wtorek, 16 Październik 2018

2018

Ktoś był i był, potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma

Tytuł zaczerpnęliśmy z myśli jednej z koleżanek Anki Jóźwiak ze Steszewa, która dwa lata temu rozpoczęła walkę z rakiem kości.

Najpierw u 16-latki pojawiły się guzy. Badania wykazały zmiany rakowe. Dziewczyna była silna tak duchowo, jak i fizycznie. Od 2015 roku była czynną zawodniczą stęszewskiej drużyny piłki nożnej dziewcząt. Zawodniczki trenują pod auspicjami Klubu Sportowego „Lipno” w Stęszewie.

Jeszcze niedawno grała razem z nami w piłkę – napisała na portalu jedna z grających z Anką dziewczyn. Walczyła o każde podanie, asystę, bramkę. Kiedy dopadła ją choroba była z nami duchem. W lepsze dni kibicowała na trybunach, zawsze w nas wierzyła i nigdy nie zawiodła. Nigdy też nie poddała się chorobie, choć to nie była równa walka. Na dwa tygodnie przed śmierią bardzo zmęczona chorobą przyjechała na nasz trening, aby popatrzeć, poczuć atmosferę drużyny, posłuchać dziewczyn, porozmawiać. A teraz już jej nie ma z nami! Odeszła. Niebo pozyskało dobrą zawodniczkę. Tylko dlaczego tak wcześnie?!

Anuś! Żegnaj i do zobaczenia. To był dla nas zaszczyt grać z Tobą na boisku! – zakończyła zawodniczka stęszewskiego zespołu.

Niewiele można dodać do tych słów. Miała 18 lat. Stała sie pełnoletnia w kwietniu tego roku.

Pisaliśmy w Kurierze lokalnym o Ani dwa lata pod rząd zachęcając do przekazywania 1% na leczenie.

Tak ją charakteryzowaliśmy:

– To pełna życia 17-to latka. We wrześniu zauważyła na ręce małego guza, który w kolejnych miesiącach bardzo szybko się rozwijał. W styczniu wykonano biopsję. Diagnoza zaskoczyła wszystkich – Mięsak RMS. Niestety zanim można było podać Ance pierwszą chemię, mięsak „zdążył ją pokochać”. Rozgościł się w jamie brzusznej i węzłach chłonnych pod pachą. Obecnie Ania otrzymuje już chemię, a guzy zaczęły się zmniejszać. Niestety po chemioterapii czeka ją jeszcze operacja, rehabilitacja i radioterapia.

Zamieszczając apel byliśmy przekonani, że Anka sobie poradzi. Była dużą i silną dziewczyną. To samo myśleli bliscy, gdy lekarze zaproponowali amputację ręki. Nie zdecydowali się na taki krok. Zapewne teraz zastanawiają się, czy nie należało tego zrobić?! Jest to dylemat. Gdyby ucięli kończynę – czy by przeżyła? Wówczas też byliby w rozterce – po co pozbawiali ją ręki? Może poradziłaby sobie i bez amputacji! Nie da się tego rostrzagnąć. Każde pytanie zostaje bez odpowiedzi.

Odeszła ciepła, serdeczna osoba, której życie dopiero się zaczynało! Bliscy liczyli, że teraz, gdy stała się pełnoletnia, będzie mogła otrzymać leki, jakie biorą dorośli. To mogło ją uzdrowić.

Odeszła 28 sierpnia. 1 września na cmentarzu w Stęszewie żegnało ją stęszewskie społeczeństwo. Oprócz rodziców Magdaleny i Witolda, dotarły zawodniczki z Klubu „Lipno” i z innych drużyn. Ojciec Ani – Witold – aktywnie działa w miejscowym Kole Wędkarskim, zresztą obie córki – Natalia i Ania także wędkowały i były wychowankami Koła. Dlatego na cmentarzu pojawili się także wędkarze.

Mama dziewczyny – Magdalena jest nauczycielką w stęszewskiej Szkole Podstawowej. Mówiąc kilka słów podczas pogrzebu prosiła o wstrzymanie się od składania kondolencji. Mówiła spokojnie i rzeczowo. Można zrozumieć tę prośbę, bo odbieranie tych samych słów od kilkudzisięciu osób, słów, które nic nie wnoszą i nie pomagają w rozpaczy, są wręcz zbędne. Magdalenie i Witoldowi została starsza córka – obecnie studentka.

Ewa Noga-Mazurek

Nie zawsze musimy pracować w biurze. Dla niektórych najlepszym rozwiązaniem jest praca w domu, zwłaszcza jeżeli jesteśmy na etapie wychowywania małych dzieci lub już korzystamy z emerytury ale chcemy dorobić. Chociaż na pewno nie każdemu odpowiada taka forma wykonywania obowiązków służbowych, to ma wiele zalet. Najważniejszym argumentem aby zacząć tak zarabiać są oczywiście pieniądze.

 

Praca wykonywana przez internet to nowy zawód. Bez wychodzenia z domu można wykonywać powierzone obowiązki służbowe i rodzinne. Dlatego na pewno jest dobra dla młodych mam siedzących w domu z dzieckiem. Kobieta nie musi rezygnować z pracy po urodzeniu dziecka. Może bowiem wszystko pogodzić i to nawet bez wychodzenia z domu. Taka pracująca mama może zasiąść wygodnie przed laptopem i pracować tak jak każdy. Praca przez internet daje także poczucie elastyczności czasu pracy. Możesz pracować o każdej porze dnia, bo ważne jest to, że masz skończyć powierzone zadania. To, kiedy się nimi zajmiesz, zależy wyłącznie od Ciebie. Lubisz pracować nocą lub w dzień? Teraz możesz, bo właśnie ten czas przeznaczasz na wykonanie zadania.Poza tym praca w domu jest idealna dla osób uczących się i studentów. Ich głównym zajęciem jest teraz nauka, ale na pewno mogą poświęcić trochę dodatkowego czasu na pracę zdalną. Taka decyzja może w przyszłości doprowadzić do dobrze płatnego i lepszego zatrudnienia.

W takim konkretnie na czym polega taka praca.

Pojawiają się pierwsze programy, w których każdy z nas pobiera sobie link, który następnie można wysłać do znajomych e-mailem lub przez Messengera albo WhatsUP. Jeżeli ktoś z naszych znajomych właśnie z naszego polecenia skorzysta z oferty, my na tym zarabiamy. Tak właśnie działa system poleceń internetowych – wyjaśniają przedstawiciele systemu Team One, który stwarza  możliwość dorobienia nawet 2.200zł miesięcznie.. Pracę można zacząć praktycznie od zaraz.

 

Team One ( właśnie w ten sposób stworzył ogólnopolski system poleceń w którym pracuje ponad 10 000 osób. Każda nowa osoba wchodzi do systemu dzięki poleceniu przez znajomą, kogoś z rodziny, koleżankę z pracy lub poprzez informacje z internetu. Dalej mamy możliwość swobodnego podejmowania decyzji, możemy ale nie musimy polecać system Team One dalej. Ale właśnie od naszej aktywności w internecie zależy wysokość dochodów.

 

Podsumujmy i zapamiętajmy. Nawet mieszkając w małej miejscowości, gdzie rynek pracy nie ma zbyt dużej ilości ofert możemy dorobić do pensji. Wejście do systemu internetowych poleceń nie ma nic wspólnego z zabronionymi prawnie “piramidami finansowymi”, jest dobrowolne, bezpłatne i legalne. Internetowe polecenia nie wymagają zawierania umów. Jednym słowem to nowoczesna forma pracy on-line, która wg wszystkich prognoz zdominuje sposób zarabiania pieniędzy w najbliższych latach.

Pierwszy krok czyli forma zapisów on-line to rejestracja na webinar czyli wideo prezentację systemu Team One

Team One

 

Gal Anonim: *Historię piszą zwycięzcy *Jeżeli coś nie zostało zapisane, to tego nie ma.
Motta Zbigniewa Tomaszewskiego: *Złoto i klejnoty przynoszą tylko problemy *Rany od noża zagoją się, od słów nie *Owcę zabłąkaną odnajdziesz, człowieka nie *Niemcy są bardzo gospodarnym narodem, tylko im udało się zrobić z ludzi mydło *Pogoda zawsze jest piękna, jeżeli twierdzisz, że nie to znak że jesteś źle ubrany *Pamięć jest skarbnicą umysłu *Po co bać się śmierci, to przygoda jaką każdemu oferuje życie *Każdy naród ma swoją hołotę, za którą się wstydzi i odpowiada *Aby można było krzyknąć hura! Najpierw trzeba krzyknąć ała!
Przysłowia Europy: *Czas leczy rany, ale zmarszczki nie *Dobrze jest mówić, jeszcze lepiej milczeć *Doradcy radzą, ale nie zapłacą *Duma najczęściej w pustym łbie zagości *Gdy wiatr w oczy wieje, człowiek mądrzeje *Interesy świątyń nie mają *Jaki dom, tacy goście *Kamień który się toczy, nie obrasta mchem *Kobieta i wino to trucizna ino*Kto nie kocha książek umiera zhańbiony*Kto szuka zła, szybko znajdzie *Łzy długu nie wymażą *Mistrza pozna się po dziele *Młode drzewo prostuje się łatwo *Zbrodnie przeciwko ludzkości nigdy nie ulegają przedawnieniu.

Jak to z Żydami w Polsce było część 16

W tej części spróbuję wyjaśnić, dlaczego zło często zwycięża. A to dlatego, że miliony ludzi wolą pozostać przy starym porządku, sprawdzonym od wieków. Tutaj podam przykłady z życia wzięty, mianowicie, jak pasterz pilnował swe owieczki. One miały w owczarni spokój, schronienie, pokarm, czuły się tam bezpiecznie. Nagle burza, piorun uderzył w owczarnie. Pojawiły się płomienie. Ogień rozwijał się, pasterz wyrwał wrota z zawiasów, wbiegł do środka i zaczął wypędzać swoje owieczki. Im gorliwiej wypędzał, tym one wbiegały w głąb owczarni, prosto w płomienie. Spłonęła cała owczarnia razem ze zwierzętami.
Tak samo jest przez ostatnie 1050 lat z ludźmi. Gdy było zagrożenie ludzie chowali się w kościołach, padali na kolana i modlili się. Myśleli, że są bezpieczni. Wróg podpalał kościół i na kolanach, w męczarniach., z modlitwą na ustach ludzie umierali.
Ludzie, jak się do czegoś przyzwyczają, to nie chcą zmian. Osią tych zapasów była zawsze dobra wiara i zaślepienie zwolenników starego ładu, promienność i prorocza ufność apostołów nowych prawd. Tam, kiedy dwa te obozy się spotkały, walka wszczynała się na śmierć i życie. Tylko sekciarz może poniewierać sędziów rzymskich, watykańskich za wyrok wydany na Galileusza i innych bardzo mądrych ludzi.
Sędziowie i rządzący od zawsze byli tylko przeciętnymi ludźmi, a ludzie przeciętni są jak te rośliny, które można wyrwać z korzeniami, ale spróbuj je przesadzić na grunt obcy, inny – to jest prawie niemożliwe i tak samo jest z ludźmi. Watykan przez ostatnie tysiąc lat spalił innowierców na stosach i zamordował w inny sposób miliony ludzi.
Teraz przekonanie miliardów ludzi, aby przeszli w wiarę naszych praojców, czyli tak zwanych pogan i uwierzyli w ogień, wodę, drzewa i słońce, jest praktycznie niemożliwe. Tak, jak z tym pasterzem, który wypychał na siłę owieczki z płonącej owczarni. One nie chciały jednak żadnych zmian.
Chrystus nauczając, najchętniej szedł między ubogich duchem. Malutkim się kłaniał, ku dzieciom zwracał swe słowa, postrzegając, że kapłani i doktorowie nie sposobni są ogarnąć czystej nauki, że w najlepszym razie chcieliby kompromisu i że stare zabobony radziłyby okryć płaszczem nowych prawd. Chrystus, nazywał swoich wrogów tymi, którzy sami nie wiedzą, co czynią. Widział w nich zmurszałe drzewa, niezdolne do wyprostowania swych pogarbionych pni. Żadna cywilizacja nie godzi się na to, że jest szczeblem drabiny, której wierzchołek ginie w obłokach, bo żadna cywilizacja nie spogląda w górę, lecz w dół. Bo tam w dole widzi przebyte szczeble i cieszy się, że stoi na najwyższym i liczy: rodzina, wioska, osiedle, miasto, naród – w tym miejscu urywa, nie chce, aby czas mógł to wszystko unieść jeszcze wyżej, aby ten ostatni ład mógł znaleźć rozwinięcie, jeszcze wyżej i tak każda cywilizacja z godnością i dumą kończy na swoim „JA”. Kończy bo kończyć musi. Nic tu nie znaczy pamięć i doświadczenie dziejów. Nic nie wskórają. Człowiek pozostanie przy swoim „JA”. Nic Polaków nie nauczyła przeszłość dziejów, wojny, zabory, niewola, zero wyciągniętych wniosków. Jak tylko są wolni żrą się między sobą, jak psy.
Obserwujemy w ostatnim czasie, ze głupota Polaków nie zna granic. Ludzkość jest karabinem pozbawionym żagli i busoli, a rzuconym w dal oceanu na wieki błąkania się i szukania przystani, zdolnej go obronić od niosącej fali. U steru tłok i ścisk. Raz po raz śmiałkowie pchają się do kierownictwa. Raz po raz dalekowidz odkrywa na horyzoncie mgły lądu. Okręt dąży ku niemu, lecz zanim kotwice zarzuci, już go nowa fala uniesie i w inną porwie stronę. Raz za razem wybuchają spory o ster, o kierunek. Próżny wysiłek. Póty wiary w kierunek nie będzie, póty zaufania w sternika nie ma.
Tak jak ten korab będzie bez zgody i ładu błąkać się po falach, tak samo ludzkość będzie błądzić i bronić się z rozwagą, do ostatniego argumentu istniejącego ładu, lecz i słuchać uważnie nowych haseł i mieć uśmiech pobłażania nawet dla Utopii.
Takim nowym sternikiem okazał się dla 80 milionowy naród niemiecki w roku 1933 pod rządami Adolfa Hitlera. Wódz obiecał wszystkim pracę, chleb, przestrzeń życiową na najbliższe 1000 lat. Czy możemy dzisiaj winić Niemców, że poszli za sternikiem, który obiecał im to wszystko? Marzyli, Zzaufali mu, jak te owieczki w płonącej owczarni. I tak, jak chrześcijanie, o których wspomniałem ukrywali się przed złem w drewnianych kościołach, modląc się na kolanach, czuli się bezpieczni. Sternikiem dla nich była wiara, lecz pomylili kościoły, które były watykańskie. Często podpalali je wysłannicy z Watykanu, Jezuici, Krzyżacy, Templariusze. To prawo mędrców, a obowiązek ludzi oświeconych. Nie ma bowiem takiej tolerancji religijnej, która by zezwoliła na podawanie w wątpliwość moralności i sprawiedliwości państwowej lub na utożsamianie jej z moralnością i sprawiedliwością wyznawanej wiary.
Nie dostojnicy rzymscy wyrzekali się pogaństwa, przyjmując chrzest, lecz chrześcijanie pozyskując dla siebie tych dostojników. Pierwszy cesarz chrześcijański, Konstantyn więcej do Chrystianizmu wniósł bałwochwalstwa, niż wziął z niej nauki Chrystusa. Pierwsze wieki chrześcijaństwa raz za razem rozbrzmiewają hasłami, które obecnie tak stanowczo przypisuje się anarchistom. Hasła te milkną powoli, ale milkną tylko w piersiach, tych, którzy stanęli u władzy. Chrześcijanie już nie tylko kwapią się oddawać to, co jest cesarskiego cesarzowi, ale zajmują trony, wyrzekają się ubóstwa, wolą doczesne wywyższanie nad pośmiertne. Nauka miłości bliźniego staje się powoli sprzymierzeńcem i narzędziem władzy i państwowości. Zasklepia się już nie apostołuje, ale zniewalać chcę siłą. Już sama rozkazuje, sama uciemięża i dręczy „nieprzyjaciół swoich” zamiast ich kochać.
Poprzez pewien czas trwają jeszcze w Watykanie walki ideowe, przez pewien czas jeszcze filozofowie bronią rwącej naprzód myśli – aż pod obuchem nowych władców gaśnie pochodnia Aleksandrii, aż zapamiętały Justynian zamyka wszystkie szkoły, wykładające filozofię. Nastaje chwila ciszy, chwila oszołomienia, chwila wyczekiwania. Zmieniono kostiumy i formy ceremoniałów, tytuły i zakwitło zło, które potępiał Chrystus, a które niweczyć pragnie Watykan. Niewolnictwo, uciemiężenie pracujących, kastowości, sprawiedliwość, podporządkowująca byt jednostki widokom rządów, moralność polityczna, umiejąca przykazania „nie kradnij”, „nie zabijaj.
Podsumowując, gdy gmach ma swój kamień węgielny, stanowiący podstawę dla wszystkich wiązań i rozgałęzień, tak i umysł ludzki musi mieć kamienie węgielne dla swych wierzeń. I jak gmach w pozbawieniu go kamienia węgielnego musi widzieć swą niechybną ruinę, tak i człowiek, postrzegając zamach na podwaliny swego bytu, widzi grożącą mu zgubę.
Ciąg dalszy nastąpi
Zbigniew Tomaszewski


W Muzeum Regionalnym w Stęszewie w dniu 27 września otwarta została wystawa fotografii pod tytułem „Ocalić od zapomnienia, najstarsze domy w gminie Stęszew”.
Ekspozycja zawiera około stu zdjęć budynków i budowali datowanych na drugą połowę dziewiętnastego i początek dwudziestego wieku.
Otwierając wystawę dyr. Katarzyna Jóźwiak, po powianiu przybyłych powiedziała, że istotą wystawy jest ocalenie w zapisie fotograficznym budowli, które są perełkami tej ziemi. Część z nich być może niedługo zniknie z krajobrazu i to o te domy szczególnie chodzi. W zdecydowanej większości są to nieruchomości, które zaświadczać będą o właściwej dbałości w ich utrzymaniu poprzez remonty i kosmetykę.
Objazdy wiosek, rozmowy z ich mieszkańcami doprowadziły do wykonania kilku stek fotografii, które staranie zostały wybrane i teraz można będzie je obejrzeć. Katarzyna Jóźwiak podziękowała autorowi zdjęć Sewerynowi Kaczmarkowi, redaktorowi „Kuriera lokalnego”, który wykonał fotografie społecznie.
– To mój wkład w dobrą współpracę – powiedział red „Kl”. Dzięki Muzeum mogę pozostawić ludziom gminy Stęszew pamiątkowe foografi i w ten sposób dołożyć swoją cegiełkę,. To podziękowanie za ponad dwadzieścia pięć lat kontaktów z tą placówką. Dodam, że każda fotografia, to oddzielna barwna i interesująca historia – zakończył.
Burmistrz w krótkim wystąpieniu docenił pomysł uwieczniania strach nieruchomości.
– Jest to cenna inicjatywa i pamięć dla wielu pokoleń – dodał.
Goście na gorąco komentowali poszczególne zdjęcia. Nie kryli, że bardzo się im podobają i chętnie pojadą w te miejsca, aby jeszcze raz je obejrzeć w wiejskiej scenerii.
Wystawa ciekawa i interesując. Zapewne wielu mieszkańców gminy zechcą ją obejrzeć, do czego zachęcają pracownicy Muzeum.
Od redakcji
Przy okazji wystawy warto też poinformować o innej, ciekawej inicjatywie stęszewskiego Muzeum. Polega ona na tym, że przyjmowane są bezpłatnie książki z różnych dziedzin dla dorosłych i dzieci, by następnie przekazywać dalej, również bezpłatnie. Egzemplarze wyłożono są przed Muzeum i każdy może wybrać coś dla siebie i zabrać do domu. Taki też jest tytuł akcji „Zabierz mnie do domu”. Do tej pory, w tym ciekawym obrocie z rąk do rąk trafiło kilka set książek. (r)

Jeśli chcesz coś wygrać, biegnij na 100 metrów. Jeśli chcesz czegoś doświadczyć, przebiegnij maraton” – tak mawiał legendarny czeski biegacz długodystansowy Emil Zatopek. Ale pokonując królewski dystans aż pięciokrotnie w ciągu 2 dwóch lat, doświadczysz znacznie więcej.
Droga do Korony Maratonów Polskich
Można z czystym sumieniem włożyć ją na głowę w momencie ukończenia 5 głównych maratonów polskich (Cracovia, Dębno, Wrocław, Warszawski, Poznań) w ciągu 24 miesięcy, licząc od daty rozpoczęcia pierwszego startu, spośród wyznaczonych biegów
Nie trzeba się z innymi ścigać, nie liczy się czas, jaki się uzyska na mecie każdego z maratonów. Najważniejsze, to podjąć wyzwanie i konsekwentnie startować no i dobiec do mety każdego z nich.

Dębno, Kraków, Wrocław, Warszawa i Poznań – tych 5 szlachetnych kamieni zdobi bezcenną Koronę Maratonów Polskich. Pięciokrotne pokonanie królewskiego dystansu w ciągu 2 lat to coś, czym możesz chwalić się już do końca życia. Wchodzisz do tej gry? Edi maraton
Edyta Józefowicz z Kościana zdobyła Koronę Maratonów w ciągu roku. Ostatni start był 9 wrzesień tego roku we Wrocławiu
Do tego pobiła swój rekord o 9 minut.
Oprócz startu w Maratonach Pani Edyta startuje w Półmaratonah. Można tutaj zdobyć Koronę Wielkopolski. Ma już dwie i zbiera na trzecią. Potrzebnych jest dziesięć startów. Nasz bohaterka ma zaliczonych ich już siedem. Są to: Trzemeszno, Poznań, Tarnowo Podgórne. Grodzisk Wlkp., Pobiedziska, Piłę i Gniezno. Został Zbąszyń ( w najbliższą niedzielę), Szamotuły i Kościan.
Skąd się bierze zamiłowanie do biegania? Od dziecka. Już jako 9-latka uczestniczyła w różnych zawodach sportowych. Potem przez 15 last grała w kosza. A biega od siedmiu lat. Najpierw wokół miejsca zamieszkania, aż zdecydował się wystąpił w Biegu Katorżnika. To ekstremalny wyczy. Pojechał do Kąkotek koło Lublińca i ukończyła zawody.
Sport, to pasja i sposób na żyie – zdrowe i pełne dobrych emocji. Poznaje się wielu ciekawych ludzi. Dlatego Pani Edyta od dwóch lat związała się z grupą biegaczy Kościan Team. Razem wyjeżdżają i razem startuja.
Ewa Noga-Mazurek

Pasjonaci na rowerach
Pomimo chłodu amatorzy rowerowych rajdów 23 września przyjęli zaproszenie Urzędu w Stęszewie i wstawili się na start przy stadionie Lipna przy ulicy Trzebawskiej.
W niedzielne przed południe o godzinie 10-ej, około 60 cyklistów wyruszyło na 11-kilometrową trasę. Jechali gruntowymi drogami do Jezior w Wielkopolskim Parku Narodowym.
W dobrych nastrojach cały peleton dotarł na miejsce. Po krótkim odpoczynku i wykonaniu fotografii, każdy już indywidualnie wracał do domu.
Warto podkreślić, w grupie uczestników rajdu było sporo młodzieży i dzieci.
Historia roweru zaczyna się w czasach antycznych. Wizerunki pojazdów, które mogą być uznawane za „przodków” dzisiejszego roweru obecne są na reliefach odnalezionych na terenie starożytnego Egiptu i Babilonii. Zanim rower osiągnął swoją dzisiejszą formę, przebył długą drogę rozwoju.
Kandydatem na pierwszego wynalazcę roweru był Leonardo da Vinci, który na jednym z rysunków przedstawił dwukołowy pojazd wyposażony w kierownicę i napęd łańcuchowy. Rysunek datowany na 1493 r. przedstawia łudząco podobną do współczesnego roweru maszynę, jednak możliwości ówczesnej techniki nie pozwalały na skonstruowanie, ani przekładni łańcuchowej, ani łożyska kulkowego. Ponadto rysunek został odnaleziony późno, bo dopiero w 1974 roku, co przeczy teorii, że był inspiracją dla konstruktorów roweru.
W Rosji istnieje z przekonanie, że twórcą pierwszego jednośladu był Jefim Artamonow. Miał zbudować dwukołowy pojazd, którym przemierzył ponad 2200 km z Jekaterynburga na Uralu do Petersburga, by 15 września 1801 r. dotrzeć na koronację cara Aleksandra I. Rower napędzany był pedałami przymocowanymi do osi przedniego koła, Obecnie rower prezentowany jest w filii muzeum-rezerwatu w Niżnym Tagile.
Pierwszymi udokumentowanymi przodkami roweru były „maszyny do biegania”. To pojazdy, w których jeździec poruszał się odpychając się nogami od ziemi. Po raz pierwszy pojawiły się pod koniec XVIII wieku w Paryżu, a ich wynalazcą był Francuz de Sivrac. Pojazdy tego typu wykonane były z drewna, składały się z dwóch kół połączonych żerdzią, na której umocowane było siedzenie. Jeździec podczas jazdy wyglądał jak gdyby biegł, stąd nazwa pojazdu – ” maszyna do biegania”. Maszyna ta nie zyskała sobie zbyt wielu zwolenników, jednak odegrała istotną rolę w historii rozwoju roweru, gdyż kolejni inżynierowie bazowali na jej formie i wprowadzali ulepszenia.
Istotnych zmian w konstrukcji „maszyny do biegania” dokonał w 1816 r. Niemiec Freiherr Karl von Drais de Sauerbrun. Jego ulepszenie polegało na zastosowaniu obrotowego widelca przedniego, połączonego z kierownicą, umożliwiającego skręcanie bez konieczności zsiadania z pojazdu, co znacznie poprawiło komfort jazdy. Oryginalny egzemplarz, nazwany przez autora – od jego nazwiska – „draisinne”, czyli po polsku drezyna, zachował się do dziś i można go oglądać w muzeum miejskim w Karlsruhe. Drezyna ważyła początkowo ok. 45 kg i pozwalała osiągnąć prędkość ok. 10 km/h.
Wyczynem Draisa było pokonanie drezyną 12 czerwca 1927 roku drogi między Mannheim a Schwetzinger, na której osiągnął on średnią prędkość 15 km/h. Tą datę uznaje się obecnie na datę powstania roweru. Konstrukcja Draisa zyskała sobie sporą popularność, również w Anglii, głównie za sprawą Dennisa Johnsona, który rozpoczął produkcję drezyn. Zaczęto też wykorzystywać drezyny do celów sportowych. (k,maz)
Foto 1

PODZIEKOWALI ZA ZBIORY
Rolnicy ze Słocina gmina Grodzisk Wielkopolski dziękowali w sobotę za tegoroczne plony podczas Dożynek Wiejskich. Uroczystości Święta Plonów poprzedził barwny korowód, który przeszedł przez wioskę. Dalsza część dożynkowych uroczystości odbyła się na boisku sportowym przy SP w Słocinie.
Gości powitała pani sołtys Słocina Katarzyna Lusina. Obrzęd dożynkowy prowadzili uczniowie z miejscowej Szkoły Podstawowej, których przygotowała nauczycielka Lidia Jędrzejewska..
Starostami dożynkowymi byli Wiesława i Dominik Bartkowiakowie ze Słocina. Bochen chleba upieczony z tegorocznego ziarna wręczyli na ręce wiceburmistrza Grodziska Wlkp. Piotra Hojana i soltysa wioski Katarzyny Lusiny. Dożynkowy wieniec z rąk szkolnej młodzieży odebrali Starostowie Dożynek.
W skeczu z życia wsi wystąpił miejscowy Kabaret TO MY. Następnie w układach tanecznych gościnnie wystąpiła wielichowska grupa „JAK NIE MY, TO KTO?”. Przelotny deszcz nie przeszkodził paniom w zaprezentowaniu swego programu.
Ponadto dla wszystkich mieszkanców i gości przygotowano kawę, herbatę placek drożdżowy i kiełbaski.
Ostatnim punktem Świeta Plonów był zabawa taneczna. Muzykę serwował DJ Black.
Zabawę oglądali i radowali się z uroczystości razem z mieszkańcami zaproszeni goście, a wśród nich: wiceburmistrz Grodziska Piotr Hojan, prezes Gminnej Spółdzielni S.Ch Mirosława Szpot, dyrektor Oddziału Regionalnego KRUS W Poznaniu Adam Minkowski, prezes OSP w Słocinie Agnieszka Owczarek, Naczelnik OSP Szymon Gmerek, były, długoletni sołtys Słocina Stanisław Raj.(MK)
g-atomy1

PODZIEKOWALI ZA PLONY
Wrzesień to jeszcze końcówka zbiorów. Rolnicy z Kąkolewa w gminie Grodzisk Wielkopolskim podziękowali za tegoroczne plony podczas Dożynek Wiejskich. Razem z nimi świętowały okoliczne wsie Albertowsko i Rojewo.
Uroczystość poprzedzona została msza w kościele p.w. Niepokalanego Serca Najświętszej Marii Panny w Kąkolewie.
Dalsza część uroczystości odbyła się na placu przy Remizie Ochotniczej Straży Pożarnej.
Część obrzędową prowadzili uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Andrzeja Grubby w Kąkolewie.
Uczniów przygotowały nauczycielki Justyna Fabiś Wysiadły, Alina Hamrol i Hanna Tatula.
Bochen chleba upieczony z tegorocznej maki Starostowie Dożynek Agnieszka Borowczak i Paweł Kosicki przekazali na ręce sołtysa Kąkolewa Bronisława Herzog.
Następnie sołtys wręczył bochen chleba na ręce gospodarza gminy Henryka Szymańskiego. Zgodnie z tradycją gospodarze podzielili się chlebem z mieszkańcami.
W układach tanecznych zaprezentował się zespół „Jak Nie My, To Kto” z Wielichowa.
Ludzie lubia wygrywać, więc dużym zainteresowaniem cieszyła się loteria fantowa. Za jedyne pięć złotych można było wygrać drobny upominek, a także wiertarkę, przelot samolotem, talon o wartości stu złotych lub sześć opakowań brykietu.
Rolnicze świętowanie zakończyła zabawa taneczna.
Wśród gości byli: burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański z żoną, przewodniczący Rady Miejskiej Marek Kinecki, prezes Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska z Grodziska Mirosława Szpot, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Andrzeja Grubby w Kąkolewie Paweł Studzianek, dawna dyrektor Szkoły Podstawowej w Kakolewie Irena Gęstwa, proboszcz parafii w Kakolewie ks. Jan Scheller, przewodnicząca Koła Gospodyń w Kąkolewie Barbara Adamczak, członek OSP w Kakolewie Sławomir Pucicki oraz Starostowie Dożynek Agnieszka Borowczak i Paweł Kosicki z Kakolewa.(MK)

Zabawa przy wiatraku
Zwiedzanie wiatraka, występy artystyczne, warsztaty plastyczne, warsztaty latawcowe, malowanie twarzy, dojenie krowy, konkursy, swojskie jadło,to tylko niektóre z atrakcji, które przygotowano podczas tegorocznego festynu przy wiatraku. Impreza odbyła się przy Centrum Ekologiczno-Edukacyjnym „Pod Chmurką” w Grodzisku Wielkopolskim.
Mieszkańców Grodziska i okolic powitał burmistrz Henryk Szymańsk i przypomniał historię powstania Centrum Ekologiczno Edukacyjnego:
– To niecodzienne święto łączy w sobie tradycje wielkopolskiej wsi z kulturą i historią naszego regionu – dodał burmistrz podczas swego wystapienia.
W programie artystycznym, jako pierwsze na scenie zaprezentowały się maluszki z Przedszkola Gminnego im. Krasnala Hałabały w Grodzisku Wlkp. Następnie przed licznie zgromadzoną publicznością zaprezentował się Zespół Tańca Ludowego Cybinka Grodzisk działający przy Centrum Kultury Rondo w Grodzisku Wlkp.
W przerwach miedzy występami konkursy gwarowe dla dzieci prowadził dyrektor Ronda Waldemar Łyczykowski.
Podczas niedzielnej imprezy można było zwiedzić wiatrak i zapoznać się z jego historią, którą przedstawił Andrzej Chróst. Można też było zobaczyć, jak dawniej powstawała mąka na chleb.
Wszyscy próbowali swoich sił w samodzielnym wykonywaniu latawca. Malowano podczas warsztatów plastycznych, a kto chciał mógł ozdobić torbę na zakupy.
Z kolei grodziscy harcerze prowadzili warsztaty zatytułowane: „Drugie życie kartonu”. Uczyli, jak wykonać z niego zabawki.
Organizatorzy zadbali o podniebienia. Przy stoisku ze swojskim jadłem w role kucharzy, którzy wydawali ciepłe posilki wcielili się burmistrz Grodziska i jego zastępca Piotr Hojan. Chlebem ze smalcem i kiszonym ogórkiem, kawą i ciastem częstowały pracownice Gminnej Stołówki w Grodzisku Wlkp. oraz członkinie Koła Gospodyń z Kobylnik.
Publiczność bawił również Kabaret „Weźrzesz”.
Ostatnim punktem niedzielnego programu był koncert litewskiego Zespołu „Marga Muzika”.
Na koniec opiszemy, co to jest Centrum Ekologiczno-Edukacyjne „Pod Chmurką”. Na terenie zielonym ustawiono elementy małej architektury. Są ławki z bali drewnianych świerkowych, poprowadzono ścieżki o nawierzchni szutrowej do placu rekreacyjnego, na którym rośnie trawa. Postawiono altankę drewnianą, drewniane kosze na śmieci w kształcie zwierząt i kosze na psie odchody. Są tablice i plansze służące „Lekcji w plenerze”. Ustwiono mostek drewniany. Pobudowano plac zabaw dla dzieci, w tym bujawkę-zająca i zestaw wież ze zjeżdżalniami. Wszystkie elementy powstały z zastosowaniem ekolologicznych elememtów.
Ten teren ma stanowić źródło wiedzy o lokalnym środowisku, poprzez bezpośrednie obcowanie z przyrodą, korzystanie z jej walorów, a w przypadku dzieci i młodzieży poznawanie środowiska przyrodniczego poprzez zabawę. Całość ma powierzchnię 31.611 metrów kwadratowych. Są tam także stawy i strumień.(MK.maz)

Pierwsi do koryta
– Dawaj, dawaj zagęszczaj ruchy, bo się pali – wolał Marian Lichy w stronę idącego z nogi na nogę Hipolita Mizerki. Ten drugi ruszył z kopyta i po chwili mocno zdyszany seryjnie dopytywał:
– Co się stało przyjacielu, że cię tak przypiliło? Czyżby seksowana babka sprowadziła się na nasze osiedle lub nie daj Boże znów pęcherz ci wysiadł?
– Nie wysilaj się na głupie teksty tylko się skoncentruj i wytęż słuch. Wiedz, że pospiech w moim przypadku jest więcej, niż pożądany, co ci zaraz udowodnię – naskoczył na kumpla Marian.
– Znalazłeś portfel z większą gotówką, otrzymałeś dostawę darmowych mocnych trunków, wygrałeś wyjazd na RODOS lub piątkę w totka, teściowa kupuje ci nowe auto? – wyliczał Hipolit spoglądając na kumpla i nie przyjmując się jego poirytowaniem. Po tych słowach na chwilę krew mocno uderzyła do głowy Mariana. Nabrał głęboko powierza i w miarę spokojny rzekł:
– Jeżeli myślisz, że mnie wyprowadzisz z równowagi, to jesteś w błędzie. Jednocześnie ostrzegam cię i informuję, że skoro przeciągniesz strunę, to poznasz smak mojego prawego sierpowego. Zrobiłbym to już teraz, ale będziesz mi w całości potrzebny.
Sytuacja dla Hipolita była z jednej strony niebezpieczna, ale z drugiej dopadła go ciekawość. Postanowił wybadać kumpla:
– Posłuchaj przyjacielu – rzekł – w takim razie, co masz mi do przekazania i jaki ja mam mieć udział w tym całym interesie?
Było widać, że Marian już dłużej nie może wytrzymać. Natychmiast wypalił, jak z armaty:
– Wytartuję w wyborach.
– Nie i jeszcze raz nie – wyrwał się Hipolit. Może mi wyjaśnić, w jakich? Chyba nie do zarządu hodowców kur futerkowych, albo na członka koła uprawiających rapie.
– Wybaczam ci kury futerkowe i te rapie, chociaż o nich jeszcze pogadamy. Wracam do walki o mandat – siląc się na spokój mówił Marian. Mój znajomy Antek Cwancygier zgłosił ekipę do wyborów. Miał kłopot z kandydatami i nazwą, dlatego zwrócił się do mnie o pomoc. Wymyśliłem mu dwie. Jedna to CeBeA a druga Pstryk. Co do hasła, to podrzuciłem mu „Krętymi ścieżkami pieszo lub rowerem, na gazie lub bez, z nami będzie ci lepiej”.
– O mandat nie musisz walczyć, bo możesz go mieć jeszcze dzisiaj – wtrącił Hipolit. Złapią cię jak nie będziesz przełaził po pasch, albo chlał piwsko w miejscu publicznym, najlepiej koło szkoły. Ale, ale skąd przyszły ci do głowy takie nazwy i dziwne hasło?
– Już ci wyjaśniam – tłumaczył Marian. Nazwy, jak nazwy, takie przyszły mi do głowy i każdy zrozumie je po swojemu. „Cebea” czy „abece” jednemu kojarzyć się będzie ze służbami, a drugim z alfabetem. Pstryk natomiast ze strzelaniem placami, lub błyskiem flesza. Ma to obrazować, że wystarczy pstryknąć, a wszytko zrobi się szybko, łatwo i samo. Nic, tylko żyć, nie umierać.
– Ale to wierutna bzdura. Przecież ja się na to nie nabiorę i sorki, ale na ciebie nie zagłosuję – nie wytrzymał Hipolit.
– Przecież jestem elokwentny, życiowy, dobrze ubrany, rozumiem ludzkie potrzeby, dbam o rodzinę bliższą i dalszą, Chcę, by ludziom żyło się spokojnie i dostatnio. Walczył będę, aby w sklepach było tanio, a częściowo za darmo. Dużą część mojej diety oddam na tych, co nie mają nawet na piwo – nakręcony wymieniał Marian.
– Hola, hola przyjacielu – zastopował go Hipolit. Co to jest za demagogia? Co to są za obietnice? Przecież ty nawet jeszcze nie zdeklarowałeś się, co do kandydowania, a już obiecujesz? Jestem pewny, że gdybyś, w co wątpię otrzymał mandat, to nic lub bardzo niewiele byś z tego zrobił. Są to słowa bez pokrycia i nic więcej.
– Ale przecież wszyscy tak robią, a najbardziej ci, co po raz pierwszy chcą zaistnieć i dorwać się do koryta – wyraźnie zbity z tropu tłumaczył się Marian.
– Władza tak, jak upał lub narkotyki, dla nieprzygotowanego może posłać go do piachu lub pizgnąć mu w dekiel. Znaczy to, że kto nie jest odporny, niech się za to nie bierze. O ile sam sobie zrobi krzywdę to pal licho, ale jak unieszczęśliwi ludzi, to już jest masakra – poważnie mówił Hipolit.
Coś musiało się dziać w głowie Mariana, bo spoglądał wysoko i nad czymś dumał. Bardzo poważnie zwrócił się do kumpla:
– Wiesz, że jak cię słucham, to nawet przyznaję ci rację. Więcej ci powiem, nie wystartuję w wyborach. Na potwierdzenie tego, przy tobie zadzwonię do Antka i powiem mu o swojej decyzji.
Sięgnął po komórkę i po chwili oświadczył, że ma na niego nie liczyć. Nazwę i hasło może sobie wykorzystać. Znajomy chciał jeszcze go przekonywać na różne sposoby, ale ten był nieugięty.
– Powiedz mi, co ostatecznie cię przekonało o zmianie decyzji? – cicho zapytał Hipolit.
– Od dobrego rządzenia są autentyczni, sprawdzeni fachowcy. Oni wiedzą, co i jak trzeba robić, aby było dobrze. Wielu jest w tym kraju przypadkowych pseudo fachowców i oni powinni sobie dać raz na zawsze spokój. Ja do nich byłbym należał. Nie chciałbym być postrzegany, jako ten, co się nie znał, ale wymądrzał i nie spełniał przedwyborczych obietnic – wyjaśnił Marian.
– To co? Będzie, jak dawniej? Będziemy robić dobrze to, co najlepiej potrafimy? – uradowany zapytał Hipolit.
– Tak! Póki co idziemy na piwo – uciął rozmowę Marian i lekko popchał kumpla w stronę baru „Pod pianką”.
Seweryn Kaczmarek