środa, 22 Sierpień 2018

2018 Kwiecień

Zdrojowianie” koncerują
W sali wiejskiej w Zdroju, w grodziskiej gminie odbył się koncert Zespołu Śpiewaczego Zdrojowianie. Dedykowany był wszystkim paniom. Organizatorami imprezy byli: burmistrz Grodziska Wielkopolskiego, sołtys wioski wraz Radą Sołecką oraz Zarzad Koła Gospodyń w Zdroju.
Gości, wśród których byli m.in. burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański, prezes G.S.SCh w Grodzisku Mirosława Szpot, była przewodnicząca KG Kazimiera Homińska, założycielka Zespołu Zdrojowianie Czesława Błajet, instruktor muzyczny Zespołu Zdrojowianie Remigiusz Mazur oraz wszystkie panie w imieniu nieobecnego sołtysa wioski powitała przewodnicząca Koła Gospodyń w Zdroju Janina Kopańska.
Następnie burmistrz Henryk Szymański złożył paniom życzenia z okazji ich niedawnego święta oraz wręczył upominku.
Także sołtys włączył się w dawanie prezentów. Wręczyła je kierownik Zespołu Zdrojowianie Elżbieta Bendowska.
Następnie koncert dali Zdrojowianie. Wykonali utwory: „Paloma”, „O Marianno”, „Mały, biały domek”. Wykonania nagradzano brawami.
Spotkanie było okazją do odśpiewania „Sto” lat dla dawnej, długoletniej przewodniczącej Koła z okazji jej niedawnych imienin, dla Kazimiery Homińskiej. W podziękowaniu solenizantka przygotowała owocowy tort.
Przy kawie i słodkim poczęstunku panie miło spędziły czas na rozmowach i wspomnieniach z dawnych lat. (MK)
g-koncert 1
Życzenia paniom złożył burmistrz Henryk Szymański

„Lipa” za darmo
– Kolego mam dla ciebie rower. Prawie „nówka” nieśmigany. Nie uwierzysz, ale dam ci go za darmo – z takimi słowami zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi spojrzał na przyjaciela i rzekł:
– Czuję w twoim głosie szelmowską nutę. Jeszcze nie wiem, co kombinujesz, ale sądzę, że masz niecne zamiary. A tak naprawdę to ci powiem, że za darmo, to nawet po mordzie dzisiaj człowiek nie dostanie.
– Jeszcze raz ci mówię, że nie wezmę od ciebie za rower, ani złotówki – kusił kumpla Marian.
– Aha za jednoślad, ani zeta, a za dodatkowe wyposażenie zedrzesz ze mnie skórę! – nie dawał się Hipolit.
– Przecież mnie znasz – poważnie odparł Marian.
– I tu masz rację. Dlatego, że cię znam, to ci, ani nie wierzę, ani i nie chcę od ciebie nic. Powiem ci też, dlaczego – spokojnie tłumaczył Hipolit.
– O co ci biega? Co masz na myśli? – próbował podejść kumpla Marian.
– Już ci mówię, co mam na myśli – odparł Hipolit. Może Ty masz krótką pamięć, ale ja doskonałą. Przypomnę ci, jak mnie przed laty wyrolowałeś z okazją za darmo.
– Ja, ja!? – wyrwał się Marian.
– Ty, ty!! – przerwał mu Hipolit i kontynuował. Po wprowadzeniu się do nowego mieszkania potrzebowałem kafelki do łazienki. Zwróciłem się wtedy do ciebie o pomoc.
– I co i co zawiodłem cię? – ponownie wyrwał się Marian.
– Oho przyjacielowi wraca pamięć – ironicznie rzekł Hipolit. Powiedziałeś mi, że masz kafelki, których starczy na łazienkę i jeszcze na kuchnię. Przez chwilę nie posiadałem się ze szczęścia. Lekko kopara opadła mi, jak powiedziałeś, że masz płytki, ale trzeba pojechać po nie do kuzyna Szczepana Klejberta kawałek za Wrocław.
– No i co? Były? – próbował wtrącić się Marian.
– Proszę nie przeszkadzaj, bo na samą myśl mógłbym ci udusić. Wynająłem samochód i pojechaliśmy, ale jak się okazało, aż do Wałbrzycha. Na miejscu, ze sterty mało atrakcyjnych płytek, jakoś udało się wybrać potrzebną ilość na łazienkę i kuchnię. Za „niby klej” już twojemu kuzynowi musiałem zapłacić tak samo, jak za zaprawę do fugowania. Transport i te dodatki kosztowały mnie sporo grosza. Ten twój krewniak ze Śląska zaoferował się założyć płytki. Tego też zapewne nie pamiętasz lub nie chcesz, że Szczepan siedział i zakładał pytki w moim mieszkaniu przez dwa tygodnie. Najgorzej nawet mu to nie wyszło, ale za robotę zdarł z nas skórę. Moja, jak przeliczyła wszystko, łącznie z wypitą gorzałą, chciała mnie wywalić z chaty. I to niby miało być twoim zdaniem za darmo? – zły nakręcał się Hipolit.
– Przepraszam kolego, ale płytki były gratis. Teraz proponuję ci rower także za darmochę – niezrażony mówił Marian.
– Proszę powiedz mi, gdzie po niego trzeba jechać i jakie czekają mnie niespodzianki? – dopytywał Hipolit.
– Zaraz jechać – łagodził Marian. Tu jest w naszym mieście w piwnicy, u szwagierki Heli Zasuwaj. Mówię ci damka, pierwszy właściciel, oryginalny lakier. Wprawdzie nie ma błotników, jednego pedała, światła, pompki i stoi bez powietrza, ale pozostałe części ma prima sort.
– Przecież, jak ja to wszystko dokupię i dam założyć mechanikowi, to stracę sporo kasy. Wyjdę na tym, jak „Zabłocki na mydle”. O nie, dziękuję przyjacielu. Jak chcesz, to weź go sobie sam. Ten temat uważam za zamknięty – rzekł Hipolit.
– Mam jeszcze coś dla ciebie za darmo – nie dawał za wygraną Marian. Na pewno cię zainteresuje, tym bardziej, że dotyczy zdrowia. Przecież ja wiem i ty wiesz, że masz je kiepskie.
– Od kiedy ty się przyjmujesz moim zdrowiem. Skoro tak jest, to powiedz, co masz dla mnie „czarcie żebro”, czy zdechłego kota pod poduszkę? – kpił Hipolit.
– Nie rób sobie jaj. Posłuchaj, dostałem telefoniczne zaproszenie na darmowe badanie serca i układu krążenia. Mogę przyprowadzić ze sobą jedną osobę i pomyślałem o tobie, może byśmy na to poszli razem, tym bardzie, że za darmo – zachęcał Marian.
– O nie i jeszcze raz nie, przyjacielu – natychmiast zareagował Hipolit.
– Taka okazja, dlaczego nie chcesz z niej skorzystać? – pytał Marian.
– Powodów jest kilka i już ci mówię, co mam na myśli – zapalił się Hipolit. Nie mówiłem ci, że moja teściowa kilka tygodni temu wraz z moją Kundzią skorzystały z takiego zaproszenia. W gabinecie na kółkach zostały przebadane, Dowiedziały się, że są poważnie chore i mają liczne wady. Ten fachowiec w białym kitlu zalecił im: spokój, bezsterowy styl życia i lekarstwa, w tym zastrzyki, tabletki, przepuszczającą powietrze pościel, olejki zapachowe pozwalające lekko oddychać, kremy otwierajże pory, a nawet bieliznę. Badanie było za darmo, a moje panie przytargały do chaty dwie duże torby za cztery stówy rewelacyjnych środków nasercowych.
– A garnków im nie wciskali? – wtrącił Marian.
Widzę przyjacielu, że wiesz, o co w tym wszystkim chodzi – oznajmił tryumfalnie Hipolit.
– Krótko i zwięźle, ty nie chcesz roweru, ani bezpłatnego badania. Ja to szanuję. Powiem ci więcej, solidaryzuję się z tobą – rzekł Marian i przybił piątkę kumplowi.
Seweryn Kaczmarek

Obra 1912 Kościan – PKS Racot 4:0 (3:0)

Derby dla gospodarzy

Pojedynek drużyn zza „miedzy” zakończył się 28 kwietnia pewnym zwycięstwem Obry. Miejscowi w 18’ po golu Filipa Tylczyńskiego prowadzili 1:0. W 40’ do siatki rywali na 2:0 trafił Krzysztof Marchewka. Nie minęły więcej, niż trzy minuty, a golkiper gości po raz trzeci wyjmował piłkę z siatki. Autorem gola był Tomasz Marcinkowski.

Wynik zawodów już w 48’ strzałem głową ustalił Igor Rudawski. Bramkarza PKS próbował jeszcze pokonać Kamil Tomowiak. Jego strzał minimalnie minął bramkę gości.

Tego dnia już więcej goli kibice nie oglądali.

Obra: Wojnowski – Krzysztof Chwaliszewski, Krzysztof Marchewka, Jakub Jandy, Jakub Płotkowiak, Igor Rudawski, Piotr Sznabel, Jacek Żak, Filip Tylczyński, Krystian Łukaszyk, Tomasz Marcinkowski – Jędrzej Dorynek, Waliszewski, Tobiasz Biały, I Żak, Dawid Ratajczak, Kamil Tomowiak, Tomaszewski. (k)

Śląsk Wrocław – Tęcza Kościan 31:34 (17:15)

Każdy dołożył swoje do zwycięstwa

Słowa zawarte w tytule przekazał red „Kl” trener Tęczy Dawid Nowak. Jak  też dodał do Wrocławia jego zespół pojechał tylko w dziesiątkę. Do składu trafiła młodzież: Jacek Idziak, Patryk Zaremba i Adam Ryba. Nie było nominalnego bramkarza Adama Noskowiaka. Na trybunach z kontuzją siedział rozgrywający Tomasz Piątek. Na tej pozycji z konieczności grał Daniel Olejnik. Nie zważając na kadrowe kłopoty wszyscy zawodnicy, którzy znaleźli się na boisku dali z siebie wszytko, aby rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść.

Początek meczu 28 kwietnia należał do gospodarzy. Budowali przewagę, aby odskoczyć na cztery gole. Na przerwę miejscowi schodzili przy prowadzeniu dwoma bramkami. W drugiej odsłonie nasi mądrze bronili i wykorzystywali każdą okazję do rzucania goli. W defensywie starali się nie przekraczać przepisów, aby nie łapać kar. Powoli Tęcza zaczęła być skuteczniejsza. Pomiędzy 45’ a 50’ nasi uzyskiwali od dwóch do trzech goli przewagi. W 58’ było 32:29 dla przyjezdnych. Śląsk w tej samej minucie zmniejszył dystans na 30:32. Nasi jeszcze szarpnęli i w 59’ było już 34:30. Stało się pewne, że goście ten mecz wygrają. Gospodarze kosmetycznie tylko poprawili wynik.

Tęcza: Omar Amirjan – Kamil Gessner-12, Kamil Napierkowski-7, Daniel Olejnki-5, Alek Cierniewski-5, Dawid Greaf-3, Jacek Idziak-1, Bartosz Nowakowski, Adam Ryba, Patryk Zaremba. (k)

Obra 1912 Kościan – Helios Czempiń 3:1 (1:0)

„Mały” puchar dla Obry

Kościańska drużyna sięgnęła po wygraną we finale Pucharu Polski na szczeblu OZPN Leszno. Zwycięstwo nad lokalnym Heliosem nie przyszło Obrze zbyt trudno. Wprawdzie goście pierwsi zagrozili bramce gospodarzom, ale dalej warunki na boisku dyktowali miejscowi.

W 21’ gola na 1:0 strzelił Szymon Słoma. W drugiej połowie na 2:0 podwyższył Tomasz Marcinkowski. Sprawę pucharu załatwił w 78’ efektownym uderzeniem Kamil Tomowiak. W 83’ honorowego gola dla Heliosa sprezentował strzałem samobójczym Michał Gelert.

Obra w dalszej batalii PP 9 maja rozegra na swoim boisku z LKS Gołuchów.

Po zakończeni zawodów puchar OZPN trafił w ręce uradzonych piłkarzy, szkoleniowców i działaczy kościańskiego zespołu.

Obra: Jędrzej Dorynek – Krzysztof Chwaliszewski, Jakub Jandy, Krzysztof Marchewka, Michał Gelert, Igor rudawski (70’ Kamil Tomowiak), Piotr Sznabel, Filip Tylczyński (55’ Dawid Ratajczak), Jacek Żak (65’ Jakub Płotkowiak), Szymon Słoma (78’ Krystian Łukaszyk), Tomasz Marcinkowski (85’ Tobiasz Biały). (k)

Hipolit Cegielski – jego medale i certyfikaty
Kurier lokalny, co rusz to otrzymuje zaproszenia na różne ważne wydarzenia. W najbliższym czasie przedstawiciele gazety będą uczestniczyć w Gali przyznawania Certyfikatów i Medali nadawanych od dwudziestu lat przez poznańskie Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego. Uroczystość odbywać się 26 kwietnia w Sali Lubrańskiego na Uniwesytecie im. Adama Mickiewicza, w Collegium Minus przy ulicy Wieni awskiego w Poznaniu.
Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego przyznaje Certyfikat „Najlepsze w Polsce”, a także nadaje złote i srebrne Medale „Labor Omnia Vincit”, czyli „Praca Wszystko Zwycięża”.
Wyróżnienie „Najlepsze w Polsce” – „The Best in Poland” zaczęto przyznawać w 2004 roku. Jest to konkurs jakości produktów i usług. Przed wejściem Polski do struktur Unii Europejskiej konkurs ten nazywał się „Dobre, bo Polskie”. Godło „Najlepsze w Polsce” przyznawane jest przedsiębiorstwom, zakładom i firmom. Towarzystwo zezwala używać godła do celów handlowych. Używają je także organizacje społeczno-kulturalne, edukacyjne i sportowe oraz media lokalne. Muszą jednak spełnić warunki określone przez organizatorów.
Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego, jako inicjator konkursu prowadzi rejestr firm, produktów i usług nagrodzonych tym godłem.
Towarzystwo medale przyznaje osobom krajowym i zagranicznym. W latach 2005-2015 zarząd Towarzystwa przyznał ich wielu zacnym osobom. Laureatami zostali regionaliści, działacze organizacji pozarządowych, ludzie różnych zawodów, naukowcy, ludzie edukacji, kultury, sztuki i Kościoła, a także polityki.
– Nagrodzonym może być ten, który wyróżnia się w życiu codziennym oraz w swoim środowisku zawodowym wzorowym postępowaniem i realizowaniem idei pracy organicznej – można przeczytać w statucie Towarzystwa. Medal i statuetki otrzymują osoby oraz instytucje, które mają w swej dotychczasowej działalności wieloletni dorobek solidnej pracy i korzystnego kształtowania dobrych wartości. Są to instytucje i przedsiębiorstwa znane od lat ze swej działalności gospodarczej, edukacyjnej, usługowej, kulturotwórczej i charytatywnej dla społeczeństwa – czytamy.
*

Jak to z Żydami było część 4
Motto: *Lepiej być żywym wróblem, niż martwym orłem.
*Artyści całe życie są wróblami, po śmierci orłami.
Sprostowanie: W 3 części wkradło się kilka błędów, które spróbuję poprawić. Napisane było, że w roku 1939 rozpoczął się w mazowieckiej Warszawie, powinno być w roku 1339. Pod foto z podpisem uciekinierzy z Kościana powinno być „mieszkańcy Warszawy wygnani przez Niemców po powstaniu w 1944 uciekają w nieznane. Pod foto Sedlaga z Kościana powinien być podpis Sprengmeister Sedlad z Kościana uczestniczył w wysadzaniu warszawskich budynków w tym zamku królewskiego. Ponadto od roku 1939 rozbierał kapliczki i budynki na naszym terenie.
W części 4 postaram się wyjaśnić kolejne zbrodnie Watykanu sprzed kilkuset lat, zbrodnie, które nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jak już wspomniałem badanie historii jest bardzo trudne sprzed prawie 1000 lat i biorąc pod uwagę to że tylko zwycięzcy będą pisać historię, a zwycięzcami było imperium rzymskie, a po nim Watykan. Można tu zacytować powiedzenie „kto ma pieniądze ten ma władzę, a kto ma władzę ma religię”. W części 4 muszę wrócić do zbrodni, którą opisywałem w artykułach dotyczących Tomic w gminie Stęszew dotyczyło to zamordowania Świętego Wojciecha, znalazłem jeszcze kolejne dowody, iż Świętego Wojciecha nie zamordowali Prusacy. Według starych ksiąg Święty Wojciech był ciotecznym bratem Króla polskiego Bolesława Chrobrego. Gdy Święty Wojciech wyrósł na chłopca nadzwyczaj żywej wyobraźni. Ojciec oddał syna na wychowanie arcybiskupowi Magdeburskiemu Albertowi. Gdy Wojciech dorósł i obok niezwykłej pobożności okazywał powołanie do stanu duchownego, wyświęcił go arcybiskup na kapłana i wyprawił do Czech do ojczyzny. Dziwnym zbiegiem okoliczności po przybyciu Wojciecha do ojczyzny właśnie w tym czasie umarł w Pradze biskup Thietmar i z tego powodu książę czeski Bolesław Srogi jednomyślnie z kapłanami zapragnął, aby Wojciech był następcą biskupa Pragi Thietmara. Młody kapłan, posłuszny przełożonym został biskupem Praskim. Wojciech, jako biskup wyświęcił na kapłana najmłodszego swego brata Radyma, który odtąd był nieodstępnym towarzyszem Wojciecha aż do jego śmierci. Po śmierci Wojciecha został pierwszym arcybiskupem polskiego kościoła. Wojciech miał sześciu braci, najstarszy był Sobiebór, Spiecymir, Dobrosław, Poraj, Czesław, Wojciech i Radym. Wojciech, jako biskup Pragi był wspaniałym człowiekiem, nie pozwalał ludziom całować rąk ani butów, odwiedzał więźniów i chorych. Sam nie raz chodził głodny, prawie wszystkie dochody, które były bardzo duże rozdawał biedakom. Pozostawiał sobie lichą strawę i nędzną odzież. Wojciech marzył o spacerach po polach z biedakami, podziwiając uprawy dary Pana Boga i śpiew ptaków. Po sześciu latach męczarni w szatach biskupa napisał list do papieża z prośbą o zwolnienie z funkcji biskupa. Wojciech pisał prośbę i obiecał, że po zwolnieniu go z funkcji biskupa Pragi pójdzie do najbliższego klasztoru i zostanie zwykłym zakonnikiem. Na jesieni 966 roku Wojciech z bratem Radym i drugim zakonnikiem tworzyli grupę trzech najzwyklejszych zakonników przyodzianych w skromne habity przybyli na dwór Bolesława Chrobrego do Gniezna gdzie spędzili całą zimę. Król Bolesław porozumiał się z Wojciechem i zaczął czynić przygotowania do wyprawy nad morze Bałtyckie, dokąd sięgały jego ziemie zostające jeszcze w pogaństwie. Na początku wiosny Wojciech pożegnawszy Króla Bolesława popłynął Wisłą do Gdańska w towarzystwie rodzonego brata Radyma i drugiego zakonnika Benedykta i 30 zbrojnych których mu król przydał do obrony morzem popłynęli w miejsce gdzie dziś Królewiec leży. Wysiadłszy na ląd zakonnicy odesłali zbrojnych do króla polskiego. Dalej trzech zakonnych udali się w głąb Prus. Napotkali na drodze prusaków, Prusacy kazali trzem pielgrzymom iść dalej, jeden z prusaków uderzył Wojciecha wiosłem tak silnie że towarzysze podnosili go z ziemi półprzytomnego. Tak niegościnnie przyjęci podążyli dalej. Przypowieść autora: To jest niemożliwe, ponieważ Prusaków obowiązywało święte prawo gościnności, które do dzisiaj obowiązuje wśród Słowian „Gość w dom, Bóg w dom”. U mnie w domu jesteś gościem i włos ci z głowy nie spadnie”. Prusacy byli bardzo pracowici, mądrzy, wierzyli wyłącznie w Boga i przestrzegali świętych zapisanych praw. Tak samo jak w starych księgach jest zapisane, że Prusacy wydali ciało Wojciecha królowi Polski za wagę złota. W innych księgach pisze, że za wagę srebra, w jeszcze innej pisze, że ciało Wojciecha tak wyschło, że srebra nie dostali Prusacy prawie nic. W innych księgach jest napisane, że Prusacy poćwiartowali ciało, a Bóg sprawił, że się zrosło, także zakonnicy spisujący te kroniki sami się pogubili w tych kłamstwach. Jeżeli by Prusacy zażądali to zboże i siano a nie złoto ani srebro, ponieważ jedzenie i pasza dla zwierząt było dla nich największym bogactwem tym bardziej, że zbliżała się zima. A Wojciech został zamordowany 23 kwietnia 997 roku, czyli na przednówku, kiedy zapasy siana i pszenicy się kończyły, a sporo należało ziarna ocalić do zasiewów, także podsumowując to wszystko można mniemać iż tylko zwycięzcy będą pisać historię dlatego jest tyle kłamstw. Ktoś kiedyś powiedział, że jak chcesz kłamać to musisz mieć bardzo dobrą pamięć. Do dzisiaj oskarżonego przesłuchuje się kilka razy, aby porównać zeznania. Jak oskarżony nie kłamie to zeznania za każdym razem będą takie same. Prusacy i Słowianie czcili zapisane święte prawo gościnności i nie mieli żadnego powodu, aby zabijać Wojciecha. Z resztą gdyby to nawet zrobili to zabili, by wszystkich trzech, wszyscy trzej byli zwykłymi zakonnikami. Do dzisiaj policja rozpatrując morderstwo bierze pod uwagę, kto miał korzyść z tej zbrodni. Tylko Watykan po pierwsze Wojciech pisząc list do Watykanu o zwolnienie go z biskupa Pragi, Papież wyraził zgodę, ale już Wojciech miał nagrabione, po drugie Watykan potrzebował męczennika, aby utworzyć biskupstwo gnieźnieńskie, a po trzecie, dlaczego na granicy Prus odprawili 30 żołnierzy, których król dał im do ochrony, po czwarte w śmierci Wojciecha interes miał jego najmłodszy brat Radym, który po śmierci brata został arcybiskupem Polski. Po piąte największy interes w śmierci Wojciecha miał Watykan, który uzyskał pretekst i zgodę do wymordowania prusaków i przejęcia ich bogactw. Myślę tu nie o złocie i srebrze, ale o najbardziej urodzajnych ziemiach. Watykan uznał że prusacy są niereformowalni i nie zamknęli żadnych w rezerwatach żeby mieć darmową siłę do pracy. W Ameryce Indian wymordowali Watykańscy organizatorzy wypraw krzyżowych nie wszystkich, dużo zamknęli w rezerwatach aby mieć darmową siłę do pracy tak samo w Australii nie wymordowali wszystkich Aborygenów, dużą ilość zamknęli w rezerwatach. Brazylia jest największym producentem kawy na świecie, jednak nie sprzedają, ani ziarenka. 100 % kawy sprzedają koloniści (zaborcy). Biorąc pod uwagę to, iż zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu. Jako Słowian będę apelował do ludzi dobrej woli o wznowienie procesu w Norymberdze. Szkoda, że mój idol Czesław Niemen nie żyje, gdyby żył poprosił bym go aby dopisał jeszcze kilka zwrotek do piosenki „Dziwny jest ten świat”.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Wiosna z Krasnalem Hałabałą
W środę przedszkolacy z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały w Grodzisku Wielkopolskim powitali wiosnę.
Tego dnia przedszkolacy 3,4,5 i 6-latki z grup o nazwie Misie, Zajączki, Wiewiórki, Sarenki, Jeże, Liski, Wróbelki, Mrówki, Kreciki, Skowronki, Jaskółki i Sowy obejrzały teatrzyk pt. „Witamy wiosnę z Krasnalem Hałabała” w postaci wcieliły się nauczycielki: pani wiosna – Marta Gęsikiewicz, pani zima – Ewelina Weryszko –Giec, Krasnal Hałabała – Anna Stankowska- Gracz, wiatr – bocian – Patrycja Hryniak.
Sprzęt nagłaśniający obsługiwała Edyta Wasielewska.
Piosenki o wiośnie podczas spektaklu śpiewała grupa 5-latków o nazwie Mrówki.
Następnie dwie grupy przedszkolaków Mrówki i Sowy wraz z nauczycielkami przeszły w kolorowym korowodzie ulicami miasta oznajmiając nadejście wiosny.
Przechodniom wręczali własnoręcznie wykonane wiosenne kwiatki oraz życzyli im miłego dnia.
Na Starym Rynku przedszkolacy w Urzędzie Miejskim wręczyli również wiosenne bukiety kwiatów burmistrzowi Henrykowi Szymańskiemu, sekretarzowi gminy Arturowi Kalino wskiemu, oraz pani skarbnik Renacie Prusak.
Mirosława Kałek
g-bociek1

WSTĘPNY EGZAMIN
Dwudziestu trzech uczniów z Zespołu Szkół Technicznych im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Grodzisku Wielkopolskim z klas II i III odbywających praktyki zawodowe w prywatnych salonach i zakładach fryzjerskich przystąpiło do sprawdzianu kontrolnego we fryzjerskim zawodzie.
Wstępny egzamin odbył się w niedzielę w sali Powiatowego Cechu Rzemiosł Różnych Małej i Średniej Przedsiębiorczości przy ul. Szerokiej w Grodzisku Wielkopolskim.
Zadaniem dla uczniów klas II, działu damskiego było nakręcenie trwałej ondulacji, strzyżenie zgodnie z nowoczesnymi trendami mody, nakręcenie pierścieni-klipsów, wyciskanie fal na całej głowie, modelowanie fryzury przy pomocy suszarki ręcznej i szczotki.
Zadaniem dla klas II, działu męskiego było strzyżenie fryzury użytkowej z wyczesaniem.
Uczniowie klas III z kolei musieli uczesać fryzury wieczorowe w modnej linii, ponadto wykonać cały zakres czynności z klasy II. Ta sama grupa wiekowa w dziale męskim powinna była wyczesać fryzury klasyczne na człowieku lub na sztucznej głowie.
Uczniowie odbywają praktyki i szkolą się pod okiem instruktorów w następujących właścicielek salonów fryzjerskich: Natalii Piątkowskiej, Ewy Nowickiej, Wiktorii Marzeny Pajchrowskiej, Teresy Cieleckiej, Karoliny Glapy oraz Izabeli Liszki – wszystkie z Grodziska Wlkp., Ponadto uczą się zawodu w firmach: Ewy Michalskiej i Joanny Wojtyńskiej-Fedorowicz -obie z Rostarzewa, Aleksandry Baranek z Wielichowa, Ilony Wróblewskiej i Magdaleny Gemskiej z Rakoniewic oraz Galeria Fryzur Artura Wieczorka z Buku.
Uczniowie klas trzecich wkrótce przystąpią do egzaminu czeladniczego, który odbędzie się Wielkopolskiej Izbie Rzemieślniczej w Poznaniu.
Należy dodać, że uczennice Zespołu Szkół im. E. Kwiatkowskiego: Klaudia Mikołajczak z klasy III i Wiktoria Hojka z klasy I, w marcu tego roku brały udział w eliminacjach do Otwartych Mistrzostw Fryzjerstwa. Organizowany jest po raz piętnasty Ogólnopolski Konkurs Uczniów Rzemiosła Fryzjerskiego im. Stefana Siankowskiego. Dziewczyny zajęły wysokie miejsca: Klaudia Mikołajczak – trzecie, a Wiktoria Hojka piąte miejsce w kategorii – fryzura dzienna konsumencka. Wykonały strzyżenie i uczesanie z przeczesaniem na fryzurę wieczorową.
Mirosława Kałek

Kubusiem” w Niedzielę Palmową pod świątynię
Niedawno przeżywaliśmy Święta Wielkanocne. Dziś mała reminiscencja tamtych wydarzeń. Pokazujemy jak parafia pw. Świętego Ducha w Kościanie zorganizowała po raz kolejny inscenizację upamiętniającą wjazd Jezusa na osiołka do Jerozolimy.
W samo południe do licznie przybyłych wiernych w przewadze dzieci zgromadzonych niedopał świątyni przyszedł wikariusz ks. Artur Włodarczak.
Kapłan po odmówieniu modlitwy poświęcił przyniesione palmy. Następnie orszak poprzedzony Jezusem jadącym na kucyku udał się pod kościół. Wszyscy uczestnicy weszli do świątyni na Msze Świętą.
Kilka zdań o tym jakże ważnym święcie w kościele rzymsko – katolickim.
– Niedziela Palmowa zwana też Niedzielą Męki Pańskiej a także „Kwietną” lub „Wierzbną” przypada na siedem dni przed Wielkanocą. Kościół ustanowił to święto na pamiątkę przybycia Jezusa do Jerozolimy. Syna Bożego wjeżdżającego do miasta na ośle witały tłumy.
W naszym kraju Niedziela Palmowa obchodzona jest od średniowiecza. Według obrzędu katolickiego wierni w tym dniu przynoszą do kościoła palmy, symbol odradzającego się życia. Zgodnie z wolą Papieża Jana Pawła II od 1986 roku w tę niedzielę obchodzony jest Światowy Dzień Młodzieży. (k)