sobota, 20 Październik 2018

2016 Luty

Miłość i zbrodnia, która wstrząsnęła miastem Stęszew i wkrótce Europą. Część 13

*Łzy płyną czas ucieka. Dola wyznacza czas dla człowieka Licho kradnie marzenia i ucieka. *Sukces zbudujesz tylko na porażkach. *Aby się pozbierać, musisz się posypać.*Nigdy nie płacz na cudzym ramieniu, swoje masz bliżej. – myśli Zbigniewa Tomaszewskiego.
*Biorę dziś żonę i ma wola kieruje moim wyborem. Wola podpalona przez oczy moje i przez moje uszy – sterników między dwóch skał przepaściami- woli i sądu – czy będę miał prawo.
Jeśli mój wybór zbrzydzi sobie wola, odepchnąć żonę mojego wyboru? Czy się potrafię z węzłów tych wywikłać, a od honoru na krok nie odstąpić?
Nie odsyłamy kupcowi jedwabiu, któryśmy długim noszeniem zużyli i resztek uczty na gnój nie rzucamy, dlatego tylko, że jesteśmy syci – słowa Williama Szekspira.

Miłość i zbrodnia, która wstrząsnęła miastem Stęszew i wkrótce Europą. Część 13 Ostatnia.
W części 12 zakończyliśmy, jak Hrabia Maciej Mielżyński, po odczytaniu wyroku w sądzie w Międzyrzeczu, został zwolniony z aresztu. Z sądu udał się do hotelu ze swoimi adwokatami, a następnie z matką – tego samego wieczoru – wyjechał do Chobienic koło Wolsztyna, do rodzinnej miejscowości, gdzie się urodził.
Na następny dzień wszystkie polskie i niemieckie gazety roztrząsały temat. Podkreślono w prasie, że tym razem sprawiedliwość wymierzył sobie człowiek, któremu żona od lat systematycznie przyprawiała rogi i to w sposób tak jawny, że zdradzony mąż stawał się pośmiewiskiem ogółu. Gdy więc przydybawszy w nocnej porze gacha w sypialni żony strzelał nie bardzo patrząc, kto jest pod lufą, to za chwilową utratą zmysłów przemawia wiele względów, można więc zrozumieć, że przysięgli z Międzyrzecza uznali okoliczności łagodzące. Doszli do wniosku, że oskarżony działał w chwilowej niepoczytalności. Gazeta Kreuzzeitung pisała między innymi:
„Mamy zrozumienie dla motywów, którymi kierowali się przysięgli, aby szukać i znaleźć podstawy do wyroku ułaskawiającego. Z pobudek czysto ludzkich nie można go Hrabiemu Mielżyńskiemu odmówić. W sposób najbardziej haniebny zostały naruszone jego najświętsze prawa, a czyn jego świadczy o poczuciu honoru i tak szczytnym pojmowaniu małżeństwa, że należy sobie tylko życzyć, aby stało się ono ogólnym w naszym narodzie. Lecz powody te nie wystarczają, aby przekreślić ogólno prawną zasadę, że obywatel tylko poprzez państwo może dochodzić swoich praw i zadość uczynienia”.
Gazeta Leipziger Neueste Nachrichten natomiast pisała między innymi:
„Z całego serca można zgodzić się z tym, że hrabia Maciej Mielżyński opuścił salę sądową w Międzyrzeczu uznany przez sąd za niewinnego. Odpadają tu momenty osobiste, gdy mimo to nie godzimy się z werdyktem sądu. Nawet jeśli Hrabia Mielżyński nie cieszy się sympatią, to w sali sądowej wszelkie uczucia sympatii i antypatii nie mogą znajdować oddźwięku, jeśli nawet czyn jego osądzimy kierując się najbardziej ludzkimi motywami, to wszelkie pachnidła i wonności Arabii nie zmyją z jego ręki krwawej plamy. Dwoje par, zgasłych nagle oczu, patrzy prosto w jego sumienie”.
W Stęszewie na drugi dzień po ogłoszeniu wyroku, na Rynku przy słupie ogłoszeniowym, gdzie przyklejono gazetę z wyrokiem, przystanęło kilku robotników, którzy naprawiali kamienne chodniki. Odczytali wyrok. Po chwili jeden z nich odezwał się następująco:
„No, pójdę teraz do domu, wezmę siekierę i zabije moją starą”.
Na co drugi odrzekł:
„Uważaj! Ciebie zasądzą i skrócą o łeb”.
Zgodnie wszyscy robotnicy doszli do wniosku, że za taki czyn tylko bogaty hrabia może liczyć na uniewinnienie. Biedny człowiek na pewno poszedłby na szubienicę.
Polski dziennik Kujawski pisał:
„Według prawa Hrabia Mielżyński nie został uznany winnym. Polska opinia publiczna w swej większości, nie poprze wyroku sądu przysięgłych. Ludność Polska będzie zapewne rada, że brudów w życiu naszych arystokratów nie prano publicznie. Czuję jednak instynktownie, że gdyby brudy nie istniały, nie doszłoby do tego okropnego czynu i nie trzeba byłoby ich w ogóle prać”.
Hrabia Mielżyński, mimo wyroku uwalniającego należy do ludzi przegranych minionej przeszłości. Po sporym pobycie u mamy w rodzinnych Chobienicach podjął decyzję, że trzeba wyjechać na Śląsk do przyjaciela Korfantego. Potrzebne mu było zaufanie wobec ludzi i czuł dług wobec pana Boga. Do tego ciążyła mu na sercu miłość do żony i plamy krwi na rękach, której nie dało się zmyć niczym.
Chcąc oddać się drugiej miłości, czyli Rzeczpospolitej Polskiej, podjął się organizacji powstania śląskiego. Wpadła mi w ręce Gazeta Polska, która podała, że na miejsce Hrabiego Mielżyńskiego, na posła na sejm w Berlinie, w dniu 17 marca1914 roku, Polacy w wybrali inną osobę. W uzupełniających wyborach na miejsce Macieja do parlamentu z okręgu Szamotuły-Międzychód-Skwierzyna-Oborniki 16.438 głosami (przeciwko 13019 głosom niemieckim) wybrano, jako posła księdza prałata Kłosa.
Tymczasem Maciej Mielżyński został naczelnym wodzem trzeciego powstania śląskiego. Przyjął pseudonim „Nowina-Doliwa”. Został podpułkownikiem kawalerii Wojska Polskiego. Był polskim działaczem narodowym w Wielkopolsce i na górnym Śląsku. Współtworzył Stronnictwo Polski na górnym Śląsku.
W Wielkopolsce Hrabia Maciej nie lubił przebywać, ponieważ wobec niego był stosowany bojkot towarzyski. Pod koniec 1921 roku został – po udziale w III Powstaniu Śląskim – przeniesiony w stan spoczynku.
W 1924 r. został oficerem pospolitego ruszenia Kawalerii w Ostrołęce.
W 1927r. objął majątek ziemski Gołębiewko pod Tczewem, na Pomorzu Gdańskim. Przebywał tam do 1939 roku.
Mianowano go honorowym członkiem Powstańców Śląskich.
W czasie II wojny światowej mieszkał w Warszawie do roku 1940, następnie przewieziono go – pod nadzorem Gestapo – do Wiednia. Tam zmarł w roku 1944 i został pochowany.
Hrabia Maciej Mielżyński, aby zdobył order Virituti Militari, V klasy Krzyż Walecznych i Krzyż na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi.
Zbigniew Tomaszewski