański.

Po części oficjalnej odbył się koncert Grodziskiej Orkiestry. Ostatnim punktem programu było przejście pod Pomnik Wdzięczności, gdzie delegacje złożyły wiązanki kwiatów.

Mirosława Kałek

Pływackie zmagania w Cichowie

W minioną sobotę na jeziorze w Cichowie przy plaży głównej odbyły się pływackie zawody Grand Prix Wielkopolski oraz IX Amatorskie Zawody Pływackie.
Zawody te miały na celu popularyzację pływania długodystansowego oraz propagowanie form aktywnego spędzania wolnego czasu.
Trasa Grand Prix objęła dystans 3000 m w dwóch pętlach, natomiast amatorska 1500 m w jednej pętli.
Przy dobrych warunkach pogodowych (temp. powietrza 27 st. C, wody 20 st. C) na starcie stanęło 75 osób.
Wśród pań najszybsza była Hanna Bakunia ze Szczecina, a w kategorii mężczyzn pierwsze miejsce zdobył reprezentant poznańskiej Warty – Jan Urbaniak.
Za bezpieczeństwo uczestników odpowiedzialni byli ratownicy WOPR. Organizator zapewnił opiekę medyczną oraz płetwonurka. LS

Pokaz strażacki na sto wozów bojowych
Od wczesnych godzina porannych z różnych kierunków, w stronę Strykowa mknęły wozy bojowe Ochotniczych Straży Pożarnych. Wśród nich były pamiętające lata pięćdziesiąte, trochę młodsze, aż do tych nowych, już z XXI wieku. Niektóre z nich ciągnęły przyczepki ze sprzętem takim, jak: pontony i konne sikawki. Wszystkie były czyściuteńkie, lśniące lakierem. Czerwone pojazdy na godzinę przed rozpoczęciem Zlotu były na miejscu zbiórki, na terenie wokół Remizy OSP w Strykowie w gminie Stęszew.
Warto dodać, że niektóre ekipy OSP, aby dojechać na czas, musiały wyruszyć ze swoich jednostek około godziny 5-ej rano. Ciekawostką było to, że w gronie przybyłych z daleka były dzieci, jako mali strażacy, mili sprzęt i spore umiejętności.
Informacje o zlocie czerwonych samochodów w Strykowie 21 lipca były rozeslane, ale nikt nie sądził, że będzie to impreza tak bardzo duża, z licznymi niespodziankami. Organizatorzy OSP w Strykowie, przy wsparciu władz Stęszewa, przygotowali specjalny program.
Całość rozpoczęła się krótkim koncertem Grodziskiej Orkiestry Dętej. Następnie długa kolumna pieszych i zmotoryzowanych jednostek udała się na miejsce wyznaczone na imprezę. Niesamowite wrażenie robiły powoli jadące pojazdy z włączonymi syrenami i na zapalonych „kogutach”. W drodze byli pozdrawiani przez mieszkańców.
Kolumna przemieszczała się w stronę zabytkowej posiadłości, wzniesiowej w 1900 reku przez ród von Treskow. Przed zamkiem odbyła się prezentacja jednostek OSP przybyłych na zlot. Było, na co patrzeć. Na podjeździe przez zbytkowym Pałącem pokazały się poczciwe, ale ciągle w służbie pojazdy: Stary, Jelcze, Żuki, Magirusy, Mercedesy i nowej generacji DAF-y oraz Renualty.
Następnie wozy rozlokowały się na wyznaczonym miejscu. Teren dla nich był tak rozległy, że spokojny dostęp do pojazdów mieli ludzi, którzy chętnie oglądali wozy i rozmawiali ze druhami.
Wracając do programu imprezy.
Dłuższy koncert dała Orkiestra z Grodziska Wlkp. Następnie przybyłych z małej sceny powitali burmistrz Gminy Stęszew Włodzimierz Pinczak, prezes OSP i jednocześnie wiceprezes ZSOP RP powiatu Poznańskiego Bernard Jankowski, prezes Gminny OSP Zenon Kempa i zaproszony gość wiceprezes ZOSP RP pow. poznańskiego Leszek Orlewicz. Mówcy wyrazili zadowolenie, że udało się zorganizować imprezę „czerwonych pojazdów” i życzyli dobrej atmosfery, mile spędzonego czasu i niezapomnianych przeżyć.
Piękna, ciepła pogoda sprawiła, że tereny przy zamku, gdzie rozlokowały się liczne stoiska branżowe, handlowe i rozrywkowe oblegane były przez dorosłych, dzieci.
Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza z Wieruszowa miała swoją strefę strażaka. Były w niej miniaturowe samochody i sprzęt. To właśnie młodzież z MDP pokazała akcję pożarniczą od chwili wyjazdu z remisy do dotarcia na miejsce, ratowania mienia i ludzi.
Dorośli druhowi także zaprezentowali się na imprezie m.in. w pokazie ratownictwa drogowego z udziałem sprzętu specjalistycznego i gaszenia pojazdu. Oddzielnie pokazywano udzielanie pierwszej pomocy poszkodowanym w różnych zdarzeniach losowych.
Na takiej imprezie nie mogło zabraknąć dmuchanych budowli, zamków, wozów pożarnych, toru do mini golfa oraz innych atrakcji.
Do godzin wieczornych trwała impreza zwana pierwszym zjazdem „czerwonych samochodów.
Jak dowiedział się „Kl” organizatorzy OSP w Strykowie wraz z burmistrzem poinformowali, że termin II Zlotu został już zaklepany. W przyszłym roku także w lipcu Strykowo będzie gościć druhów z całego kraju. Seweryn Kaczmarek

Tomek z Pucharem Burmistrza
W odstępie dwóch tygodni Tomek Brodowski sięgnął po raz drugi po najwyższe laury na zawodach wędkarskich. 7 lipca na festynie wędkarskim w parze z Jakubem Ławniczakiem zajęli pierwsze miejsce. W dniu 22 lipca już solo zdecydowanie tryumfował z rezultatem 5980 kg ryb.
W minioną niedzielę (22.07) nad jeziorem Lipno do zawodów o Puchar Burmistrza przystąpiło dwudziestu wędkarzy przynależnych do stęszewskiego koła 121 PZW. Tym razem w szranki stanęli seniorzy. Zadecydowano, że zawodnicy będą łapali od strony nasypu kolejowego i na tyłach wału boiska sportowego.
Zawodnicy spotkali się rychło, bo już o godz. 6.00 rano. Rozlosowano miejsca i wędkarze zaczęli przygotowywać sprzęt. Do wody poszły zanęty. O godzinie 7.00 zaczęła się rywalizacja. Z początku niespecjalnie ryba brała. Skoro już jednak, któraś dała się złapać to była bez wymaganego wymiaru i wracała do wody. Później było już znacznie lepiej. Regularnie ciągnął ryby Tomek Brodowski. Duże okazy wyciągał z jeziora Robert Grędas. Dobrze radzili sobie i sporo wrzucali do siatki ryb Agata Kaczmarek i Marek Kaczmarek. Powodów do radości specjalnie nie miał Maria Hanke. Tego dnia ryba nie garnęła mu się na haczyk. Zupełne niepowodzenie zanotował Jerzy Nowak, który ukończył zawody z zerowym dorobkiem.
O godzinie 11.00 odtrąbiono koniec zawodów. Do pracy wzięli się sędziowie: Józef Gatniejewski i Piotr Jóźwiak. Sprawnie zważyli i pomierzyli największe okazy na poszczególnych stanowiskach. Komisyjnie dokonano podsumowania.
Po skonsumowaniu pieczonych kiełbasek ogłoszono wyniki.
I tak najlepsza szóstkę zawodów: I miejsce Tomek Brodowski 5980 kg., II Marek Kaczmarek 5280 kg., III Agata Kaczmarek 5180 kg., IV Krzysztof Kowalski 3880 kg., V Henryk Majorczyk 3060 kg., VI Robert Grędas 2820 kg. w tym najdłuższa ryba 37 cm.
Zwycięzca zwodów Tomek Brodowski otrzymał z rąk burmistrza Włodzimierz Pinczaka Puchar, a najlepsza szóstka wybrała sobie nagrody. (k)

S spójnia przed ligą 2018

Wcale nie łatwi rywale

Pierwsza kolejka klasy okręgowej odbędzie się 19 sierpnia. Na inaugurację do Strykowa przyjedzie rywal za miedzy LZS Wronczyn.

W drugiej turze 28.08 Spójnia pojedzie do Czarnych Wróblewo.

W pierwszy dzień września w Strykowie wystąpi TSG Kamieniec. Trudna przeprawa czeka Spójnie w czwartym pojedynku, kiedy to uda się do Tarnowii II Tarnowo Podgórne. Ostatni mecz w rundzie jesiennej Spójnia rozegra 10 października z NKS Niepruszewo.

Zespół Norberta Bławata wkrótce wejdzie w „kierat” treningowy. Z wieści docierających ze Spójni nastąpią kosmetyczne zmiany w kadrze zespołu. Występować ma sporo młodzieży. W toku przygotowań Spójnia zaplanowane ma gry kontrolne z różnymi rywalami. Pierwszy sparing Spójnia rozegra z Orłem Kranowo. Kolejne mają być rozegrane z Patrią Buk i NAP Nowy Tomyśl.

Pozostałe mecze Spójni w sezonie piłkarski 2018/2018.

15.09 Byki Obrowo (dom)

22.09 Sparta Szamotuły (dom)

29.09 Sokół Duszniki (wyjazd)

6.10 Patria Buk (dom)

13.10 Orzeł Słopanowo (wyjazd)

20.10 Orzeł Granowo (dom)

27.10 Orkan Konarzewo (wyjazd)

3.11 Orkan Objezierze (dom)

10.11 NKS Niepruszewo (wyjazd)

Z rozgrywek klasy okręgowej wycofały się Orły Pniewy i Sokół Rakoniewice. Sprawiło to, że na tym poziomie będzie występował trzynaście drużyn. Trzeba jednak dodać, że zespoły wcale nie są słabe i o punkty nie będzie łatwo. (k)

K sparingi Obry sezon 2018

Różnie w grach kontrolnych

Przygotowująca się do nowego sezony w rozgrywkach IV ligi kościańska Obra zalicza kolejne sparingi. Trudno jest patrząc na grę naszego zespołu o konkretną ocenę. Zawodnicy mają w nogach ciężkie treningi i jeszcze niewiele zajęć z piłką. Panowanie nad futbolówką, taktyka oraz ustawienie zespołu jest w ciągłym szlifowaniu. Póki, co Obra raz wygrywa a raz przegrywa, ale to nie jest istotne w okresie przygotowawczym. Forma, siła, szybkość i skuteczność mają dać wymierne korzyści w batalii ligowej. Te czynniki będą decydować w lidze zważywszy, że jest ona bardzo długa a każda z drużyn rozegra dziewiętnaście spotkań.

Krótkie relacje z gier kontrolnych.

Polonia 1912 Leszno – Obra 1912 Kościan 1:2 (0:1)

Pierwsza wygrana

Po wyrównanym pojedynku nasi pokonali na wyjeździe leszczyńską Polonię. Obra do przerwy prowadziła 0:1 po golu samobójczym rywali. Golkiper miejscowych tak fatalnie interweniował, że z piłką wpadł do siatki.

Druga odsłona tak, jaki pierwsza była mało ciekawa a do tego chaotyczna. W 55’ gospodarze doprowadzili do remisu. Nasi jednak powalczyli i w 80’ strzelili na 1:2. Ponownie miejscowy golkiper nie popisał się. Piłka po ni to strzale ni dograniu wpadła do bramki. Faktem było, że strzelający Michał Waliszewski sprytnie uderzył.

Trener Obry Krzysztof Knychała w tych zawodach dał pograć wszystkim swoim graczom oraz testowanym, którzy są w orbicie zainteresowania kościańskiego klubu. (k)

Polonia Środa Wlkp. – Obra 1912 Kościan 3:0 (1:0)

Porażka po niezłym meczu

Nasi źle rozpoczęli zawody w Środzie. Już w 3’ Obra przegrywała 0:1. Ekipa z Kościana otrząsnęła się i zaczęła grać lepiej. Okresami goście dotrzymywali kroku miejscowym. Dwukrotnie Obra była bliska doprowadzenia do remisu. Niestety ani Filip Tylczyński, ani Krystian Łukaszyk nie zmusili do kapitulacji golkipera Polonii.

W drugiej połowie pomimo uwag i zmian kadrowych dokonanych przez naszego szkoleniowca Obra ustępowała gospodarzom. Polonia kilkakrotnie groźnie zaatakowała. Tylko dobrej dyspozycji swojego bramkarza długo przegrywali tylko jedną bramką. Bramkarz nie mógł w nieskończoność trzymać wynik. Szczęście opuściło w 80’ kiedy to pokonał go z rzutu wolnego napastnik rywali strzelając na 2:0. Naszym gol podciął skrzydła. Z kolei rywali szarpnęli i w 86’ ustalili wynik na 3:0.

Na trzeci z zaplanowanych czterech pojedynków 21 lipca Obra rozegra w Dopiewie z tamtejszym GKS-em.

Kibicom naszego zespołu należy się informacja, że ich pupile 4 sierpnia na inaugurację ligi zmierzą się z Nielbą w Wągrowcu. Jak trudny to teren nikogo nie trzeba przekonywać.

W drugiej turze Obra podejmować będzie na swoim boisku Kotwicę Kornik Dalej w trzeciej kolejce 15 sierpnia uda się na mało znany teren KS Opatówko. W dniu 18 sierpnia do Obry zawita Orkan Śmiłowo. (k)

 

Heppening Ekologiczny, czyli twoje zdrowie
Klub „Ekosłowak” działający przy Liceum Ogólnokształcącym imienie Juliusza Słowackiego w Grodzisku Wielkopolskim zorganizowal w piątek ósmy już Heppening Ekologiczny. Licealistów wspierał Urząd. Działo się to na deptaku przy ulicy Szerokiej.
Na scenie w programie artystycznym prezentowały się maluszki z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały w Grodzisku Wlkp. i Przedszkola Chatka Puchatka oraz miejscowi uczniowie Szkoły Podstawowej i ci z Ptaszkowa.
Przy stoiskach chętni mogli pomalować sobie twarze, mogli też brać udział w konkursach i zabawach z nagrodami.
Pojawiły się także ze swoimi stanowiskami miejscowe firmy, które związane są z ochroną środowiska oraz recyklingiem.
Przy jednym ze stoisk za kilogram baterii można było otrzymać pelargonie lub zielone drzewko, które wręczali pracownicy Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego. Podczas tegorocznego heppeningu prawie dwieście osób oddało zużyte baterie.
W Zielonej Kawiarence można było napić się kawy i skosztować słodkości.
Celem akcji było przypomnienie o potrzebie dbania o środowisko naturalne. Miało to także zachęcić do zachowań pro-ekologicznych. (MK)

Żakinada z tamtych lat
Ubrani byli w stroje z dawnych lat w ramach obchodów nadania praw miejskich miastu, czyli 715-lecia Grodziska Wielkopolskiego ulicami przeszli uczniowie ze Szkół Podstawowych, Liceum Ogólnoksztąłcącego oraz Zespołu Szkól Technicznych. Wyruszyli z pod SP nr 1 im. Polskich Olimpijczyków i przeszli ul. Chopina, Garbary, Szeroka na Stary Rynek. Prowadziła ich Grodziska Orkiestra Dęta im. Stanisława Słowińskiego pod batutą Renaty Kubale.
Przed Ratuszem uczestników powitał burmistrz Henryk Szymański. W przemówieniu i podzięko wał za udział w żakinadzie i dodał, że jubileuszowe obchody są czasem przepełnionym radością, ale i zadumy oraz pamięci o minionych pokoleniach, które poprzez swoje zaangażowanie współtworzyli dzisiejszy wizerunek miasta.
Każda szkoła razem z nauczycielami prezentowała inną epokę z dziejów miasta.
Uczniowie Szkoły Podstawowej im. J. Pawla II w Ptaszkowie zaprezentowali lata powojenne.
Uczniowie Szkoły Podstawowej im. Andrzeja Grubby z Kąkolewa i Szkoły Podstawowej z Grąblewa pokazali się strojach z lat 60-tych i 70-tych.
Szkoła Podstawowa nr 4 im. Kpt. Józefa Rejdycha z Grodziska zaprezentowała 20-lecie międzywojenne.
Grodziscy uczniowie Szkoły Podstawowej im. Polskich Olimpijczyków zaprezentowali wspólczesność.
Do parady przyłaczyli się również licealiści ze „Słowaka” oraz Zespołu Szkół Technicznych im. Eugeniusza Kwiatkowskiego.
Na koniec biało-niebieskie balony poszybowały pod grodziskim niebem, a wraz z nimi biale gołebie. Balonów było siedemset piętnaście sztuk, a to w nawiązaniu do Jubileusz 715-lecia miasta.
Ponadto podczas obchodów mieszkańcy oraz młodzież mogli korzystać z przygotowanych ofert kulturalnych przez grodziskie Centum Kultury „Rondo”.
Mirosława Kałek

„Cykor” przed czarnym
– Człowiek całe życie czegoś się boi. A to czarnego kota, a to białego psa, rudej i zezowatej baby. Tak sobie myślę, że strach, jak cień idzie z nami krok w krok z tym, że ten drugi tylko w dni słoneczne lub nocą. Takie jest moje zdanie – rzekł Marian Lichy zwracając się do Hipolita Mizerki.
– Oho! Jest coś na rzeczy. Tylko nie wiem jeszcze co – odparł kumpel. W związku z tym zadam ci kilka pytań i to po kolei. Spróbuj się do nich od razu ustosunkować.
– Zaczynaj, choć wiem, że jesteś za cienki w uszach, aby rozszyfrować, o co mi chodzi – rzekł Marian.
– Co to znaczy lęk przed rudą, wielokolorową babą? – zadał pytanie Hipolit.
– Zapomniałeś sprecyzować zezowatą – wszedł w zdanie kumplowi Marian. Już ci mówię, gdy taką spotkasz i nie zdołasz przejść, a najlepiej uciec na drugą stronę ulicy, to miń ją i natychmiast spluń na cztery strony świata.
– A to niby dlaczego? – niepewni dopytywał Hipolit.
– Musisz wiedzieć, że jak ktoś jest „ryż i zyz tego się strzyż”. Jak takie coś krzywo na ciebie spojrzy, to masz murowanego pecha. W najlepszym razie urośnie ci kurzajka, a w najgorszym zbijesz flaszę gorzały, kupioną za ostatnie bejmy.
– Czy to dotyczy obojga płci? – odezwał się niepewnie Hipolit.
– W zasadzie tak! – szybko wyjaśniał Marian. Jestem pewny, że baby są zdecydowanie mocniejsze w tym działaniu. Krzywo spojrzy, mruknie coś pod nosem i nieszczęście jest gotowe.
– Nie strasz przyjacielu, bo ja mam sąsiadkę rudą, jak wiewióra, a do tego ma koszmarnego „strita”, czyli zeza. Nazywa się Melpomena Winkiel, ale jak do tej pory nic złego mi nie zrobiła – pocieszał się głośno Hipolit.
– Na wszelki wypadek noś przy sobie coś, co odstrasza czary. Najlepiej zakładaj gacie na lewą stronę, lub łapkę zdechłego szczura ewentualny ząbek czosnku pod lewym zębem – z ironicznym błyskiem w oku tłumaczył Marian.
– Zdecyduję się na noszenie bielizny na „ręby”. Może nie pomoże, ale też nie zaszkodzi. A co z tym białym psem? – szybko zadał pytanie Hipolit.
– Z tego, co ci powiem w tym temacie się nie śmiej, bo nie ręczę za siebie. Mówił mi o tym przed laty mój ojciec, a on na psach znał się jak nikt inny – z błyskiem w oczach tłumaczył Marian.
– Mów szybko, bo umieram z ciekawości – wtrącił Hipolit.
– Słuchaj i ucz się – wyjaśniał Marian. Białego psa bali się zarówno ludzie jak i zwierzęta. Uważali, że takiej maści zwierzę jest rozebrane do koszuli i ich błyskawicznie dopędzi – po tych słowach wybuchnął śmiechem.
Jakoś żart ten nie dotarł do Hipolita, dlatego sarkastycznie rzekł:
– Ale suchar. Nie ma co, bujda na resorach. Chociaż po głębokim namyśle muszę przyznać, że podczas wysiłku ludzie zrzucali kurtkę lub sweter i pracowali w samej koszuli. Taki jeden Felek Pompka, jak wypił kielicha na zabawie, to szukał zwady. Gdy trafił mu się potencjalny przeciwnik ściągał marynarkę i w koszuli rwał się do bójki.
– A więc widzisz, że białe niekiedy ciekawie się kojarzy – przerwał kumplowi Marian. A teraz powiem ci o czarnym kocie. Mój kuzyn Zygfryd Stękacz przekonał się, że to zwierzę przynosi pecha. Wyobraź sobie, że na zabawie wiejskiej w Cykowie poznał taką jedną Melę Zając. Miał w czubie i było ciemno, więc dziewczyna wydała mu się ładna. Kojarzył, jak przez mgłę, że były buziaki i „tango przytulango”. Na koniec zabawy umówił się z nią na następny dzień. Przypomniał sobie o randce dopiero około południa, gdy minął mu kac. Specjalnie mu się nie chciało jechać, ale obiecał, że wstawi się na pewno. Przygotował sobie rower i ruszył. Trochę czasu mu zajęło zanim pokonał osiem kilometrów, jakie dzieliło go od wioski dziewczyny. W połowie drogi przez jezdnię przeleciał mu czarny kot. Zły znak pomyślał, ale w takie przesądy specjalnie nie wierzył. Pruł dalej, ale kocisko nie dawało mu spokoju. Analizował to, co mu jego ciotka – lokalna guślarka mówiła, aby zwracał uwagę, z której, na którą stronę zwierzę przebiega. Nie mógł sobie przypomnieć, czy jak z prawej na lewą to szczęście, czy pech. Bijąc się z myślami wjechał na podwórze dziewczyny. Kot powrócił mu przed oczy, gdy spojrzał na Melę. Ale musiałem mieć w czubie pomyślał, bo dziewczyna wczoraj ładna, dzisiaj nie była krzykliwej urody. Skoro już przyjechał, to postanowił jakiś czas u dziewczyny spędzić. Nie przewidział, że najgorsze dopiero przed nim. Gdy rozmawiał z Melą na kanapie przyszli jej bracia Wicek i Wacek. Oni po śmierci ojca przyjęli opieką nad siostrą. Obiecali jej, że znajdą jej męża. Chłopy, jak dęby lubią sobie popić. Wtedy o wszystkim decydują. Gdy dowiedzieli się, że Mela spędziła wieczór i część nocy z Feliksem oznajmili, że na pewno ją wykorzystał i musi się z nią ożenić. Próbował się stawiać. Zmuszony do wypicia kilku kielichów topniał w ochach. Gdy miał w czubie oświadczył się Meli. Zanim dobrze wytrzeźwiał już było po ślubie. Sam teraz widzisz, że czarny kot, o ile przebiegnie ci ze złej strony przynosi pecha.
– Wiesz, że czarnego koloru wielu bardzo się boi – wszedł w zdanie kumplowi Hipolit.
– Co masz na myśli? – zapytał Marian.
– Już ci mówię – oznajmił Hipolit. Dla wielu kolor czarny, to żałoba, a dla innych moda. Syn mojego kumpla Szymek Lufa gra w nogę i jak przegrał zawody, to podawał rożne powody. Jednym z nich było to, że przeciwnicy grali w czarnych strojach. Była to obsesja, którą przejęli od niego kumple z zespołu.
– Powiedz mi, co by było, gdyby przyszło im grać z murzynami? – nagle zapytał Marian.
– Ty chytrusie! Ty cwaniaczku! Już wiem, do czego zmierzasz. Miarkuję, że nawiązujesz do meczu z Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, które odbywają się właśnie w Rosji. Nasi pokazali dobitnie, że z murzynami nie potrafili niczego ugrać – tłumaczył Hipolit.
– Tak! Dokładnie! I więcej ci powiem, że kot i gracz czarny, to dla niektórych los i wynik, więcej niż marny! – zakończył rozmowę Marian.
                            Seweryn Kaczmarek