poniedziałek, 23 Kwiecień 2018

2018 Styczeń

Budowa kolei żelaznej Grodzisk Wielkopolski – Luboń część 12
Zbliżamy się do zakończenia budowy linii kolejowej Grodzisk Wielkopolski – Luboń. Według gazety Posener Tageblatt nr 303 z dnia 2 lipca 1909 roku wiemy, że uruchomienie linii, między Grodziskiem, a Luboniem nastąpiło 1 lipca 1909 roku. Przekazano wtedy do użytku stacje IV klasy: Granowo, Strykowo i Szreniawa, stację 3 klasy Stęszew i nieobsadzony obsługą punkt przystankowy Trzebaw – Rosnówko. Wszystkie stacje z wyjątkiem przystanku prowadziły odprawę osób, bagażu oraz załadunek wagonów towarowych.
Z okazji otwarcia linii rada powiatu Poznań-Zachód postanowiła w Stęszewie zorganizować uroczyste obchody otwarcia linii Grodzisk Wielkopolski – Luboń. Zaplanowano, że 30 czerwca 1909 roku o godzinie 13.00 odbędzie się festyn właśnie w Stęszewie. Relacja z uroczystości obchodów o typowo XIX wiecznej narracji podkreślała, że dzień ten dla rozwoju małego Stęszewa będzie punktem zwrotnym w historii miasta. Odświętne otwarcie kolei nastąpiło z udziałem władz państwowych, komunalnych oraz interesantów.
Około godziny 13-ej na stację w Stęszewie wjechały dwa bogato udekorowane wieńcami i kwiatami pociągi specjalne, jeden z Poznania, drugi z Grodziska. Na gości czekała kilkusetosobowa grupa ludzi. Akompaniowała wojskowa orkiestra poznańskiego regimentu Grenadierów nr 6. Z obu pociągów wysiadło około 100 osób. Wśród nich byli: starszy radca rejencyjny Klotzsch, jako przedstawiciel służbowo niedysponowanego prezydenta rejencji poznańskiej Krahmera, prezydent dyrekcji kolei w Poznaniu Schulze – Rickel razem ze swoimi radcami, członkowie magistratów oraz radni miejscy miast Grodzisk, Buk i Opalenica. Goście zostali serdecznie przyjęci.
Po kilkukrotnym okrzyku „hura!” na środek placu wystąpił prezydent dyrekcji kolei z Poznania i omówił okoliczności związane z jej powstaniem Grodzisk – Luboń. W jego wypowiedzi pobrzmiewał zachwyt dla Cesarza Wilhelma II. Następnie głos zabrał starosta Tilly, który zainspirował budowę omawianej kolei i prowadził przedbudowlane postępowanie administracyjne. Przedstawił krótko historię powstania kolei i dziękował wszystkim, których wsparcie umożliwiło jej urzeczywistnienie. Mówił o roli rządu krajowego, powiatu Poznań – Zachód, o planie kolei lokalnej, naświetlając najważniejsze uwarunkowania związane z powstaniem kolei. Szczególne podziękowania kierował pod adresem księcia von Sachsen-Weimar, który jako właściciel dóbr Stęszew żywo interesował się powstaniem linii. Starosta dziękował również napprezydentowi prowincji poznańskiej Wilhelmowi von Waldowreitzensteinowi, prezydentowi rejencji poznańskiej Krahmerowi oraz prezydentowi dyrekcji kolei w Poznaniu Schuze – Rickerowi. Okrzyk na cześć wymienionych 4 osób został przyjęty i powtarzany z niekończącym się zachwytem.
W dniu święta otwarcia kolei ulice Stęszewa zostały bogato udekorowane. W oknach sklepów i na słupach ogłoszeniowych wisiały informację, że z okazji uroczystej okazji oddania linii kolejowej Grodzisk Wlkp – Luboń dyrekcja kolei zaprasza mieszkańców Stęszewa do darmowej przejażdżki koleją na dworcu. Na peronie zebrało się około 300 osób o wyznaczonej godzinie. Mieszkańcy Stęszewa wsiedli do wagonów, aby za darmo przejechać się pociągiem. Atrakcja zakończyła się w Grodzisku Wlkp, gdzie konduktor oświadczył, iż w tym miejscu kończy się darmowy przejazd pociągiem. Kto chciał jechać dalej musiał wykupić bilet Grodzisk – Wolsztyn i powrotny Wolsztyn – Grodzisk. Taki bilet kosztował wtedy 6 zł. W tamtych czasach było to bardzo dużo. Dla porównania kilogram dobrej kiełbasy i litr dobrej wódki kosztowały wtedy 2 zł. Tak więc około 300 mieszkańców Stęszewa szło pieszo torami z Grodziska do Stęszewa, śpiewając po drodze pieśni patriotyczne i przeklinając możnych panów i Niemców. Tak zatem mieszkańcy Stęszewa pokonali pieszo trasę torami około 30 kilometrów. Niedola pogodziła po drodze niektórych skłóconych mieszkańców miasta.
W następnej części dalsze relacje prasowe o uroczystościach oddania do użytku linii Grodzisk – Luboń, a także o utrudnieniach z budową nasypu kolejowego przez jezioro Lipno.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

„Szkoda” kasy
Przyjaciele Marian Lichy i Hipolit Mizerka specjalnie nie martwili się zimowymi temperaturami, talimi ponad zero stopni Celsjusza. Dla nich każde osłonięte od wiatru miejsce było dobre do ucięcia sobie pogaduchy, a nawet pociągnięcia z buteleczki. Tym razem temat, który zalegał mu na żołądku poruszył Hipolit.
– Mój kuzyn Zygmunt Fryc zawsze miał hopla na punkcie samochodów. Zmieniał je, jak rękawiczki. W swojej filozofii, niepopartej znajomością marek i ich walorów lub wad, kupował pojazdy na chybił trafił. Najgorsze było to, że płacił coraz więcej za wątpliwej marki auto. Wkurzało to jego żoneczkę Petronelę z domu Hakata. Za każdym razem starał się, aby był samochód inny, niż mają wszyscy dokoła, a szczególnie w rodzinie.
– Dorzuć coś interesującego do „pieca” bo jeszcze nie zacząłeś, a już przynudzasz – naskoczył na niego Marian.
– Nie pozwalasz mi się rozwinąć – nabzdyczony biadolił Hipolit.
– Dobra wal, ale jak to mówią prosto z mostu – ośmielająco rzekł Marian. Zachęcony Hipolit zaczął:
– Ostatnio krewniak kupił „Szkodę”. Wcześniej zarzekał się, że będzie to benzyniak, a nagle przytrafił mu się „diesel”.
– Ile on ma lat, że na pysku wychodzi mu trądzik nazywany potocznie „dieslem” – przerwał śmiejąc się Marian.
– No, nie z tobą nie można poważnie porozmawiać. Wszystko obracasz w szyderstwo – zły gderał Hipolit. Pomimo tego kontynuował. Zdecydował się, na ropniaka, bo pilnie potrzebował auto ubezpieczone i z ważnym przeglądem technicznym.
– Rychłego wstawania i szybkiego ożenku podobno się nie żałuje – wtrącił Marian.
– Penie częściowo masz rację. Jeżeli jednak uwzględnić dodatkowo szybkie nabycie auta, to żałość i kłopoty mogą się szybko pojawić – tłumaczył Hipolit.
– Ja tam tego nie pojmuję, bo mam dobre skojarzenie o ropniakach – spokojnie wszedł kumplowi w zdanie Marian. Jak byłem mały, to miałem z nimi do czynienia i to bardzo często. Nieomalże codziennie chodziłem do ojca do firmy transportowej. Mieli tam sporo pojazdów na ropę. Któregoś dania ojca nie było na bazie, ale za to kręcił się znajomy kierowca Izydor Jakitaki. Zapytał mnie, czy już kierowałem pojazdem. Odpowiedziałem, że teoretycznie tak, ale praktycznie nie. Nie zważając na mój lekki opór wsadził mnie do kabiny i włączył pierwszy bieg i wyskoczył z kabiny. Maszyna jechała, a ja, czy chciałem, czy nie musiałem kierować. Po dłuższej chwili nawet zaczęło mi się to podobać i lekko zacząłem dodawać gazu. Po kilku rundach dokoła placu, Izydor wskoczył do kabiny i zatrzymał pojazd.
– Poczekaj, co ty mi tu nawijasz. Kiedy to było i jaki był to pojazd – dopytywał Hipolit.
– Jaki, jaki? Był to traktor Ursus, zwany też „Bombajem” ze względu na odgłos, jaki wydawał. Było to, jak sięgnę pamięcią, około lat sześćdziesiątych – z trudem utrzymując powagę mówił Marian.
– Jaja sobie robisz ze mnie? – nie wytrzymał Hipolit. Ja całkiem na serio nawijam ci o krewniaku i jego perypetiach, a ty wylatujesz z archaicznym traktorem marki Bombaj.
– Ale był na ropę i to jest wspólny mianownik do pojazdów, o których rozmawiamy – spokojnie mówił Marian. Dokończ wreszcie tę swoją historię, ale błagam cię, aby była z ogniem.
– Zapewniam cię, że będzie i sam się przekonasz – szybko zaczął Hipolit. Jak ci mówiłem Zygmunt kupił samochód na ropę. „Szkoda”, którą kupił z wyglądu była całkiem, całkiem. Kosztowała jednak sporo „kasy”. Pierwszy dzień, podczas próbnych jazd, minął spokojnie. Na drugi dzień, po półgodzinie pracy silnika, zapaliła się kontrolka od spalin, a potem druga, od płynu chłodniczego. Natychmiast pojechał do warsztatu. Mechanik coś przeczyścił i uzupełnił i niby wszystko miało być dobrze. O zgrozo, po dziesięciu kilometrach kontrolka od spalin ponownie się zaświeciła. Jakby tego było mało, na trasie do Poznania coś zgrzytnęło w przekładni. Musiał zjechać na pobocze i wezwać fachowca. Samochód na lawecie przewieziony został do warsztatu. Wymieniono łożysko w przekładni i wyjazd. Jazda była, ale krótka. Tym razem łożysko w kole tak buczało, że auto ponownie wylądowało w warsztacie. Kolejne dwie doby u mechanika i samochód miał być na bank sprawny. Po każdej awarii w domu Fryców, była wojna. Izydor wściekał się i myślał o oddaniu pojazdu. Auto, jakby coś czuło, bo zaczął sprawować się lepiej. Wystarczyło jednak sześć stopni mrozu, aby Skoda nie dała się uruchomić. Rozrusznik kilka razy zakręcił, ale za słabo, aby silnik zapalił. Akumulator siadł i koniec. Przyjechał ten sam mechanik, co zwykle i wraz z pomocnikiem popchnęli auto i o dziwo odpaliło. Krewniak musiał pilnie wyjechać w trasę i nie miał czasu słuchać zapewniania fachowca, że trzeba będzie wóz odstawić do elektryka. Na szczęści mróz zelżał i w kolejne dni pojazd chodził.
– Uh! To krewniak miał przeboje. Powiem ci, że pech pakował się za pechem. Ten samochód, to podwójna „Szkoda”. Na pierwszym miejscu marka, a na drugim „szkoda” było kasy na rzęcha – wyrzucił z siebie Marian.
– Korciło mnie, aby mu podpowiedzieć, że skoro nie odpala to trzeba grata podpalić, ale ugryzłem się w język – rzekł Hipolit.
– Wiesz, że ten traktor, o którym ci mówiłem, zanim odpalił musiał być podgrzany specjalną lamą. Było to niekiedy niebezpieczne. Podczas tej koniecznej czynności dochodziło do wypadków. Zamiast podgrzać głowicę traktora zapalił się kierowca. Tak też było w bazie, której pracował mój ojciec. Pal sęk z tym rozważaniem o awariach i ich usuwaniu. Powiedź, co o tych perypetiach, ba przygodach myśli twój kuzyn – zakończył pytaniem Marian.
– Jak to, co? Nie minęło jeszcze pół roku od feralnego zakupu, a już myśli o nowym, innym, oryginalnym pojeździe. Jaki tym razem będzie, tego nikt nie wie, nawet on. Pewne jest, że „Szkodę” będzie omijał, bo ta mocno dała mu popalić – odpowiedział Hipolit.
– Powiem ci, że lubię tego twojego, zwariowanego krewniaka. Może i nie miał farta w tym przypadku, ale nie zraża się, ani nie przyzwyczaja się do żadnego auta. Szuka, zmienia i kupuje. Taki już jest i inny nie będzie – rzekł Marian.
– A to prawda – odrzekł Hipolit i pożegnał kumpla.
Seweryn Kaczmarek

Bal Lipna na sześćdziesiąt par

W sobotę 20 stycznia w kameralnej sali „Delicjusza” w Trzebawiu, na dorocznym balu bawili się sportowcy, działacze i sympatycy stęszewskiego Klubu Sportowego Lipno Stęszew.

Zabawa była okazją podziękowania najlepszym i wyróżniającym się zawodnikom sekcji piłki nożnej i hokeja na trawie. Słowa uznania i podziękowania kierowane były też do tych, którzy wspieraj klub i są z nim na dobre i złe.

Na pół godziny przed ustaloną godziną pierwsze pary przybyły do lokalu. Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć pełną galę, zarówno u Pań, jak i Panów. Według numerów na zaproszeniu, kolejni przybyli zajmowali miejsca przy oznaczonym stoliku.

Na sali nieopodal drzwi stały – na wysokim stoliku – lampki szampana. Zgodnie z sugestią organizatorów każda przybyła para zabierała kieliszek do stolik a.

Krótko po 19.00 kilkoma utworami zaprezentowała się, a tym samym przywitała uczestników, kapela z Leszna.

Około 19.30 przybyłych powitali szefowie klubu Dariusz Przynoga i Marian Płóciniczak. Wiceprezes Marian Płóciniczak przedstawił krótko to, co działo się na obiekcie oraz w sekcjach. Mówił też o tym, co udało się dobrego ostatnio zrobić. Zasygnalizował, jakie są plany sportowe i inwestycjach na bieżący rok.

Zaraz po tym wystąpieniu prezesi zaprosili do wzniesienia toastu za pomyślność klubu i za zdrowie. Po tym przyszła pora na poczęstunek i balety na parkiecie. Kapela serwowała świetną muzykę, to i nogi rwały się do tańca.

Około 21.30 odbyło się uroczyste nagrodzenie najlepszych zawodników KS Lipno Stęszew. Prezesi Lipna i przedstawiciel ENEA Marek Boiński, razem członkami zarządu, pogratulowali Tomaszowi Woźniakowi za zdobycie tytułu najlepszego piłkarza w 2017 roku. Wyróżnili także Alana Czekałę i Patryka Przybyłę. Z hokeja te same zaszczyty spotkały Maciej Berusa – najlepszego hokeistę, a w grupie wyróżnionych znaleźli się Krzysztof Zakszewski i Robert Brosz.

Po kolejnych kilku wiązankach muzycznych i tańcach na środek sali wjechał sporej wielkości płonący tort. Przypomniał boisko Lipna z efektownymi akcentami. Do dzielenia zabrali się sternicy klubu. Chętnych do skosztowania było sporo, więc utworzyła się długa kolejka. Tort szybko zniknął z „murawy”.

Po tych częściach programu niepodzielnie zaczęła królować muzyka, upojne tańce w dowolnych układach i stylach. Zabawa trwał do „białego” rana.

Seweryn Kaczmarek

Eleni w Stęszewie
Eleni, to jedna z polskich piosenkarek greckiego pochodzenia. Do miasta nad Lipnem zawitała po raz kolejny, bo na przestrzeni kilku lat koncertowała w Stęszewie po raz trzeci.
Kilka zdań z życiorysu i o karierze Eleni o nazwisku Helena Tzoka.
Artystka jest ostatnim z dziesięciorga dzieci pochodzących z Grecji małżonków Perykles i Despina Milopulos. Urodziła się już w Polsce w 1957 roku w Bielawie. Kolejne szczeble edukacji, w tym muzycznej, zaliczyła w swojej miejscowości.
Karierę wokalną rozpoczęła w studenckim zespole Hellen. Dalej – już zawodowo w 1975 roku – w grupie Prometheus.
Od 1980 roku zaczęła się realizować w występach solowych. Jej mężem został Fotis Tzokas, który jest też bratem Kostasa Tzokasa. Ten drugi (szwagier), od początku jej kariery jest akompaniatorem oraz autorem wielu piosenek.
W zależności od rangi koncertów występuje z grupą liczącą od dwóch do pięciu muzyków. Pomimo różnych losowych zdarzeń, pozostała wierna swojemu stylowi. Podstawę stanowią polskie i greckie utwory. Od wielu lat mieszka w Poznaniu.
Za każdym razem na jej wokalne popisy przychodziły tłumy. Nie inaczej było 12 stycznia br. Do sali sportowo-widowiskowej w Stęszewie przyszedł komplet publiczności. Chętnych było znacznie więcej. Niestety ci, co zwlekali ze zakupem biletów musieli „pocałować klamkę”.
Na długo przed koncertem stęszewska sala wypełniła się do ostatniego miejsca. Punktualnie o 19.00 na scenie – razem z zespołem – przy aplauzie publiczności wkroczyła piosenkarka. Towarzyszyli jej Kostas Tzokazs grający na buzuki oraz multiinstrumentalista Aleksander Białous.
Artystkę zaanonsował dyrektor Domu Kultury Mateusz Niedźwiedź.
Dalej już trwała piosenkarska i ins trumentalna uczta. Eleni serwowała swoje najlepsze piosenki. Niezwykle ciepło zaprezentowała m.in. „Po słonecznej stronie życia”, „Miłość, jak wino”, „W rytmie Zorby”, „Nic miłości nie pokona”, „Coś z Odysa” oraz „Miłości ślad”.
Krótkie przerwy artystka poświęcała na oddech i zmianę kreacji. W tym czasie popisy na instrumentach dawali muzycy. Po każdej zmianie garderoby Eleni prezentowała utwory zarówno polskie, jak i greckie. Do śpiewania i zabawy wciągała publiczność i czyniła, to fantastycznie. Ludzie kołysali się i do rytmu klaskali.
Dwugodzinny koncert szybko dobiegł końca. Rozochocona publiczność nie zamierzała tak od razu puścić gościa ze sceny. Artystka oklaskami została zmuszona do bisu. Od organizatora imprezy, czyli Domu Kultury artystka otrzymał bukiet kwiatów.
Efektowny koncert z udziałem Eleni pokazał, że ludzie w Stęszewie chcą i potrzebują dobrej rozrywki. Należy, więc mieć nadzieję, że kolejne znana osobistość ze świata kultury zawita do tego miasta.(k)

W Modrzu kolędowe uniesienie
Trudno uwierzyć, że to już po raz dwudziesty drugi w Modrzu w gminie Stęszew odbył się Przegląd kolęd. Godną uznania i podziwu jest konsekwencja rodzin, organizujących tę imprezę, którzy są wspierani przez ludzi dobrego serca. Patronat nad całością objął burmistrz Stęszewa.
Na tegoroczną imprezę, oprócz podmiotów wykonawczych z gminy Stęszew, przybyli goście z Czempinia, Głuchowa i Grodziska Wlkp.
Zgodnie z tradycją akcentem rozpoczynającym Przegląd było wspólne zaśpiewanie piosenki „Przekażmy sobie znak pokoju”. Nie inaczej było w niedzielę 20 stycznia br.
Po oficjalnym otwarciu, po kilka zdań skierowali do przybyłych ksiądz proboszcz parafii pw. Św. Idziego Romuald Turbański i burmistrz Włodzimierz Pinczak. Po nich na scenę wkroczyli wykonawcy.
Jako pierwsza zaprezentowała się Schola z parafii Świętej Trójcy w Stęszewie. Atmosfera po ich występie na sali wzrosła. Dobry, na wysokim poziomie popis, był zwiastunem kolędowej uczty.
Z „numerem” dwa pokazali się u czniowie ze Szkoły Podstawowej w Modrzu. Przygotowany repertuar, z ciekawą aranżacją, ze świetnym wykonaniem sprawił, że grupa otrzymała duże brawa.
W chwilę po miejscowej młodzieży kunszt wokalny zaprezentowali soliści. Kolejno zaśpiewali uczniowie SP w Stęszewie: Emilia Bensch, Sebastian Drzymała i Alicja Kaniewska oraz z Modrza Marysia Sokół. Dziewczyna zaśpiewała swoją kolędę a’capela.
Po solistach na scenie zainstalował się kwartet z Czempinia. Grupa wokalno-muzyczna zaśpiewała m.in. „Przybieżeli do Betlejem”.
Kolejne solistki, jakie pokazały się w Modrzu, to gimnazjalistki ze Stęszewa: Anastazja Herasymeniuk i Julia Antczak.
Kolejni goście przyjechali z Głuchowa Był to zespół młodzieżowy działający przy tamtejszej parafii pw. Św. Katarzyny. Grupa ładnie pokazała się w utworach z organowym akompaniamentem opiekunki Małgorzaty Wojciechowskiej.
Po chwili na salę, a dalej na scenę wkroczyła Młodzieżowa Kapela Dudziarska „Koźlary” ze Stęszewa. Wiązanka kolęd, jaką wykonalła wszystkim przypadła do gustu.
Ostatnim podmiotem wykonawczym był Chórek dziecięcy „Faustynki” z parafii Św Faustyny w Grodzisku wlkp. Grupę przygotowała i prowadziła Katarzyna Buda. (k)

W sobotę w Hotelu BEHAPOWIEC w Grodzisku Wielkopolskim odbył się Jubileusz X lecia istnienia Stowarzyszenia Grodziskiego Klubu Biegacza.
Gości powitał prezes Stowarzyszenia GKB Piotr Bartkowiak, a następnie odczytał historię jego powstania.
„W listopadzie 2007 roku Grodziski Klub Biegacza otrzymał decyzję zatwierdzającą wpis Stowarzyszenia do rejestru klubów sportowych prowadzonego przez Starostwo Powiatowe.
Początki Stowarzyszenia zawiązały się trochę wcześniej, bo przed I Półmaratonem Słowaka.
W lutym 2004 roku przy ul. Mossego w harcówce odbyło się pierwsze nieformalne spotkanie osób, które wspólnie chciały zorganizować Klub Biegowy. Przełomem okazał się I Półmaraton Słowaka.
W czerwcu 2007 roku na starcie biegu, którego pomysłodawcą był Marek Małecki stanęło trzysta dwadzieścia pięć osób. Wśród organizatorów był również jeszcze nieformalny wtedy Grodziski Klub Biegacza.
Wkrótce spotkało się piętnaście osób założycieli Stowarzyszenia, na pierwszego prezesa wybrany został Lech Wojciechowski.
Ideą Stowarzyszenia jest nie tylko biegowa pasja, ale również możliwość wspólnego realizowania ciekawych pomysłów. I to jest fundamentem działalności Stowarzyszenia.
Kilka lat temu podchwycony został pomysł Gazety Wyborczej i w Grodzisku zorganizowana została Akcja Polska Biega.
Za pierwszym razem wspólnie z ambasadorami akcji grodziscy biegacze przebiegli od granicy gminy do grodziskiego Ratusza. Jednorazowa akcja stała się ogólnopolską imprezą cykliczną, którą wspólnie z Urzędem Miejskim realizowana jest w Parku Miejskim.
Grodziscy biegacze skupiają się przede wszystkim na uczestnictwie dzieci a także na wspólnej wielopokoleniowej zabawie.
Od kilku lat w podgrodziskim Zdroju organizowany jest Biatlon Letni GKB, czyli połączenie biegania ze strzelaniem. Impreza odbywa się przy pomocy Klubu Oficerów Rezerwy, Stowarzyszenia GRYF i Urzędu Miejskiego.
Od kilki lat również w Zdroju organizowany jest bieg pod nazwą „Pętla Krosowa Grodziskiego Klubu Biegacza” na dystansie około siedmiu kilometrów.
Wspólnie z Nadleśnictwem grodzisk tras została na stałe odpowiednio oznaczona.
Z innych inicjatyw, które GKB realizuje lub współorganizuje to m.in. Bieg Noworoczny „Od Bernarda do Bernarda”, Bieg WOŚP, Sztafeta Biegowa do grobu ojca Bernarda w Lubiniu.
Kolejnym etapem działalności jest nawiązanie współpracy z Klubami Biegowymi z poza naszego kraju. Pierwsze kroki zostały już poczynione. W czerwcu ub. Roku Klub gościł serbskich biegaczy z bośniackiego miasta Brod, którzy pobiegli w grodziskim „Półmaratonie Słowaka”. W najbliższych planach jest nawiązanie współpracy z Hiszpanią i Litwą.
Najważniejsze, że wśród biegaczy nie ma barier wiekowych, a liczą się przebyte kilometry i kolejne starty.
Obecnie Klub zrzesza pięśdziesięciu członków, ale w ciągu dziesięciu lat na liście biegaczy było ponad sto osób.
Po części oficjalnej przyszedł czas na występ artystyczny grodziszczanki Aleksandry Ciesielskiej oraz iluzjonisty Piotra Tyczyńskiego.
Ostatnim punktem programu był okolicznościowy tort przygotowany przez byłego członka Klubu – Michała Węgrzyna.
Szacownymi gośćmi byli: sekretarz Powiatu Grodziskiego Tomasz Dolata, wiceburmistrz Grodziska Wielkopolskiego Piotr Hojan, byli prezesi Klubu – Lech Wojciechowski, Michał Sokół i Maciej Wróbel oraz przedstawiciele Stowarzyszeń z ościennych gmin, a dokładnie z Opalenicy, Buku, Nowego Tomyśla i Wolsztyna.
Mirosława Kałek

Noworoczny Balik W Wonieściu
Karnawał w pełni. W każdy weekend mieszkańcy naszego regionu mają do wyboru różne zabawy, małe, większe lub duże bale. Propozycji w tym roku jest dużo, choć karnawał trwa krótko, bo tylko do 21 lutego.
Nie tylko dorośli, ale tez dzieci lubią się bawić i przebierać. Lubia naśladować dorosłych, dlatego tak dużym powodzeniem cieszą się stroje strażaków, policjantów, lekarzy, czy baletnic. Strój zawodowego żołnierza jest wspaniały, ale dużą grupę maluchów inspirują postaci z bajek, kreskówek i gier. One dostarczają także wiele emocji.
Co roku niemal każde przedszkole, szkoła, czy sołectwo organizuje dla swoich małych mieszkańców balik karnawałowy.
7 stycznia w świetlicy wiejskiej w Wonieściu w gminie Śmigiel odbył się noworoczny balik przebierańców dla najmłodszych obywateli tej miejscowości. Zorganizował go sołtys wsi Alfred Spl steser razem z Centrum Kultury w Śmiglu. Całą zabawę prowadziły panie z Centrum kultury, którym towarzyszył pan grający muzykę z płyt. Dzieci brały udział w grach i zabawach. Wybrano także małego króla i królową balu.
Ta sama Rada Sołecka na 28 stycznia, na niedzielę przygotowała spotkanie dla seniorów. Podczas tego noworoczno-opłatkowego popoludnia pobyt deniorom umili występ dzieci ze Szkoły Podstawowej w Wonieściu.(K.Z)

Orkiestrowe granie
GRODZISK WLKP.
W Grodzisku Wielkopolskim WOŚP rozpoczęła się od Biegu, w którym udział wzięło ponad osiemdziesiąt osób. Byli wśród nich członkowie Grodziskiego Klubu Biegacza, ale nie tylko. Uczestnicy przebrani w karnawałowe stroje wystartowali z Centrum Kultury „Rondo” i udali się do Sztabu mieszczącego się w Szkole Podstawowej w Ptaszkowie. Tam powital ich dyrektor Szkoły Rajmund Majcherek, a wspierał go burmistrz Grodziska Henryk Szymański.
Centrum Kultury „Rondo” z Grodziska swój początek imprezy zacząło o godzinie 15-ej w sali widowiskowej. W programie zaplanowano także występ Grodziskiej Orkiestry Dętej. Następnie przed zebranymi zaprezentują się dzieci z Przedszkola im. Krasnala Hałabały oraz Wiercipięty i SP1. Wystąpił także Zespół „Cybinka”. O godzinie 17-ej na scenie pokazały się tancerze z sekcji tańca towarzyskiego i studium piosenkarskiego CK „Rondo”. Równo o 19-ej zaprezentowała się Kika Cichocka z zespołem. Dalej pojawiłą się grupa „Zimny Zimowy Wiatr”. W czasie finału cały czas trwały aukcje ciekawych przedmiotów. Tego dnia chętni mogli skorzystać z orkiestrowego cięcia w salonie fryzjersko-kosmetycznym przy ul. Przemysłowej 12 w godzinach od 10 do 18. Atrakcją dla osób biorących udział w finale była możliwość podziwiania finiszu rajdu samochodów terenowych, którego meta mieściła się w Grodzisku.
PTASZKOWO
Głośno było też w Zespole Szkół w Ptaszkowie, które z WOŚP gra już pod 23 lat. Tu imprezę poprowadził znany głos radiowy Mariusz Kwaśniewski, a wspierał go dyrektor Rajmund Majcherek.
W Ptaszkowie zawsze jest mocne granie i wysokie sumy zebranych pieniędzy. Na ptaszkowskiej scenie, jako pierwsza zaprezentowała się Grodziska Orkiestra Dęta im. Stanisława Słowińskiego działająca pod batutą Renaty Kubale. Następnie Zumbe zatańczyły uczennice Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych z Grodziska.
W programie artystycznym wystąpili także uczniowie z lokalnych Szkół Podstawowych, w Słocinie, Grąblewie, Ptaszkowie i z Dakowych Mokrych. Do nich dołączyli najmłodsi, czyli przedszkolaki z grodziskiej „Wiercipiety”. Na scenie pojawił się też Zespół Tańca Ludowego „Cybinka Grodzisk”.
W przerwach miedzy występami zespołów odbywała się aukcja przedmiotów. I tak piłkę do gry w siatkówkę zlicytowano za trzydzieści złotych, biały storczyk wziął burmistrz za pięćdziesiąt złotych. Ogromny, biały miś polarny powędrował do nowego domu za kwote dwieście pięćdziesiąt złotych.
W sztabie w Ptaszkowie znów pobity został rekord. Zebrano ponad pięćdziesiąt osiem tysiecy złotych. Więcej niż w sąsiednim mieście powiatowym. Rodzisk zebrał ponad czterdzieści cztery tysiące złotych
GRANOWO
W Granowie, jak co roku impreza odbywała się w hali sportowej miejscowej Szkoły. Na scenie prezentowały się przedszkolaki, a czuwały nad nimi nauczycielki Grażyna Głowicka, Agnieszka Wróbel i Ewelina Bogaczyk-Ratajczak.
Po najmłodszych na scenę weszły grupy taneczne przygotowane przez Violetęy Sucharską i Agnieszkę Janicką.
Ponadto widzowie mogli oklaskiwać Grupę Baletową Marty Murmyło, Formację Taneczną Euforia Pauliny Tomczak oraz solistów miejscowej szkoły. Swoje umiejętności pokazali tez perkusiści z „Grupy Szopena” z Granowa.
W przerwach miedzy występami, na szkolnym korytarzu można było – za symboliczną kwotę daną dla WOŚP – skosztować domowego pieczywa, kawy, herbaty oraz bigosu. Można też było wziąć udział w aukcji przedmiotów. Uczestnicy mogli obejrzeć pokaz ratownictwa medycznego w wykonaniu strażaków z OSP Granowo. Na zakończenie odbył się koncert Grodziskiej Orkiestry Dętej.
KAMIENIEC
A w sztabie w Kamieńcu zebrano prawie dwadzieścia sześć tysięcy złotych. Wszystko odbywało się w sali spotrowej. Impreza rozpoczęła się o godzinie 16-ej. Na ten czas zaplanowano występy dzieci z Przedszkola Gminnego oraz młodzieży z „Serca”, czyli Warsztatów Terapii Zajęciowej z Rakoniewic. Potem na scenie pokazali się uczniowie Szkoły Podstawowej z Kamieńca. Po nich wystąpił perkusista Jakub Gbiorczyk. Kolejną atrakcją był pokaz tańca hip-hop. O godzinie 17 zaprezentuje się zespół „Cybinka”. Tuż po tym pokazie odbyl się koncert zespołu keyboardzistów i wokalistów działających przy Bibliotece w Kamieńcu, a kierowanych przez muzyka Damiana Popiołkiewicza. Kolejny pokaz dały „Takie chłopaki I”, czyli zespół muzyczny oraz „Rapid”. Licytacja gadżetów i innych przedmiotów zaczęła się o wpół do siódmej. Godzinę później z kolei nastąpiła parada Orkiestry Dętej z Grodziska.
Rakoniewice
Finał WOŚP w mieście odbędzie się w hali widowiskowo-sportowej. Start wyznaczono na godzinę 14-tą. W programie znalazł się program artystyczny w wykonaniu dzieci z przedszkola oraz dzieci z klas I-III ze szkoły w Rakoniewicach. O godzinie 16-tej pokazy iluzji zaprezentował Piotr Szumny. Po nim zatańczyły cheerleaderki z Rakoniewic. Kolejna była zumba, którą poprowadziła Dominika Mądra,a po niej wystąpili tancerze ze Szkoły „Latina” z Wolsztyna. Podczas finału prowadzone były aukcje. Organizatorzy przewidzieli pokazy pomocy medycznej i sprzętu strażackiego. Pomogli w tym rakoniewiccy członkowie Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Były dmuchane zamki i balony. Malowano dziecim buzie.
WIELICHOWO opisane zostało odzielnie.
Wieczór wszędzie zakończyło „światełko do nieba”.
W tym roku celem WOŚP było pozyskanie środków „dla wyrównania szans w leczeniu noworodków”.
Mirosława Kałek

Seniorzy z czempińskiej gminy
40 lat, to szmat czasu, a takim okresem działalności może się pochwalić Koło Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Głuchowie. Głuchowskie Koło wchodzi w skład czempińskiego Związku Emerytów. Przewodniczącą w Czempiniu – od 13 lat – jest Anna Borowczak-Białas. Z kolei głuchowski oddział od ponad 16 lat prowadzi Jan Wojciechowski. Wsparciem dla pana Jana jest zarząd w składzie: Krystyna Głuszak, Ewa Frankiewicz Halina Nowak, Krystyna Maciejewska i Wanda Paszka. Poprzedniczką Jana Wojciechowskiego – przez dwie kadencje – była Teresa Matyjaszczyk. Po nastaniu nowego szefa Koła jeszeze pracowała, jako skarbnik.
Uroczystośc 40-lecia Koła odbyła się w „Zajeździe u Jana” w Głuchowie. Czempiński zarząd wybrał to miejsce, albowiem część kosztów przyjęcia pokrywali sami uczestnicy, a Jan Ratajczak – właściciel Zajazdu także był częściowym sponsorem tej uroczystości.
Gospodarzem spotkania był przewodniczący Jan Wojciechowski i to on przywitał członków i gości. A na uroczystość dotarli burmistrz Czempinia Konrad Malick oraz czempiński Zarząd oddzialu Rejonowego.
Koło z Głuchowa ma 70 członków z następujących miejscowości: Jarogniewice, Bieczyny, Siernki, Srocko Wielkie i Głuchowo. Koło powstało 31 grudnia 1978 roku. W całej gminie Czempiń jest około 400 członków Związku Emerytów.
Głuchowo, jak część większej całości także promuje rozrywkę i odpoczynek. W minionym latach bawiono się wspólnych imprezach. Spotykają z się z okazji Nowego Roku, z okazji Dnia Inwalidy i Seniora. Bawią się na podkoziołku, na Andrzejkach i podczas letnich festynów. Wyjeżdżają na koncerty, wycieczki i wczasy. Przygotowują świąteczne paczki.
W 2007 roku organizacja otrzymała Złotą Odznakę Honorową za Zasługi dla Związku. Taką samą otrzymał także przewodniczący Jan Wojciechowski oraz Teresa Matyjaszczyk.
Także tegoroczny jubileusz był okazją do podziękowań i odznaczeń. Złote Odznaki Honorową za Zasługi dla Związku przyznano przewodniczącemu Janowi Wojciechowskiemu, Krystynie Głuszak i Krystynie Maciejewskiej.
Dyplomami za długoletnią pracę na rzecz Koła w Głuchowie uhonorowano Teresę Matyjaszczyk, Krystynę Kokowską, Zofię Kubicką i Helenę Sroczyńską, Dyplom ze słowami podziękowania za wspieranie Koła otrzymał Jan Ratajczak.
Do Zajazdu u Jana przybyło pod sto osób. Najstarsze członkienie, które dotarły na uroczystość, to 83-letnia Zofia Kubicka z Głuchowa i 82-letnia Helena Sroczyńska z Bieczyn.
Pani Zofia – pochodząca z Katarzynina w gminie Kościan – do Głuchowa przywędrowała wraz z mężem Walentym – pochodzącym z Osieka w gminie Kościan – za pracą. Tutaj oboje otrzymali mieszkanie i tu urodziło się im ośmioro dzieci: Roman, Grzegorz, Anna, Janusz, Katarzyna, Krzysztof, Kazimierz i Piotr. Dwoje z nich już nie żyje, ale pozostała szóstka mieszka niedaleko. Pani Zofia mieszka z synem Kazimierzem i jego rodziną. Po 39 latach współnego życia została, w 1997 roku, wdową:
Druga z seniorek, pani Helena pochodzi z Jarogniewic w gmienie Czernpiń. Za mąż wyszła za Jana z Bieczyn. Urodziła troje dzieci: Mariolę, Jerzego i Małgosię. Mieszka w Bieczynach z synem Jerzym i jego bliskimi. Dwójka pozostałych dzieci osiedliła się w Czempiniu i Pecnie. Od 20 lat pani Helena jest wdową.
Burmistrz wręczył zebranym zasponsorowany przez Urząd folder o 40-leciu Koła, a Jan Ratajczak każdej z pań wręczył czekoladę, zaś ponów zaprosił na „kielonka”. (maz)

ORSZAK TRZECH KRÓLI
W tym roku po raz pierwszy w Grodzisku Wielkopolskim przeszedł Orszak Trzech Króli. Proboszczowie grodziskich parafii, włodarze gminy, młodzież szkolna i mieszkańcy miasta wyruszyli spod kościoła pod wezwaniem Świętej Jadwigi Śląskiej. Wspolnie śpiewali piękne polskie kolędy.
Orszak przeszedł ulicami miasta na Stary Rynek, a następnie deptakiem dotarł do kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Tu przy ołtarzu czekali Maryja, Józef i dzieciątko. Trzej Królowie złożyli dary, czyli tradycyjnie złoto, kadzidło i mirrę.
W postaci świętych wcielili się: Józef – Adrian Boch, Maryja – Karina Szymczak, a Jezuskiem został Eliasz Szymczak.
Trzej Królowie, to Kacper, w rzeczywistości też Kacper, tyle że Fórmaniak, Melchiora odgrywał Wojciech Krzyżanek, a za Baltazara „robił” Mateusz Błaszyk.
Organizatorzy przygotowali dla maszerujących w orszaku królewskie korony.
Mirosława Kałek