środa, 17 Styczeń 2018

2015 Październik

Miłość i zbrodnia, która wstrząsnęła miastem Stęszew i wkrótce Europą. Część 5

W części czwartej zakończyliśmy w momencie, gdy hrabinę Felicję z Potockich Mielżyńską i jej przyjaciela Alfreda Mączyńskiego w złotą niedzielę, w grudniu 21-go złożono do trumien i ustawiono w pałacu w Dakowach Mokrych, by miejscowa ludność mogła oddać im ostatnie pożegnanie.

     Hrabina leżała w czarnej, jedwabnej sukni. Głowa jej zawiązana była koronkowym szalem.

     Następnego dnia, w poniedziałek 22 grudnia o 4-ej po południu przeniesiono uroczyście zwłoki do kościoła parafialnego. Dębową trumnę niosło ośmiu leśniczych w zielonych, odświętnych mundurach. Zwłoki ustawiono w kościele na wysokim, czarnym suknem, krytym katafalku, tonącym w świetle niezliczonych świec. Nazajutrz o godzinie 8-ej rano kościół był znów przepełniony. Odczytano dwie msze żałobne, po czym trumnę, przy dźwiękach requiem ułożono na wozie ciągnionym przez cztery konie okryte czarnymi kapami. Wieziono ją do rodzinnych grobowców Mielżyńskich w Klasztorze w Woźnikach. Tyle przypomnienia.

      Zamordowanego kochanka hrabiny – Alfreda Miączyńskiego przewieziono do Będlewa, a pochowano w dobudowanej w 1854 roku murowanej krypcie grobowej, dobudowanej do drewnianego kościółka w Łodzi w gminie Stęszew.

          Niewielu członków rodziny uczestniczyło w pogrzebie. Uwagę zwracały blade twarze dwóch córek, dopiero w ostatniej nocy przybyłych do majątku. Po dziewczynki pojechała do Jarosławia Panna Koczorowska. Na prośbę ojca nie wyjawiono córkom przyczyny śmierci matki. Mały 8-letni Karolek rzucił się na trumnę, całował ją krzycząc Mamo! Mamusiu!

     W Woźnikach przy bramie starego kościoła, gdzie w podziemiach mieszczą się grobowce rodziny Mielżyńskich, czekało na pochód żałobny całe niemal duchowieństwo dekanatu i dużo arystokracji. Przybyła ona automobilami do Kotowa. Znowu odśpiewano Requiem i złożono trumnę do podziemi. Żadnych mów nie wygłoszono.

     Zwłoki Hrabiego Miączyńskiego już dnia poprzedniego, w poniedziałek przed południem przewieziono do Będlewa i tu ustawiono w pałacu. We wtorek 23 grudnia o godzinie 10 rano odbył się pogrzeb. Oprócz księdza, matki i rodziny zmarłego w ostatniej drodze wzięli udział robotnicy i pracownicy ordynacji oraz wiele osób z sąsiednich wsi i okoliczni ziemianie. Zwłoki przewieziono do oddalonej o trzy kilometry wioski Łódź. Znajduje się tam grobowiec rodziny Miączyńskich i Potockich.

   Następnie w drewnianym kościele w Łodzi odbyło się żałobne nabożeństwo, w którym uczestniczyło wiele osób. Również przy zwłokach Hrabiego Miączyńskiego nie wygłoszono żadnej mowy.

     Prasa polska i niemiecka smutnej tej sprawie, poświęciła już nie łamy, ale całe stronnice powtarzających bezkrytycznie wszelkie domysły i komentarze, plotki i bajki, jakie powstały i krążyły w społeczeństwie na temat tego sensacyjnego, rodzinnego dramatu. Okropna zbrodnia w polskim zamku hrabiowskim powinna być przestrogą dla tych, którzy sądzą, że mogą bezkarnie igrać z ogniem namiętności.

        *W roku 1992 odwiedziłem w domu weterana potomka rodu – pana Hrabiego Karola Mielżyńskiego, mieszkał w małym pokoiku, w którym zmieścił się cały majątek Mielżyńskich herbu Nowina: Pokoik tonął w książkach, własnoręcznie namalowanych obrazach. Było też radio i telewizor. Reszta jest własnością państwa.

     Pan Hrabia w roku 1992 otrzymywał 600 tysięcy emerytury. Było to wtedy bardzo mało, tym bardziej, że ? musiał oddać na życie w domu weterana. Co zostawało przeznaczał na książki i farby. Pan Karol opowiadał, że ciągle maluje przeszłość – matkę, ich dwór w Dakowach i park.

     – Często oglądam stare, pożółkłe fotografie, a potem zamykam oczy. Czuję wtedy perfumy mamy, słyszę śmiech sióstr, rozmawiam z nimi po francusku – opowiadał syn zamordowanej. Skurcz bólu, najstraszliwszy dzień, śmierć matki. Otwieram oczy, jestem tutaj sam. Wszyscy moi bliscy nie żyją. Mam 87 lat. W latach siedemdziesiątych, mój przyjaciel Jasiu Malicki z Daków Mokrych, bardzo często opowiadał mi w kawiarni przy kawie i lampce wina Malaga o Mielżyńskich. Ludzie w Dakowach ponoć nie zapomnieli o Mielżyńskich. Mówił, że duch hrabiny chodzi po pałacu i parku. Pani Janicka z Daków też wspomina o Felicji Mielżyńskiej.

     Pan Karol wspominał pokojówkę mamy na dworze – panią Janicką. Ona często wspominał hrabinę Felicję. Mówiła, że była dobra. Uczyła wiejskie dzieci, pomagała biednym. Hrabia bardzo ją kochał. Szkoda, że przed I wojną wydarzyło się takie nieszczęście.

     *Po śmierci matki Karolek rzadko się śmiał, całymi dniami samotnie włóczył się po parku. Niedługo był w Dakowych. Wyjechał do stryja. Kilka lat temu pan Karol odwiedził Dakowy. Przebywał w Woźnikach. Podarował ojcom Franciszkanom parę swoich obrazów.

     Córka dworskiego woźnicy – pani Kaczmarkowa opowiadała – memu koledze Jasiowi Malickiemu, który przejął stolarnie po ojcu i dziadku w Dakowych, że jego ojciec spotkał się z panem Hrabią Karolem, ale ten nie mógł go poznać. Gdy w końcu przypomniał sobie dawnego sługę, to tata popłakał się ze szczęścia.

     – Czy Pan Hrabia znowu tu zamieszka? – spytał.

     – Te czasy już nie wrócą – usłyszał w odpowiedzi. Wyjechałem, jako dziecko. Wróciłem, jako stary człowiek – mówi Karol Mielżyński. I to po to, aby zobaczyć mój zrujnowany dom i zaniedbany park. Ciąg dalszy nastąpi.

      Zbigniew Tomaszewski

Miłość i zbrodnia która wstrząsnęła miastem Stęszew i wkrótce Europą. Część 4.

Motta: *Otwartymi dłońmi zyskasz wszystko, pięściami stracisz wszystko. *Pokora jest matką olbrzymów. *Po co światło człowiekowi który nie wie dokąd iść? *Kto ma mało miedzi całe życie przy jednej babie siedzi. *Miłość to jest taniec godowy, nieraz się kończy. Zanim powiesz kocham -poczekaj rok. *Piękny, pachnący kwiat więdnie po spotkaniu z pszczołą. Piękna, pachnąca kobieta więdnie po ślubie – Zbigniew Tomaszewski. *Jakość pozostaje w pamięci dłużej niż cena – Rolls Royce *Nie skarż się, bo źli ludzie z twojej skargi dźwięku cieszą się, jako sępy z konających jęku – Adam Mickiewicz.
W części 3 zakończyłem tym, że hrabina Felicja Mielżyńska z domu Potocka, uchodząca za wspaniałą piękność, była podejrzewana przez swego małżonka hrabiego Macieja Mielżyńskiego (urodzony 13.10.1869 roku w Chobienicach), o romans z siostrzeńcem Alfredem Mączyńskim. Hrabia Maciej zamordował żonę i jej kochanka.
Tak więc w złotą niedzielę, w grudniu 21-go, przed świętami Bożego Narodzenia, późnym wieczorem zwłoki pary włożono do trumien, ustawiono w pałacu w Dakowach Mokrych umożliwiając ludności oddanie zmarłym ostatniej posługi. Hrabina leżała w czarnej, jedwabnej sukni. Głowa jej zawiązana była koronkowym szalem. Wspaniała piękność znikła, twarz zmalała i się zapadła. Widać było na niej wyraz strachu.
W poniedziałek 22 grudnia o 4-ej po południu, przeniesiono uroczyście zwłoki do kościoła parafialnego, który wzniósł brat zmarłej, ordynat Bolesław Potocki, swoim przeważnie kosztem, a którego patronką była hrabina Mielżyńska. Ośmiu leśniczych w zielonych, odświętnych mundurach, niosło prostą dębową trumnę. Nie miała żadnych ozdób.
Trumny dla hrabiny Felicji i Alfreda Miączyńskiego wykonał właściciel słynnego na okolice zakładu stolarskiego, pan Malicki w Dakowach Mokrych. Był to ojciec Stanisława Malickiego, który miał stolarnię w Stęszewie, na ulicy Kościańskiej. Wykonywał on przez całe swoje życie piękne trumny oraz prowadził zakład pogrzebowy. Sam zginął tragicznie jadąc rowerem. Było to ze trzy lata temu na przejściu dla pieszych w Zamysłowie.
Tamten orszak prowadził ówczesny proboszcz ksiądz Grosty. Asystował mu ksiądz radcy Nizińskiego z Buku. Zwłoki ustawiono w kościele na wysokim, czarnym suknem, krytym katafalku, tonącym w jasnym świetle niezliczonych świec. Tłumy wiejskiego ludu, urzędnicy dominalni, okoliczni ziemianie, znaczna ilość Niemców oraz sporo mieszkańców z pobliskiego miasteczka Buku uczestniczyli w ostatniej drodze hrabiny. Z rodziny byli tylko Hrabia Ignacy Mielżyński z żoną i jej siostrą Konstancją Mielżyńską z Kotowa. Na wszystkich twarzach malował się smutek i przygnębienie. Kościoła, ze względu na krótki okres czasu nie zdołano przybrać. Zapełniły go tylko niezliczone świerki z pięknych lasów ordynacji. Również cała droga z pałacu do kościoła była gęsto zarzucona świerkowymi gałęziami.
Nazajutrz o godzinie 8-ej rano kościół był znów przepełniony. Odczytano dwie msze żałobne, po czym trumnę, przy dźwiękach requiem ułożono na wozie ciągnionym przez cztery konie okryte czarnymi kapami. Wieziono ją do rodzinnych grobowców Mielżyńskich w Klasztorze w Woźnikach.
Uwagę zwracały blade twarze dwóch córek, dopiero w nocy przybyłych do majątku. Pojechała po nie do Jarosławia Panna Koczorowska. Na prośbę ojca nie wyjawiono córkom przyczyny śmierci matki. Mały 8-letni Karolek rzucił się na trumnę, całował ją krzycząc Mamo! Mamusiu!
W Woźnikach przy bramie starego kościoła, gdzie w podziemiach mieszczą się grobowce rodziny Mielżyńskich, czekało na pochód żałobny całe niemal duchowieństwo dekanatu i dużo arystokracji. Przybyła ona automobilami do Kotowa. Znowu odśpiewano Requiem i złożono trumnę do podziemi. Żadnych mów nie wygłoszono.
Zwłoki Hrabiego Miączyńskiego już dnia poprzedniego, w poniedziałek przed południem przewieziono do Będlewa i tu ustawiono w pałacu. We wtorek 23 grudnia o godzinie 10 rano odbył się pogrzeb. Oprócz księdza, matki i rodziny zmarłego w ostatniej drodze wzięli udział robotnicy i pracownicy ordynacji oraz wiele osób z sąsiednich wsi i okoliczni ziemianie. Zwłoki przewieziono do oddalonej o trzy kilometry wioski Łódź. Znajduje się tam grobowiec rodziny Miączyńskich i Potockich. Następnie w drewnianym kościele w Łodzi odbyło się żałobne nabożeństwo, w którym uczestniczyło wiele osób. Również przy zwłokach Hrabiego Miączyńskiego nie wygłoszono żadnej mowy.
Prasa polska i niemiecka smutnej tej sprawie, poświęciła już nie łamy, ale całe stronnice powtarzających bezkrytycznie wszelkie domysły i komentarze, plotki i bajki, jakie powstały i krążyły w społeczeństwie na temat tego sensacyjnego, rodzinnego dramatu. Okropna zbrodnia w polskim zamku hrabiowskim powinna być przestrogą dla tych, którzy sądzą, że mogą bezkarnie igrać z ogniem namiętności.

*W roku 1992 odwiedziłem w domu weterana potomka rodu – pana Hrabiego Karola Mielżyńskiego, mieszkał w małym pokoiku, w którym zmieścił się cały majątek Mielżyńskich herbu Nowina: Pokoik tonął w książkach, własnoręcznie namalowanych obrazach. Było też radio i telewizor. Reszta jest własnością państwa.
Pan Hrabia w roku 1992 otrzymywał 600 tysięcy emerytury. Było to wtedy bardzo mało, tym bardziej, że ? musiał oddać na życie w domu weterana. Co zostawało przeznaczał na książki i farby. Pan Karol opowiadał, że ciągle maluje przeszłość – matkę, ich dwór w Dakowach i park.
– Często oglądam stare, pożółkłe fotografie, a potem zamykam oczy. Czuję wtedy perfumy mamy, słyszę śmiech sióstr, rozmawiam z nimi po francusku – opowiada syn zamordowanej. Skurcz bólu, najstraszliwszy dzień, śmierć matki. Otwieram oczy, jestem tutaj sam. Wszyscy moi bliscy nie żyją. Mam 87lat. W latach siedemdziesiątych, mój przyjaciel Jasiu Malicki z Daków Mokrych, bardzo często opowiadał mi w kawiarni przy kawie i lampce wina malagi o Mielżyńskich. Mówił, że ludzie w Dakowach nie zapomnieli o Mielżyńskich. Mówił, że duch Hrabiny często chodzi po pałacu i parku. Pani Janicka z Daków opowiadała o Felicji Potockiej- Mielżyńskiej.
Wspominał pokojówkę mamy na dworze – panią Janicką. Ona często wspominał hrabinę Felicję. Mówiła, że była dobra. Uczyła wiejskie dzieci, pomagała biednym. Hrabia bardzo ją kochał. Szkoda, że przed I wojną wydarzyło się takie nieszczęście.

*Po śmierci matki Karolek rzadko się śmiał, całymi dniami samotnie włóczył się po parku. Niedługo był w Dakowych. Wyjechał do stryja. Kilka lat temu pan Karol odwiedził Dakowy. Przebywał w Woźnikach. Podarował ojcom Franciszkanom parę swoich obrazów.
Córka dworskiego woźnicy – pani Kaczmarkowa opowiadała – memu koledze Jasiowi Malickiemu, który przejął stolarnie po ojcu i dziadku w Dakowych, że jego ojciec spotkał się z panem Hrabią Karolem, ale ten nie mógł go poznać. Gdy w końcu przypomniał sobie dawnego sługę, to tata popłakał się ze szczęścia.
– Czy Pan Hrabia znowu tu zamieszkał? – spytał.
– Te czasy już nie wrócą – usłyszał w odpowiedzi. Wyjechałem, jako dziecko. Wróciłem, jako stary człowiek – mówi Karol Mielżyński. I to po to, aby zobaczyć mój zrujnowany dom i zaniedbany park. Ciąg dalszy nastąpi .
Zbigniew Tomaszewski
Opisy do zdjęć.
U góry po lewej fasada kościoła – kartusze z herbami nowina z lewej Hulewiczów, Krzysztoporskich i Mielżyńskich.
Klasztor w Woźnikach na wzgórzu wyrwał wnętrze kościoła 2005rok.
Wnętrze kościoła w Woźnikach 1913rok.
Wnętrze kościoła w Woźnikach 1975rok widać worki z nawozem i cementem.
Woźniki krypta grobowa w jednej z tych trumien spoczywa ciało pięknej Felicji trudno jest ustalić w której trumnie spoczywają prochy Felicji ponieważ Rosjanie w 1945roku plądrowali grobowce w poszukiwaniu złotych zębów i kosztowności trumny były powywalane splądrowane.
Kościółek drewniany w Łodzi krypta grobowa dobudowana w roku 1854. Po tragicznej śmierci syna Bolesława zamordowanego przez żołdaków niemieckich to w tej krypcie grobowej pochowano wnuka Bolesława Potockiego Alfreda Miączyńskiego zamordowanego w Dakowach Mokrych przez Hrabiego Macieja Mielżyńskiego.
Klasztor Woźniki kościół 1970rok walają się worki z nawozem, cement i inne towary dach zacieka, krypta grobowa otwarta każdy może wejść i plądrować.
Krypta w klasztorze w Woźnikach rodziny Mielżyńskich.
Herb rodu Nowina.