niedziela, 16 Grudzień 2018

2018 Czerwiec

Tęcza najmocniejsza w turnieju Braci Jureckch

Po raz dziesiąty walczyli adepci szczypiorniaka o Puchar braci Jureckich. Areną pojedynków była, 10 czerwca sala sportowa Zespołu  Szkół Ponadgimnazjalnych przy ul. Wielichowskiej w Kościanie.

Do miasta nad Obrą, oprócz drużyny z Kościana, przybyły zespoły  z Włoszakowic, Wolsztyna, Konina, Jerki oraz  Kostrzyna nad Odrą.

Należy odnotować, że turniej stał na wysokim poziomie. Dzieci z rocznika 2007 i młodsi mogły rywalizować w sportowej walce, w meczach trwających dwadzieścia minut.

Chłopcy kościańskiej Tęczy prowadzeni są przez Tomasza Frąckowiaka. Przez wszystkie mecze przeszli, jak „burza” i ostatecznie wygrali turniej.

Ponadto dobrze radzili sobie zawodnicy zespołu „Spartan” Jerka z gminy Krzywiń. Są to wychowankowie Dawida Nowaka. Oni uplasowali się na trzecim miejscu.

Dwóch zawodników Tęczy  otrzymało statuetki. Za najlepszego strzelca odebrał Adam Nowak, a Piotr Kuciak za najlepszego bramkarza. Zawodnikiem numer jeden w naszej ekipie został Cyprian Jęsiek.

Na turniej przybył starszy z braci Jureckich – Bartosz. Były władze miasta,. Dotarł też przedstawiciel WZPR z Poznania.

Klasyfikacja końcowa:

I miejsce Tęcza Kościan

II miejsce KPR Wolsztyniak Wolsztyn

III miejsce Spartanie Jerka

IV miejsce SSRiR Konin

V miejsce SPR Włoszakowice

Skład Tęczy: Kuciak. Pajkert, Konieczny 1  – Antczak, Pawlak, Laskowski, Karmelski – 9, Jęsiak – 9, Kuciak K – 4 , Rodzic, Kasperski, Leonarczyk – 7 , Nowak – 23, Olbiński – 2, Duszak, Kaczór, Czapla – 1 , Kubacki -1, Kluczyk. Trener: Tomasz Frąckowiak. Kierownik zespołu Stanisław Wujec. (k)

Biegali do utraty tchu

O puchary Przewodniczącego Rady Gminy Stęszew Mirosław Potrawiaka walczyły dzieci i młodzież ze szkół tej Gminy. Organizator, czyli Zespół Szkolno-Przedszkolny w Strykowie, pod przywództwem Dariusz Sommerfelda, przygotował ciekawą trasę i sprawnie przeprowadził zawody.

Najmłodsi do pokonania mieli, albo jedno kółeczko tj. około 300 m, albo nieco starsi – dwa, czyli 600 m. Najstarsi gimnazjaliści zaliczyli trzy rundy, w sumie 900 metrów.

Po każdym biegu odbywało się odczytanie wyników i nagrodzenie najlepszych. Dokonywał tego dyrektor szkoły, której uczeń wygrał bieg.

Pierwsi do boju, w sobotnie przedpołudnie 9 czerwca, wyruszyli chłopcy klas IV. Te zawody wygrał Filip Adamski przed Nikodemem Rybarczykiem – obaj ze Strykowa. Trzeci był Aleks Potocki ze Stęszewa.

Na kolejnych dystansach wygrywali:

Chłopcy kl. III: Im. Hubert Janyszka – Modrze, IIm. Mateusz Krupa – Strykowo, III.. Kacper Marczyński – Stęszew

Dziewczynki kl. V: Im. Weronika Nędzyk – Stęszew, IIm. Zosia Gryczyńska, IIIm. Ola Wencel – Modrze.

Chłopcy kl. V:  I Jakub Nowaczyk, Franek Czekała, III Natan Nawrot – wszyscy ze Stęszewa

Dziewczynki kl. IV: I Michalina Kędziora – Modrze, II Wiktoria Tyklewicz – Jeziorki, Tatiana Gortat – Stęszew.

Dziewczynki kl. III: I Wiktoria Marciniak – Strykowo, II Vanessa Paszke – Jeziorki, III Anna Jęczmionka – Strykowo

Dziewczynki kl. II: I Anna Pukacz – Strykowo, Agata Mydlak – Stęszew, III Marta Borowska – Modrze.

Chłopcy kl. I: Dawid Gajewski – Stęszew, II Hubert Radaczewski – Strykowo, III Dawid Szyfter – Stęszew.

Dziewczynki kl I: Ola Pawlik – Strykowo, II Martyna Bendlewska – Jeziorki, III Julia Michalak – Jeziorki.

Chłopcy kl: Damian Muchowski – Jeziorki, II Cyryl Miętlicki – Stęszew, III Franek Stachecki – Stęszew.

W rywalizacji dzieci kl I – IV zwyciężył Stęszew przed II Strykowem i III Jeziorkami.

Dziewczyny kl VI: Karolina Krzyżanek – Strykowo, III Klaudia Krzyżańska – Strykowo i Nicola Kielan – Stęszew.

Chłopcy kl. VI: I Kacper Nowak – Stęszew, II Maciej Potrawiak – Stęszew i III Jakub Chojan – Strykowo.

Dziewczyny kl. VII: Dominika Łuczak – Stęszew, Ola Rożek – Jeziorki, Patrycja Budzińska – Jeziorki.

Chłopcy kl.: I Adam Wawrzyniak, II Bartosz Dymek – Modrze, III Kuba Witkowski – Stęszew.

Po podliczeniu wyników w klasach VI – VII zwyciężył Stęszew.

Gimnazjum dziewczyny kl. II: ex quo I m Ewa Górecka – Strykowo, IIm. Anastazja Herasymeniuk – Stęszew i III Ada Nowicka – Strykowo.

Gimnazjum chłopcy kl. II: I Filip Kempa, II Maksym Pieróg – Stęszew, Szymon Szczurek – Strykowo.

Gimnazjum dziewczyny kl. III: Ola Wróbel – Stęszew, Natalia Cicha – Strykowo, III Julia Cicha – Strykowo.

Gimnazjum chłopcy kl. III: I Bartek Stankiewicz, II Krystian Tyklewicz – Strykowo, III Patryk Kaczmarek – Stęszew.

Rywalizację Gimnazjów na swoją korzyść przechyliła młodzież Strykowa przed Stęszewem.

Puchary wręczył Przewodniczący Rady Mirosław Potrawiak. Na zakończenie imprezy Przewodniczący podziękował uczestnikom za udział i walkę, a organizatorom za duży wkład w organizację zawodów.

Cieszyć może fakt, że duża ilość dzieci i młodzieży wzięła udział w biegach nad malowniczej trasie przy jeziorze strykowskim. Każdy bez wyjątku dawał z siebie całe moce. Przybyli rodzice i zagrzewali swoje pociechy do walki.

W sumie bardzo fajna i pożyteczna impreza – skomentowali zawodnicy. Seweryn Kaczmarek

Foto biegi 1

Dzień Dziecka – Wronczyn, Strykowo, Stęszew

W Gminie Stęszew z okazji Dnia Dziecka w wielu miejscowościach odbywały się imprezy dla milusińskich. W różnych terminach organizowano coś dla ciała i ducha. Odwiedziliśmy imprezy we Wronczynie, Strykowie i Stęszewie. Wszędzie przygotowano gry, zabawy, pokazy oraz smakołyki dla dzieci. Radość emanowała na buziach biorących udział w zabawie. Warto dodać, że Rady Sołeckie dostały wsparcie od Gminy i od sponsorów.

WRONCZYN

Jako pierwsi wystartowała Rada Sołecka Wronczyna i Zaparcina, wsparł ją sołtys Zygmunt Jankowiak. Na piątek 1 czerwca na obiekcie sportowym LZS Wronczyn im. Zenona Adamka przygotowano różnoraką rozrywkę dla dzieci. Były puszczane bańki. Do dyspozycji był dmuchany zamek. Na boisku trwały konkursy z piłką nożną. Z boku nieopodal trybuny stał duży pojemnik z wodą, w którym łowiono ryby. Obok była plansza z otworami, w które wrzucało się woreczki. Liczyły się zdobyte punkty.

Za każdą konkurencję dzieci otrzymywały smakołyki. Na obiekt przyjechał radiowóz policji z asp. Michałem Drabińskim. Przybyli wozami bojowymi druhowie z OSP w Strykowie. Dzieci mogły zapoznać się z super pojazdami, a nawet usiąść w kabinie i „kierować”.

Dla wszystkich był smaczne atrakcje, z lodami włącznie. Impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem.

Sołtys Zygmunt Jankowiak za pośrednictwem „KL” pragnie podziękować wszystkim osobom, którzy włączyli się do organizacji wspaniałej zabawy dla dzieci i tym, którzy ją wsparli finansowo.

STRYKOWO

Rada Sołecka, OSP Strykowo i Spójnia Strykowo 8 czerwca, na miejscowym obiekcie sportowym, z okazji Dnia Dziecka zorganizowała festyn. Zadbano o wszystko, aby zapewnić dzieciom beztroską zabawę.

Dla każdego przygotowano talon konsumpcyjno-rekreacyjny na: zapiekankę, watę cukrową, lody, zamek dmuchany-zjeżdżalnia i na żółwia dmuchanego.

Organizatorzy zrobili wiele dobrego przy wsparciu: Gminy Stęszew, PKO Banku Polskiego Oddziału 1 w Stęszewie, Banku Zachodniego WBK Oddział 1 w Stęszewie. Pomogli też radnych Gminy Stęszew: Barbara Sikorska i Jarosław Krupa. Dołożyli pomoc: Paweł Jeżewski, Zbigniew Juja, Paweł Kowalak, Artur Kowalski, Roman Lorenz, Krystyny Ornal, Romana Patelka, Roman Szulc i radny powiatowy Krzysztof Robaszyński.

Nie sposób nie zasygnalizować licznej grupy ludzi, którzy prowadzili imprezę na boisku, przy remizie, z boku na murawie oraz na boisku. Trzeba zaakcentować sympatyczne panie w kuchni, które przygotowywały dobre jedzonko.

Dużo się działo na obiekcie Spójni, o czym zaświadczają m.in. konkurencje i zabawy, w których był ranking najlepszych. Skrupulatnie zebrał je i przekazał „KL” prezes Gminnego Sportu – Sławomir Wiśniewski.

Wyniki konkurencji:

SKAKANIE PRZEZ LINĘ

Zwycięska drużyna: Ewa Górecka, Angelika Grześkowiak, Agnieszka Kolenda, Gabrysia Nowak, Jowita Wiśniewska

HULA HOP

  1. Julia Kramarczyk
  2. Marianna Ratajczak
  3. Gosia Walenciak

PODBICIA PIŁKI NOŻNEJ (NA BOISKU PIŁKARSKIM)

  1. Piotr Szymkowiak
  2. Mateusz Krupa
  3. Kuba Rożek

PIJANY ROWER (W MIASTECZKU ROWEROWYM)

  1. Kacper
  2. Katarzyna Lulczyńska
  3. Tobiasz Trafas

STRZAŁY DO BRAMKI (NA BOISKU PIŁKARSKIM)

  1. Remigiusz Pawlak
  2. Igor Uryzaj
  3. Nikodem Trafas

RZUT PIŁECZKĄ TENISOWĄ DO PIŁKI LEKARSKIEJ

  1. Julka Starczewska
  2. Zosia Skrzydlewska
  3. Igor Uryzaj

WYŚCIG Z WIADREM WODY (KONKURENCJA RODZINNA, DZIECKO Z RODZICEM)

  1. Grzegorz i Wojtek Beszterda
  2. Monika i Wiktor Andrzejewscy
  3. Ola i Gosia Pyrzyńscy

MARSZ NA SZCZUDŁACH

  1. Marianna Ratajczak
  2. Katarzyna Lulczyńska
  3. Blanka Gajda

PRZECIĄGANIE LINY (KONKURENCJA SOŁTYSA)

Drużyna w składzie: Nikodem Trafas, Wiktor Polaczek, Nikodem Rybarczyk i Bartek Przybylak pokonała drużynę w składzie: Alan Szpoper, Jakub Jankowski, Igor Uryzaj i Mateusz Krupa.

Należy też dodać, że z imprez towarzyszących było jeszcze: rysowanie na placu – konkurencja artystyczna, zumba, konkurencje dla małych dzieci, radiowóz policyjny z mł. asp. Michałem Drobińskim, wóz strażacki OSP w Strykowie, przejażdżki bryczkami ciągnionymi przez kucyki Bogdana Jędraszyka i Bernarda Jankowskiego.

Był miły akcent dla małych i dużych piłkarzy miejscowej Spójni Strykowo. W godzinach popołudniowych burmistrz Włodzimierz Pinczak przekazał na ręce prezesów Mateusza Przybyłowskiego i Jacka Nowickiego kluczyki do nowego ciągnika kosiarki, aby mogli dbać o murawę na boisku.

Odbył się też mecz, między adeptami Spójnia, a działaczami, w której gościnne zagrali: komendant stęszewskiej policji Paweł Maślana, prezes Lipna Stęszew Dariusz Przynoga i radny Jarosław Krupa. Ponadto w tej ekipie zgrali: Mateusz Przybyłowski, Jacek Nowicki, Darek Idkowiak, Krzysztof Rozumek, Maciej Rychlik, Marcin Targowski, Roman Szulc, Zdzisław Borowicz, Damian Walenciak, Tomasz Szymański, Łukasz Nowak, Łukasz Idkowiak, Artur Kowalski. W tym pojedynku liczyła się zabawa, a nie wynik.

Organizatorzy Dni Dziecka w Strykowie na łamach „KL” dziękują wszystkim darczyńcom za wsparcie imprezy.

STĘSZEW

W ramach Dnia Dziecka burmistrz Stęszewa 10 czerwca zaprosił mieszkańców gminy na Piknik Rodzinny Całość odbywała się na obiekcie Lipna przy ulicy Trzebawskiej i została zaprojektowana, jako „Wioska sportu”.

Był to ciekawy pomysł, w którym zawarto miejsca na rozgrywanie zawodów, konkurencji i zabawy. W jednym zawarto edukację, ruch i lekki wysiłek.

Na imprezie były nowości w postaci wyścigu biedronek, meczu piłki nożnej w specjalnych strojach. Nazwano to piłką fartuchową. Były też ogromne klocki „leggo”.

Rywalizowali rodzice ze swoimi pociechami. Humory dopisywały, bo zabawa była przednia.

Frekwencja na pikniku rodzinnym, pomimo zachmurzonego nieba była bardzo duża.

Seweryn Kaczmarek

Krąplewo i Dzień Dziecka

Z pewnymi zawirowaniami, ale ostatecznie w niedzielę 10 czerwca odbył się w pod stęszewskim Krąplewie sołecki festyn z okazji Dnia Dziecka.

Obecna od 4 lat Rada i sołtys Jacek Mądry, a także lokalni działacze od początku kadencji myśleli, aby dać najmłodszym nieco radości. W pierwszym roku zakupili bilety do Deli Parku. Ale już w drugim postanowili zrobić u siebie i wynajęli firmę, która profesjonalnie przygotowała imprezę. Kolejne dwa lata zabawę na placu, między ulicami Okrężna i Krótka, dla dzieci z Krąplewa i Wielkiejwsi oraz ich gości zorganizowała lokalna firma AGMA, trudniąca się tego typu imprezami. Zrobiła to za znacznie niższą kwotę, niż należałoby oficjalnie zapłacić.

Warto napisać, że w tym roku dzień przed imprezą, na krąplewski plac przyjechały now e ławki. Aby mogły być gotowe na niedzielę napracował się przy ich skręcaniu jeden z mieszkańców Osiedla POM. On też potem dbał, podczas imprezy, o zasilanie prądem. A ten prąd popłynął z prywatnych domów, które go bezpłatnie udstępniły.

Gmina dała fundusze z odpisu sołeckiego. Do tego byli także sponsorzy. Jednym z nich była firma ABC FOTO Leszka Ksiażkiewicza ze Stęszewa, która od 4 lat zawsze robi sesję zdjęciową. W tym roku dla każdego uczestnika przygotowała grupowe zdjęcie i je wręczyła na pamiątkę. Było tego w sumie okolo 100 fotografii.

Wszystko, co było na festynie, zostało opłacone z góry przez organizatorów. Każde dziecko gratisowo otrzymało napoje, słodycze, popcorn, a dorośli kawę, herbatę i ciasto. Darmowe były zabawy na mechanicznych konikach i samochodzikach. Na placu były dwa dmuchane zamki.

Między uczestnikami przechadzała się duża maskotka Minionek, z bajki o takim tytule. Było sporo konkursów z nagrodami i dyplomami. Muzykę serwował DJ-ej.

W przygotowanie tego dnia włączyło się wiele osób, ale szczególone podziękowania należą się niestrudzonej Julii Suchorze z osiedla Krąplewo.

Szacuje się, że w festynie uczestniczyło kilkaset osób. Czas zabawy planowano od 14-ej, do 19-ej. Jedank zabawa przedłużyła się o kolejny czas.

Organizatorzy w imieniu dzieci chcą podziękować za przekazane napoje, słodycze, domowe ciasto i wiele innych drobiazgów.

Z kolei mieszkańcy chwalą imprezę i mówią, że czekają już na przyszłoroczny Dzień Dziecka. Ludzie są zadowoleni, choć wcześniej było trochę wątpliwości, co do sensu jej organizwania.

Dzięki dobrej atmosferze panującej w tym środowisku, społeczność lokalna zaczęła włączać się w prace na rzecz sołectwa. Przykładem jest sobota 9 czerwca, gdy na apel sołtysa Jacka Mądrego ludzie sami zgłosili się do porządkowania świetlicy w Wielkiejwsi i w jej otoczeniu.(maz)

Kawalerzysta bez światła
– Już kiedyś ci wspominałem, że takie jaja z nazwiskami, jakie są w naszym kraju, to nie mają nawet Węgrzy. Madziarom, to nawet nie ma się, co dziwić, bo oni, jak budowana była „wieża Babel” to byli najwyżej. Bóg, gdy zaczęli zbliżać się do nieba wszystkim budującym pomieszał języki – na chwilę mówiący te słowa Marian Lichy umilkł. Natychmiast odezwał się jego kumpel Hipolit Mizerka.
– Coś ty znowu wymyślił i co kluczysz, jak Żyd po pustym sklepie.
– Jak ci wspomniałem, do mojej klasy chodzili Grzymała, Drzymała, Jurga i Jórga – nie zrażony mówił Marian.
– No i co w tym dziwnego? Nazwiska, jak nazwiska – przerwał Hipolit.
– Już ci mówię, o co mi chodzi – spokojnie rzekł Marian. Jeden Jurga pisał się przez „u” zwykłe, a drugi „ó” zamknięte. Jakby tego było mało, obaj mieli na imię Andrzej. Nauczyciele mieli z tym kłopot. Ciągle dopytywali, jak się piszą.
– Nazwiska, to oddzielny rozdział. Tak się piszą, bo tak zostały wprowadzone do rejestrów i dokumentów. Inne nazwy i określenia wynikają z ortografii – skonstatował Hipolit.
– Widzicie go, mądrala z kaczego kupra się znalazł. Nie widziałem, że ty jesteś taki językoznawca. Nic dodać, nic ująć, tylko kumpel Miodka – kpił Marian.
– A co w tym Grzymale i Drzymale jest tak dziwnego, że musimy o tym mówić? – niezrażony kumpla atakiem zapytał Hipolit.
– Mam w tym swój cel i o tym chciałem ci powiedzieć – powiedział Marian. Nie przerywaj, to opowiem ci o gościu, który mieszkał w wozie cygańskim.
– Każdy Rom kiedyś mieszkał w czymś takim i co z tego? – wypalił Hipolit. Szybko jednak pożałował niewyparzonego języka.
– Czy ty możesz wejść w temat, który chcę ci przybliżyć? Wysil mózgownicę, to liźniesz trochę wiedzy z barwnej historii naszego kraju – atakował Marian.
– Wiesz, że lubię cię prowokować, przyjacielu. Mów, co masz do powiedzenia. Zamieniam się w słuchu – pojednawczo rzekł Hipolit.
Udobruchany uległością kumpla Marian zaczął:
– Około dwudziestu kilometrów od naszego miasta mieszkał Michał Drzymała. Dodam ci, że akcja, o której ci mówię rozgrywała się podczas zaboru pruskiego.
– Dzieje się, jak sądzę, przed pierwszą wojną światową – wtrącił Hipolit.
– Dobrze miarkujesz – jeszcze spokojnie kontynuował Marian. Gościu nie specjalnie chciał pracować dla Prusaków. Nie lubił zaborców, a oni nie lubili Drzymały. Michoł, jak na niego mówiła rodzina, sąsiedzi i znajomi był nie lada gigantem. Kombinował, jakby zarobić, ale przede wszystkim, jak okpić szkopów.
– Zapomniałeś dodać, że lubił wypić i to sporo. Dokładnie tak, jak ty – ponownie wskoczył Hipolit.
– Prawda, że on i ja nie wylewaliśmy za kołnierz. Nie zaprzeczę, że nadal lubię sobie golnąć, ale za swoje – tłumaczył się Marian.
– Z tym bym polemizował, ale dzisiaj mi się nie chce z tobą sprzeczać – spokojnie odparł Hipolit. Wróć do tego Drzymały, bo rozwadniasz temat.
Nie czekając na dalsze ponaglanie Marian szybko zaczął mówić.
– Któregoś dnia późnym popołudniem wracał furmanką do chaty. Wypita gorzałka sprawiała, że był w dobrym nastroju. Nagle w oddali ujrzał pędzącego za nim policjanta pruskiego. Był to ten sam, z którym miał na pniu. Za każdym razem mundurowy czepiał się o brak światła. Wiedział, że i tym razem tak będzie. Szybko zeskoczył z wozu i wyprzągł konia. Zanim policjant dojechał dosiadł kobyłę. Prusak tak jak przypuszczał przyczepił się o to, że zaprzęg jest nieoświetlony. Na to Drzymała bezczelnie rzekł, że on nie jedzie wozem, ale podróżuje na koniu. Czy kawalerzysta musi być oświetlony – ironicznie zapytał. No nie – odparł policjant i mocno wkurzony. Nacisnął na pedał roweru i odjechał.
– Wiem, wiem i znam tę historię. Już wcześnie kilka razy mi ją opowiadałeś. Za każdym razem coś zmieniasz i chętnie jej słucham – wtrącił Hipolit. Przypomnij mi jeszcz,e jak to było z tą jego chatą na kółkach.
Marian poczuł się w swoim żywiole i zaczął opowiadać:
– Leciwa chata Drzymały się rozwalała. Chciał sklecić sobie nową. Poszedł do urzędu, a tam usłyszał, że nie wolno nic nowego stawiać. Nie to nic nie odrzekł i odszedł. Miał rodzinę i musieli, gdzieś mieszkać. Postanowił, więc kupić wóz cygański. I tak też zrobił. Gdy tylko postawił go na swojej działce przyjechał urzędnik i oznajmił, że nowy dom nie może tu stać. Na to Drzymała znalazł sposób. Codziennie przesuwał go o metr do przodu, Objeżdżał działkę i na jednam miejcu nie stał. Prusacy tak długo szukali na niego haka, że i znaleźli na to sposób. Wóz zgodnie z ich przepisami musiał mieć dwa i pół metra wysokości, a jego miał tylko dwa dwadzieścia. Nie było rady zmuszony został do opuszczenia chaty na kółkach. Wyjechał ostatecznie do innej miejscowości, w której od sympatyzującym z nim człowiekiem dostał mieszkanie.
– Ja myślę – przerwał kumplowi Hipolit – że tego Drzymałę nie lubili, za co najmniej dwie rzeczy. Pierwsza to kombinowanie, a druga to nazwisko. Już widzę tego urzędnika, który musiał zapisać Drzymała, którego nie mógł nawet wymówić.
– Jak tak mówisz, to przypomniał mi się film „Jak rozpętałem II wojnę światową?” Podczas przesłuchania Niemiec, gdy usłyszał nazwisko Brzęczyszczykiewicz, to gały wyszły mu na wierzch. Przy próbie powtórzenia połamał sobie język. Ulżyło mu dopiero, gdy okazało się, że zatrzymany blefuje – śmiejąc się mówił Marian.
– Zgadzam się z tobą, bo widziałem ten film. Wrócimy do niego przy innej okazji – zakończył Hipolit.
Seweryn Kaczmarek

Tercet Egzotyczny w Stęszewie
Zamieszkującym gminę Stęszew i okolic mogli znów posłuchać Izabelęa Skryban-Dziewiątkowskąa. W piątek 25 maja fani uczestniczyli w jej koncercie w miejscowym Domu Kultury.
Obchodząca 55 rocznicę muzycznej przygody Izabela Skryban wykonała swoje nowe i te starsze piosenki. Nie zabrakło „Pamelo żegnaj” z tekstem nie żyjącego jej męża Zbigniewa Dziewiątkowskiego.
W sposób barwny mówiła o latach wojaży i przygód, jakie spotkały ją i jej zespół na całym świecie. Wraz z piosenkarką utwory wykonywała publiczność.
Za koncert i atmosferę i wrażenie otrzymał duże brawa na stojąco.
Na jej koncert przyjechali sympatycy także z Poznania. Przybył też dziekan stęszewskiej „fary” ks. Jan Małeta.
Po występie i krótkim odpoczynku artystka wyszła do swoich fanów. Chętnie pozowała z mini do zdjęć i składała autografy na płytach. (k)

KTORĘDY DO NIEPODLEGŁEJ
Tytuł tego tekstu, to także tytuł Powiatowego Konkursu Recytatorskiego, który odbył się w Zespole Szkolno Przedszkolnym w Granowie. Był już po raz szesnasty. W tym roku patronat nad tym wydarzeniem objął Wielkopolski Kurator Oświaty w Poznaniu.
Celem konkursu było rozwijanie czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży, jednocześnie realizowanie hasła „Rok dla Niepodległej”.
Uczestników, nauczycieli oraz rodziców w p rogach Szkoły Podstawowej im. Powstańców Wielkopolskich powitał Ryszard Grajek wraz z wicestarostą Powiatu Grodziskiego Antonim Kłak i sekretarzem Gminy Granowo Hanną Kaczmarek.
Uczestnicy przyjechali ze szkół w: Kamieńcu, Ptaszkowie, Jabłonnie (gmina Rakoniewice), Konojadzie (gmina Kamieniec), Grodzisku Wlkp., Kąkolewie i Rakoniewicach, podzielono na irzy kategorie: klasy I-III, klasy IV-VI i VIII oraz gimnazjalne klasy II i III-cia.
Inicjatorką konkursu była Magdalena Kalemba-Borowczak. Powiedziała ona, że wybierając temat tegorocznego konkursu sugerowała się również setną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że temat nie jest łatwy, jednak wybraną tematyką chcieliśmy podkreślić wagę tegorocznych wydarzeń. Stu dziesięciu uczestników potwierdziło, że temat dzieciom i młodzieży nie jest obcy, a o tęsknocie do Ojczyzny, o miłości do Polski można mówić w różnorodny sposób – dodała.
Uczniowie recytowali wiersze takich poetów, jak Władysława Bełzy, Marii Konopnickiej, Jerzego Lieberta – to ci młodsi. Starsi natomiast przygotowali Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Wisławę Szymborską.
W kategorii SP klas I-III pierwsze miejsce zajęła Iga Szumna SP w Rakoniewicach. Drugi był Jakub Kosiński SP – Kąkolewo, a III miejsce przypadło dla Julii Kinal ze SP w Kamieńcu. Wyróżnienie otrzymała Zofia Walkowiak z tej samej Szkoły.
W kategorii SP klas IV –VI – pierwsza lokalta dostala się w ręce Julii Halasz ze SP w Parzęczewie. Drugie miejsce zajęła Maria Dalaszyńska ze SP nr 1 w Grodzisku, a III był Radosław Mańkowski – SP nr 4 Grodzisk Wielkopolski. Wyróżnienie odebrała Maja Borowczak – także ze SP nr 4.
W kategorii klas VII SP, II i III gimnazjalnych pierdze miejsce zajęła Nicola Sobieraj z grodziskiej podstawówki nr 2. Druga była Urszula Frąckowiak ze SP Ptaszkowo, a III miejsce przypadło dla Zuznny Helbin ze SP z Jabłonnej. Wyróżnienie otrzymałą Karolina Galusik ze Szkoły Podstawowej w Konojadzie.
Za pośrednictwem KL organizatorzy dziękują za pomoc i wsparcie w organizacji konkursu Staroście Powiatu Grodziskiego Mariuszowi Zgaińskiemu, Wójtowi Gminy Granowo oraz dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Granowie. Mirosława Kałek
g-polska1

Szanuj zdrowie, jak je masz, bo o różne bzdury dbasz”
W Szkole Podstawowej Specjalnej w Stęszewie, w środę 30 czerwca zorganizowano, na szkolnym boisku Integracyjny Festyn Rodzinny.
Tegorocznej imprezie towarzyszyło hasło: „Szanuj zdrowie, jak je masz, bo o różne bzdury dbasz”. Towarzyszyła wymarzona pogoda, na chwilę ustąpił upał, a powiał przyjemny wiatr.
Festyn rozpoczęła dyrektor tej placówki Ewa Idowiak. Powitała rodziców, uczniów i zaproszonych gości. W tym gronie był burmistrz Włodzimierz Pinczak, radny Gminy Zenona Kempa i wicedyrektor stęszewskiej Szkoły Podstawowej Arleta Bednarczyk.
Zaproszenie przyjęli również uczniowie z zaprzyjaźnionych szkół integracyjnych z Granowa i Grodziska Wlkp oraz uczniowie-wolontariusze ze SP w Stęszewie. Na tej uroczystości była także uczennica, która ze względu na swój stan zdrowia, ma nauczanie indywidualne w domu.
Po powitaniu i złożeniu życzeń z okazji Dnia Dziecka, nastąpiła część artystyczna. Główny temat, to promocja zdrowego stylu życia. Były piosenki, scenki „O duchu, który bał się ruchu”, „O królewnie, która jabłek nie myła i krótko żyła”. Przytoczono także fraszkę Jana Kochanowskiego „Na zdrowie”.
Najmłodsi przypomnieli, że nie tylko zdrowe odżywianie służy długowieczności, że należy też dbać o wzrok, słuch, zęby, serce i kości.
Widzowie mogli podziwiać umiejętności muzyczne dzieci, które wykonały utwór na bum bum rurach, wystąpiła szkolna grupa taneczna.
Po części oficjalnej, przyszedł czas na zabawę, na różne atrakcje, które przygotowali nauczyciele i rodzice.
Na boisko wjechał wóz strażacki ze strażakami, na czele z komendantem Bernardem Jankowskim z OSP w Strykowie.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się dmuchańce i piłki rehabilitacyjne.
Jak każdego roku, dzięki Bursztynowemu Zwierzyńcowi, dzieci skorzystały z dogoterapii, hipoterapii i onoterapii. W namiocie panie prowadziły tzw. warsztaty sensoryczne. Dzieci miały możliwość wykonania własnego akwarium, swojego „gniotka”. Mogły pobawić się materiałami o różnej strukturze, mogły malować, ugniatać, przesypywać, przelewać. Przygotowywano motyle, które jak każdego roku są przekazywane Motylemu Wolontariatowi z Poznania, działającemu przy Hospicjum Palium.
Dla każdego coś miłego, ale smacznego i pożywnego również nie zabrakło. Dzięki rodzicom i sponsorom stoły uginały się od napojów, owoców, bułeczek z parówką, no i może mniej zdrowych słodyczy. Na koniec, każde dziecko otrzymało upominek.
Tegoroczny festyn, pełen atrakcji, zakończył się nieco po 12-ej. Uczestnicy zmęczeni zabawą i upałem udali się do domów. (EM.I).

Pieczarkowo w Wielichowie
Po raz dwudziesty czwarty w Wielichowie zorganizowano Święto Pieczarki. Dwudniowe świętowanie rozpoczęło się w sobotnie popołudnie 26 maja, na miejscowym stadionie. Na scenie prezentowały się dziecięce i młodzieżowe zespoły muzyczne.
Gwiazdami tego wieczoru byli DJ Disco & Mc Polo oraz zespół Fun Factory.
Z kolei niedzielne świętowanie rozpoczęła uroczysta Msza Św. odprawiona w kościele p.w. św. Marii Magdaleny w intencji producentów grzybów uprawnych.
Po mszy uczestnicy przeszli na miejscowy Rynek, skąd wyruszył barwny Pieczarkowy Korowód. Szedł ulicami Wielichowa.
Korowód prowadziła Grodziska Orkiestra Dęta im. Stanisława Słowińskiego pod batutą Renaty Kubale.
Korowód przeszedł na miejscowy Stadion Sportowy. Tam, zgodnie z tradycją wykonano pieczarkowy obrzęd dożynkowy. Wykonała go młodzież z miejscowej szkoły.
Po tych wydarzeniach młodzi ludzie wręczyli kosze pieczarek na ręce pani burmistrz Wielichowa Honoraty Kozłowskiej oraz przewodniczącej Rady Genowefy Feldgebel.
Po części oficjalnej przyszedł czas na wręczenie nagród w konkursach pieczarkowych.
MISS PIECZARKI 2018 została Sandra Gajska z Wilkowa Polskiego. MISTEREM PIECZARKI 2018 został Wojciech Zdarta z Wielichowa.
Wyróżnienie przyznano dla Aliny i Mirona Szafrańskich z Wielichowa.
W kategorii KOROWÓD PIECZARKOWY – I miejsce zajęła klasa 0c z Wielichowa, II miejsce klasa VIIa z Wilkowa Polskiego, III miejsce klasa 0a z Wielichowa, IV miejsce klasa III c z Wielichowa, V miejsce klasa SP Łubnica.
Wyróżnienia otrzymali: klasa VI i VII SP Wilkowo Polskie, klasa 0 b i 0 a Wielichowo, klasa III b Wielichowo, klasa V, V b, VII b i VII c Wielichowo.
W konkursie na „Największą wyhodowaną pieczarkę” I miejsce zajęła Monika Walenciak z Kobylnik waga 2.830 kg obwód kapelusza 135 cm, II miejsce zajął maciej Radny z Wielichowa waga 2.585 kg obwód kapelusza 89 cm, III miejsce Magdalena Jędrzejczak Wielichowo waga 2.016 kg obwód kapelusza 98 cm.
W Otwartym Turnieju Warcabowym, który prowadził Tomasza Maćkowiak I miejsce zajął Stanisław Glura, II mijsce Franciszek Marach, III miejsce Waldemar Marach.
W konkursie kulinarnym „Smaki Pieczarki” I miejsce zajęły panie z KG z Wielichowa, II miejsce panie z KG w Trzcinicy, III miejsce panie z KG w Wilkowie Polskim.
W Zawodach Wędkarskich, które odbyły się na terenie stawów hodowlanych w Rostarzewie udział wzięło jedenaście drużyn. Największą ilość ryb złowili i I miejsce zajęła drużyna Usługi Transportowe Nadobnik 21,56 kg, II miejsce zdobyła drużyna Gwiazdy Karasiowe 16,10kg, III miejsce drużyna Firma Terra 14,98 kg.
Najlepszym wędkarzem został Tomasz Kostrzyński złowił 11,29 kg ryb.
W godzinach popołudniowych na scenie prezentowały się grupy taneczne wśród nich grupa cheleederek z Wielichowa „Bo jak nie my to kto”, którą publiczność nagradzała gromkimi brawami i okrzykami.
Wieczorem natomiast na scenie pojawił się DUET CARO i zaprosił na śląską biesiadę.
. A o godzinie 20.30 na scenie wystąił CZADOMAN znany m.in. z „Ruda tańczy jak szalona”.
Ponadto imprezie towarzyszyły pokazy, degustacje, wystawy przetworów pieczarkowych , promocja potraw przygotowana na bazie pieczarki. M

Jak to z Żydami w Polsce było część 8
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Są rzeczy i krzywdy, których w żaden sposób nie da się naprawić, *Oczy bywają jak okna, nie raz wesołe, nieraz smutne, *Szczęście jest zależne od gwiazd, jeżeli urodziłeś się pod ciemną gwiazdą, to szukaj rękaw do łez, *Nie ma wielkich marzeń, zawsze mogą być jeszcze większe, *Co łączy dźwięk muzyki Straussa i dźwięk karabinu? Od jednego i drugiego ludzie płaczą, *Babcia mówiła: jak ktoś jest głupi, to mu oleju do głowy nie nalejesz.
Przysłowia Europy: *Bez bólu nie ma zdobyczy, *Bezczynność jest matką wszelkiego zła, *Bieda matką sztuk wszelakich, *Błąd wyznany na poły zmazany, *Bogaty ten, komu niczego nie trzeba, *Bóg daje jedzenie, a diabeł kucharza, *Brak wiadomości, to dobra wiadomość. *Choroby, to procenty od przyjemności, *Ciężką ranę można wyleczyć, złej sławy – nie, *Choroba przybiega konno, odchodzi piechotą, *Choroba ciała zdrowiem dla duszy, *Co głowy rozdzielą, serca mogą połączyć.
Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.
KOLEJNE ZBRODNIE WATYKANU.
W części 7 zakończyłem, jak wuja 8-letniego chłopca poszedł do dziedzica po odprawieniu mszy, aby go odwieść od karania kobiet, lecz nic nie wskórawszy przyszedł do probostwa bardzo nerwowy. Rodzice moi wierzyli w czarownice. Pełni byli przesądów, wierząc w czarownice i ich współdziałanie z diabłami. Było to dla nich, jak artykuł wiary. To wydarzenie polowania na czarownice w Doruchowie bardzo ich ucieszyło i ja się cieszyłem, gdyż miałem wtedy 8 lat. Tego samego dnia pławiono te niewinne wiejskie baby w wodzie. Był to staw obszerny, który do dziś dnia egzystuje w Doruchowie. Na to widowisko pławienia w stawie czarownic zgromadziła się niezliczona grupa ludzi. Aby lepiej widzieć, 15-letni syn dziedzica zabrał mnie na łódkę i popłynęliśmy naprzeciwko mostu, z którego czarownice pławić miano. Widzieliśmy dokładnie całą ceremonię. Wprowadzono 7 kobiet na most, miały powiązane ręce, brano jedną kobietę po drugiej, zakładano pod pachy powróz; czterech ludzi na tym powrozie spuszczało kobietę powoli z mostu w wodę. Żadna nie tonęła, bowiem suknie, a zwłaszcza obszerne spódnice nim nasiąkły wodą, unosiły każdą na powierzchni wody. Dziedzic siedział przytomny na koniu, a widząc pływające wołał: nie tonie, czarownica! Słowa te, jak się później okazało, były nieodzownym wyrokiem skazującym na śmierć niewinne ofiary. Ludzie natychmiast wyciągali kobiety i tym sposobem wszystkie siedem zostało czarownicami. Po czym zaprowadzono je na powrót do więzienia na spichlerz i powsadzano w beczki, jakich do kiszenia kapusty na zimę używają. Tam nie wolno było nikomu wchodzić, tylko podstarościemu mającemu nad nimi dozór i sześciu ludziom z innych dóbr umyślnie na to sprowadzonym, którzy je karmili i pić im dawali.
Ciekawy byłem bardzo zobaczyć także owe czarownice. Podstarości miał syna w moim wieku. Chodziliśmy razem do organisty uczyć się czytać i żyliśmy ze sobą w przyjaźni. Ten na moje żądanie uprosił swego ojca, który wziął nas ze sobą do spichlerza i zamknął za sobą drzwi. Usłyszeliśmy jęczenie tych męczennic w ciemności. Zląkłem się okropnie i straciwszy ochotę zaspokojenia mej ciekawości, zaledwie obejrzałem jedną tylko beczkę. Wszystkie podobnie były urządzone. Ta, którą oglądałem stała na dwóch podstawach. W klepkach blisko dna wycięta była dziura, dość duża, czworograniasta. Kobieta wsadzona w beczkę ręce i nogi z tyłu miała związane. Dziurę zatknięto z zewnątrz kołkiem drewnianym, tak że ani stać, ani siedzieć nie mogąc przez cały czas, aż do okropnej egzekucji nieszczęsna klęczeć musiała. Każda beczka pokryta była grubym płótnem, a na boku przylepioną miała karteczkę z napisem: „Jezus, Maria, Józef” z przyczyny, aby diabli nie mieli do kobiet przystępu i nie uwolnili swych oblubienic od śmierci.
Później z pobliskich wsi przywieziono, ale zawsze w nocy, już w takich beczkach powiązanych sznurami, uwięzionych następnie siedem innych kobiet; a zatem było ich wszystkich 14. Zaczął dziedzic przysposobienie robić do egzekucji, kazał z boru kopać smolne pnie sosnowe takie, których już biel w ziemi opróchniał, a tylko sam smól pozostał, ścinać sosny najsmolniejsze i sążnie z nich bić. Najpierw sosnę wielką wkopano w ziemię i około niej stos okrągły układano. Jedną warstwę pni i smolnych drew, a drugą słomy na wysokości kilkunastu łokci.
Ciekawością zdjęty poszedłem z synem podstarościego oglądać stos, a widząc to drabiny przystawione, chcieliśmy wejść na wierzch. Ludzie będący na straży, aby go nie podpalono, zrazu bronili nam dostępu; atoli poniżej strażnicy dali się uprosić. Tutaj na samym wierzchu była słoma równo usłana, jak na stole i kilkanaście klocków dębowych dosyć wielkich, na każdym klocku była przylepiona kartka z napisem „Jezus Maryja Józef” dla wyżej wyróżnionych przyczyn. Jeden ze stróżów powiedział nam, że tymi klocami będą przyciskać czarownice, aby spokojnie na miejscu leżały. Gdy stos był już wystawiony, sprowadził dziedzic dwóch katów, trzech sędziów z Grabowa (gdyż w tym czasie niemal każde miasteczko miało prawo do miecza) i trzech księży zakonników z Watykanu dla dysponowania skazanych na śmierć czarownic.
Blisko spichlerza był dom „kopcem” zwany, naokoło oblany wodą. Mieszkał w nim podstarości. Jego syn, przyszedł po południu do szkoły i powiedział, że jego ojciec musi się wyprowadzić ze swego mieszkania, bo będą tam w nocy na tortury czarownice ciągnąć. Dodał, że nikt być nie może prócz sędziów, katów i zakonników z Watykanu. Całą noc nie mogłem spać i myślałem, jak się tam dostać. Nazajutrz rano wstałem, zjadłem śniadanie, ukradkiem wziąłem w kieszeń pajdę chleba z masłem, elementarz pod rękę, udając, że idę do szkoły. Pobiegłem prosto na kopiec, gdzie już rzeczy podstarościego wynoszono. Gdy już nikogo w domu nie było, wszedłem do izby i ulokowałem się na przypiecku, skąd nie będąc widziany mogłem się dokładnie wszystkiemu przypatrzeć. Przyszedł podstarości i dwóch ludzi. Ci uprzątnęli, a potem wyszedłszy zamknęli izbę. Będąc sam jeden, już żem ze strachu chciał wołać oknem, żeby mnie wypuścili, ale chęć widzenia nowości przemogła. Było to przed południem. Z nudów i bojaźni usnąłem. Musiałem spać dosyć długo, bo gdy się obudziłem słońce już zachodziło. Spojrzawszy na izbę zobaczyłem stół pod oknem, trzy stołki, na stole papier, pióra i kałamarz, lichtarze ze świecami, butelkę wódki i kilka kieliszków. Niedługo potem czterech ludzi przyniosło na noszach kloc wielki z żelaznym pałąkiem. Wszedł za nimi kat, zaczął laską w suficie w jedną deskę pukać, po czym zaraz usłyszałem mocny huk na górze. Wyrąbano znaczny otwór, spuszczono nim koło małe od wozu, u którego wisiały dwa powrozy. Po zachodzie słońca weszło dwóch ludzi. Jeden przyniósł kilka tarcic, a drugi zapaloną świecę. Tymi tarcicami zabito okna, świece na stole zapalono. Weszli sędziowie. Usiedli na stołkach, a posiliwszy się gorzałą, kazali przyprowadzić czarownice. Wszedł kat i niedługo czterej pomocnicy na noszach przynieśli kobietę. Miała z tyłu związane ręce i nogi. Z rozkazu sędziego kobietę rozwiązali ręce i nogi. Rozebrali ją do naga i postawili na pniu. Trzymali ją oprawcy, bo sama nie miała sił, żeby stać. Sędzia cały czas zadawał pytania, oprawcy dalej nagą wiązali, nogi pod żelazny pałąk na pniu podłożywszy powrozem przymocowali. Do rąk w tył skrępowanych przywiązano powróz od koła wiszący, na plecy włożono szpagę podobną do grabi z żelaznymi zębami, które w ciało wchodziły. Te przytwierdzono także cienkimi powrozami na krzyż przez piersi opasanymi, a ich końce z tyłu do owych od koła powrozów przywiązano. Gdy te okropne boleście dla niewinnej kobiety zakończono, sędzia znowu zadawał pytania. Gdy kobieta z bólu i wyczerpania nie potrafiła ust otworzyć. Wtem kat krzyknął do oprawców, będących na strychu „obracaj koło”. Powrozy obwijały się dookoła walca, powoli ręce w tył poczęły się unosić, pociągając za sobą postronki od żelaznych grabi, których zęby wbijały się w plecy. Krew zaczęła wydobywać się ze skóry, kości trzeszczały, kobieta okropnie krzyczała.
Ciąg dalszy nastąpi.
Zbigniew Tomaszewski