wtorek, 21 Sierpień 2018

2017 Maj

90-letnia Marianna z Krąplewa
Najstarsza mieszkanka Krąplewa w gminie Stęszew Marianna Bendlewska, 4 lipca 1927 roku skończy 90 lat.
Urodziła się w Stęszewie w rodzinie Józefy i Jana Jeżyków, jako czwarte dziecko, a potem na świat z tego związku przyszło jeszcze dwoch synów.
Stało się tak, albowiem dziadek Jan szybko został wdowcem i ożenił się drugi raz z Józią. Sam miał już trzech synów. Odtąd rodzinka Jeżyków była duża, bo liczyła 11 osób.
Niebawem wybuchła druga wojna światowa. Marianna miała 12 lat. Wtedy cała rodzina przeprowadziła się do Krąplewa. Ojciec Marianny i jej starsi bracia, jako starsi pracowali w majątku rodziny Rzyskich.
Po wojnie Marianna należała do „Młodych Polek” i często wyjeżdżała na różne zabawy do sąsiednich wiosek. Tak poznała poznała, podczas jednej z zabaw w Głuchowie w gminie Czempiń, przyszłego męża Ludwika Bendlewskiego.
Zaślubiny były 9 października 1949 roku. Pierwsze dziecko przyszło na świat w 1951 roku. Była to córka Maria. Potem w odstępie 9 lat rodziły się kolejne dzieci: Teresa, Adam, Jan i Krzysztof, po kolejnych 4 latach 1964 roku, urodził się Roman Ludwik. Jest to najmłodsze, a zarazem przez wszystkich kochane dziecko i brat.
Jubilatka od 22 lat jest wdową. Mimo wielu chorób i pobytów w szpitalach, czuje się dobrze.
Na codzień mieszka sama. Często jednak pomieszkuje z nią syn Adam, który jest na emeryturze i pomaga jej w codziennym życiu.
Jest też pani Ulka. To opiekunka, a zarazem serdeczny przyjaciel rodziny. Dba i pilnuje spraw medycznych, a także robi smaczne „jedzonko”.
U przyszełj Jubilatki bywają także pozostałe dzieci, czyli Teresa i Jan. Zabierają ją także do swoich domów na czas świąt bożonarodzeniowych i wielkanocnych.
Pani Marianna doczekła się gromatki wnuków. Dzieci Marii ze Stęszewa i syn Roman z dziećmi ze Strykowa odwiedzają ją bardzo często.
Syn Krzysztof mieszka i pracuje w Islandii, ale rozmawia z nim, co tydzień przez Skypa na internecie.
Z wielkim uwielbieniem ogląda stare filmy, tak jak „Znachor”. Może go oglądać prawie codziennie. Dal niej rozrywką są też „Wykreślanki”. To znakomita rozrywka. Tak się na nich skupia, że zapomina, że przyszedł czas na spoczynek.
Interesuje się sportem. Uwielbia oglądać siatkówkę, ale nie pogardzi też piłką nożną i ręczną. Tą ostatnią dyscyplinę polubiła, gdy jej wnuczka Weronika, córka Teresy zaczęła grać w zespole „Bukowia” Buk.

Wnuków w sumie jest piętnaście. Na wnukach się nie skończył. Jest już dziewięć prawnuków.
Długowieczna to rodzina Jeżyków. Marianna i jej rodzeństwo zdobyli receptę na długowieczność. Oprócz naszej Jubilatki żyje jeszcze w Stęszewie starsza o dwa lata siostra Zofia. Ta w marcu świętowała skończyła 92 lata. Z kolei brat Andrzej ukończy w tym roku 89, a najmłodszy Wacław liczy sobie 84 lata.(opr.maz)

Luśia i Misiu czekają
Urząd Miasta i Gminy w Grodzisku postanowił wyjść naprzeciw potrzebom naszych „braci mniejszych” i pomóc im znaleźć dom. Będziemy publikować zdjęcia i opisy psów, które znajdują się w przytulisku w Grodziskim Przedsiębiorstwie Komunalnym przy ulicy Kościańskiej w Grodzisku Wielkopolskim.Prosimy o poświęcenie chwili uwagi biednym czworonogom. Może dzięki Państwu znajdą utracony lub nowy dom.Zastrzegamy sobie wizyty przed i po adopcyjne. Nie wydajemy psów na łańcuchy!
LUŚKA – piękna biszkoptowa suczka, w typie labradora – wersja mini. Bardzo wesoła i radosna. Pełna wigoru i optymizmu. Uwielbia spacery. Zawołana – karnie wraca do opiekuna.  Doskonale sprawdzi się w rodzinie z dziećmi. Ma około dwóch lat. W przechowalni przebywa od miesiąca. Stanowczo za długo, jak dla tak pięknego pieska! W kojcu bardzo płacze.Jest odrobaczona. Uwielbia jeździć samochodem!
MISIEK – stateczny pies, waga 18 kg. Zrównoważony, uwielbia spacery. Pięknie chodzi na smyczy. W kojcu bardzo płacze. Smutny, cały czas siedzi w budzie. Doskonale sprawdzi się zarówno na wolnej przestrzeni, jak i w domu. Jest bardzo łagodny. W przechowalni od 2 tygodni. Ma 2-3 lata. Jest odrobaczony.
Przyjdź, poznaj, pokochaj. Kontakt pod numerem telefonu 608 509 135. Może będzie Twoim przyjacielem..(opr.maz)

Tajemnicze butelki – część 4 (ostatnia)
W ostatniej części pisałem, jak interesy bogatych ludzi upadły przez dewaluację w latach 60-tych ubiegłego wieku i tu wkradł się błąd – powinno być w latach międzywojennych ubiegłego wieku.
Czytając w pamiętniku Władysława Kontrowicza, w okresie zaborów w Stęszewie było wiele dużych i małych restauracji, knajp i wyszynków. Niektóre z nich mieściły się w takich domach, gdzie w pokoiku stały tylko 2 – 3 stoliki. Przed rokiem 1918 było ich aż 18. Sprzedawano tam duże ilości alkoholu.
Niemcy nie zwracali na to uwagi. Widocznie dochodzili do wniosku, że naród pijany, jest mniej czujny. W tamtych latach, w niektórych zakładach i fabrykach w Polsce i w Niemczech, robotnik dostawał razem z wypłatą 2 litry spirytusu. Nim się zorientował został oszukany, a po pijanemu i nie protestował.
Kontrowicz w pamiętniku napisał, że w co drugim domu w mieście, była nielegalnie posiadana broń krótka lub długa. Gdy Niemcy ją u kogoś znaleźli, to sprawa kończyła się nałożonym mandatem przez policjanta w wysokości 10 – 20 Marek.
Niemcy w latach międzywojennych mieli głęboki kryzys gospodarczy. Nakładali podatki. Jeśli ktoś miał w domu bieżącą wodę lub podwójne tzw. dubeltowe okna to też płacił.
W okresie międzywojennym w Berlinie była głośna sprawa w sądzie o zdradę małżeńską. Mąż zastał w domu, w łóżku żonę z sąsiadem. Sędzia zadał pokrzywdzonemu pytanie: „Czy przeciągnął Pan między nimi szpagat?”. Oskarżyciel rzekł że nie. Wtedy sąd wycofał sprawę z braku dowodów zdrady, twierdząc, że jeżeli dwoje ludzi leży w łóżku, to o niczym nie świadczy.
Po II wojnie knajpy u pana Krzyżagórskiego już nie było. Pan Tomasz wynajmował ludziom ze wisi pokoje w domu, w podwórzu, w budynkach gospodarczych, aby zarobić jakieś pieniądze. Na początku lat 60-tych ubiełego wieku pan Tomasz dostał wezwanie do urzędu. Stawił się na nie i od przewodniczącego Rady Narodowej (tak wtedy nazywano burmistrza) uslyszał:
– Pan sprowadza do miasta dużą ilość ludzi ze wsi
Odpowiedź była następująca:
– A pan przewodniczący skąd przyszedł do miasta? Też ze wsi z Tomice.
Przewodniczącemu Franciszkowi A. zrobiło się głupio i sprawę zakończył.
W latach 60-tych targ z Rynku przeniesiono na przedwojenny targ kozi na ulicę Kosickiego. Znajdował się naprzeciwko dużej kamienicy pana Tomasza. Pamiętam, że największym powodzeniem na handlowym targu cieszył się handel plastikowymi płytami i pocztówkami grającymi, takimi do gramofonów. Człowiek, który handlował tymi grającymi pocztówkami rychło z rana pukał do okna Barbary Wesołowskiej, podawał jej przez uchylone okno kabel, a pani Basia włączała do prądu. Człowiek, który sprzedawał pocztówki dźwiękowe włączał adapter bambino i pocztówki grały na cały regulator. W ten sposób pprzyciągały klientów z całego miasta. Ludzie kupowali głównie pocztówki z nagraniami kapeli Małego Władzia. Najsłynniejsze wtedy nagrania to: „Jestem młoda wdowa za mąż wyjść gotowa”, „Mularze, Mularze” – piosenki o zamordowanym prezydencie Kennedym i „Przyjedź do mnie”. Również piosenki zespołu z Zarzecza „ Chachary” i „My młodzi”.
Przytoczę urywek utworu „Chachary”: – A chachary żyją i gorzałę piją! Z boku spoglądają. Wszystko w (…) mają” ”. Spiewano też piosenkę „My młodzi, my młodzi, nam bimber nie zaszkodzi”. To brzmiało na wszystkich prywatkach w stęszewskich domach, aż tynk się sypał z sufitu.
Szkoda tamtych lat. Życie towarzyskie kwitło. Ludzie się szanowali. Było wesoło, co sobotę. W domu kultury w Roszarni była potańcówka. Bawiło się około 200 młodych ludzi. Dzisiaj stęszewska młodzież, gdy chce się zabawić w klubie, musi jechać nieraz 100 kilometrów.
Mamy w Stęszewie nowego, młodego Dyrektora Domu Kultury. Może coś wymyśli dla młodzieży i nie będą musieli – aby się dobrze bawić pić piwa – mojtać nogami na parapetach „Żabki” i jeździć samochodami w nocy dookoła pomnika na Rynku.
Zbigniew Tomaszewski

Święty Florian sprzyjał OSP Głuchowo

W niedzielę 7 maja w ramach obchodów Gminnego Dnia Strażaka odbyła się prezentacja i zawody Ochotniczych Straży Pożarnych z gminy Czempiń.

W godzinach popołudniowych ochotnicza brać spod Sztandaru Świętego Floriana w pełnej gali, w asyście wozów bojowych, spod miejscowej remizy udała się na obiekt sportowy „Heliosa” Czempiń. Na stadionie, po uroczystej ceremonii otwarcia imprezy, zaczęła się rywalizacja w sztafecie pożarniczej i w ćwiczeniu bojowym.

Łącznie do zawodów przystąpiło szesnaście drużyn w kategoriach: kobiecej, młodzieżowej i męskiej.

Nad przebiegiem zmagań w sztafecie i ćwiczeniu bojowym czuwali sędziowie z Komendy Powiatowej PSP w Kościanie. Arbitrzy skrupulatnie patrzyli na poprawność poszczególnych zadań i mierzyli czas.

Najcenniejszego trofeum z 2017 roku broniło OSP w Głuchowie.

W konfrontacji młodzieży najlepsi okazaliło się druhowie z Borowa. Za nimi byli mlodzi z Gorzyc, Głuchowa i Czempinia.

W kategorii kobiecej było tylko OSP Głuchowo. Warto jednak dodać, że żeńska ekipa pokazała się bardzo dobrze zarówno w sztafecie, jaki i w „bojówce”.

Dziesięć drużyn wzięło udział w rywalizacji zespołów męskich.

Tak jak przed rokiem, bezkonkurencyjne okazało się OSP Głuchowo. Za nimi uplasowali się: OSP Borowo I, OSP Srocko Wielkie II, OSP Srocko I, OSP Słonin, OSP Gorzyce, OSP Czempiń, OSP Piotrowo Pierwsze, OSP Stary Gołębin i OSP Gorzyce II.

Dwie najlepsze zespoły Głuchowo i Borowo I stanęły do walki o Puchar Burmistrza Czempinia. Wygrali ci pierwsi i to oni po razu drugi z rzędu zdobyli trofeum.

SKŁAD DRUŻYNY DZIEWCZYN Z GŁUCHOWA:

Aleksandra Wolsztyńska, Hania Mikołajczyk, Julia Zydorczyk, Agnieszka Buchert, Olga Golak, Roksana Żydowicz, Aleksandra Marciniak, Aleksandra Klupczyńska i Oliwia Michalak.

MŁODZIEŻOWA DRUŻYNA CHŁOPIĘCA Z GŁUCHOWA:

Aleksander Bierazo, Patryk Filipowicz, Filip Ratajszczak, Ewaryst Michalak, Marek Kubicki, Kamil Grabowski, Remik Polowczyk I Maciej Frankiewicz.

DRUŻYNA KOBIECA:

Marta Wojciechowska, Natalia Bandura, Aleksandra Migdalek, Natalia Mocek, Wiktoria Zalesińska, Weronika Buchert, Natalia Kotecka I Andżelika Kóska.

OSP GŁUCHOWO MĘŻCZYŹNI: Michał Wojtkowiak, Marek Zagozda, Krzysztof Golak, Piotr Karpiński, Jakub Mocek, Jurand Mielcarek, Adam Sznabel I Michał Ratajczak.

Na zakończenie druhny i druhowie otrzymali puchary, upominki i nagrody.

Imprezę ubarwiła muzyką Strażacka Orkiestra Dęta z Kościana pod batutą Mariana Drozdy.

Organizatorzy przygotowali dla uczestników poczęstunek. (k)

„Nieludzkie” prawo. Ważny interes korporacji
Od lutego tego roku redakcja naszej gazety otrzymuje pisma i fotografie związane z miejscowością Wronczyn, na terenie której ma powstać nowa wieża przekaźnikowa telefonii komórkowej Playa.
Teren należy do miejscowej Spółdzielni Produkcji Rolnej we Wronczynie. Do niej zwrócił się pełnomocnik sieci o zgodę na postawienie na ich ziemi obiektu.
Pewnie nie byłoby z tym problemu, gdyby nie fakt, że wieża ma zafunkcjonować tuż za płotami domostw ludzi mieszkających w pobliżu.
Pierwsze pismo do mieszkańców z informacją o nowej inwestycji wysłał w lutym kierownik Referatu ds. Planowania, Zagospodarowania Przestrzennego i Gospodarki Gruntami Łukasz Dutka z Urzęd Miejskiej Gminy Stęszew 15 lutego 2017 roku. Zawiadamiał o wszczęciu postępowania w sprawie utalenia lokalizacji celem budowy stacji bazowejtelefonii komórkowej składającej się z wiezy stalowej kratownicowej o wysokości 63 metry. Jest to wysokość ponad dwudziestopiętrowego budynku.
Ponadto przedstawiciel inwestora i pełnomocnik wnioskodawcy, czyli Firma Usługowo – Handlowa „KLM System” ul. Średzka 12/4, 62-025 Kostrzyn Wlkp. opisując obiekt napisał, że wieża będzie stanowić platformę dla anten sektorowych i radiolinii wraz z prefabrykowanymi szafami technicznymi z urządzeniami elektro-przesyłowymi i zasilającymi stację, estakady kablowej, pomiędzy szafami, a wieżą. Wszystko to będzie ogrodzone na działce, a wszystko w obręb Wronczyna.
Po otrzymaniu takie pisma część mieszkańców wioski nie zgodzila się na postawienie w bliskości ich posesji takiej inwestycji.
Napisali pismo do burmistrza Stęszewa następującej treści:
– Niżej podpisani mieszkańcy wsi Wronczyn-Zaparcin kategorycznie sprzeciwiają się wnioskowanej inwestycji sieci komórkowej ,,Play 4″ w centrum naszej wsi. W świetle możliwych niebezpieczeństw związanych z budową takiej wieży, konieczna jest nasza interwencja. Maszty telefonii komórkowej są z nami na stałe przez 24 godziny na dobę. Dlatego instalacja wymaga rozwagi pod względem lokalizacji i promieniowania. Nadajniki takie powinny być zlokalizowane możliwie daleko od skupisk ludzkich, a takie możliwości w tym przypadku występują.
Wnioskodawca P4 może umieścić swoje urządzenie na istniejącym już maszcie telefonii na Goździchówce. Wnioskodawca powinien wykorzystać tereny w bezpośrednim sąsiedztwie powstającego węzła komunikacyjnego A5, co nie budzi naszych, żadnych zastrzeżeń. Ponadto na Goździchówce, na terenach RSP Wronczyn powstaje farma wiatraków, która może być również odpowiednią lokalizacją dla planowanej wieży.
Wskazane przez nas możliwości usytuowania tego typu inwestycji są najlepsze ze względów społecznych (wyeliminują dyskusje i powstające negatywne emocje w środowisku), ekonomicznych i technicznych.
Uważamy, że nie bez znaczenia pozostaje fakt, że zaproponowana lokalizacja znacznie utrudni i uniemożliwi rozwój budownictwa mieszkaniowego co zaprzepaści wykorzystanie istniejącej infrastruktury (m.in. kanalizacja, gaz, wodociąg). Obniży się także wartość posiadanych przez nas gruntów.
Mamy również wątpliwości, co do zmiany krajobrazu i względów estetycznych naszej wsi. Tym bardziej, że na terenie naszej wsi znajdują się już liczne linie wysokiego napięcia, które mogą przyczyniać się do rozwoju licznych chorób u okolicznych mieszkańców.
Nie jesteśmy przeciwni tego typu inwestycjom ale uważamy, że ochroną naszego zdrowia, naturalńego środowiska i wartości posiadanych przez nas i gruntów ma największe.znaczenie dla nas, naszych dzieci i powinna mieć także dla naszej Gminy.
Proponowana przez inwestora lokalizacja nie jest jedyną możliwą, choć może najprostszą z pozycji giganta sieci komórkowej, kierującego się jedynie swoim partykularnym interesem.
Na końcu zdawkowe słowo „Z poważaniem” i 73 podpisy.
*
Pisma wyjaśniające krążyły między gminą, inwestorem i mieszkańcami. Teraz na początku mają można napisać, że władze gminy Stęszew odmówiły budowania we wskazanym miejscu wiezy telefoniczno-radiowej Playa.
– Nie wyraziliśmy zgody – mówi burmistrz Włodzimierz Pinaczak – z przyczyn czysto ludzkich. Przyjęlismy argumentację ludzi mieszkających w pobliżu. Teraz czekamy, bo inwestor zrobił odwołanie. To moze potrwać nawet do dwóch lat, nim wszystko się zakończy.
A co na to zainteresowani?
– Jest tam piękny dąb stojący obok wskazaner na inwestycję miejsca – pisze jeden z mieszkańców. Czy ochrona środwiska nie powinna nas wesprzeć w jego utrzymaniu w dobrej kondycji? Nie wiadomo jak podziałają na ten dąb fale. Nie wiadomo też, czy inwestorowi nie będzie z czasemj przeszkadza?
Ale może by jeszcze napisac o tym, że opróćz drzew w ze bliskiej odległości od wieży są obawy w razie katastrofy budowlanej możne uszkodzić istniejące budynki.
Z tego, co sie dowiedziałem, pole elektromagnetyczne moż oddziaływać na budynki ludzi i ogrody. Dlatego buduje się wieże tego typu daleko w polu.
Kolejne pytanie – co z oddziaływaniem na ptaki, pszczoły na pobliskie pola, gdzie ludzie maja warzywniaki?
Rozmawiałem z prezesem spółdzielni stwierdził, ze przyszli i zapytali, czy zgodzę sie postawić wieże, wiec wskazałem nieużytek, a im pasuje, bo jest blisko transformatora i koszty niskie, bo krotki kabel.
Wiec dla dobra społeczeństwa najlepiej oszczędzić kosztem innych?A firmę Play spokojnie stać na to, by wybudować gdzieś dalej od nas, bardziej w polu.
Napisali w argumentacji, że budują dla dobra ogółu. Czyli społeczeństwo będzie miało wieże, ale nie będzie zadowolone z jej istnienia w środku wsi. To gdzie jest to dobro? Zabiera się komuś prywatność otoczenia i krajobrazu. Nie po to człowiek mieszka na wśi,by oglądać teraz metalowe badziewie z oknami?
Może by napisać i pokazać, że wielkie koncerny mają gdzieś społeczeństwo. Liczą się dla nich tylko zyski, a że społeczeństwa są niezadowolone ich działaniami, to już jest nieważne.
Pozdrawiam Cały Kurier lokalny.

Informaor przesłał także zdjęcie i widok z okna jego domu na teren, gdzie ma stać wieża. Będzie to bardzo blisko. Na świat, słońce i zieleń patrzeć będzie przez metalowe kraty wieży.
Wiemy zatem, że tymczasem sprawa jest przez Gminę zawetowana, ale inwestor odwołał się do odpowiednich ustaw. Kto wie, czy w końcu gmina nie będzie musiała wydać warunków zabudowy, a wszystko w świetle – „nieludzkiego” prawa.

Niewiasta w ręczniku
– Ty wiesz przyjacielu, że jedna kobitka z kabaretu „Niezbyt moralnego prowadzenia” Jaga Podkosa ma taki śmiech, że nie wpuszczają jej do kilku miast w naszym kraju – zagaił Marian.
– Nie zalewaj! A to dlaczego? – zapytał Hipolit.
– Wyobraź sobie, że w Zakopanem tak rechotała, że spuściła lawinę z „Kasprowego”. Stworzyła zagrożenia dla ludzi, zwierząt i budynków. Górale dowcipkowali, że konie tym śmiechem zabije. W Lesznie tak się parskała, że z rzeki wybąbliła wodę – nawijał Marian.
– W to ci już nie uwierzę, bo w Lesznie nie ma rzeki – nie wytrzymał Hipolit.
– Ale gdyby była, to pewnie, by zniknęła – śmiejąc się nie dawał za wygraną Marian. Posłuchaj, co było dalej. Długo zastanawiano się, czy zaprosić ją nad stęszewskie Lipno, gdzie jest sporo jezior i zwierząt hodowlanych. Były obawy, że jak babsko zacznie się śmiać, to kury przestaną jaja nieść, bydło przestanie przybierać na wadze, a krowy mleka nie będą dawać. Ostatecznie zaryzykowano i zaproszono Jagę Podkosę. Był też czynnik ekonomiczny. Nie miała wygórowanych żądań, czyli była tania, jak „barszcz”, a do tego bezrobotna. W piątkowy wieczór dotarła na występ. Przyjazd, to jedno, a to, co później wywijała na scenie, to już inna „inkszość”. Czy może coś o tym słyszałeś? Kumasz temat? – Marian Lichy badał kumpla.
Nie jestem żabą, ale kumam – spokojnie odparł Hipolit. Nawet nie wiesz, że ja byłem też na tej imprezie. Ja ciebie widziałem, ale ty mnie nie. Przyszedłem późno i siedziałem z boku trybuny – dodał.
– No to widziałeś i przeżywałeś. Co sądzisz o tej gwieździe w stanie spoczynku? – dopytywał Marian.
– Ja? Czemu ja? Może ty pierwszy przedstawisz swoją recenzję – nieśmiało zaproponował Hipolit.
– Wiedziałem, że ty jesteś – jak to mówią – „z kultury i sztuki”, czyli podpierasz się opinią fachowca – ironizował Marian
– Proszę cię nie odgrzewaj kotletów w stylu „jak się ma taką sztukę przed sobą, to trudno o kulturę”. Wiem, że pijesz do mnie – poirytowany wtrącił Hipolit.
– Koniec z tą pożal się Boże polemiką. Skup się, bo i ty będziesz musiał ocenić tę blednącą gwiazdę – spokojnie mówił Marian. Widziałeś, jak samo jej wejście w na scenę w ręczniku mocno ludzi rozbawiło. Życzyłem, aby – to niby odzienie – jej spadło. Liczyłem też, że pod spodem nic nie ma. Kobitka była lekko pulchna, to taka ewentualność istniała. Była czujna i to trzeba jej oddać. Co chwilę się poprawiała, aby jej to i owo nie wyskoczyło. Jak już zaskoczyła, to słownie zaczęła „przypierdniczać” się do chłopów. A to lenie, a to kaleki, co to za jednym zamachem łamią sobie nos i palec, a to nieudacznicy, co lwa udają. Po kwadransie zlazła ze sceny i ruszyła w publikę. Kolejno wpakowała się na kolana trójce facetów i nakłaniała ich, aby zaryczeli, jak lwy.
– To było niezłe – wyrwał się Hipolit. Przyznasz, że mając taką kobitkę na kolanach niezbyt im szło. Kolanka i nie tylko im drżały. Najlepiej zaryczał mundurowy Wacek Sikawa.
– Masz rację – kontynuował Marian. Niezły był też numer, jak wreszcie zdjęła z siebie ten ręcznik. Sądziłem, że coś ma na sobie. Rzeczywiście miała, ale kieckę bez ramiączek i to sporo za małą.
– Ja myślałem, że rąbnęła ją córce lub jakieś małolacie z rodziny – nie wytrzymał Hipolit.
– Ja też przyjacielu – wrócił do głosu Marian. Najlepsze było to,jak zaczęła podciągać kieckę do góry to nieomalże gatki było jej widać. Z kolei jak targała w dół,to prawie cyce jej wyskoczyły. A miała, czym oddychać. Nagle odezwał się telefon. Trochę trwało zanim komórkę wytargała spod kiecki. Dzwoniła do niej kumpela. Pogadała z nią chwilę o „dupie Feli”, porechotała i dawaj chować telefon do skrytki na klatce piersiowej. O mało kiecki nie rozerwała.
– Szkoda, że się tak nie stało, byłoby, na czym oko zawiesić – głośno marzył Hipolit.
– Ty mały erosomanie – żartobliwie skarcił kumpla Marian. Mogło się tak stać – mówił dalej. Gdyby nie jechała na chłopów i nie eksponowała swojej filozofii o wyższości kobiet nad mężczyznami. Można by ją nawet polubić. Ale jako całość, miała braki, jak je nazwałem obiektywistyczne.
– Ja mam swoje zdanie na temat tej artystki ze „spalonej sceny” – sarkastycznie rzekł Hipolit. Powiem więcej, mnie też wkurzała za upokarzanie mężczyzn. Myślę, że było to pokłosie po tym, jak występowała w kabarecie „Niezbyt moralnego prowadzenia”, z którego ją wywalili. Pewnie za to przesadnie pozwalała sobie szkalować chłopów. Sam doświadczyłeś, że jako singielka nie ma powalającego repertuaru, a ten, co ma, to nic innego, jak ogrzewanie starocie. Brakuje jej chłopa i to widać. Pamiętam przyjacielu, jak kiedyś powiedziałeś mi takie chińskie powiedzenie. Przypomnij jak ono brzmi.
Mile połechtany Marian od razu wypalił:
– „Bij babę, codziennie. Ty nie będziesz widział, za co bijesz, ale ona będzie widziała, za co dostaje”.
– To jest to, przyjacielu. Nie sądzisz, że Jaga Podkosa w stroju czy bez powinna mieć chłopa, który prostowałby jej horyzonty? – dopytywał Hipolit.
– Nawet jestem tego pewien. Gdy chłop baby nie obija, to jej szajba odbija – wesoło nawijał Marian.
– Dobrze, że nasze połowice tego nie słyszą – rzekł Hipolit oglądając się nerwowo za siebie.
Ja też tak sądzę. Dobrze, że tego nie słyszą– rzekł Marian i na pożegnanie podał rękę kumplowi.
Seweryn Kaczmarek

Czar ślubnych fotografii

W stęszewskim Muzeum Regionalnym 3 maja została otwarta wystawa czasowa pt. „Zdjęcia ślubne – pamiątka czasów minionych”.

W sali dużej pokazano fotografie par wywodzących się z ziemi stęszewskiej. W większości zdjęcia pochodzą sprzed drugiej wojny światowej. Są też prawdziwe perełki z początku dwudziestego wieku.

Niezwykle ciekawa jest moda ślubna i fryzury na przestrzeni lat. Całość wyeksponowana wśród muzealnych zbiorów robi niesamowite wrażenie.

Po powitaniu i wprowadzeniu w istotę ekspozycji przez dyr. Katarzynę Jóźwiak fotografie obejrzeli mieszkańcy Gminy Stęszew, którzy przyszli na wystawę prosto z uroczystości na stęszewskim Rynku.

Z uwagą oglądano zdjęcia. Rozpoznawano krewnych i znajomych. Na gorąco omawiano pary wraz z tym, z jakiego pochodzą rodu, w którym roku się ożenili i ile mają dzieci, a ile wnuków i prawnuków.

Miłą atmosferę pokreślił poczęstunek: placek, kawa i herbata serwowana przez pracowników muzeum.

Wystawa zdjęć ślubnych dostępna będzie tylko do 15 października br. Warto więc wybrać się do muzeum i ją obejrzeć. (k)

 

Obra 1912 Kościan – Victoria Ostrzeszów 3:3 (2:2)

Gonili remis

Od kilku kolejek wiadomo, że Obra na awans do III ligi z pozycji lidera, nie ma już szans. Sprawiły to dwa remisy z Polonią Leszno i ostatni z Victorią Ostrzeszów na swoim boisku. Uciekły cztery punkty i zostały tylko marzenia o barażu.

Sobotni mecz 13 maja zaczął się fatalnie dla gospodarzy. Obra w 2‘ straciła gola. Na szczęście już w 6’ nasi za sprawą Krystiana Łukaszyka doprowadzili do remisu 1:1. Niestety nasi na zbyt wiele pozwalali rywalowi. Ten, gdy tylko się rozpędził był groźny. W 20’ przyjezdni rozklepali naszą obroną i gracz gości w sytuacji sam na sam pokonał Szymona Kubickiego. W 38’ mogło być po zawodach. Victoria miała rzut karny. Gracz gości przegrał pojedynek z naszym bramkarzem. Nasi wrócili z dalekiej podróży. Zaczęli grać lepiej. W 40’ Mariusz Józefiak huknął z dwudziestu metrów i piłka wpadła do siatki na 2:2.

W drugiej połowie zespoły toczyły otwarty bój. W 64’ po raz trzeci rywale wyszli na prowadzenie. Dobrze broniący Szymon Kubicki nie dał rady obronić piłki po soczystym uderzeniu zawodnika przyjezdnych. Obra ponownie szarpała, aby wyrównać. W 86’ w polu karnym sfaulowany został Krystian Łukaszyk i sędzia podyktował rzut karny. „Jedenastkę” na gola zamienił Piotr Sarbinowski. Remisem zakończyły się zawody. Obra z 44 punktami plasuje się na czwartym miejscu ligowej tabeli.

„Dopóki piłka w grze”. Niech ta maksyma daje moc i wiarę naszym zawodnikom i kibicom, że wszytko jest jeszcze możliwe.

Obra: Kubicki – Chwaliszewski, Królak, Frąckowiak (46’ Przewłocki), Żak (67’ Biały), Jarka, Ratajczak (78’ Płotkowiak), Michalak (46’ Słoma), Józefiak, Sarbinowski, Łukaszyk. (k)

Muzealne masło

Trzy lata temu stęszewskie Muzeum Regionalne zapoczątkowało pokaz ręcznego robienia masła. W szczególności był on adresowany dla dzieci przedszkolnych i uczniów szkół podstawowych. Jak się okazało nie tylko. Przychodzili i patrzyli starsi, którzy z rozrzewnieniem przypominali sobie jak to tak niedawno było.

Ideą prezentacji jak powiedziała dyr. muzeum Katarzyna Jóźwiak jest to, aby milusińscy na pytanie skąd bierze się masło nie odpowiadali, że z Bedronki, Netto, Lidla lub innego marketu, ale z mleka od krówki. Pokazujemy jak  z pełnotłustego mleka odciągana jest śmietana, z której w kierzynkach ubijanych lub kręconych ręcznie powstaje masło. Dzieci chłoną to, co widzą, a dodatkowo mogą uczestniczy w produkcji masła. Ubijają,  kręcą korbą i po uzyskaniu masło z chęcią kosztuję je na kromkach świeżego chleba.

W dniu 11 maja od godz. 10.00 do muzeum zaczęły przychodzić grupy dzieci. Pod podcieniami w Rynku czekała na nie lada gratka. Na stanowiskach rozłożone były sprzęty oraz ręczne urządzenia do produkcji masła. Dzieci wysłuchały pani Dyrektor, która ciekawie opowiedziała im, co, do czego służy i jak się używa. Bardziej odważne zadawały pytania, co to jest jak się nazywa. Zapamiętali też bardzo trudne słowo kierzynka. Oczywiście brały czynny udział w robieniu masła. Z nieukrywaną ciekawością patrzyły na finalny produkt pokazu. Była to uformowana sporych rozmiarów osełka.

Panie w efektownych strojach ludowych świeżym masełkiem smarowały kromki chleba i częstowały dzieci. O tym, że smakowało świadczył fakt, że w brzuszkach znikały kolejne pajdy.

Dzieci zanim podziękowały powiedziały, że jesienią przyjdą na pokaz kiszenia kapusty.

Warto dodać, że będzie on także prezentowany po raz trzeci w Muzeum Regionalnym w Stęszewie.  (k)

Nasi zdobyli Tarnowo

Zawodnicy Kościańskiego Stowarzyszenia Kopa Sportowego z dobrej strony pokazali się w zawodach o Puchar Wójta Tarnowa Podgórnego. Indywidualnie zwyciężył Robert Grycz ze Spytkówek. Siódmy był Henryk Grobelny z Kurzej Góry. Do wyższej lokaty zbrakły mu zaledwie dwie setne małego punktu. W parach nasi byli najlepsi. Drużynowo ekipa z Głuchowa wywalczyła trzecie miejsce.

Do zawodów w Tarnowie zgłosiło się 144 graczy. Rozegrano pięć rund po trzydzieści dwa rozdania.

Zawody wygrał Robert Grycz, który zdobył 20 dużych i 195 małych punktów. Kolejni byli: Wiesław Lisiak 19,5/163, Kazimierz Noculak 19/131, Ryszard Młynarek 18/123, Ireneusz Warzybok 18/110, Tadeusz Osowski 17/91, Henryk Grobelny 17/89, Marian Jędryczka 17/78, Kazimierz Prządka 16,5/95, Stanisław Dominiczak 16,5/40.

Na XIX lokacie zawody ukończyła najlepsza z kobiet Danuta Buchwald.

W rywalizacji parami najlepsi okazali się nasi: Zenon Nowaczyk i Robert Grycz. Trzecią parą byli też nasi: Jerzy Cieślak i Jan Gigoń.

Drużynowo Orly Głuchowo wywalczyły trzecie miejsce. W zespole grali: Stanisław Sikora, Stanisław Dominiczak, Jerzy Cieślak i Jan Gigoń.

Najlepsi w zawodach otrzymali puchary i nagrody. (k)