piątek, 25 Maj 2018

2018

 

Labor Omnia Vincit”

Pisaliśmy w poprzednim numer ze KL, że nasza gazeta została zaproszona do uczestniczenia w uroczystości wręczenia statuetek Hipolita Cegielskiego, medali „Labor Omnia Vincit” – „Praca Wszystko Zwycięża” oraz certyfikatów Konkursu Jakości Produktów i Usług „Najlepsze w Polsce” („The Best in Poland”) nadawanych przez Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego. Gala odbywała się w Sali Lubrańskiego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Było to w czwartek 26 kwietnia.
Nagrody Kapituły Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego są dziś w czołówce najbardziej prestiżowych wyróżnień w Polsce. Otrzymują je przedsiębiorcy, naukowcy, ludzie kultury i opiniotwórczych środowisk. Medale, statuetki i certyfikaty nadawane przez Kapitułę Towarzystwa są pieczęcią, jakości i wiarygodności laureatów.
Twórcy nadając godności podkreślają, że Certyfikaty „Najlepsze w Polsce” otrzymują ludzie, którzy na co dzień piastują trwałe wartości pracy organicznej.
Prowadzący część uroczystości Dominik Górny tak uzasadniał przyznanie madali Labor Omnia Vincit:
– „Najpierw postaraj się być wartościowym człowiekiem. Sukces nadejdzie sam” – powiedział Albert Einstein. I choć przecież nie spotkał się z Hipolitem Cegielskim, to ma z nim wiele wspólnego – wiarę w maksymę „Labor Omnia Vincit”. Cytat ten, jako grawer na medalu zachęca do „Pracy, która wszystko zwycięża”. Tak, praca jest drogą do sukcesu. Uczciwa i dla dobra innych świadczy o jakości życia obywatelskiego licznych laureatów Medalu – liderów opiniotwórczych środowisk z Polski i z całej Europy. Medal „Labor Omnia Vincit” wręczany jest od 2005 roku. Do jego przyznania mogą rekomendować osoby życia publicznego i zaufania społecznego. Decyzje Kapituły są ostateczne i autonomiczne. Dziś pogratulujemy trzem nowym osobistościom odznaczonym tym Medalem.
Szanowni Państwo, zawiadamiam, że laureatką Medalu Labor Omnia Vincit zostaje pani Ewa Noga Mazurek. „Kurier lokalny” jest wyłącznie polską gazetą. Nigdy nie był wspierany przez partie polityczne, stowarzyszenia, fundusze unijne, ani przez niepolskie wydawnictwa. Redaktor naczelna była nauczycielem i wsparciem dla wielu dziennikarskich, lokalnych talentów. Ewa Noga-Mazurek wspiera potrzebujących. Włącza się w akcje charytatywne i przygotowuje lokalne wydarzenia, promuje działania prospołeczne, patriotyczne i kulturalne. Jej profesjonalizm napisać należy pogrubioną czcionką, a nawet kursywą za dziennikarstwo, które uprawia. Poeta Władysław Broniewski powiedział kiedyś, że „o lekarzu świadczy opinia chorych, o nauczycielu – uczniów. A o człowieku posługującym się zawodowo piórem – opinia czytelników”. My tę opinię mamy o wyróżnionej bardzo dobrą – wręcz na medal. A zatem pani Ewa Noga Mazurek dostaje dziś medal „Labor Omnia Vincit”.
Sami niewiele możemy dodać do tego uzasanienia.
Dwie pozostałe osoby nagrodzone medalem to:
* Danuta Maria-Sroka – bibliotekoznawca, starszy kustosz Muzeum Bibliotki Publicznej w Słupsku, animator społeczny. Od 1995 roku pracuje w Bibliotece, od września 2012 roku na stanowisku dyrektora. Autorka setek artykułów związanych z regionem. Inicjatorka i koordynatorka projektów społecznych, przedsięwzięć związanych z ochroną dziedzictwa kulturowego Pomorza. Współtworzyła i koordynowała projekty związane z rozwojem biblioteki. Promuje kulturę polską poza granicami kraju w takich krajach, jak Niemcy, Węgry, Rosja, Ukraina, Włochy i Litwa. Przynależność do organizacji pozarządowych pani Danuty to jej pasja, by wymienić Słupskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, Radę Programową Festiwalu Pianistyki Polskiej, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich oraz Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Węgierskiej.
* Hieronim Dymalski posiada umiejętność utrwalania przeżyć na kliszach wspomnień, znany głównie, jako fotoreporter. Urodzony w Ostrowie Wielkopolskim, swoje życie związał z Poznaniem. W latach 1978 – 1988 – sędzia piłki nożnej. Od 1991 roku, aż do dziś ławnik Sądu Rejonowego i Okręgowego w Poznaniu. Do tego jest Honorowym Dawcą Krwi oraz społecznikiem. Jest też autorem zdjęć dokumentacyjnych, informacyjnych i artystycznych. Publikuje je w wielu wydawnictwach medialnych i branżowych. Są one obecne m.in. w książce „Ignacy Jan Paderewski. Pomnik i dzieło”. Fotografią zajmuje się od chwili otrzymania na Pierwszą Komunię aparatu fotograficznego „Druh”.
Tyle o laureatach Srebrnych Medali.
***
Sala Lubrańskiego na Uniwersytecie gościła osobistości z Polski oraz reprezentantów Polonii Zagranicznej, który odbierali tytuły „Najlepsze w Polsce”. Spośród blisko tysiąca rozważanych propozycji Kapituła Towarzystwa, pod honorowym patronatem prof. Tadeusza Wallasa – Prorektora UAM; zdecydowała się nagrodzić wybrane firmy. Były to między innymi: Wielkopolskie Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii im. Eugenii i Janusza Zeylandów w Poznaniu za nowoczesne metody leczenia w chorobach płuc; Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu Gospodarstwo Doświadczalne Rolniczo-Sadownicze – Przybroda za naturalnie mętny 100% sok jabłkowy; Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska Garwolin za twarogi; Powiatowa Biblioteka Publiczna w Kępnie za promowanie twórczych dokonań mieszkańców regionu oraz działania na rzecz czytelnika niepełnosprawnego; Nestlé Polska S.A. z Warszawy za mleczno-ryżowe kaszki Nestlé; Zakłady Mięsne Mielczarek z Komornik za pasztet wędzony; Kapela „Kombinatorzy” i Mieczysław Góra z Gminnego Ośrodka Kultury w Budzyniu za kultywowanie wielkopolskiego folkoru; Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza za wydawanie gazety Głos Wągrowiecki i Tygodnik Ziemi Wągrowieckiej; Poznańska Wytwórnia Produktów Spożywczych „Pegaz” z Poznania za musztardy „Pegaz” i majonez delikatesowy oraz nasza gazeta „Kurier Lokalny”.
* * *
Co możemy powiedzieć. Gdy zadzonił do redakcji Prezydent Towarzystwa dr Marian Król z informacją o tych wyróżnieniach, byliśmy w pozytywnym, ale jednak szoku. Nigdy nie ubiegaliśmy się o żadne nagrody. A od dwóch lat do nas trafiają. To mobilizuje zespół do większej aktywności zawodowej i ciężkiej pracy. Postanowiliśmy wzmocnić redakcję nowym pracownikiem, a mianowicie potrzebny jest drugi korektor, do czytania stron gazety przed drukiem. Wiemy, że zdarzają nam się niedostrzeżone wcześniej chochliki. Jedna osoba nie jest w stanie przeczytać 32 stron, pomnożonych przez 4 strony A-4, bo tyle wchodzi na gazetę. Jest to 128 stron wielkości papieru do drukarki. Błędy, jakie się pojawiają na stronach są wynikiem poprawiania już na ułożonych makietach w Page Makerze, a tam nie ma słownicza komputerowego, który by nam podpowiadał.
*
Poza dwoma wymienionymi nagrodami Towarzystwo tego wieczoru przyznało także Statuetki Hipolita, które trzymały: firma Mech-Rol-Plast z Koźmina Wlkp. za produkcję wysokiej jakości materiałów na bazie tworzyw sztucznych, w 50-lecie działalności firmy. Otrzymała ją także Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Poznaniu za prowadzenie gospodarki leśnej na poziomie europejskim.
Medale „Młody Pozytywista” dedykowane młodej generacji Polaków zaszczyciły dr Dominikę Narożną, byłą rzecznik prasową UAM, jednocześnie członka Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, a także Dionizego Wincentego Płaczkowskiego z Poznania, obecnie tenora mieszkającego w Warszawie, cieszącego się sławą międzynarodową. Stali się oni członkami ekskluzywnego Klubu Młodych Pozytywistów, który od 2002 roku jest miejscem kształtującym nowy styl generacji Polaków 21-go wieku. Dodajmy, że doceniona została też Magdalena Natalia Kubiak, która otrzymała Medal Hipolita dla absolwentów szkół.
Statuetka LAURUS AUREUS powędrowała do Muzeum-Zamku Górków w Szamotułach, za kultywowanie i upowszechnianie tradycji i kultury, w 60-tą rocznicę działalności.
Ważnym momentem tego wieczoru było podpisanie aktu porozumienia, między Towarzystwem im. Hipolita Cegielskiego, a Stowarzyszeniem „Szlachta Wielkopolska”. W imieniu tych organizacji, rolę sygnatariuszy przyjęli: dr Marian Król – Prezydent Towarzystwa oraz Andrzej Nowakowski – Marszałek „Szlachty Wielkopolskiej”.
Dla gości i widzów grali, śpiewali i recytowali członkowie Kapeli „Kombinatorzy z Budzynia”.
Statuetki, medale, certyfikaty wręczał Prezydent dr. Marian Król, w towarzystiw Edmunda Dudzińskiego – odtwórcy postaci Ignacego Jana Paderewskiego w inscenizacjach z okazji rocznic Powstania Wielkopolskiego. Panów wspierała Pani Rektor Akedemii Muzyczej w Poznaniu prof. Halina Lorkowska. Ona też wręczyła Kurierowi lokalnemu Certyfikat „Najlepsze w Polsce”.
Gala 26 kwietnia transmitowana była na żywo na portalu „codziennypoznan.pl” i oglądało ją – według oficjalnych informacji – ponad połowa mieszkańców Wielkopolski
*
Rok 2018, to XX rocznica powołania do życia Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego. Jest to także 150 rocznica śmierci prekursora Pracy Organicznej w Wielkopolsce H. Cegielskiego. Szczególne uroczystości odbywać się będą w drugiej połowie roku. Zostanie wprowadzony sztandar organizacyjny Towarzystwa, a mszę uroczytą koncelebrować będzie ks. abp. Stanisław Gądecki.
Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego jest obywatelską organizacją środowiskową wielkopolskich naukowców, przedstawicieli sfery gospodarczej, ludzi kultury, sztuki i mediów, reprezentujących wspólne wartości patriotyczne, poszanowanie tradycji narodowej, wartości moralne i wartości pracy organicznej.
Ewa Noga-Mazurek


Każdego roku dwa, a czasem trzy razy stęszewscy wędkarze „skrzykują się”, by czyścić teren wokół określonych jezior. Na sprzątniętych brzegach przyjemniej jest siąść z wędką. W tym roku czyścili brzegi Jeziora Lipno w połowie kwietnia. Razem z dorosłymi sprzątała piątka dzieci. Zebrano kilkanoście worów pełnych dziwnych rzeczy na przyklad osobistej bielizny. Zebano wiele puszek, butelek, plastiku, worków foliowych, steropianu. Były opony i stare wiadra. W jenym z wcześniejszych sprzątań znleziono uduszonego psa. Swoją stanicę wędkarze sprzątają każdego tygodnia.
Tydzień po zrobieniu porządków, czyli 22 kwietnia pasjonaci „moczenia kijów” spotkali się nad wyczyszczonym Jeziorem Lipno, by uczestniczyć w zawodach wędkarskich. Koło 121 Stęszew zorganizowało je dla zaprzyjaźnionych kół, Udział wzięły następujące koła: Lwówek, Koło Juwenia, Borkowice. Tarnowo Podgórne, Brodnica. WPPZ Luboń, Komorniki, Dopiewo oraz gospodarze, czyli Stęszew.
Zawody wędkarskie zaingurował prezes Koła Stęszew Henryk Majorczyk. Zmagania trwały cztery godziny. Wygrał je Marcin Haładuda z Koła we Lwówku. Złowił 5660 kilogramów. Drugie miejsce przypadło dla Tomasza Pisarskiego z 5320 kilogramami z WPPZ Luboń, a trzeci był Marek Zawielak mając 4620 kilo. On także jest z Lubonia.
Zawody sędziował Piotr Jóźwiak, Stanisław Szlufik i Józef Gatniejewski.
Posiłki przygotowali Mariola Szulc i Agata Kaczmarek. Pomagali przy obsłudze Marian Henke i Michał Szymański.(opr.maz)

 

Pierwszy w tym roku rajd rowerowy

Pasjonaci rajdów rowerowych z radością przy jęli zaproszenie burmistrza Włodzimierza Pinczaka na wiosenną przejażdżkę. Szef gminy Stęszew na niedzielne przedpołudnie 22 kwietnia przygotował ponad dziesięciokilometrową trasę. Słoneczna i ciepła pogoda sprawiła, że na miejsce zbiórki przy „orliku” na stadionie Lipna przy ul. Trzebawskiej przybyło ponad osiemdziesięcioro cyklistów. Po załatwieniu niezbędnych formalności Burmistrza dał sygnał do startu.

Tym razem trasa wiodła ścieżkami i duktami gminy Stęszew. Cykliści wyjechali z ulicy Trzebawskiej i dotarli do Trzebawia. Dalej zatoczyli łuk i inną trasą dotarli do Stęszewa. Wjechali na plażę przy jeziorze Lipno.

Warto dodać, że tempo dostosowano do możliwości jadących w tym dzieci. Kilka odcinków trasy było dość trudnych. Sprawiły to paskowe łachy. Czas wycieczki miał trwać około godziny a w sumie cykliści jechali około dwóch godzin. Dopisywały humory i zdrowie. Pierwszy rajd się zakończył i już planowany jest następny. (k)

Pod patronatem Kuriera lokalnego
Z muzyką i tańcem przez świat”.
Na niedzielne popołudnie 22 kwietnia członkowie kościańskich zespołów Obrzan, Bonikowian, Złotych Kłosów i Modern Obrzan zaprosili władze powiatu, miasta i gmimny na swój coroczny koncert. Jak zawsze, tak i tym razem odbył się w sali widowiskowej Kościańskiego Ośrodka Kultury. Spektakl nosił nazwę „Z muzyką i tańcem przez świat”.
Warto na poczatek przypomnieć, że Zespół folklorystyczny „Obrzanie” tańczy i śpiewa już 21 lat. W 1997 roku powołała go do życia Elżbieta Kirstein-Franek. Potem doszły Złote Kłosy i Modern Obrzanie. Ci ostatni, to młodzież, która wyszła z „małych” Obrzan. „Obrzanie Mali”, to trzy i czterolatki. Grupa średnia Obrzan, to dzieci chodzące do klas od czwartej do szóstej. Są jeszcze Bonikowianie. To dzieci w wieku 6-7 lat.
Złote Kłosy stanowią dorośli. Zespół został utworzony w 2011 roku. Prezesuje mu Renata Bilińska. Grupa rozrasta się z każdym rokiem. Obecnie tworzą go: Kirstein – Franek Elżbieta – kierownik artystyczny, Zdzisław Franek, Zdzisława Kuczyńska, Bożena Kucharczak, Cecylia Nowak, Mateusz Marcinowski (nieobecny na koncercie), Maria Dziamska, Halina Stanisławska, Hanna Sobierajewicz, Kazimiera Dobkowicz, Krystyna Kaczmarek, Leon Kaczmarek, Bogumiła Braun, Renata Smelkowska, Maria Wieczorek, Małgorzata Fellmann, Teresa Plackowska (nieobecna na koncercie), Bogdan Plackowski (nieobecny), Jerzy Palacz, Danuta Palacz, Ewa Kaczmarek, Teresa Frąckowiak, Krystyna Mądra, Grzegorz Każmierczak (nieobecny), Krzysztof Przybylski wiceprezes i Regina Bilińska – prezes zespołu.
Bez dobrego podkładu muzycznego nie byłoby koncertu i ciekawego brzmienia wokalistów. Obrzanom i Złotym Kłosom towarzyszy pięcioosobowa grupa instrumentalistów. Podczas koncertu na akordeonach grali: Wojciech Serafinowski z Widziszewa i Dobraś Henryk Nowego Lubosza, na skrzypcach Franciszek Stankowiak ze Śmigla, Jan Kozak z Bielaw z gminy Śmigiel przygrywał na saksofonie lub klarnecie, a z gitarą na scenie pojawił się Tadeusz Zbyrad z Wilkowa Polskiego z gminy Wielichowo.
Podczas tegorocznego, prawie dwugodzinnego koncertu, między śpiewem „Złotych Kłosów”, a tańcami Obrzan i Bonikowian, na scenie prezentowała się grupa Modern Obrzanie. To młodzież promująca taniec współczesny. Grupa prowadzona jest przez Luizę Plutę. Skład stanowią: *taniec grupowy: Amelia Pluta, Patrycja Górniak, Wiktoria Dolata, Wiktoria Witomska, Nadia Lorenz, Julia Mania, Zuzanna Wieczorek, *soliści: Natalia Górniak, Alicja Przybylska i Piotr Michałowsk. Patrycja Górniak także śpiewa. Choreografię przygotowują: Luiza Pluta, Natalia Górniak i Piotr Michałowski.
Na scenie solo pojawiła się Nastka Dubska. To wnuczka pięknie śpiewającej członkini Złotych Kłosów – Marii Wieczorek. Dziewczynka ma jedenaście lat. Na koncer ubrała się, jak Słowianka. A jej jasne, jak len włosy uwiarygadniały ten wygląd. Wykonała piosenkę – utrzymując piękną barwę głosu – „Hej, przeleciał ptaszek”.
Złote Kłosy bazują głównie na polskich utworach. Jednym z nich był ten przpominający, że nasza Polska, nasz kraj jest dla nas najpiękniejszy. Druga zwrotka i refren brzmią tak:
– W najdalszym kącie tego świata, dokąd cię zawiódł twój wędrowny los, tęskniłeś zawsze do tej ziemi, na której nigdy nie brak trosk. I tak jest zawsze, tak być musi, bo tylko jeden mamy w życiu dom, dokąd się wraca, gdy w potrzebie, nawet z najdalszych świata stron. Tu jest twoje miejsce, tu masz swój ciasny, ale własny kąt. Tu jest twoje miejsce, tu jest twój dom.
Koncert zakończyło tango. Na pożegnanie zaśpiewali panowie: Leon Kaczmarek, Jerzy Palacz, Krzysztof Przybylski i Zdzisław Franek ze Złotych Kłosów.
Wrócimy na moment do młodzieży z Modern, która tańczy bazując na rytmach innych, nie polskich wzorów. W repertuarze młodych oglądaliśmy tańce murzyńskie, indiańskie, latyno-ametykańskie, hinduskie itp. Można się zastanowić, dlaczego ludowe wzorce tamtych nacji są lepsze od ludowych wzorców polskich? Czy dalekie kraje mają lepszą kulturę muzyczną od naszej? A może trudniej jest nauczyć się bardzo konkretnych kroków i poruszać precyzyjnie według wymogów i reguł polskich tańców regionalnych typu kujawiaki, mazury, czy tańce podhalańskie? Te obe rytmy, to ludowość dalekich nacji, murzyńskich, czy hinduskich. My mamy swoje, oni swoje. Czy murzyni w Afryce tańczą na koncertach polskie tańce? Murzyni od wieków podskakiwali w rytm bębnów i to im wystarczało. Nasze tańce wcale nie są proste i łatwe. Wystarczy popatrzeć na profesjonalne zespoły „Mazowsze”, Śląsk”, albo na niedalekich „Żeńców” z Nietążkowa. To dopiero jest precyzja. Potrzebnych jest wiele miesięcy trudnych treningów.
* * *


W weekend 20-22 kwietnia odbyły się Mistrzostwa Polski Juniorów i Weteranów w Trójboju Siłowym. Tym razem zawody miały miejsce w Kielcach. Nie mogło na nich zabraknąć kościańskiego klubu Kobra Kościan, który od kilkudziesięciu lat odnosi liczne sukcesy na arenie narodowej oraz międzynarodowej.
Zawodnicy Kobry Kościan, wywalczyli kolejne medale: 7 złotych, jeden srebrny i jeden brązowy. Łącznie było ich dziewięć, a Klub reprezentowało dziesięciu zawodników.
Okoliczności samych mistrzostw były bardzo widowiskowe, bo równolegle – na tej samej, olbrzymiej hali – odbywały się zawody MMA, Kulturystyki, Fitness, Karate i Jujutsu.
Poza rywalizacją uczestnicy mogli podziwiać najróżniejsze wystawy związane z tematyka sportową. Były też taneczne pokazy, a do tego można było uczestniczyć w licznych konkursach. Uczestniczyć mógł każdy. Frekwencja zatem była bardzo wysoka.
Pierwszy medal dla Kobry wywalczyła Klaudia Murza w kategorii 84kg Juniorek do lat 16. Klaudia zdobyła złoto z wynikiem 300,5kg w trójboju. Przysiadła 123kg, poprawiając w tym boju i tej kategorii rekord Polski o pół kilo! W drugim boju wycisnęła 40kg, a w martwym ciągu zaliczyła 137,5kg.
Kolejny sukces odniosła, niezawodna Magdalena Malcherek, w kategorii 63kg Juniorów do lat 20. Magda zdobyła pierwsze miejsce z wynikiem 352,5 w trójboju (P 130kg, WL 72,5kg, MC 150kg).
W tej samej grupie wiekowej, w kategorii 72kg, brązowy medal wywalczyła Paulina Rybak uzyskując 312,kg w trójboju (P 120kg, WL 57,5kg, MC 135kg).
Sukcesy zawodniczek zwieńczyła Wiktoria Zalesińska w kategorii 84+kg, która z łącznym wynikiem 327,5kg (P 140kg, WL 57,5kg, MC 130kg), zdobyła złoty medal. Tym samym, zawodniczki Kobry wywalczyły trzecie miejsce drużynowe wśród Juniorek do lat 20.
Wśród zawodników, pierwszy medal zdobył Andrzej Fellman w kategorii 59kg Juniorów do lat 16. Wywalczył złoto z wynikiem łącznym 330kg, we wszystkich bojach (P 125kg, WL 65kg, MC 140kg). Pechowcem zawodów okazał się Łukasz Pluskota, który wystartował w kategorii 83kg Juniorów do lat 20. Niestety, trema sprawiła, że Łukasz nie zaliczył żadnego podejścia w wyciskaniu leżąc, co wykluczyło go z rywalizacji w trójboju. Łukasz jednak nie poddał się i dokończył zawody przysiadając 150kg oraz zaliczając w martwym ciągu 180kg. Dodamy tylko, że ten sam ciężar, co spalił na ławeczce, wycisnął z łatwością pół godziny po starcie.
W tej samej grupie wiekowej w kategorii 120+kg wystartował Andrzej Rusek. Andrzej zgarnął złoto, uzyskując 590kg w trójboju (P 235kg, WL 120kg, MC 235kg). Wśród weteranów 40-49lat najsilniejszy w kategorii 120+kg okazał się Łukasz Chruścicki z wynikiem 665kg w trójboju (P 250kg, WL 145kg, MC 270kg).
Drugie miejsce w tej samej grupie wagowej i wiekowej zdobył Robert Zalesiński – tata wspomnianej powyżej zawodniczki – Wiktorii. Robert uzyskał w trójboju 482,5kg (P 160 kg, WL 122,5kg, MC 200kg).
Ostatni medal dla Kobry wywalczył wielokrotnie utytułowany na międzynarodowej arenie, Włodzimierz Żmijewski. Pan Włodzimierz zdobył złoty medal w kategorii 74kg Weteranów 60-69lat. Uzyskał wynik 523,5kg (P 200 WL 72,5 MC 251). Wyniki Kobry mówią same za siebie.
Kościańscy zawodnicy zostali w tym roku nominowani, jako reprezentanci Polski na Mistrzostwa Europy w Pilźnie. Są to: Wiktoria Zalesińska, Magdalena Malcherek i Andrzej Fellmann. W Kielcach potwierdzili swoją klasę, zdobywając złote medale.
Trenerem Klubu jest Roman Szymkowiak i jemu należą się także duże gratulacje.
*Klub Kobra Kościan, pragnie serdecznie podziękować sponsorom: czempińskiej firmie Dirty Ray za koszulki dla wszystkich

To był cenny dar
W sobotę przy siedzibie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Grodzisku Wielkopolskim zorganizowano zbiórkę krwi.
Inicjatorami akcji byli grodziscy strażacy, strażak Jakub Walkowiak inicjator Akcji Gasimy Afrykę – Misja Tanzania oraz Motocyklowe Stowarzyszenie Pomocy Polakom Za Granicą „Wschód Zachód” i Firma HABA.
Organizatorzy przygotowali wiele atrakcji. Można było zwiedzić siedzibę Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej, obejrzeć prezentacje sprzętu strażackiego, prezentację mobilnego symulatora zagrożeń pożarowych. Było też szkolenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy oraz pokaz, jak zrobić hałas ręczną syreną strażacką.
Najmłodsi mogli zasiąść za sterami wozu bojowego, obejrzeć jego wyposażenie, zrobić foto. Ponadto można było obejrzeć pokaz motocykli członków Stowarzyszeni Pomocy Polakom za Granicą „Wschód Zachód”. Paradować można było w strażackim hełmie oraz poskakać na dmuchanym zamku mającego kształt wozu strażackiego.
Tego dnia do punktu zbiórki krwi zgłosiło się prawie pięćdziesiąt osób, z czego krew oddało trzydzieści pięć.
Z sobotniej akcji do banku krwi trafiło prawie szesnaście litrów najcenniejszego daru. (MK)

Jak to z Żydami było cz 5

Motta Zbigniewa Tomaszewskieg o: „Rzeźbiarza krytykuj, jak odłoży dłuto, malarza pędzel, pisarza pióro”. „Jeżeli wbijesz przyjacielowi gwóźdź w szafę nie wyciągaj go obcęgami i nie mów przepraszam, bo i tak ślad po nim pozostanie na zawsze”.
W kilku ostatnich częściach opisywałem o życiu dwóch Żydów Marii i Józefa. Przeglądając stare księgi znalazłem odpowiedź, dlaczego 40-letni Józef i 14-letnia Maryja w ciąży nie znaleźli noclegu w Betlejem. Mianowicie Józef urodził się i wychował w Betlejem. Miał tam rodziców i dużą rodzinę, jednak wszyscy odmówili mu gościny, nawet najbliższa rodzina, ponieważ wstydzili się za niego. Możemy sobie wyobrazić, że 2000 lat temu, 40-letni mężczyzna, to tak, jak dzisiaj 80-letni dziadek. Szukał noclegu w hotelu lub u rodziny wraz z 14-letnią dziewczynką w ciąży. Chyba nikt nie wyraziłby zgody na nocleg. Jeszcze ciekawostka ze starych ksiąg hebrajskich – Betlejem znaczy po polsku „Dom chleba”.
Szukając w księgach przyczyn, dlaczego w Polsce dochodziło do pogromu Żydów, każdy ich pogrom wychodził w niedziele z kościoła. A dlaczego?
Dawno temu jakiś malarz namalował obraz i zawiesili go w Polsce w kościele. Na obrazie było namalowane, jak Żydzi pieką placki i do ciasta dodają krew młodych chłopców. Były to oczywiście kompletne bzdury.
Jednak po II wojnie światowej w Kielcach zaginął młody chłopiec. Ludzie od razu skojarzyli, że na pewno Żydzi go uprowadzili i krew użyli do placków. Rozwścieczony tłum zamordował ponad czterdziestu Żydów. Była to zbrodnia dla niewinnego żydowskiego narodu, który jeszcze nie otrząsnął się po zbrodni niemieckiej. Po kilku dniach dziecko się odnalazło, chłopiec poszedł do rodziny w sąsiedniej miejscowości.
Można tu zadać pytanie: dlaczego Watykan od setek lat w polskich kościołach do dzisiaj, tak skutecznie pielęgnuje nienawiść do Cyganów, Żydów i Rosjan. Czy chodzi tu o to, że oni mają inną religię? Wspomnę tutaj, dlaczego powstanie listopadowe i styczniowe w roku 1863 się nie udało, tylko dlatego iż księża z Watykanu nawoływali w kościołach do walki o wolność, jednak po wybuchu powstań, ale jednoczesnie zamordowano kilku księży w prawosławnych kościołach. Wtedy ludzie zorientowali się, o jaką wolność tu chodzi. Chłopi odłożyli kosy i powrócili do zagród.
Teraz chciałbym po raz kolejny wyjaśnić, co mieli wspólnego: Watykan, Niemcy (Germanie) i Prusacy. Tylko tyle, że Prusaków wymordowali prawie wszystkich i przejęli ich żyzne ziemie, nic poza tym, także Niemcy powinni mieć zabronione jakiekolwiek nazywanie siebie Prusami, bo jest to, to samo, jakby dzisiaj siebie Amerykanie nazywali się Indianami, a Australijczycy Aborygenami. Prusaków ocalało niewiele, tylko Ci którzy nocami lasami usiekli w głąb Polski i Litwy. Po wymordowaniu Prusaków przestały istnieć Prusy pogańskie, na ich gruzach rozbudowało się i rozkwitło kolonialne, zdobywcze państwo watykańsko-niemieckie Krzyżaków. Na szczęście Pan Bóg ich ukarał. Na splamionej krwią ziemi nigdy nie doszli do rozwoju, nie stworzyli literatury, ani sztuki, nie utworzyli żadnego uniwersytetu. Jedno, co im się udawało do czasu, to intryga, przemoc, wymuszana toporami i ogniem.
Prusacy, którym udało się lasami, nocami uciec do Polski zalali Mazowsze i Wielkopolskę. Prusowie weszli w skład narodu polskiego, który był im bliższy od Watykanu i Niemców. Prusacy dali narodowi polskiemu ludzi mądrych, twardych i nieugiętych w chwilach tragicznych, którzy wiedzieli, jak dźwigać wysoko sztandar przegranej na pozór sprawy. Z pruskiej krwi pochodzili Tadeusz Rejtan, obrońca wolności na sejmie rozbiorowym i Jan Henryk Dąbrowski, twórca legionów. Te nazwiska starczą za inne. To wkład starożytnych Prusów do narodu polskiego, który jeszcze bardziej wzmocnił wśród Słowian słowa honor, gościnność i miłość do ojczyzny.
Tych słów Watykan i Germanie nie znali i nie rozumieją ich do dzisiaj. Polska od zawsze stała na granicznych ścianach, jako sędzia i oskarżyciel szukając pokojowego rozwiązania węzłów powikłań, które stworzyła wola fałszywych mnichów watykańskich.
Z upadku jednego zła rodziło się drugie, potem trzecie, czwarte, jakby na gruncie zoranym przez złe sumienia padały znów ziarna pychy i władczej przekory, buty i wyniosłości istotnej żądzy panowania, nie nad sobą i nie nad przyrodą darem Boga daną, ale nad innym człowiekiem.
I to jest sens dziejów, fałszywym tonem dźwięczący w pokoleniach Watykanu, zrodzony z podłości i rozpaczy, zbrodni i przemocy tkwiących do dzisiaj w gruzach, kamieniach i murach zamków watykańsko-germańskich, gdzie liczyło się tylko władza, złoto i pycha. Zło i krew miały niską cenę.
Watykan wykorzystując Niemców zbudował warownie na ziemi prusaków. Ziemia była przesiąknięta krwią. Tu właśnie wyrosły zamki i rozkwitła poezja niemiecko-watykańska w kraju kolonialnym. Aż wreszcie zakon watykańsko-germański oparty o wody Bałtyku złamała potęga słowiańską, która miała piękne imię Polska. Kraj polski kierował się honorem i wartościami rycerskimi i to on narzucił zaborcom watykańskim swoją wolę. Daremnie kolonialista usiłował wyrwać się i walczyć. Padł raz, drugi, trzeci, aż otoczony niesławą skonał w błocie i krwi pod Grunwaldem. Zdążył jednak z pomocą Watykanu zatruć narody nienawiścią skalawszy imię zakonnika i imię rycerza. Został po nim, jak owoc złego sumienia kult przemocy, uwielbienie dla siły, której pokarmem miała być krew sześciu milionów istnień ludzkich żydowskich, nie wliczając dziesiątki milionów innych. Uwielbienie do siły, przemocy i krwi przetrwało w genach setki lat.
Duchy zakonników watykańsko-germańskich ożyły w Watykanie i w Wawelsbergu w Niemczech, a był to rok 1933. Obudziło się uwielbienie do krwi i zbrodni. To znalazło swój wyraz po wiekach, w nowej, złowieszczej sile.
Watykan i Niemcy w roku 1933 chcieli wskrzesić niemiecki zakon już bez kultu najświętszej Maryi Panny i bez religijnej ascezy. W Ordenshburgach chować się mieli w czarnych mundurach w białych rękawiczkach z kośćmi i trupimi czaszkami nowi watykańsko-germańscy zakonnicy, nowi władcy świata, którzy ćwiczyli się na zamku w Wawelsbergu pod okiem Himlera. Następnie ćwiczeni od 1 września 1939 roku na Polakach do rządzenia poddanymi.
Watykan i Germanie do dzisiaj nie zapomnieli upadającej porażki w Bitwie pod Grunwaldem. Nigdy nie dostaliśmy zasądzonych wyrokiem odszkodowań od Watykanu, który proces wszczął Kazimierz Wielki, król Polski. Do dzisiaj żaden Polak nie usłyszał od Watykanu i Niemców magicznego słowa przepraszam. To jest tak mało, a znaczy tak dużo.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski

Zdrojowianie” koncerują
W sali wiejskiej w Zdroju, w grodziskiej gminie odbył się koncert Zespołu Śpiewaczego Zdrojowianie. Dedykowany był wszystkim paniom. Organizatorami imprezy byli: burmistrz Grodziska Wielkopolskiego, sołtys wioski wraz Radą Sołecką oraz Zarzad Koła Gospodyń w Zdroju.
Gości, wśród których byli m.in. burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański, prezes G.S.SCh w Grodzisku Mirosława Szpot, była przewodnicząca KG Kazimiera Homińska, założycielka Zespołu Zdrojowianie Czesława Błajet, instruktor muzyczny Zespołu Zdrojowianie Remigiusz Mazur oraz wszystkie panie w imieniu nieobecnego sołtysa wioski powitała przewodnicząca Koła Gospodyń w Zdroju Janina Kopańska.
Następnie burmistrz Henryk Szymański złożył paniom życzenia z okazji ich niedawnego święta oraz wręczył upominku.
Także sołtys włączył się w dawanie prezentów. Wręczyła je kierownik Zespołu Zdrojowianie Elżbieta Bendowska.
Następnie koncert dali Zdrojowianie. Wykonali utwory: „Paloma”, „O Marianno”, „Mały, biały domek”. Wykonania nagradzano brawami.
Spotkanie było okazją do odśpiewania „Sto” lat dla dawnej, długoletniej przewodniczącej Koła z okazji jej niedawnych imienin, dla Kazimiery Homińskiej. W podziękowaniu solenizantka przygotowała owocowy tort.
Przy kawie i słodkim poczęstunku panie miło spędziły czas na rozmowach i wspomnieniach z dawnych lat. (MK)
g-koncert 1
Życzenia paniom złożył burmistrz Henryk Szymański

„Lipa” za darmo
– Kolego mam dla ciebie rower. Prawie „nówka” nieśmigany. Nie uwierzysz, ale dam ci go za darmo – z takimi słowami zwrócił się Marian Lichy do Hipolita Mizerki. Ten drugi spojrzał na przyjaciela i rzekł:
– Czuję w twoim głosie szelmowską nutę. Jeszcze nie wiem, co kombinujesz, ale sądzę, że masz niecne zamiary. A tak naprawdę to ci powiem, że za darmo, to nawet po mordzie dzisiaj człowiek nie dostanie.
– Jeszcze raz ci mówię, że nie wezmę od ciebie za rower, ani złotówki – kusił kumpla Marian.
– Aha za jednoślad, ani zeta, a za dodatkowe wyposażenie zedrzesz ze mnie skórę! – nie dawał się Hipolit.
– Przecież mnie znasz – poważnie odparł Marian.
– I tu masz rację. Dlatego, że cię znam, to ci, ani nie wierzę, ani i nie chcę od ciebie nic. Powiem ci też, dlaczego – spokojnie tłumaczył Hipolit.
– O co ci biega? Co masz na myśli? – próbował podejść kumpla Marian.
– Już ci mówię, co mam na myśli – odparł Hipolit. Może Ty masz krótką pamięć, ale ja doskonałą. Przypomnę ci, jak mnie przed laty wyrolowałeś z okazją za darmo.
– Ja, ja!? – wyrwał się Marian.
– Ty, ty!! – przerwał mu Hipolit i kontynuował. Po wprowadzeniu się do nowego mieszkania potrzebowałem kafelki do łazienki. Zwróciłem się wtedy do ciebie o pomoc.
– I co i co zawiodłem cię? – ponownie wyrwał się Marian.
– Oho przyjacielowi wraca pamięć – ironicznie rzekł Hipolit. Powiedziałeś mi, że masz kafelki, których starczy na łazienkę i jeszcze na kuchnię. Przez chwilę nie posiadałem się ze szczęścia. Lekko kopara opadła mi, jak powiedziałeś, że masz płytki, ale trzeba pojechać po nie do kuzyna Szczepana Klejberta kawałek za Wrocław.
– No i co? Były? – próbował wtrącić się Marian.
– Proszę nie przeszkadzaj, bo na samą myśl mógłbym ci udusić. Wynająłem samochód i pojechaliśmy, ale jak się okazało, aż do Wałbrzycha. Na miejscu, ze sterty mało atrakcyjnych płytek, jakoś udało się wybrać potrzebną ilość na łazienkę i kuchnię. Za „niby klej” już twojemu kuzynowi musiałem zapłacić tak samo, jak za zaprawę do fugowania. Transport i te dodatki kosztowały mnie sporo grosza. Ten twój krewniak ze Śląska zaoferował się założyć płytki. Tego też zapewne nie pamiętasz lub nie chcesz, że Szczepan siedział i zakładał pytki w moim mieszkaniu przez dwa tygodnie. Najgorzej nawet mu to nie wyszło, ale za robotę zdarł z nas skórę. Moja, jak przeliczyła wszystko, łącznie z wypitą gorzałą, chciała mnie wywalić z chaty. I to niby miało być twoim zdaniem za darmo? – zły nakręcał się Hipolit.
– Przepraszam kolego, ale płytki były gratis. Teraz proponuję ci rower także za darmochę – niezrażony mówił Marian.
– Proszę powiedz mi, gdzie po niego trzeba jechać i jakie czekają mnie niespodzianki? – dopytywał Hipolit.
– Zaraz jechać – łagodził Marian. Tu jest w naszym mieście w piwnicy, u szwagierki Heli Zasuwaj. Mówię ci damka, pierwszy właściciel, oryginalny lakier. Wprawdzie nie ma błotników, jednego pedała, światła, pompki i stoi bez powietrza, ale pozostałe części ma prima sort.
– Przecież, jak ja to wszystko dokupię i dam założyć mechanikowi, to stracę sporo kasy. Wyjdę na tym, jak „Zabłocki na mydle”. O nie, dziękuję przyjacielu. Jak chcesz, to weź go sobie sam. Ten temat uważam za zamknięty – rzekł Hipolit.
– Mam jeszcze coś dla ciebie za darmo – nie dawał za wygraną Marian. Na pewno cię zainteresuje, tym bardziej, że dotyczy zdrowia. Przecież ja wiem i ty wiesz, że masz je kiepskie.
– Od kiedy ty się przyjmujesz moim zdrowiem. Skoro tak jest, to powiedz, co masz dla mnie „czarcie żebro”, czy zdechłego kota pod poduszkę? – kpił Hipolit.
– Nie rób sobie jaj. Posłuchaj, dostałem telefoniczne zaproszenie na darmowe badanie serca i układu krążenia. Mogę przyprowadzić ze sobą jedną osobę i pomyślałem o tobie, może byśmy na to poszli razem, tym bardzie, że za darmo – zachęcał Marian.
– O nie i jeszcze raz nie, przyjacielu – natychmiast zareagował Hipolit.
– Taka okazja, dlaczego nie chcesz z niej skorzystać? – pytał Marian.
– Powodów jest kilka i już ci mówię, co mam na myśli – zapalił się Hipolit. Nie mówiłem ci, że moja teściowa kilka tygodni temu wraz z moją Kundzią skorzystały z takiego zaproszenia. W gabinecie na kółkach zostały przebadane, Dowiedziały się, że są poważnie chore i mają liczne wady. Ten fachowiec w białym kitlu zalecił im: spokój, bezsterowy styl życia i lekarstwa, w tym zastrzyki, tabletki, przepuszczającą powietrze pościel, olejki zapachowe pozwalające lekko oddychać, kremy otwierajże pory, a nawet bieliznę. Badanie było za darmo, a moje panie przytargały do chaty dwie duże torby za cztery stówy rewelacyjnych środków nasercowych.
– A garnków im nie wciskali? – wtrącił Marian.
Widzę przyjacielu, że wiesz, o co w tym wszystkim chodzi – oznajmił tryumfalnie Hipolit.
– Krótko i zwięźle, ty nie chcesz roweru, ani bezpłatnego badania. Ja to szanuję. Powiem ci więcej, solidaryzuję się z tobą – rzekł Marian i przybił piątkę kumplowi.
Seweryn Kaczmarek

Obra 1912 Kościan – PKS Racot 4:0 (3:0)

Derby dla gospodarzy

Pojedynek drużyn zza „miedzy” zakończył się 28 kwietnia pewnym zwycięstwem Obry. Miejscowi w 18’ po golu Filipa Tylczyńskiego prowadzili 1:0. W 40’ do siatki rywali na 2:0 trafił Krzysztof Marchewka. Nie minęły więcej, niż trzy minuty, a golkiper gości po raz trzeci wyjmował piłkę z siatki. Autorem gola był Tomasz Marcinkowski.

Wynik zawodów już w 48’ strzałem głową ustalił Igor Rudawski. Bramkarza PKS próbował jeszcze pokonać Kamil Tomowiak. Jego strzał minimalnie minął bramkę gości.

Tego dnia już więcej goli kibice nie oglądali.

Obra: Wojnowski – Krzysztof Chwaliszewski, Krzysztof Marchewka, Jakub Jandy, Jakub Płotkowiak, Igor Rudawski, Piotr Sznabel, Jacek Żak, Filip Tylczyński, Krystian Łukaszyk, Tomasz Marcinkowski – Jędrzej Dorynek, Waliszewski, Tobiasz Biały, I Żak, Dawid Ratajczak, Kamil Tomowiak, Tomaszewski. (k)