poniedziałek, 23 Kwiecień 2018

2017 Sierpień

Tunel w budowie, ulice zamknięte

Burmistrz Kościana Michał Jurga, nim został burmistrzem był kościańskim wicestarostą. W ulotkach przedwyborczych do burmistrzowego fotela miał wyeksponowany hasła, że jeśli zostanie szefem grodu nad Obra wybuduje w mieście wiadukty na przejazdami kolejowymi. Jest bowiem tak, że na największym kościańskim, pięcioramiennym skrzyżowaniu zbudowano w nowym tysiącleciu za poprzedniej władzy zbudowano duże rondo z jednym tylko pasem ruchu.
Przelotowa i niekolizyjna krzyżówka od tamtej pory stała się blokadą w mieście. Krótka ulica Młyńska bowiem dochodzi do ronda i gdy przy niej zamkną szlabany nikt przez rondo nie przejedzie. Stanie kilkanaście aut na Mlyńskiej, inne dojeżdżające do ronda, także na nim się zatrzymają i już nikt inny, w żadną stronę nie przejedzie. Nie można dotrzeć, ani na dworzec, ani do centrum na Rynek. Dwie głownie ulice: Kościuszki, a zwłaszcza Sużyńskiego stoją, a korek sięga czasem pod komendę policji, a bywa, że i pod Lidl. Jest to blokada okołokilometrowa we wszystkie strony miasta.
Niby bezpieczne rondo zaprojektowali ludzie z Warszawy, a może z innego obcego miasta i nie uwzględnili wielu niedoskonałości. Z biezpiecznej kiedyś krzyżówki – była przy niej przez kilkanaście lat redakcja Kuriera lokalnego – zrobili wąską „kichę”, choć nigdy tam nie było w tym miejscu wypadku.
Na tym niezadowoleniu wypłynął Michał Jurga zostając burmistrzem Kościana. Obiecywał wiadukty, tunele i kładkę dla pieszych na Nacławiu. Czytając wtedy hasła kandydata mówiliśmy, że zwyczajnie oszukuje wyborców, bo takie budowy nie sa w gestii, ani burmistrza, ani starowsty, ale Krajowej Dyrekcji Dróg i PKP.
Mijały lata, żaden wiadukt nie powstał. Nawet małej kladeczki dla pieszych nie zbudowano. A przecież jeden z przejazdów jest przy ulicy Mlyńskiej, gdzie zbudowano pechowe rondo, a drugi przy ulicy Gostyńskiej, w innej części miasta, a ta ulicą jest jednocześnie drogą krajową, przez którą dziennie przejeżdza kilkadziesiąt, jak nie kilkaset tirów od Kalisza, Jarocina, Śremu, Gostynia i Kalisza. Podążają na A-2 do Nowego Tomyśla i dalej.
*
W 2009 roku mogliśmy przeczytać, że Zarząd spólki kolejowej prowadził prace projektowe dotyczące modernizacji linii kolejowej Poznań Wrocław, między innymi na odcinku kościańskim. Wtedy ówczesny starosta Andrzej Jęcz informował mieszkańców o możliwości budowania tuneli w Kościanie. We wspomnianych wcześniej dwóch ulicach ze szlabanami miały być bezkolizyjne rozwiązania. Modernizacja linii kolejowej miała się zakończyć przed 2012 rokiem. Projektant jednak nie potwierdzał, czy jest podobnego zdania. Nie padły deklaracje, jak te rozwiązania mają wyglądać.
*
Mamy rok 2017 i znów zaczęto mówić o inwestycji i o utrudnieniach w mieście, a to za sprawą modernizacja linii kolejowej E-59. Mówi się, że w październiku zostanie zamknięty przejazd kolejowy przy ulicy Młyńskiej. W ciągu tej ulicy budowany będzie tunel pod torowiskiem. W połowie 2018 roku wyłączony z ruchu zostanie także przejazd przy ulicy Gostyńskiej. Tam również rozpoczną się prace związane z budową tunelu. Dla kościaniaków będzie się to wiązało z długotrwałymi utrudnieniami.
Słyszy się, że w związku z utrudnieniami komunikacyjnymi, jakie wywoła remont linii kolejowej E59, władze Kościana rozważają możliwość uruchomienia darmowej komunikacji miejskiej. Do tego myśli sie postawieniu Władze Kościana chcą skorzystać z doświadczenia Śremu, gdzie wypożyczalnie rowerów już funkcjonują.
Jeśli by się wszelkie założeniu dało zrealizować, a do tego może zbudują nam tę trasę szybkiego ruchu S-5, to będzie się pięknie jeździło. Daje to szansę miastu także pod względem inwestycyjnym.
Ewa Noga-Mazurek

Dziennikarskie Koziołki

Wielki to dla nas zaszczyt i niemalże życiowe spełnienie,
otrzymać w gronie tak zacnym, tak zacne wyróżnienie.
Dwadzieścia pięć lat pracy i efekt niebanalny,
bo „Dziennikarskie Koziołki” otrzymał dziś „Kurier Lokalny”.
Kurier lokalny uczestniczył w gali przyznawania prestiżowej nagrody dziennikarskiej Wielkopolskie „Dziennikarskie Koziołki”. Są to dziennikarskie Oskary.
Ta nagroda, to szczególny honor szczególnym. To dziennikarze przyznają ją dziennikarzom. I nie jest ważne, w jakiej redakcji, kto pracuje, w jakim jest stowarzyszeniu, czy ktoś go poleca. Liczy się osobowość, styl i charakter, praca, który, który nadaje dziennikarstwu status zawodu zaufania publicznego, profesjonalizm i przestrzeganie etycznych kanonów. W tym roku nagradzano po raz 21-szy.
Gospodarzem uroczystości od wielu lat jest dziekan Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UAM, wespół ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Rzeczpospolitej.
Wśród dotychczas nagradzonych znalazły się tak znane nazwiska, jak Zenon Laskowik i Lech Konopiński (poeta, tekściarz piosenek Anny Jantar), dziennikarze radiowi Piotr Frydryszek (dyrektor i założyciel Radia Merkury) – Jacek Hałasik, Nina Nowakowska, Juliusz Kubel, Grażyna Wrońska – wszyscy z „Radia Merkury”. Otrzymali także dziennikarze telewizyjni: Andrzej Cudak, Czesław Kaliszan, Lena Bretes-Dorożała – dyrektor TVP Poznań, Lilianna Skibińska (Telewizja WTK). Nagroda powędrowała do przedstawicieli redakcji „Głosu Wielkopolskiego”, do: Kamili Placko-Wozińskiej, Jolanty Lenartowicz, Marka Nowakowskiego, Leszka Adamczewskiego i Danuty Pawlickiej, z którą kiedyś pracowała redaktor naczelna Kuriera lokalnego, w popołudniówce „Express Poznański”. Przyzano także Marioli Kaźmierczak z Polskiej Agencji Prasowej. Ponadto nagrodzonymi byli: Jerzy Mianowski – prezes Stowarzyszenia Prasy Lokalnej, jednocześnie redaktor naczelny „Głosu Wągrowieckiego”, Andrzej Niczyperowicz – wykładowca na wydziałach dziennikarskich kilku uczelni, wcześniej redaktor „Gazety poznańskiej”, krytyk muzyczny Krzysztof Wodniczak i bardzo wiele innych osobowości.
We wtorkowy wieczór na Wydziale Nauk Politycznych Dziennikarstwa zjawili się również przedstawiciele redakcji Kuriera lokalnego (niestety nie wszyscy mogli dojechać).
*Redakcja, to ludzie
Takżda firma, w tm radakcja gazety, to przede wszystkim ludzie. Na przestrzeni 25 lat, na rzecz gazety pracowało ponad sto osób. Na początku pismo działało dzięki społecznej pracy redaktorów-pasjonatów, którzy wykonując inne zawody, wieczorami pisali artykuły. Wśród nich byli nauczyciele języka polskiego, historycy i wf-iści. Do nich dołączyli: wychowawca z Zakładu Poprawczego w Grodzisku Wlkp., wicedyrektor grodziskiego ZOZ-u, pracownik Urzędu Skarbowego, kustosz Muzeum Rolnictwa w Szreniawie oraz fotografowie, którzy na codzień prowadzili własny zakład fotograficzny.
*Htistoria i teren
„Kurier lokalny” po raz pierwszy wyszedł latem 1991 roku i jest jedną z najstarszych gazet w Wielkopolsce, które powstały po zamianach polityczno-gospodarczych. Utworzona została z inicjatywy redaktor naczelnej Ewy Noga-Mazurek Wsparły ją ówczene władze grodziskiego Urzędu Rejonowego, miasta Grodziska Wlkp i sąsiednich gmin. Pismo miało pełnić funkcję gazety lokalnej, a jego celem było scalanie przyszłego grodziskiego powiatu.
Po roku gazeta poszerzyła teren i zadomowiła się także w sklepach Kościana, a kilka miesięcy później – Stęszewa.
Dziś Kurier wychodzi według następującego klucza: KOŚCIAN i powiat kościański, GRODZISK WLKP i powiat grodziski oraz południowa część POWIATU POZNAŃSKIEGO, czyli Stęszew – miasto i gmina oraz część gmin: Buk, Opalenica, Dopiewo, Mosina i Puszczykowo.
Egzemplarze dostarczane są własnym kolportażem do każdej, nawet namniejszej miejscowości i leżą na ladzie razem z mlekiem i świeżym pieczywem. Pismo działa także w oparciu o umowy z Pocztą Polską, Sieciami DINO, MARCHE i Sekwim Bis.
*KL gazetą polską
„Kurier lokalny” jest polską gazetą, która nigdy nie była wspierana przez samorządy, partie polityczne, stowarzyszenia, fundusze unijne, ani przez obce wydawnictwa. Utrzymuje się z pracy ludzi zaangażowanych w działanie na jego rzecz.
Podobny czas powstania miało wiele pism lokalnych. Powstawały i upadały. Wielu redaktorów naczelnych miejscowych gazet, to dawni pracownicy Kuriera lokalnego. Przykładem niech będzie „Nasz dzień po dniu”. Wydaje go dawny redaktor KL – Krzysztof Figaszewski. Podobnie jest z pismem „Powiaty”, które powstało pod koniec lat 90-tych. Obecny redaktor Franciszek Gwardzik, to człowiek uczący się w „Kurierze” podstaw dziennikarskiego fachu. Odszedł i po około dwuletniej przerwie zaczął wydawać swoje pismo. Przez okres kilkunastu lat wielkokrotnie zamykał pismo i znów je reaktywował pod inną, acz zbliżona nazwą. Kolejna osoba, to dawna nauczycielka Liceum w Grodzisku – Katarzyna Warszta. Po odejściu z KL pracowała w „Gazecie poznańskiej”, potem w „Grodzisko-nowotomyskim Dniu”, następnie założyła swoje gazety – Gazetę stęszewską, którą zamknęła po półtora roku oraz „Gazetę grodziską” – tę także po dwóch latach przestała wydawać.
Te przykłady pokazują, że redakcja była w latch 90-tych kuźnią dziennikarskich, lokalnych talentów.
Nie jest łatwo utrzymać małą gazetę w gąszczu wielu tytuł. Jednak największym zagrożeniem nie są lokalne pisma, ale wielkie koncerny prasowe typu Passauer, czy Bauer, które objęły swym zasięgiem większość polskiego rynku prasowego, w tym dla przykładu „Głos Wielkopolski” i jego lokalne mutacje.
Gazeta to rakże firma, która musi płacić podatki, ZUS-y, więc musi musi sprostać trudom konkurencji i musi przetrwać finansowo.
*Aktywnośc w środowisku
Gazeta wspiera potrzebujących, włącza się w akcje charytatywne i przygotowuje lokalne wydarzenia. Promuje działania prospołeczne, patriotyczne i kulturalne. K: 1.czynnie uczestniczy w życiu dziennikarskim – sympozja i szkolenia w Stowarzyszeniu Prasy Lokalnej Jerzego Mianowskiego, a od ponad roku w Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP oddział Wielkopolski, 2.działa na rzecz swego środowiska poprzez: a.akcje charytatywne na rzecz osób chorych, niepełnosprawnych i poszkodowanych przez los, b.pokazuje lokalne inicjatywy – festyny, imprezy integracyjne, koncerty i inne wydarzenia, c.patronuje uroczytościom, imprezom i akcjom środowiskowym, d.propaguje kulturę, gwarę i przeszłość swego regionu, e.otwiera łamy na historię, odkrycia, twórczość lokalnych artystów, zespołów i różnego typu ludzi czyny, f.propaguje dobre wzorce – szczególnie dla dzieci i młodzieży, g.wspiera miejscowy sport dzieci i dorosłych i h.sponsoruje i finansowo wspiera wiele miejscowych inicjatyw.
*Nagrody i wyróżnienia
Za aktywność w lokalnym środowisku Zarząd Województwa Wielkopolskiego, Urząd Marszałkowski przyznał gazecie w 2016 roku Medal i Honorowe Odznaczenie za Zasługi dla Województwa. Podpisał Marszałek Województwa Wielkopolskiego Marek Woźniak. Wręczyła była wiceminister, obecna przewodnicząca Sejmiku Województwa Wielkopolskiego Zofia Szalczyk.
Z kolei w marcu 2017 Kurier lokalny – po sprawdzeniach i analizie firmy – otrzymał Certyfikat CBOK, czyli Centrum Badania Opinii Klientów „Firma Godna Zaufania 2017”. W uzasanieniu napisano, że Certyfikat zostaje przyznany za nienaganną opinię, zasługi biznesowe, za jakość świadczonych usług i wyróżniające podejście do klienta. W uzasadnieniu możemy przeczytać:
„Państwa profesjonalizm, poparty rzetelnym prowadzeniem działalności, miał niezwykle istotny wpływ na wynik badania, który umożliwił przyznanie wyróżnienia. Certyfikat „Firma Godna Zaufania” wyróżnia tylko najlepsze Firmy. To stanowi promocję. Tym warto się chwalić.”
Redaktor naczelna miała także tę przyjemność, że trzy razy została wróżniona zaproszeniem do złożenia wizyty w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Zaproszenie przyszło z Komisji Europejskiej – Przedstawicielstwa Regionalnego w Polsce. Były to wizyty studyjnej do Instytucji Unii Europejskiej.
*Podsumowanie
Istnienie lokalnych gazet na rynku wydawniczym jest niezmiernie ważne. Każda gazeta, to swoista kronika zdarzeń z otaczającego nas świata. Niewiele wiedzielibyśmy o minionych wiekach, gdyby nie ówcześni kronikarze. Obecnie już tylko w środkach masowego przekazu możemy odnajdywać wydarzenia sprzed 25 lat, które zachodziły w naszym regonie.
Kurier lokalny powstał na samym początku tych zmian, obserwował je i opisywał. Dziś dzięki starym egzemplarzom możemy cofnąć się do dni i wydarzeń dawno zapomnianych.
A współczesna wiedza? To przecież dzięki lokalnyn środkom masowego przekazu społeczności mają możliwość zapoznania się z tym, co się dzieje w ich najbliższym środowisku. Duże media typu „Głos wielkopolski” o Kościanie, Stęszewie lub o Grodzisku piszą raz na kilka miesięcy, gdy jest jakieś znaczące wydarzenie lub tragednia. Dlatego one nie są w stanie zastępić lokalnej gazety. Mogą ją jedynie uzupełniać.
Dodatkową wartością Kuriera lokalnego są dwie – działające i informujące o bieżących wydarzeniach – strony internetowe.
Poeta Władysław Broniewski powiedział kiedyś, że „o lekarzu świadczy opinia chorych, o nauczycielu – uczniów. A o człowieku posługującym się zawodowo piórem – czytelników”. KL nie narzeka na ich brak. Jest jedną z tych gazet, która wbrew rosnącej popularności Internetu pokazuje, że papier nie odchodzi do lamusa.
Podziękowanie
Otrzymana nagroda „Dziennikarskie Koziołki”, to wielki zaszczyt. Uświadamia nam, jak ważna jest nasza praca. Ponadto daje radość, że nasza praca została zauważona i doceniona. Jest dla redaktorów, jak „wiatr w żagle”. Po takiej nagrodzie wiemy, że nie można spocząć na laurach, że musimy jeszcze ciężej pracować.
Naszej gazecie od lat przyświeca takie motto: „Codzienne problemy zwykłych ludzi”. Dlatego raczej omijamy urzędy, instytucje i władze. Staramy się ich nie za bardzo nie wyróżniać. Uważamy bowiem, że nie ma co ich chwalić za to, że dobrze pracują. Nie robią nic za darmo. Dostają niezłą kasę. Przecież wszyscy musimy dobrze wykonywać swoje zadania i nikt nas za to szczeglnie nie chwali. A nade wszystko ludzie mają dość czytania, że bumistrz znów się spotkał ze starostą, a radni uchwalili kolejną uchwałę.
Dlatego od początku pisaliśmy raczej o zwykłych sprawach i prostych ludziach. Poświęcamy im swoją uwagę, portretujemy ich, rozmawiamy z nimi. Tym samym dajemy im sygnał „jesteście warci, żeby was ktoś pokazał, żeby wam poświęcić czas”. Pewnie dlatego ludzie odpłacają nam szczerością i często nas do siebie zapraszają.
Pisząc o tym, co „na dole”, wysyłamy sygnał „do góry”, żeby władza łaskawszym okiem spojrzała na jakiś problem i nim się zajęła.
*Dziennikarskie Koziołki 2017
Kurier loklany otrzymał nagrodę w kategorii REDAKCJA ROKU 2017.
Inne kategorie:
Dziennikarskie Koziołki 2017 red. Ewa Siwicka – TVP Poznań, DWA Wyrożnienia: red. Katarzyna Sklepik „GŁOS Wielkopolski” i red. Franciszek Szklennik „GŁOS Wągrowiecki”
*Kategoria redakcja 2017: Gazeta „KURIER LOKALNY oraz pismo literackie „IMPRESJee.pl”
*Senior Zawodu 2017 – red. Zenon Bosacki – Gazeta poznańska (dawniej)
*Adept Zawodu 2017 – Kacper Witt (student dziennikarstwa UAM)
Ewa Noga-Mazurek

  Jubileusz 20-lecia zespołu „Obrzanie”

     Zespół folklorystyczny „Obrzanie” powstał 20 lat temu. W tym roku obchodzi jubileusz.

Z tej okazji w niedzielę 23 kwiatnia odbył się w Kościańskim Ośrodku Kultury galowy koncert, a następnie goście zaproszeni zostali na poczęstunek.

Na niedzielne popopludnie przyjechali także dawni członkowie zespołu.

Osobą szczególnie ważną tego dnia była osoba, która powołała do życia Obrzan,a potem przez lata kształtowała zespól, tworzyła jego wizerunek, była reżyserm, scenarzystą i choreografem oraz instruktorem tańca. To dla Elżbiety Kirstein-Franek skierowane były dobre słowa i podziękowania. Składali je przedstawiciele lokalnych władz, tancerze i śpiewacy.

Obrzanie, to prawie 120 osób skupionych w trzech grupach wiekowych. Najmłodsi mają pod 4-5 latek.

Przypomnijmy zatem początki Obrzan. Zespół został założony w 1996 roku.. Elżbieta, jako rodzona kościanianka potrafi dobrze posługiwać się gwarą, opowiadać w niej anegdoty i miejscowe legendy. Prowadzi konferansjerkę podczas imprez i występów.

Na początku działaliśmy w Kościanie przy kościele św. Ducha, a od 2000 roku przy Szkole Podstawowej w podkościańskim Kiełczewie – wspomina pani Elżbieta. Obrzanie, to trzy grupy taneczne. Najmłodsza, to dzieci od trzech do sześciu lat. Grupa średnia, to siedmiolatki wzwyż, aż do dziesięciu. Najstarsi, to obecnie młodzież w wieku od 10-15 lat.

W repertuarze mamy tańce narodowe i ludowe polskie, ale czasem też sięgamy po repertuar innych krajów – znów opowiada Elżbieta Franek. Co roku nasze zespoły dają koncerty w różnych szkołach i przedszkolach w Kościanie oraz w kościańskim powiecie. Występują na dożynkach, festynach i podczas Dni Kościana. Uwieńczeniem naszej pracy jest coroczny koncert w dużej sali widowiskowej, w Kościańskim Ośrodku Kultury. W tym roku wypadł na dzień 23 kwietnia i miał charakter jubileuszowy.

Obrzan stanowią dzieci najmłodsze, średniacy i najstarsi, którzy od pięciu lat ternują taniec współczesny pod okiem córki Elżbiety Franek – Luizy Pluty, nauczycielki ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Kościanie. Skład najstarszych, czyli młodzieżowej grupy tańca nowoczesnego to: Piotr Michałowski, Natalia Górniak, Marta Sikora, Weronika Włodarczak, Wiktoria Bączyńska, Oliwia Malchrzak, Marta Gabler, Sara Woźniczak, Patrycja Górniak, Marta Głowacka, Wiktoria Dolata, Aleksandra Kaczmarek i Martyna Kicińska.

Na tegorocznym koncercie widzowie kolejno oklaskiwali małych i średnich „Obrzan” oraz młodzieżową grupę tańca nowoczesnego Luizy Pluty. Ta najstarsza grupa „Obrzan” do repertuaru włączyła muzykę klasyczną, filmową, a także zaczęła wykonywać taniec współczesny do muzyki pop.

Swój czas miał także drugi zespół ludowy powołany do żcia przez Elżbietę Kirstein-Franek, a noszący nazwę „Złote Kłosy”. Tutaj śpiewają dorośli członkowie. Powstał w 2011 roku w podkościańskim Bonikowie. Początkowo był to zespół przyparafialny, działający przy kościele w Bonikowie. Obecnie jest całkowicie świecki, choć nadal ma w swym repertuarze pieśni kościelne, szczególnie kolędy. Złote Kłosy obecnie liczą 40 członków.

Słowem wiązanym całość spinała Elżbieta Franek. Ona zabawiała widownię humoreskami, opowiastkami z naszego terenu i przyśpiewkami.

Nie byłoby ciekawych występów bez dobrych muzyków. Tańczącym i śpiewającym przygrywali na akordeonach Henryk Dobrać i Wojciech Marcinkowski …………

* *

Prz okazji jubileuszu warto przypomnieć, że Obrzanie za „Wesele kościańskie” zdobyły trzecie miejsce w kraju 26 zespołów i otrzyamali nagrodę wysokości 10 tysięcy złotych przyznaną przez Ministerstwo Oświaty i Kultury. Było to w 2011 roku. Nagroda została przeznaczone na stroje dla zespołu. Ponadto grupy wyjechały na wycieczki i kolonie.

Na koniec trzeba napisać, że w obcnej dobie gdy zalewa nas anglosaska popkultura, najczęściej niskiej jakości, tym bardziej trzeba dbać, pielęgnować i promować wśród młodego pokolenia polskie i słowiańskie wartości.

Ktoś swego czasu okrzyknął, że ludowa muzyka murzyńska, typu jazz, soul i blues, to jest fajne, a słowiańskie wartości i folklor jest nieciekawy.

Czynimy wedłu danego przysłowia „Cudze chwalicie, swego nie znacie – sami nie wiecie, co posiadacie.”. Amerykański folklor, to dziski zachód i koboje oraz – wcale nie jest lepszy od polskiej muzyki – ludowa muzyka murzyńska, typu jazz, soul i blues.

Wielkopolska, to jeden z najstarszych regionów historycznych Polski. To tutaj rozpoczął się proces budowania Państwa Polskiego. Cała historia Pierwszych Piastów związana jest z Wielkopolską. Obecnie naszą krainę zamieszkuje kilka grup etnograficznych są to: Biskupianie, Bambrzy, Chazacy, Krajniacy, Olędrzy, Mazurzy Wieleńscy, Pałuczanie i Tośtoki.

Taniec Wielkopolski, w przeciwieństwie do żywiołowych tańców z innych regionów, cechuje dostojność i powaga. Tańce przybierały różne formy, w zależności od mikroregionu. Do typowych tańców wielkopolskich należy zaliczyć wiwaty, przodki i chodzone. Obecnie tańce te można oglądać jedynie w wykonaniu zespołów folklorystycznych, podczas różnego rodzaju uroczystości i festiwali ludowych.

Wielkopolska charakteryzuje się jedynymi w swoim rodzaju instrumentami muzycznymi. Najbardziej popularne w tym regionie są dudy, kozioł i siesianki. Poza Wielkopolską dudy można spotkać jedynie na Podhalu i Żywiecczyźnie. Tamte rejony mają kozła. Różni się długością piszczałki i worem, który w przypadku kozła wykonany jest wyłącznie z koziej skóry, z zachowaniem włosia.

Jeśli chodzi o stroje, to ile grup etnicznych, tyle rodzajów strojów ludowych. Do naszych czasów przetrwało ich kilka. Najbardziej znane są stroje biskupiański i szamotulski. Charakterystyczna dla wszystkich rodzajów strojów Wielkopolskich jest kolorystyka. W większości są to odcienie czerwieni i granatu wraz z czarnymi elementami. Bywa, że spotyka się niebieską barwę i żółtą. W Wielkopolsce znacznie mniejszą wagę przywiązywano do elementów ozdobnych, niż krakowiacy lub górale.

Ewa Noga-Mazurek

Jeśli ktoś zabił jednego psa, to zrobi to znów i zabije kolejnego
Słocin, to podgrodziska miejscowość, do której dwanaście lat temu przeniosła się grodziska firma Lexxit Mebel. Firma jest na skraju wsi, ma duży, ogrodzony teren. Współwłaścicielką Lexxit Mebel jest Magdalena Sciezynska. Mieszkańcami tej posesji, gdzie jest także dom pani Magdaleny są psy – owczarki niemieckie. Ostatnio było pięć. Ich imiona to: Mona, Borys, Łyski, Pepsi i Cola. Zwierzęta oprócz tego, że traktowane są jak domownicy, to ich zadaniem jest pilnowanie nieruchomości. W dzień przebywają w swoich dużych kojcach, a nocą razem z ochroną pilnują nieruchomości, swobodnie biegając po obejściu. A że teren zajmuje duży obszar, więc mają, gdzie się wybiegać. Nieruchomość z każdej strony ma wysokie ogrodzenie, a do tego sporo jest drzew i krzewów. Dookoła są kamery.
Owczarki, to ulubieńcy właścicielki i pracowników.
W nocy z 13 na 14 czerwca ktoś przez płot przerzucił psom jakiś smakołyk nafaszerowany żrącą substancją. Skosztowała to suczka o imieniu Pepsi. Rano jeść już nie mogła. Tak było przez kolejne dwa dni. Potem się okazało, że umierała z boleści i z głodu. Podawano jej płyny, by płukały organizm. Nie pomagało. Jej stan pogarszał się z godziny na godzinę.
– Na początku przypuszczaliśmy, że może zjadła jakieś ropuchy z ogrodu, a te mają toksyny – opowiada właścicielka Magdalena Sciezynska. Kolejnego dnia była jeszcze słabsza, a z pyska wypływała jej piana. W piątek, czyli w dzień po Bożym Ciele pojechaliśmy do weterynarza. Suczka była już nieprzytomna. Lekarz obejrzał jej język, gardło i orzekł, że ma spaloną jamę ustną i przełyk. Badania krwi nic nie wykazały, bo to nie była trucizna, którą można wykryć i zneutralizować, ale żrąca substancja, która od razu spaliła jej tkankę. Co to mogło być? Ług, kwas, pestycydy, w których jest wapno, a może samo wapno gaszone, które w połączeniu ze śliną staje się żrącą substancją. Pepsi odeszła. Zostawiliśmy ją na sekcję zwłok. Sekcja potwierdziła, że zwierzak był od środka spalony. Była całkowita martwica przełyku, wątroby i żołądka.
W obejściu pozostały dwie siostry otrutej suczki – Łyski i Cola. Są osowiałe, podobnie zresztą, jak i pozostałe dwa psy.
Cała czwórka nadal, na dzień zamykana jest w kojcach, a biega w godzinach nocnych od 22-ej do 5-ej rano. Psy pilnują terenu razem z ochroną. Nie są same.
– Mieszkamy tu i żyjemy, jak w rodzinie – znów opowiada pani Magdalena. Nikt nie ma wobec siebie żadnych pretensji i żalów. Zresztą nasza nieruchomość ma do innych domostw pewną odległość. Nie rozumiemy, czy komuś mogło przeszkadzać szczekanie? Z drugiej strony w Słocinie, jak w każdej wiosce, jest wiele psów i większość nocą – jak coś niepokojącego dostrzeże – to szczeka.
Przywędrowali do Słocina nowi ludzie, ale mam poczucie, że także oni są przyjaźnie nastawieni do otoczenia. Sama działam dla dobra swojego środowiska. Należę go lokalnego Stowarzyszenia Miłośników Wsi Wielkopolskiej w Słocinie. Prezesem jest Katarzyna Lusina, a ja jej zastępcą. Pracuję w tym środowisku wiele lat i nie czynię nikomu krzywdy.
Magdalena Sciezynska czuje się zastraszona. Myśli, że pies, to dopiero początek. Portierzy mają od jakiegoś czas głuche telefony na centralkę. Nie widać numeru nadawcy. Właścicielka firmy dzwoniła do operatora sieci Orange, by sprawdzili autora „głuachczy”.
O zdarzeniu poinformowana została grodziska policja. Przyjęła sprawę i ruszyło postępowanie dochodzeniowe. Tam weterynarz potwierdził, że działanie sprawcy było umyślne. Przesłuchują ludzi. Być może ktoś zauważył podejrzane ruchy wokół Lexxit Mebel.
– Jeśli ktoś nie lubi psów i zabił jednego, to zrobi to jeszcze raz i kolejny – podsumowuje swą relację właścicielka firmy. Dla mnie to człowiek zły i nie do końca sprawny umysłowo. Jeśli komuś pies przeszkadzał, to najprościej by było właścicieli o tym poinformować. Należało najpierw spróbować coś poprawić w sprawie psów, by nie było kłopotu, a nie skazywać zwierzę na cierpienie.
*
Według nas problemem jest to, że nieznane są motywy działania sprawcy, albo sprawców. Tak do końca nie wiadomo, czy faktycznie chodziło tylko o psa, albo w ogóle o psy, czy może są zupełnie inne motywy działania truciciela.
A co jeśli chodzi o zastraszenie właścicielki? Wtedy można się spodziewać eskalacji działań.
Ewa Noga-Mazurek

Smutna to rzecz, gdy człowiek odbiera sobie życie

A jeszcze bardziej przykra, gdy ginie bardzo młody człowiek. W niedzielę 23 kwietnia na torach tuż przed stacją kolejową w Czempiniu kręcił się młody człowiek. Z relacji kolejarzy możemy się dowiedzieć, że skład należał do spółki TLK o nazwie „Piast” relacji Gdynia Główna – Wrocław.

Było wpół do jedenastej rano, gdy 19-latek wyszedł zza słupa na chwilę przed zbliżająca się lokomotywą.

Maszynista w ostatniej chwili dostrzegł sylwetkę człowieka i było wszystko. Mógł jedynie włączyć hamulec i czekać, aż po kilkuset metrach wielki kolos się zatrzyma.

Zawsze w takich sytuacjach współczujemy maszyniście, bo wiemy z prowadzonego kiedyś wywiadu z takim człowiekiem, że to on w całej sprawie jest najbardziej poszkodowany. Temu, co zginął już nic. On odszedł i wszystko dla niego skończone. A ogromna trauma na wiele miesięcy do leczenie u psychologa i psychiatry zostaje w człowieku prowadzącym skład pociągu. A przecież niczemu nie był winien.

W niedzielnym zdarzeniu wszystko na trzy godziny stanęło w miejscu. Pociąg został w polu czekając na odpowiednie służby, na lekarzy stwierdzających zgon i prokuratora. A że to była niedziela, prokuratura nie pracowała i trzeba było ściągać kogoś z domu.

A tymczasem obsługa pociągu do Wrocławia jechałby jeszcze tylko około godziny. Po dotarciu na czas mógli się spokojnie najeść, mógli odpocząć, albo nawet iść do domu, jeśli byli z tamtego miasta.

Samobójcy to egoiści. Odchodzą, a zostawiają „srom” (stropolskie słowo), czyli smutek uczestnikom zdarzenia i oczywiście rodzinie.

Uważamy, że ucieczka „w samobójtwo”, to słabość. Łatwiej jest odebrać sobie życie, niż walczyć z trudami i zwyciężać.

Wadomo tylko to, że nie miał przy sobie żadnego pisma, czy listu informującego o chcęci rozstania się z życiem.

Postępowanie w sprawie prowadzi kościańska prokuratura z artykułu o nieumyślne spowodowanie śmierci i to ona wyda ewentualne oświadczenia potwierdzające działania samobójcze. Tymczasem została zlecona sekcja zwłok. Chłopak badany będzie pod kontem zawartości alkohol lub narkotyków w organizmie.(maz)

Dożynki czas zacząć
Już 15 sierpnia można było odnotować pierwsze w naszym terenie dożynki wiejskie. Odbyły się w niedzielę w „Ostoi”, w miejscowości Betkowo w gminie Czempiń. Najpierw powitał wszystkich sołtys wsi, a potem ksiądz Dariusz Mazur poświęcił chleby upieczone z tegorocznych plonów. Mieszkańcy zostali poczęstowani tym pieczywem. Nie ugoszczono burmistrza, bo mimo zaproszenia – nie dotarł.
W części artystycznej wystąpiły dzieci, które recytowały wierszyki o tematyce żniwno-dożynkowej. Atrakcją dożynek był konkurs na najszybszego żniwiarza o puchar sołtysa. Uczestnicy musieli związać dwa snopki zboża i ułożyć je w mendel. Ustawiano przed uczestnikami dożynek zwyciężył. W tej konkurencji najlepszy okazał się Zenon Hertmanowski z Betkowa.
*
Z kolei w sobotę 19 sierpnia odbyły się w naszym terenie kolejne, wiejskie dożynki. Odnotować możemy Kiełczewo i Bonikowo w gminie Kościan oraz Zamysłowo w gminie Stęszew.
Zamysłowo
Duże dożynki Gminy Stęszew odbędą się za niespełna tydzień w Słupi. W tej wiosce panuje powszechna mobilizacja i cała tamtejsza społeczność czynnie szykuje się do „święta polon”.
Wcześniej już zaczęły się małe dożynki w gminnych wioskach. W sobotę 19 sierpnia świętowało Zamysłowo. Niespełna sto metrów od krzyżówki na polu przygotowano terenowy plac na tę imprezę. Stanął na nim dmuchany zamek. Było sporo miejsca na gry i zabawy siłowo – zręcznościowe. Dużo emocji wywołało przeciąganie liny. Z jednej strony stanęły dzieci i młodzież. Z drugiej dorośli. Przez chwilę trwała walka na przełamanie. Sztuka ta ku radości kibiców udała się „młodym” i to oni zwyciężyli. Dalej dzieci na wyścigi wspinały się po stromych ścianach zamku i z piskiem zjeżdżały. Dla dzieci przygotowano słodycze. Z kolei dla dorosłych zabawę taneczną przy muzyce DJ. Było skromnie, ale bardzo sympatycznie.
Imprezę przygotowała Rada Sołecka ze sołtysem Henrykiem Olejniczakiem na czele.
Obie opisywane imprezy zakończyły się zabawą taneczną.(maz,k)

Mamy w sobie „siłę spokoju”

Czas tak szybko płynie, że ani się spostrzegliśmy, a już „KURIEROWI lokalnemu” mamy kolejne „lecie” Kuriera lokalnego. We wrześnie z data 1 -go w 1991 roku wyszedł pierwszy numer naszej gazety.

Kurier loklany z nowo powstałych gazet po roku 1990 jest jednym z kilku najstarszych. Bywały takie, jak „Kościańskie Zmiany nadobrzańskie”, czy „Gazeta Grodziska”, albo Powiaty, „Nasze powiaty”, „Gminy i powiaty”, które powstawały i znikały, albo po czasie pod inną zmienioną nazwa wracały na rynek wydawniczy.

Niektóre zostały wykupione przez niemieckiego wydawcę Passaura, który w naszym kraju przyjął nazwę „Polska Press”. Wykupił on Dzień Nowotomysko-grodziski, Gazetę śremską, Gazetę poznańską, Express poznański i Głos wielkopolski. Żeby nie mieć konkurencji zamknął dwa tytuły i zostawił tylko „Głos Wlkp.”. O kilka miesięcy starszy „Głos wągrowiecki” prowadzony przez Jerzego Mianowskiego najpierw wykupiony został przez Głos Wielkopolski, a potem razem z nim przeszedł w ręce niemieckie.

Piszemy o tym wszystkim, bo Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarz Rzeczpospolitej rozpoczął akcję zatytułowaną „Repolonizacja mediów”. Chodzi o to, aby w naszym kraju były gazety pisane, wydawane i finansowane przez Polaków.

Do Klubu Dziennikarzy mieszczącego się przy ulicy Jackowskiego w Poznaniu został kolejny raz zaproszony Kurier loklany, jako jedno z niewielu pism, które od początku do dziś mają polskiego wydawcę i są w stanie się same utrzymać. W tej akcji nie bierze się pod uwagę gazetek wydawanych przez urzędy, bo one nie sa typowymi gazetami, a raczej miejskimi lub gminnymi biuletynami piszącymi pod dyktando urzędów i finansowane z budżetu ogólnopolskiego, bo gminy są na utrzymaniu państwa.

Kurier lokalny był reprezentowany przez redaktor naczelną Ewę Noga-Mazurek, a towarzyszył jej stażysta-praktykant, student dziennikarstwa Krzysztof Gerlak.

Na spotkanie Zarządu Stowarzyszenia i wielu dziennikarzy dojechał także prezes Stowarzyszenia Prasy Lokalnej z Wągrowca – wspomniany już Jerzy Mianowski. Mówił, jak to teraz jest stawiany pod ścianą przez niemieckiego wydawcę, który wykupił jego gazetę, jak wyrzucono z Kolegium gazety syna szefa – bo się ponoć nie nadawał.

– Przez 25 lat budowałem markę Głosu wągrowieckieg – mówił prezes, teraz odbijam się od ściany. Nie mam na nic wpływu, choć niby nadal jestem redaktorem naczelnym – podsumował.

Przed wyjazdem na spotkanie redaktor naczelna zastanawiała się, jak Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej może repolonizować media? Przecież nie odbierze się już ich niemieckim właścicielom.

Na spotkaniu zaproponowaliśmy, aby stworzyć specjalny, ogólnopolski fundusz dający preferencje loklanym mniejszym wydawcom, by mogły konkurować z wielkimi wydawnictwami, obracającymi wielkimi pieniędzmi.

Były redaktor Gazety Poznańskiej Jerzy Bosacki zaproponował, aby wzorem państwo dało ulgi redakcjom mającym polskie korzenie i finanse.

– W latach 90-tych, gdy niemieckie wydawnictwa wchodziły do Polski dostawały specjalne pieniądze od niemieckiego rządu na wykup naszych mediów – stwierdził. Dlatego codzienny tabloid „Fakt” mógł na początku kosztować złotówkę.

Wszedł on do Polski z Niemiec. Według Wikipedii tego typu pisma to:

– Bulwarówki skierowane są do szerokich rzesz mało wykształconej ludności, dlatego zawarte w nich informacje często przesycone są tanią sensacją – tytuły artykułów są populistyczne i dosadne. Dzięki łatwo przyswajalnemu językowi i stosunkowo niskiej cenie trafiają przede wszystkim do mało wymagających czytelników. Odwołują się one do emocji, prowokują, nierzadko łamią etykę dziennikarską. Zdarza się, że opisują fikcyjne historie. Zawierają dużo zdjęć, a mało tekstu. Ilustracje często przedstawiają szokujące sceny, nierzadko przesycone są nagością.

***

Kurier lokalny uczestnicy w pracach Wielkopolskiego Oddziału Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej, albowiem od wiosny tego roku redaktor naczelna stała się pełnoprawną członkinią Wielkopolskiego Oddziału, a Kurier loklany prezentowany jest, jako gazeta polska, która przez 25 lat potrafiła sama się utrzymać i nadal ma się dobrze.

Zespół redakcyjny KL

O jeziorach zagrodzonych płotami – ciąg dalszy
Napisaliśmy dwa numery temu, czyli 14 lipca, że gmina Stęszew „jeziorami stoi”, że turystyka i wypoczynek powinien być priorytetem władz gminy, bo rekreacja może ściągać w te strony wypoczywających poznaniaków i Wielkopolan. Rekcją na nasz artykuł było pismo władz Gminy z wyjaśnieniami. Nim pismo przytoczymy przypomnijmy, o czym była mowa we wspomnianym tekście.
– Od początku zmian gospodarczo-politycznych jest kłopot z Jeziorem Lipno w Stęszewie. Plaża należy do gminy, a wody do potomka, dawnego mieszkańca Stęszewa, obecnie obywatela USA. Przez lata, gwarny kiedyś Ośrodek nad Lipnem z wypożyczalnią sprzętu wodnego, ratownikiem, z domkami, polem namiotowym i restauracją podupadał, aż zupełnie „zdziadział”. Coś się spaliło, coś rozleciało, więc większość rozebrano.
Po narzekaniach mieszkańców Stęszewa radni zatwierdzili oddanie dzierżawcy terenu wokół jeziora. Młody człowiek z Poznania czuwa nad ośrodkiem, jak umie. Zamyka na noc obiekt na kłódki. Brama od strony ulicy Bolesława Chrobrego zamknięta jest od 22-ej, podobnie furtka od ulicy Trzebawskiej. Redakcja Kuriera lokalnego otrzymała sygnały od mieszkańców Stęszewa, że wieczorem podczas Dni Stęszewa chcieli zrobić rodzinny spacer nad brzegiem Lipna i spotkała ich niemiła niespodzianka. Bramy i furtki były pozamykane.
Wydawać by się mogło, że lasy, morza, rzeki i jeziora, to dobra ogólne, dstępne dla wszystkich. Tymczasem coraz częściej są ogradzane płotami i zamykane.
Dodaliśmy w tekście i to, że tak dzieje się głównie nad Lipnem, ale też nad jeziorami Dębno i Strykowskim. Właściciele nieruchomości, których ziemie dochodzą do brzegów jeziora mają obowiązek w płocie zamontować furtkę, by spacerowicz mógł przejść. Ale gdzie tak jest? Najlepszy przykład, to Dędno ciągnące się wzdłuż ulicy Narutowicza zaczynając od Restauracji Taradejka. Furtki są. Każda ma łancuchy z kłódkami i jak tu się przedostać dalej? Z kolei w Strykowie tak jest przy Pałacu von Trescov i na terenie dawnego Herbapolu.
W poprzednim tekście przytoczyliśmy też przykład Jeziora Wonieść, przy którym nie ma, ani jednego ogrodzenia. Można iść wiele kilkometów brzegami i nie napotka się przeszkody. A przecież i tam są zabudowania, tak od strony Wonieścia, jak i ośrodka w Nowym Dębcu. Przy tej drugiej miejscowości są ośrodki wypoczynkowe i prywatne nieruchomości. Władze gminy Kościan ostatnio chwalą się, że Ośrodek Sportu i Rekreacji przygotował nowy wystrój brzegów jeziora i zaprasza do korzystania z kąpieliska w Nowym Dębcu. Zachęca też, by korzystać z imprez sportowo-rekreacyjnych, które w czasie wakacji będą odbywały się w letniskowej tej miejscowości.
Gmina pisze, że dla wypoczywających dostępne jest kąpielisko strzeżone, wypożyczalnia sprzętu pływającego, plac zabaw oraz nowe boisko do „plażówki”. Wizytówką jest wyremontowany dom ratowników przy plaży głównej, a część letniskowa otrzyma nową organizację ruchu.
Podaliśmy za Gminą Kościan, że w sezonie jest Turniej Pokazowy Siatkówki Plażowej, Romantyczny Bieg Parami, Turniej Piłki Nożnej Plażowej i Siatkówki Plażowej, Zawody Pływackie, Turniej Piłki Nożnej Plażowej, Turniej Boules i na koniec lata 17 września – I Zawody Triathlonowe.
* * *
Taka była treść artykułu zamieszczonego na początku lipca.
A oto odpowiedź władz Gminy Stęszew:
– Pisząc ostatni tekst pt. „Jeziora – dlaczego są zagrodzone płotami? wywołała Pani gminę Stęszew niejako do odpowiedzi.
Słusznie zauważa Pani, że teren plaży przy jeziorze Lipno należy do gminy, jezioro – już nie. Stąd już pierwsze utrudnienia z zapewnieniem należytego użytkowania tego miejsca. Na szczęście od kilku lat sprawa została rozwiązana – pojawił się dzierżawca, który dba o teren. Znajdują się na nim m.in. pokoje do wynajęcia, pole namiotowe, domki letniskowe, restauracja, plac zabaw oraz Wake City, czyli miasteczko zapewniające możliwość pływania na wakeboardingu wraz z odpowiednią obsługę. Poczynione przez dzierżawcę zmiany wiązały się z poniesieniem dużych nakładów finansowych.
Rozwiązanie takie jest dużo bardziej optymalnym, niż tworzenie instytucji (np. Ośrodek Sportu i Rekreacji), która miałaby „zawiadywać” ośrodkiem wypoczynkowym przez kilka letnich miesięcy. Koszty jej działalności gmina musiałby ponosić przez okrągłych 12 miesięcy i zamykałyby się one w kwotach milionowych rocznie, a efektywność byłaby niewspółmierna.
Prowadzenie ośrodków przez dzierżawców powoduje, że płacą oni czynsz, podatki, a dodatkowo dbają o teren. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że lato często wygląda tak, jak lipiec 2017, gdzie pogoda skutecznie zniechęca do korzystania z atrakcji plażowych.
Zgodnie z umową, jaką podpisał z gminą dzierżawca, ma on obowiązek udostępniać teren mieszkańcom. To od nich dowiedzieliśmy się, że zaczął on go zamykać na noc. Dzierżawca poproszony o wyjaśnienia przyznał, że robi to, by chronić osoby wypoczywające w ośrodku oraz z uwagi na powtarzające się akty wandalizmu. Oferuje on miejsca noclegowe, które w sezonie są licznie zajmowane. Musi więc osobom z nich korzystającym zapewnić również komfort i bezpieczeństwo. Ośrodek zamykany jest o 22.00, czyli wtedy, gdy obowiązuje już cisza nocna. Jak miałby ją zapewnić przebywającym na campingu, gdyby teren miał być otwarty? Jak w końcu rozdzielić potencjalnych nocnych spacerowiczów od wandali, czy osób np. pijanych? Problem wandalizmu i zniszczeń jest z resztą notorycznie zgłaszany, zarówno przez dzierżawcę ośrodka w Stęszewie, jak i Strykowie. Teren plaży w Strykowie jest ogólnodostępny, nie zamykany, skutkiem czego, każdego praktycznie dnia dzierżawcy przeprowadzają generalne sprzątanie po nocnych imprezach alkoholowych.
Każdy z dwóch ośrodków oferuje trochę inne atrakcje. W Strykowie jest i pomost i ratownik, a także sprzęt do pływania – jest więc alternatywa dla osób wypoczywających.
Co do sugestii, iż gmina mogłaby „coś wymyślić z tą rekreacją”, informujemy, że każdego lata oferujemy nie tylko możliwość spędzania czasu nad wodą, ale i inne. Przez całe wakacje (ale i w pozostałe miesiące) otwarty jest kompleks boisk Orlik – znajdujący się zresztą po sąsiedzku z jez. Lipno. Animator tam działający zapewnia wiele interesujących zajęć (m.in. Wakacyjne Grand Prix Orlika – czyli trwające przez letnie miesiące różne rozgrywki sportowe), że kompleks tętni życiem praktycznie każdego dnia – wystarczy przyjechać i zobaczyć. Boiska działają też w każdej większej gminnej miejscowości, podobnie jak place zabaw, siłownie plenerowe itp. Prawie każde sołectwo organizuje również imprezy wakacyjne dla dzieci. Gmina oferuje ponadto półkolonie, podczas których uczestnicy zapewnioną mają one nie tylko profesjonalną opiekę, ale i wiele atrakcji (gry, zabawy, wyjazdy). Finansujemy obozy – sportowy i harcerski, wyjazd gimnazjalistów do Ośrodka Edukacji Przyrodniczej w miejscowości Chalin. Wakacyjne atrakcje zapewniają też gminne instytucje kultury. Nie jest więc tak, że nic się w gminie nie dzieje.
Niechaj to będzie pointa tekstu i wyjaśnienie, które kierują stęszewskie władze dla nas i do swoich mieszkańców.(maz)

Wakacje w bibliotece
W lipcu przez trzy dni mieszkańcy Stęszewa odwiedzili Publiczną Bibliotekę, aby spędzać wakacje z książkami. We wszystkie dni wybrane dzieła czytała dzieciom Joanna Łubińska, stała bibliotekarka działu dziecięco-młodzieżowego. Propozycją były dwie ksiązki. Pierwsza o modzie i strojach przez wieki, a drugi czytany utwór był z serii bajek o „Charlim i Loli”.
Wszystkie trzy dni przychodziło trzynaścioro dzieci w ielu od 5 do 9-ciu lat.
Opiekę – oprócz Joanny Łubińskiej – sprawowała druga z pracownic biblioteki Helena Snuszka. Ona prowadzi dział dla dorosłych.
Po odsłuchaniu treści książek dzieci wykonywały własne projekty nawiązujące do treści utworów. Wykorzystywali papier w całości, kulki z papieru, koraliki, bibułkę, brokat i skrawki materiału. Potem mali projektanci ubrali się we wlasne stroje.
Takie projekty bywają organizowane w czytelni, nie tylko w wakacje, ale także w ciągu roku. Spotkania dla dzieci odbywają się w każdą, pierwszą sobotę miesiąca.(maz)

Kształtne sylwetki dziewczyn i prężne muskuły panów

W marcu odbyły się w Grodzisku Pierwsze Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski w Kulturystyce i Fitness. Panie prezentowały swoje umięśnione ciała w Grodziskiej Hali Sportowej. Mogły w tym startować kluby sportowe i stowarzyszenia kultury fizycznej zrzeszone w Polskim Związku KF i TS, ale swoich sił mogły też spróbować osoby prywatne.

Nim zaczął się pokaz ciał była wstępna weryfikacja uczestników zawodów. Każdy zawodnik mógł wystąpić tylko w jednej kategorii indywidualnej.

Kategorii było kilka: *Bikini Fitness Kobiet: do 163 cm, *Bikini Fitness Kobiet: 169 cm, *Bikini Fitness Kobiet: + 169 cm, *Fitness Sylwetkowe Kobiet: open, *Kulturystyka Klasyczna mężczyzn: do 180 cm, *Kulturystyka Klasyczna mężczyzn:+180 cm, *Fitness Plażowe Mężczyzn: do 178 cm, *Fitness Plażowe Mężczyzn:do182 cm, *Fitness Plażowe Mężczyzn:+182 cm, *Kulturystyka Mężczyzn: 75 kg, *Kulturystyka Mężczyzn: 80 kg, *Kulturystyka Mężczyzn: 90 kg, *Kulturystyka Mężczyzn: 100 kg, *Kulturystyka Mężczyzn: +100 kg, *Kulturystyka – OPEN (tylko mistrzowie) Kulturystyka klasyczna -OPEN (tylko mistrzowie) Fitness plażowe – OPEN (tylko mistrzowie), *Bikini Fitness – OPEN (tylko mistrzowie).

We wszystkich kategoriach za miejsca od I do III były pamiątkowe medale, puchary i dyplomy ufundowane przez burmistrza Gminy Grodzisk Wielkopolski. Były też nagrody rzeczowe marki Uns-Suplements. We wszystkich kategoriach za miejsce od I do VI były dyplomy. W kategorii OPEN za I miejsce ufundowano puchar, dyplom i nagrodę rzeczową. Także drużyny za miejsca od I do III otrzymywały puchary i dyplomy.

Za I miejsce w kat. kulturystyka open był sprzęt treningowy, ławka HS Adjustable Bench plus profesjonalny gryf olimpijski. Był to sprzęt o wartości 8.000 złotych.

W kategorii Bikini fitness powyżej 169 cm uczestniczyła mieszkanka Grodziska Wlkp. Monika Reślińska. Zajęła w tej grupie trzecią lokatę.

Pozostałe narodzone panie to: Im. Patrycja Zahorska urodzona w 1997 z Klubu Sportowego Black & White Ostrowiec Świętokrzyski, II m. Karolina Wójcik KS Sandow Śrem. Trzecia z nr 30 była wspomniana już grodziszczanka – Natalia Reślińska, należąca do Klubu Sportowego Sandow Śrem. Na czwartej pozycji uplasował się zawodniczka z nr 28, czyli Ania Żakieta z UKS Sandow Legionowo urodzona w 1993roku. Piąta była Alicja Antończak z numerem 27, ćwicząca w KS Sandow Śrem, a ur. 1993 roku i na szóstym miejscu, z nr 26 znalazła się dziewczyna z Zabrza – Sylwia Zataj KS Olimp z 1979 rocznika.

Przed wielu latu były w Poznaniu organizowane Mistrzostwa Wielkopolski. Po ponad 30 latach przerwy znów odbyły się w naszym terenie

.  Do tego zawody są w formule otwartej, czyli praktycznie każdy zawodnik z dowolnego rejonu Polski może tu wystartować i zdobyć tytuł – mówi jeden z organizatorów Bartosz Reśliński. Skąd taka długa przerwa?

Są dwie przyczyny. Kiedyś trzeba było wystartować najpierw w regionalnych mistrzostwach, by się zakwalifikować na mistrzostwa Polski. Później z braku odpowiedniej ilości startujących zniesiono ten wymóg. Można było od razu, nawet jeśli to był pierwszy start w zawodach.

Wcześniej wieloletnimi organizatorami Mistrzostw Wielkopolski byli: działacz i trener Ryszard Sarnowski z Czarnkowa (potem przeniósł się do Piły) oraz najlepszy kulturysta lat 70-tych w Polsce, trener i organizator Henryk Szczepański. Pierwszy zmarł, a drugi w latach 80-tych wyemigrował do Niemiec. Mistrzostwa Wielkopolski były atrakcyjne, bo startowali w nich kulturyści zagraniczni, wtedy z krajów socjalistycznych, a dokładnie z Węgier i NRD.

Pomysł na reaktywacje mistrzostw siedział mi w głowie od dłuższego czasu. Jako pasjonat i już niebawem czynny zawodnik (startuję razem z żoną Natalią w zawodach „Debiuty Kulturystyczne 10-12.02.2017r”.

W Grodzisku chciałem pokazać szerszej publiczności ten piękny i bardzo ciężki sport. Jako, że prowadzimy siłownię w Grodzisku wydawało mi się to dobrym pomysłem. Do pomocy w organizacji Mistrzostw poprosiłem Artura Ślicznego, który jest moim trenerem i przygotowuje mnie do zawodów. Artur jest licencjonowanym sędzią PZKFiTS, prezesem oraz właścicielem Klubu Sportowego Sandow Śrem.

Razem z Arturem stwierdziliśmy, że nasz pomysł musi się udać i będzie to fajna impreza dla naszego miasta, jak i dla Wielkopolski. Zaznaczyć bym chciał, że sporty sylwetkowe zaczynają mieć swoje przysłowiowe pięć minut i coraz więcej osób uczęszcza na siłownię, trzyma się diety, robi to amatorsko lub zawodniczo.

Wielką przychylność otrzymaliśmy i aprobatę od burmistrza gminy Grodzisk Wielkopolski Henryka Szymańskiego, który objął imprezę honorowym patronatem oraz wspomoże nas w całej organizacji zawodów.

A jaka jest definicja kulturystyki? Może to być amatorska lub zawodowa dyscyplina sportu. Polega na kształtowaniu sylwetki ciała poprzez hipertrofię mięśni szkieletowych. Dzieje się tak w wyniku ćwiczeń fizycznych wykonywanych z obciążeniem, z jednoczesnym maksymalnie możliwym zredukowaniem tkanki tłuszczowej podskórnej, w celu lepszego uwidocznienia mięśni. Na zawodach dla komisji sędziowskiej PZKFiTS liczy się sylwetka, tonus mięśniowy oraz prezencja.

Tymi zawodami chcemy propagować zdrowy tryb życia – podsumował swą wypowiedź pan Bartosz.

Organizator ze strony Grodziska Bartosz Reśliński jest absolwentem Politechniki Poznańskiej na kierunku zarządzanie oraz WSHiG w Poznaniu, na kierunku Turystyka i Rekreacja. Obecnie jest w trakcie przygotowań do otwarcia przewodu doktorskiego na poznańskiej AWF.

Do tego jest właścicielem i trenerem personalnym w centrum treningowym Hammer Strength. Behapowiec Gym. Jest pasjonatem, ale też zawodnik kulturystyki.

Ewa Noga-Mazurek