środa, 17 Styczeń 2018

2017 Styczeń

Bajkowe widowisko pokazali uczniowie Szkoły Podstawowej nr 4 imienia Józefa Rejdycha z Grodziska Wielkopolskiego. Pokaz miał miejsce w Grodziskiej Hali Sportowej. Nad widowiskiem – razem z uczniami pracowali nauczyciele z tej szkoły od października ubiegłego roku.

Tej środy na scenie zaprezentowało się ponad siedemdziesięciu małych aktorów. Także dopisała publiczność, która licznie przybyła na spektakl. Dotarły też osoby zaproszone.

Za sprawą aktorów wszyscy przenieśli się w krainę dzieciństwa, do świata bajek, a razem z tym wrócił świąteczny, magiczny czas Bożego Narodzenia.

W bajkowe postaci wcielili się: Natasza Walkowiak, jako Dziewczynka z zapałkami. Królową Śniegu Została Julia Drzewiecka, a Gerdą – Małgorzata Sternal. Bohater bajkowy Kai, to Bartosz Kaczor, Sierotka Marysia – Maria Pałyga. Stary Rybak – Paweł Nowak, Czerwony Kapturek – Sara Adamczak, Kopciuszek – Liwia Fajfer, Książe – Daria Stachowiak, Celineczka – Zuzanna Kaźmierczak, Pszczółka Maja – Maja Borowczak, Jaś i Małgosia – Zuzanna i Jan Skrzypczak, a Pinokiem był Mateusz Hemmerling.

Z kolei postaciami biblijnymi, czyli Maryją, Józefem stali się Martyna Maik i Kacper Nadobnik. Dziećmi byli Karolina Borowiak i Kacper Mańkowski, a Matką – Matylda Szady.

Widowisko przygotowała i wyreżyserował nauczycielka Anna Jakubowska.

Soliści, to: Patrycja Dalaszyńska, Martyna Dominiak, Urszula Śmieszek, Dorota Kosicka, Oliwia Drgas i Julia Adamczak.

Oprawę muzyczną spektaklu przygotowała i szkolny chór prowadziła nauczycielka Katarzyna Buda.

Scenografię do Jasełek przygotowała Barbara Bendowska.

Układ taneczny grupy smerfów zaproponowała nauczycielka Grażyna Marciniak.

Bajkowe stroje, rekwizyty przygotowali nauczyciele, rodzice oraz przyjaciele szkoły.

Przedstawienie dostarczyło wzruszeń, przemyśleń z przesłań płynących z bajek.

Publiczność nagrodziła występ młodych aktorów gromkimi brawami.

Noworoczne życzenia na 2017 rok i podziękowania, słodycze na ręce dyrektora, nauczycieli oraz uczniów przekazali również włodarze gminy ,czyli burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański i przewodniczący Rady Miejskiej Marek Kinecki.

Mirosława Kałek

PASOWANIE NA PRZEDSZKOLAKA
Osiemnastoosoabowa grupa trzy i czter olatków z Przedszkola Gminnego w Kamieńcu pasowana została na przedszkolaka. Przybyłych rodziców przywitała wychowawczyni grupy Andżelika Bereszyńska.
– Spotkaliśmy się, ponieważ wszystkie dzieci chcą zostać prawdziwymi przedszkolakami – powiedziała. Jest to bardzo ważne dla nas wszystkich przeżycie. Jednak zanim to nastąpi dzieci przygotowały dla rodziców niespodziankę. Chcę zaprezentować to, czego się do tej pory nauczyły w przedszkolu. Liczymy na ogromne brawa” – zakończyła pani Andżelika.
Po powitaniu maluszki zaczęły występ wierszykiem:
– Mam trzy lata, trzy i pół, brodą sięgam ponad stół. Mam fartuszek z muchomorkiem, do przedszkola chodzę z workiem.
Pantofelki ładne zmieniam. Myję ręce do jedzenia. Zjadam wszystko z talerzyka. Tańczę, kiedy gra muzyka.
Umiem wierszyk o koteczku, o tchórzliwym koziołeczku i o piesku, co był w polu. Nauczyłam się w przedszkolu.
Następnie dzieci zaśpiewały piosenkę „Tu paluszek”, zatańczyły taniec do utworu „Nie chcę cię” i znów zebrani usłyszeli piosenkę, a jej tytuł brzmiał „Jestem sobie przedszkolaczek”.
Dzieci swój występ zakończyły tańcem. Publiczność nagradzała każdy występy małych artystów gromkimi brawami.
Po części artystycznej dzieci złożyły przyrzeczenie, a jego treść brzmi:
– Co dzień rano buzie mieć zawsze roześmianą. Nie płakać, nie szlochać i panie mocno kochać. Zabawki szanować i dookoła wszystko porządkować. Grzecznie bawić się i fikać w mig zajadać z talerzyka. Zostać zuchami i prawdziwymi przedszkolakami.
Aktu pasowania na przedszkolaka czarodziejską kredką dokonała dyrektor Przedszkola Gminnego w Kamieńcu Grażyna Boruczkowska. Wychowawczyni wręczała dyplomy, słodkie upominki i kolorowe baloniki.
Ostatnim punktem uroczystości był wspólny poczęstunek przy kawie.
Celem spotkania było zaprezentowanie umiejętności dzieci, przyjcie ich do grona przedszkolaków, a nade wszystko integracja ze środowiskiem przedszkolnym.
Mirosława Kałek

Jak to w Stęszewie z wodą było część 17.
W ostatniej części rozpocząłem temat ostatniej obrony w roku 1939. Stęszew, na przedpolu Poznania, stanowił ostatnią linię obrony. Następną twierdzą było miasto Poznań. Od jeziora Kierskiego, po drodze jeziora Niepruszewskiego, następnie rzeka Samica, aż do kanału Obry, była to wodna linia obrony. Wybudowano tamy na rzece Samicy, zalano doliny, pola i łąki. Wykonano rowy strzelnicze i dobiegowe oraz jeden pas zaporowy z drutu kolczastego. Planowano dwa pasy, ale nie dostarczono wystarczającej ilości drutu. Tyle z części 16.
Pierwsze plakaty mobilizacyjne ukazały się w Warszawie, po południu 29 sierpnia. Minister Beck pod naciskiem ambasadorów Anglii i Francji, których rządy liczyły jeszcze na łagodzenie Hitlera, zgodził się przesunąć ogłoszenie mobilizacji powszechnej o jeden dzień. Ostatecznie mobilizację ogłoszono 30-go sierpnia.
Gdy urzędy z całym wyposażeniem wyjechały ze Stęszewa, za nimi wyjechały całe rodziny. Stęszewianie zorientowali się, że zostali pozostawieni na pastwę losu i zdani na samych siebie. Zostali opuszczeni przez władzę. Mieszkańcy byli osamotnieni, rozgoryczeni, jedyną ich nadzieją było przekonanie, że pozostały na miejscu przynajmniej oddziały wojskowe, które będą bronić ich rodzinnych stron. Sklepy w Stęszewie były normalnie otwarte, żywności nie brakowało. Ceny zaledwie lekko wzrosły. Zniknęły jedynie srebrne monety od 2 do 10 złotych, które banki i poczta zaczęły wycofywać z obiegu. Takie właśnie monety pełen woreczek około 20 kg zakopano w znacznym miejscu wg wspomnień Pani Kosickiej, która była w konwoju ewakuacji poczty w Stęszewie. Monet tych w drodze powrotnej nie mogli odnaleźć.
Jak opisywałem w poprzednim artykule w miejsce srebrnych monet wypuszczono zdawkowy pieniądz papierowy. Wieczorem 30-go sierpnia podano do wiadomości słynne 16-punktowe ultimatum Hitlera skierowane do rządu polskiego. Dowództwo i obrona na przedpolu oraz żołnierze na linii obrony Kiekrz-Stęszew i kanał Obry odczuli, że wojna wybuchnie lada chwila. Wszystkie jednostki dywizji, a zwłaszcza znajdujące się na przedpolu Poznania, czyli na linii jezioro Kierskie – Stęszew – kanał Obry, otrzymały rozkaz pełnej gotowości bojowej. Ultimatum narodu niemieckiego. Byli oni naszymi sąsiadami od roku 966, gdy po raz pierwszy Watykan wraz z Niemcami najechał nasze bogate ziemie. Zawsze godziliśmy się na wszystkie żądania, nigdy nie daliśmy powodu Watykanowi i Niemcom do konfliktu, ani powodu do wymordowania nas. Oni za to chcieli nas zamknąć w rezerwatach, aby mieć darmową siłę roboczą.
Teraz po raz pierwszy Polacy powiedzieli Niemcom nie. Ultimatum nazywane przez Niemców minimalnym zawierało żądanie anekcji Gdańska i Polskiego Pomorza. Przekazane zostało ustnie ambasadorowi Anglii w Berlinie o poranku 30-go sierpnia. Naród niemiecki żądał, aby minister Beck przyjechał do Berlina do 30-go sierpnia i by podpisał przygotowany tekst porozumienia, bo jeżeli nie, to wojna. Celem ultimatum wcale nie było zapobieżenie wojnie. Ostateczny termin napadu na Polskę zapadł już 28 sierpnia. Wszelkie działania naszych sąsiadów stwarzały pozory dobrej woli i spowodowanie, by Anglia odstąpiła od zamiaru wypowiedzenia wojny Niemcom, gdy ta zaatakują Polskę.
Gdy już było wiadomo, że wojna wybuchnie, do obrony było 5 batalionów O.N. na linii Stęszew-Niepruszewo-Kiekrz. Stanowisko dowodzenia dowództwa brygady O.N. znajdowało się we wsi Palędzie. Dnia 1 września 1939 roku Niemcy bombardowali Poznań czterokrotnie. O godzinach: 12.00, 13.00, 15.00 i 18.00. Podczas bombardowania w pierwszych dniach września, około 100 samolotów niemieckich, lecących na Poznań, zbombardowały także wioskę Strykowo, która należała do Tidemana, obywatela Belgi, mającego także obywatelstwo niemieckie.
Zginęło kilku ludzi, a ciężko rannych zostało kilka młodych dziewczyn. Tideman zaprotestował i dostał odpowiedź, że snopki z lnem na polach z dużej wysokości wyglądały, jak maszerujące wojska i dlatego zrzucili bomby. Według opowiadania Pani Ewy Weychan z domu Lepczyńskiej, ona i inni uciekali przed niemieckimi sąsiadami, rzeką Wartą. Wujek Pani Ewy miał w Poznaniu dużą motorówkę i uciekali wraz z całą rodziną motorówką, ponieważ drogi były zablokowane. Pani Ewa opowiadała, że w rzece pływały setki trupów. Woda miejscami była czerwona od krwi.
Po wojnie w 1945 roku pani Ewa w mundurku harcerskim, chodziła z koleżankami od domu do domu w Stęszewie i zbierała pieniądze na trumny i pogrzeby dla ludzi pomordowanych przez naród niemiecki. Pochówek miał być w lesie w Dębienku.
W 1945 roku podczas wyzwolenia Stęszewa, miało miejsce wydarzenie związane z wodą. Wyzwalający Stęszew jeden z czołgów radzieckich T-34 wyjechał za Krąplewo na rozlewiska. Kierowca czołgu myśląc, że to tylko rozlewiska wpadł do rzeki Samicy. Wystawała tylko wieżyczka. Dwa czołgi nie mogły go wyciągnąć. Lina o grubości 4 centymetrów pękła, jak nić. W roku 1995 legenda głosiła, że czołg T-34 do dzisiaj znajduje się w rzece. Sprawdziłem i wydobyłem tylko zerwana linę holowniczą.
W roku 1939 należy podkreślić wielki udział ludności cywilnej w pracach saperskich i w podwożeniu materiałów w całym pasie obronnym Kiekrz-Stęszew-kanał Obry. Ludność cywilna na całym pasie obrony, również ze Stęszewa, własnymi łopatami kopała rowy, woziła własnymi furmankami towary do budowy pasa wodnego, obrony na linii jezioro Kierskie- Stęszew-kanał Obry. Kierowali się wyłącznie obroną ojczystej ziemi, dlatego opuszczenie i odwrót wojsk z terenów obrony, starannie przygotowanych społecznie przez mieszkańców Stęszewa i okolic do obrony było przez mieszkańców Stęszewa i okolic szczególnie przykre i niezrozumiałe.
Ciąg dalszy nastąpi. Zbigniew Tomaszewski