niedziela, 15 Grudzień 2019

2017 Październik

Junaki, Harleye, Hondy, Suzuki, Gazele, Kawasaki, MZ
Motory, jak w tytule prezentowały się w słońcu przed grodziskim Ratuszem, podczas sobotniego VII Rajdu Motocyklowego „Lecha”. Impreza odbyła się pod patronatem burmistrza Grodziska Wielkopolskiego. Udział w nim wzięło prawie czterdzieści załóg. Uczestnicy mieli do pokonania siedemdziesięciokilometrową trasę.
Wyruszyli ze Starego Rynku w Grodzisku. Trasa wiodła przez Urbanowo, Wożniki, Ujazd, Zdrój, Kąkolewo – lotnisko, Boruję Kościelną, Porażyn, by dotrzeć do mety w Sielinku koło Opalenicy.
Na terenach wystawowych Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Sielinku odbyło się podsumowanie i ogłoszenie wyników rajdu. Tam też wręczono nagrody.
Na trasie organizatorzy przygotowali siedem, różnego rodzaju konkurencji. Konkurencja strzelecka czekała w Zdroju. W Ujeżdzie trzeba było przepchnąć drezynę, rozszyfrować kod napisany alfabetem Morsa. To zadanie przygotowali grodziscy harcerze. Kolejnym zadaniem dla motocyklistów – w Porażynie k/ Opalenicy – było rozpoznanie gatunków drzew.
Tegoroczny rajd motocyklowy wygrał i Puchar Burmistrza Grodziska odebrał Ryszard Rogoziński z Wielichowa. Drugie miejsce zajął Jacek Nowak, a III miejsce Przemysław Dynak.
Przed rajdem motocykliści mieli okazję zwiedzić stojący na Starym Rynku w Grodzisku wóz Drzymały oraz grodziski Browar.
Jako ciekawostkę należy dodać, iż Junakiem z 1965 przyjechał Henryk Jankowski z synem Kacprem z Wąbiewa, z gminy Kamieniec.
Z tej samej gminy, czyli z Kamieńca na Junaku z 1961 roku dotarł 80-letni Bronisław Pańczak. Na tym pojeździe przejechał, w ciągu dziesięciu lat, 4,5 tysiąca kilometrów. Stn pana Vronisłąwa – Michał Pańczak dojechał z Poznania -Gazelą z 1970 roku.
Mirosława Kałek

Wolontariusze półmaratonu na dyskotece
W ostatnich dniach września Centrum Kultury „Rondo” w Grodzisku rozbrzmiewało muzyką. Trwała tam dyskoteka dla uczniów, którzy byli wolontariuszami podczas Grodziskiego Półmaratonu „Słowaka”.
Dyskotekę w podziękowaniu za trud i wysiłek włożony podczas organizacji biegu przygotował dla uczniów Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego burmistrz Henryk Szymański.
Warunkiem uczestnictwa w niej było przyjście w koszulce wolontariusza lub organizatora biegu.
Punktualnie o godzinie 18-ej nastąpiło otwarcie zabawy. Uczynili to: burmistrz Henryk Szymański, dyrektor Biegu Marek Małecki, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Jan Koza i dyrektor Liceum Jadwiga Łacheta.
Burmistrz dziękując ował młodzieży za to, że od 11 lat wspierają organizację półmaratonu i że bez ich pomocy ta impreza nie byłaby jedną z najlepiej ocenianych w Polsce.
Młodzież bawiła się świetnie, a dyskoteka była wyjątkowa, nie tylko ze względu na znakomity nastrój, ale i na wirujące w tańcu pomarańczowe koszulki.
W imieniu nauczycieli i uczniów Liceum dziękujemy burmistrzowi za to, że w taki niezapomniany sposób podziękował za pracę wolontariuszy. (LO)

Osiemnaście pijackich dołków
– Wielu ludzi pasjonuje się elitarną, ich zdaniem, pewną dyscypliną sportu. Sądzę jednak, a nawet jestem pewien, że tak naprawdę nigdy taką grą nie była. Mało tego, grali w nią osobnicy ze skłonnościami, a nawet słabościami. Czy może wiesz, o czym ja do ciebie mówię? – na koniec swojej wypowiedzi Marian Lichy zdał pytanie Hipolitowi Mizerce. Przez chwilę przyjaciel myślał po czym oddał pytanie
– A gdzie grali i czy na bejmy ?
– Już kombinujesz, już krążysz, jak taki szczurek. Jeżeli nie wiesz, to główkuj – ironizował Marian.
– Zakładam, że może to być: brydż, poker, kanasta ewentualnie tenis. Powiem ci jednak, że ty o żadnej z tych gier nie masz zielonego pojęcia – prowokacyjnie odparł Hipolit.
Kumpel ze złości poczerwieniał na twarzy i odpalił:
-Ty małpi ogonie, ty kaczy zadzie, nie przeciągaj struny. Z tych, co wymieniłeś we wszystkie potrafię grać. Znam zasady, choć nie praktykuję.
– Oho, nie praktykuję! To brzmi, jak wyznanie pseudo ateisty – Hipolit próbował czepiać się słów Mariana. Ten jednak, ani myślał mu odpuścić.
– Nie obcyndalaj się i rusz zakutym łbem. Zapewniam cię, że dyscyplina ta jest ci dobrze znana – zachęcał Marian.
– Bądź kumplem i podrzuć mi kilka wskazówek. Z czym to się je – żartobliwie podpytywał Hipolit.
– Przestrzeń, dziura w ziemi i jeszcze coś – niechętnie podpowiadał Marian.
– To już wiem – wyrwał się Hipolit. To jest – jak amen w pacierzu – gra w dołka.
– Aleś wypalił! Aleś wykombinował! Nic, tylko się pochlastać. Powiem ci – tłumaczył Marian, że i owszem przed laty dołek był popularny. Grało się w niego dosłownie wszędzie i to na bejmy. Z upływem lat zniknął i mało już, kto go pamięta. Wiem, że nie zgadniesz, o jaką dyscyplinę cię pytam, dlatego od razu powiem ci, że miałem na myśli golfa.
– Samochód, czy taki sweter – wyrwał się Hipolit.
Dużo nie brakowało, aby pożałował swojego niewyparzonego jęzora.
– Nic tylko walnąć cię w ten twój pusty sagan. Przecież ty, z tymi swoimi skojarzeniami, myłbyś człowieka wpędzić w czarną rozpacz. Ja miałem na myśli taką grę o nazwie golf – irytował się Marian. Dodam ci, że rozgrywany jest na trawiastym podłożu, o różnicowanym położeniu do osiemnastu dołków. Używa się do tego specjalnych kijów.
– Wyobraź sobie, że ja od początku wiedziałem, o co ci chodzi – śmiejąc się mówił Hipolit. Nie lubię tej dyscypliny. Nic ciekawego w niej nie widzę. Niby uderzają piłeczkę i trafiają do dziury, ale emocji nie ma.
– Tu jesteśmy zgodni – wszedł w zdanie kumplowi Marian. Pozwól jednak, że przybliżę ci historię tej dyscypliny i jej zasady. Tak dokładnie nie wiadomo, kto golfa wymyślił, choć Anglicy i Szkoci przypisują ją sobie. Niektórzy twierdzą, że znana była już we wczesnym średniowieczu. Gra się w niego kijem uderzając piłeczkę. Wygrywa ten, kto w najkrótszym czasie pokona osiemnaście dołków.
– Skończ, bo niedobrze mi się robi. Miało być coś ciekawego, a tym nawijasz makaron na uszy – wtrącił Hipolit.
– Obiecałem, że będzie coś ekstra i słowa dotrzymam – nie dawał się Marian. Gra ta z początku niespecjalnie przypadła mężczyznom do gustu. Za wszelką cenę trzeba było ją uatrakcyjnić, a tym samym zarazić innych. Ktoś wpadł na pomysł, aby przy każdym dołku był kielich wódki (whisky). Ten, kto trafił wychylał zawartość i grał dalej.
– Osiemnaście dołków po pięćdziesiąt gram, to daje około jednego litra na łeb – głośno liczył Hipolit. Przecież po takiej ilości mało, kto trzymał się na nogach.
– Dokładnie tak, jak mówisz. Grając codziennie, przy dobrej skuteczności, można było wpędzić się w alkoholizm. Sport dla pijaków – tak mówiono wtedy na golfa. Musisz wiedzieć, że wokół tej dyscypliny funkcjonował interes. Produkowano sprzęt: stroje, buty, kije, torby i wózki do przemieszczania się. Te ostatnie już na początku przydawały się do odwożenia do chaty upitych graczy. Dalej powstawały pola golfowe wraz z zapleczem. Oczywiście musiał być bar z dobrym zaopatrzeniem. Nie mogło zabraknąć trunków oraz innych napojów.
– Ty wiesz Maryś, że ten golf zaczął mi się podobać coraz bardziej. Zainteresowanie tą dyscypliną rośnie wprost proporcjonalnie do tego, jak mi o nim mówisz – z wypiekami na twarzy nakręcał się Hipolit.
– Hola, hola przyjacielu! Nie dla psa kiełbasa. Pozwól, że ci coś powiem na ten temat –tłumaczył Marian. Musisz wiedzieć, że w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma terenów do golfa. Zakładam, że może jeden lub dwa szukając ze świecą, by się znalazły w Wielkopolsce. Wiedz i to przyjmij do swojej mózgownicy, że tam, gdzie być może są, nie ma wstępu dla takich, jak ty i ja. Powiem, ci jednak, że i to cię powinno uspokoić, że przy dołkach nie ma już kieliszków z gorzałą. Amatorzy, latania z kijami po łące grają na punkty i często o dużą kasę. Zrobili z tego snobistyczną, wymagają dużych środków, rozrywkę.
Podczas mówienia obserwował kumpls bacznie. Było widać, że wzbiera w nim złość.
– Wycofuję to, co przed chwilą powiedziałem- wybuchnął Hipolit. Nie lubię golfa w tej nowej wersji. Owszem tamtego sprzed lat, gdy nie było pracy, a przy okazji w miłym towarzystwie się wypiło, uprawiłbym namiętnie.
– Oho zaczynasz filozofować mój przyjacielu – stopował go Marian. Każdy ma taką dyscyplinę, na którą go stać. Zrozum też, że my mamy swojego kopa, tysiąca i zapomnianego dołka. Po co nam sięgać gdzieś, po udziwnione dyscypliny. Skoro wspomniałeś o namiętności, to my mamy ją do browarków i rozmowach o „życi Maryni”. Nie zmieniajmy tradycji, przyzwyczajeń i swoich pasji.
– No to może skoczymy na browara – niespodzianie dodał.
– Nie widzę przeszkód – odparł Hipolit i kumple ruszyli w stronę ulubionej piwiarni.
Seweryn Kaczmarek


Z niespełna dwutygodniowym opóźnieniem zaczęli rok akademicki studenci Stęszewskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Spowodowane było to faktem, że spora grupa „żaków” przebywała na turnusie leczniczym w Bieszczadach.
Uzgodniono zatem, że nowy rok akademicki zostanie zainaugurowany w piątek 13 października o godzinie 17.00.
Do sali sesyjnej przybyło około osiemdziesiąt procent studentów. Przybyli zaproszeni goście w osobach burmistrza, przew. Rady, dziekana Zdzisława Błaszaka oraz honorowej prezes SUTW pracownika naukowego rektor Anny Kołodziej. Dotarli przedstawiciele zaprzyjaźnionej grupy z Grodziskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w osobach: Ewa Wolińska i Małgorzata Kluczyńska.
Po powitaniu odbył się pierwszy w tym roku akademickim wykład zatytułowany „Relacje międzypokoleniowe – znaczenie dziadków dla rozwoju wnucząt”. Temat przygotowała i omówiła dr Karolina Appelt z UAM w Poznaniu.
W chwilę po wykładzie Zespół Chóralny, działający przy Domu Kultury zaintonował „Gaudeamus igitur”. Włoączyli się pozostali słuchacze.
Przy tej okazji nie mogło obejść się bez przyjęcia nowych studentów. Wywołani otrzymali kwiaty i razem z innymi złożyli ślubowanie. Brać studencką zasilili: Teresa Królak, Jerzy Krug, Cecylia Gartner, Wioletta Marczak, Grażyna Siemińska, Bogusław Wojtyś, Marzena Wojtyś, Zbigniew Gierut, Jozef Kolski, Włodzimierz Nowakowski, Aurelia Osuch Pawlak, Maria Ratajczak, Maria Szeląg, Stanisław Szerment, Aleksandra Linke, Wanda Pięta, Barbara Strojwąs i Halina Woś.
Studenci wysłuchali szczegółowego programu przyszłych zajęć oraz wyjazdów do kina, teatru, opery i wycieczek. Przedstawiłą to prezes SUTW Danuta Niedźwiecka.
Przyszła kolej na zaproszonych gości. Głos zabrali burmistrz Włodzimierz Pinczak i rektor Anna Kołodziej. Zaprzyjaźniona delegacja GUTW oprócz okolicznościowych życzeń przekazała bukiet kwiatów.
Po części oficjalnej wszyscy zostali zaproszeni do słodkiego poczęstunku oraz lampki wina. Potem wspominano wakacje, tak krajowe, jak i zagraniczne wojaże.(k)

Zakłady, które zniknęły z krajobrazu miasta

POM ciągle w sercach ludzi

Cykl wystaw organizowanych przez Muzeum Regionalne w Stęszewie dotyczy zakładów, które zniknęły z krajobrazu miasta. Były to: Stemeb, Zakłady Roszarnictwa i Stęszewska Służba Zdrowia. Wszystkie były ważnymi miejscami pracy i zycia mieszkańców, dlatego wystawa cieszyła się sporym zainteresowaniem.

W dniu 17 października przyszła kolej na stęszewski Państwowy Ośrodek Maszynowy. Wstawiło się tak wiele osób, w tym pracowników ich rodzin. Sala duża na piętrze nie mogła wszystkich pomieścić.

Wśród zaproszonych przybyli burmistrz Włodzimierz Pinczak i niedawny Minister Rolnictwa Stanisław Kalemba.

O godzinie 17-ej dyrektor Muzeum Katarzyna Jóźwiak powitała przybyłych. Przybliżając historię nie istniejącego już zakładu powiedziała:

– Stęszewski Ośrodek Maszynowy u szczytu swojej działalności zatrudniał ponad trzystu pracowników. Zakład słynął z licznych wyrobów. Świadczył też różnorakie usługi. Początki POM-u datują na 1 lipca 1951 roku. Pierwszymi pracownikami, którzy uruchamiali zakład byli mieszkańcy Tarnowa Podgórnego. Pozostali tworzący późniejszą załogę, byli z miasta i gminy Stęszew.

Zmieniali się sternicy zakładu. Ostatnim dyrektorem, który prowadził Zakład przez 15 lat był Jan Hoffman.

Czasy transformacji w kraju sprawiły, że coraz trudniej było utrzymać się na Rynku. W 1995 roku POM zaprzestał działalności i zniknął, jako firma. Pozostały pamiątki: narzędzia, zdjęcia, dyplomy i to, co jest najcenniejsze ludzie.

Po wystąpieniu pani dyrektor zaprosiła do oglądania wystawy. Trzeba oddać, że pracownicy Muzeum zgromadzili wiele, niezwykle interesujących pamiątek. Muzeum wsparli miejscowi kolekcjonerzy. Oni przekazali sporo swoich eksponatów, za co serdecznie im podziękowano.

W toku oglądania i później trwały liczne rozmowy. Widać było, jak ludzie są wzruszeni, a do tego wzajem bardzo serdeczni. Wspomnień było bez liku. Trudno się dziwić, skoro niektórzy nie widzieli się wiele lat.

Warto też wspomnieć, że ze względu na ogromne zainteresowanie wystawą o POM-ie jest pomysł, aby za pewien czas do niej powrócić, ale w znaczenie poszerzonym i wzbogaconym zakresie.

Stęszewianie odchodząc dziękowali pracownikom Muzeum za tak wzruszającą wystawę, za pokazanie dobrego okresu ich życia, bo firma, to był ich świat. (k)

Mistrzostwa Powiatu Grodziskiego Szkół Ponadgimnazjalnych w Lekkiej Atletyce
Dnia 29 września 2017 roku odbyły się Mistrzostwa Powiatu Grodziskiego Szkół Ponadgimnazjalnych w Lekkiej Atletyce. W zawodach brały udział dwie grodziskie szkoły: ZSP im. E. Kwiatkowskiego i Liceum Ogólnokształcące im. J. Słowackiego.
Rozegrano po 5 konkurencji, zarówno w kategorii dziewcząt, jak i chłopców.
WYNIKI DZIEWCZĄT:
*100 METRÓW
I miejsce Patrycja Kosicka, II miejsce – Małgorzata Kortus i III miejsce – Dorota Łapińska
*400 METRÓW
I miejsce – Zuzanna Jankowska i II miejsce – Katarzyna Schwartz
*800 m – I miejsce – Weronika Schwartz i II miejsce – Anna Żychlińska
*SKOK W DAL
III miejsce Katarzyna Kocurek
*PCHNIĘCIE KULĄ
I miejsce Zuzanna Napierała i III miejsce – Dorota Maniecka

WYNIKI CHŁOPCÓW:
*100 METRÓW – I miejsce – Kamil Żyhałko
*1500 METRÓW – I miejsce – Przemysław Gawron i III miejsce – Nikodem Bąk
PCHNIĘCIE KULĄ
III miejsce – Michał Rutkowski.(LO)


Dziewiętnastu wędkarzy seniorów członków Polskiegho Związku Wędkarskiego, Koło nr 14 z Grodziska, wzięło udział w spławikowych zawodach wędkarskich o „Puchar Lata”. Kończyły one tegoroczny sezon, a odbyły się na stawie w grodziskim Parku Miejskim.
Zgodnie z regulaminem po losowaniu stanowisk seniorzy przystąpili do wędkarskiej rywalizacji. Połowy trwały kilka godzin i po ich zakończeniu sędzia główny Rafał Juchacz oraz prezes Koła Krzysztof Nadobnik zważyli złowione ryby od razu na stanowiskach. Po tym punkcie programu ryby wróciły z powrotem do stawu.
Największą ich ilość złowił i pierwsze miejsce zajął Janusz Andrzejewski – uzbierał 3.615 punktów. Drugie miejsce przypadło dla Henryka Bartkowiaka za 2.220 punktów. Trzecia lokata, to Zenisław Szaj i 2.040 pkt.
Kolejne miejsca zjęli: Zbigniew Skubel – 1.790, Eugeniusz Paterski – 1.765, Zbigniew Godziszewski – 1305, Michał Kryś – 1030, Zdzisław Nowacki – 0.950, Antoni Sosiński – 0.885, Władysław Poniży – 0.710, Włodzimierz Małecki – 0.620, – Stanisław Opala 0.620. Miejsce XIII, to Ryszard Korbarz – 0.595, XIV – Andrzej Bartkowiak – 0.515, XV – Stefan Szarawaga – 0.455 i miejsce XVI – Zenon Szkoda – 0.425 punktów.
Tego dnia szczęście nie dopisało trzem wędkarzom i nie złowili ryb. Byli to: Czesław Zacharczuk, Tadeusz Benenowski i Mieczysław Wamberski.
Największą rybę złowił Janusz Andrzejewski była to wzdręga o wadze 0.360 kilo.
Organizatorzy przygotowali dla wędkarzy ciepły posiłek.
Puchary i upominki wręczali prezes Krzysztof Nadobnik i sędzia Rafał Juchacz. (MK)

JUBILEUSZOWA PIELGRZYMKA
Po raz kolejny zorganizowano Grodziską Pielgrzymkę do Grobu Ojca Bernarda w Lubiniu w gminie Krzywiń.
W tegorocznej jubileuszowej, bo 15-ej pielgrzymce udział wzięło prawie siedemset osób z Grodziska i okolic. Graupa ta pojechała piętnastoma autokarami.
Najpierwsi wyruszyli do Lubinia rowerzyści. Startowali spod grodziskiego Ratusza. To członkowie Grodziskiego Stowarzyszenia Cyklistów.
Tradycyjnie pielgrzymi wyruszają na wspólną modlitwę do klasztoru ojców Benedyktynów w Lubiniu, gdzie znajduje się grób świętobliwego ojca Bernarda, związanego z Grodziskiem. Legenda mówi o wyschnięciu jedynej studni w mieście i to za sprawą Ojca „zapełniła się”.
Po dotarciu wszystkich pielgrzymów na miejce, o godzinie 9.45 odbyła się uroczysta msza w lubińskim klasztorze. Odprawili ją wspólnie proboszczowie z grodziskich parafii.
Następnie w programie artystycznym wystąpiły dwie grupy Zespółu Tańca Ludowego „Cybinka” z Grodziska.
Wszystkich uczestników pielgrzymki zaproszono na kawę i słodki poczęstunek.
Jak zapisano w kronikach, pierwsza pielgrzymka do Lubinia zorganizowana została w 1620 roku i odbywały się one aż do 1815 roku.
Tradycja pielgrzymowania do grobu Ojca Bernarda powróciła po latach z inicjatywy burmistrzowi Grodziska – Henryka Szymańskiego.(MK)


Z końcem września zaczęły się sportowe zmagania uczniów. 25 września odbyły się Sztafetowe Biegi Przełajowe o Mistrzostwo Powiatu Grodziskiego Szkół Ponadgimnazjalnych.
W kategorii dziewcząt zwyciężył zespół Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w Grodzisku w składzie: Weronika Schwartz, Dorota Maniecka, Małgorzata Kortus, Izabela Drozdowska, Katarzyna Kocurek, Dorota Łapińska, Zuzanna Jankowska, Anna Żychlińska, Marta Murkowska, Wiktoria Hercog, Patrycja Kosicka, Kaja Rogozińska i Natalia Kaczmarek.
Opiekunem zespołu jest Danuta Szymkowiak.
Chłopcy niestety musieli uznać wyższość zespołu uczniów sąsiedniego Zespołu Szkól im. E. Kwiatkowskiego w Grodzisku.(LO

Odolanovia Odolanów – Obra 1912 Kościan 1:3 (0:2)

Wygrana na „łące”

Drużynę, która potrafi dostosować się do trudnych warunków i zwyciężyć na terenie rywala, można uznać za klasową. Dotyczy to kościańskiej Obry, która na boisku rywala przypominającej łąkę, potrafiła spokojnie wygrać i przywieść komplet punktów.

Beniaminek, który przed tym pojedynkiem miał niewielką stratę do Obry chciał powalczyć o dobry wynik. Samo jednak „chciejstwo” nie wystarczyło.

Obra od początku przeważała i już w 5’ prowadziła 0:1. Dwójkową akcję Dawida Juchacza z Maciejem Przewłockim celnym trafieniem wykończył ten drugi. Nasi poszli za ciosem i w 13’ wygrywali już 0:2. Za faul w polu karnym na Jakubie Płotkowiaku, sędzia podyktował rzut karny. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Dawid Jarka. Skład gości lekko posypał się w 17’ po zejściu z powodu kontuzji Piotra Sznabla.

Odważniej zaatakowali miejscowi. W 35’ po uderzeniu z dystansu gracza rywali musiał popisać się interwencją nasz Jan Wojnowski.

Nie mający nic do stracenia gospodarze po przerwie ruszyli do ataku. Posiadali inicjatywę, ale nasi byli czujni i nie dawali rozpędzić się miejscowym. Spokojna i mądra gra zaowocowała w 75’ golem dla Obry. Nasi trzykrotnie testowali golkipera Odlonanovii, aż ten w końcu puścił gola na 0:3.

Walczący ambitnie do końca gospodarze, w doliczonym czasie strzelili bramkę honorową na 1:3.

Obra odniosła zwycięstwo nie tylko nad rywalem, ale warunkami, jakie panowały na „boisku”.

Nasi po rozegranych kolejkach zajmują szóste miejsce w tabeli z dorobkiem 18 punktów. Tyle samo ma Tur Turek, z którym Obra zmierzy się w sobotą 14 października na boisku w podkościańskich Starych Oborzyskach.

Obra: Jan Wojnowski – Krzysztof Chwaliszewski, Jakub Jandy, Dawid Jarka, Mariusz Józefiak, Igor Rudawski, Piotr Sznabel (17. Maciej Pierzyński), Dawid Ratajczak, Maciej Przewłocki (65. Filip Tylczyński), Dawid Juchacz (85. Daniel Tomaszewski), Jakub Płotkowiak (78. Jakub Dziura). (k)