niedziela, 21 Październik 2018

2015 Sierpień

Miłość i zbrodnia która wstrząsnęła miastem Stęszew i wkrótce Europą część 1.

Motto, uważaj na miłość, Amor prócz miłości ma dla Ciebie wiele strzał które bolą. Miłości nie da się zerwać z drzewa, jak dojrzałego jabłka. Miłość musi najpierw zakwitnąć. Dobiegał końca rok 1913 w Stęszewie panował spokój, ludzie powoli przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia. Chodzili po sklepach, szukali prezentów dla najbliższych, kupowali żabki stalowe i piękne kolorowe świeczki na choinkę. Piekarz Skoracki sporządzał listę stałych klientów. U Skorackiego każdy klient, który przez cały rok kupował pieczywo, na święta dostawał pieczywo w prezencie. Życie toczyło się spokojnie nikt nawet w myślach nie przypuszczał że niebawem wybuchnie najokrutniejsza dla Polaków pierwsza wojna światowa. Dla Polaków była najokrutniejsza ponieważ służyli w wojskach Niemieckich, Rosyjskich i Austriackich. Ojciec strzelał do syna, syn do ojca, a brat zabijał brata. Gazety od dawna nie przynosiły sensacyjnych wiadomości. Głównymi tematami na pierwszych stronach gazet były choroba, śmierć kardynała Rampolli, odnalezienie obrazu „Mona lisy”- skradzionego przed kilku laty z Paryskiego Luwru. Nadszedł dzień 21 grudnia w tym dniu w 1913r. przypadła złota niedziela, ludzie z radosnym spokojem robili zakupy, gromadzili zapasy niezbędne do odprawienia obfitej Wigilijnej wieczerzy. W sklepach panował duży ruch, kupcy zacierali ręce, odnosili niebywałe obroty. Pogoda po deszczowych dniach w złotą niedzielę była ładna, kilka stopni powyżej zera. Świąteczny pogodny wesoły nastrój, zmąciła wiadomość o okropnej zbrodni, popełnionej przez człowieka stojącego na społecznym świeczniku. Był posłem do Niemieckiego parlamentu, oraz zięciem Bolesława Potockiego z pobliskiego Będlewa. Zbrodniarzem okazał się Hrabia Maciej Mielżyński. O czwartej rano zastrzelił z broni myśliwskiej żonę, matkę trojga dzieci, oraz dwudziesto paro letniego siostrzeńca żony. Wiadomość o tej strasznej tragedii, zbulwersowała całą Wielkopolskę, Polaków, Niemców, a następnie całą Europę. Gdy dowieziono do Stęszewa gazetę „Niedzielny kurier Poznański”. Ludzie momentalnie wykupili wszystkie egzemplarze. Na pierwszej stronie rzucał się w oczy nagłówek „Straszna wiadomość”. W godzinach porannych rozeszła się z błyskawiczną szybkością wieść straszna, która wstrząsnąć musi całym społeczeństwem. „Oto nad ranem o godzinie 4, w Dakowach Mokrych pod Bukiem, zastrzeleni zostali Felicja z Potockich z Będlewa Hrabina Mielżyńska, żona posła Macieja Hrabiego Mielżyńskiego. Zamordowany również został syn przyrodniej siostry Hrabiny Maciejowej i ranna została towarzyszka Hrabiny. Czynu tego dokonał mąż zastrzelonej, Hrabia Maciej Mielżyński który następnie wyjechał samochodem, w niewiadomym kierunku. Ową towarzyszką ma być podobno Pani Kaczorowska. Donoszą, że wszyscy wymienieni spędzili wspólnie wieczór, aż do późnej nocy, do godziny 3. W godzinę później nastąpiła zbrodnia. Wiadomość dla mieszkańców Stęszewa przejmuje każdego grozą. W roku 1913 gazetę kupowało się codziennie, codziennie gazetę kupował kto inny po kolei i przekazywał sąsiadowi. Jednak tym razem wiadomość o zbrodni, obiegła całe miasto w kilka minut. Dziennik Poznański, Pismo wielkopolskich ziemian, założone w roku 1859, potwierdziło okropną tragedię, króciutką wzmianką w rubryce wiadomości z prowincji, „Dowiadujemy się, że dzisiaj w nocy w Dakowach Mokrych Hrabia Maciej Mielżyński w przystępie szału, zastrzelił swoją żonę, swego siostrzeńca Hrabiego Alfreda Miączyńskiego” Gazety węszyły sensację, zainteresowanie prasy tragicznymi wypadkami było olbrzymie. Nazwisko Mielżyńskich było znane w Wielkopolsce, ludzie pamiętali o filantropijnej działalności Hrabiego Seweryna Mielżyńskiego z Miłosławia, oraz zasługi jego dla towarzystwa przyjaciół nauk w Poznaniu i muzeum im. Mielżyńskich. DO ludzi zasłużonych zaliczał się również ojciec tragicznie zmarłej Felicji Mielżyńskiej, Bolesław Potocki z Będlewa. Był on współzałożycielem jednego z pierwszych polskich banków: Kwilecki, Potocki i S-ka. Potocki z Będlewa był dobrym gospodarzem, wykazywał się rozsądkiem i pracą skupiając coraz to nowe dobra „Aby zabezpieczyć w ich ręku ziemię ojczystą”. Utworzył dla synów dwie ordynacje : Będlewo, Dakowy. Teatr Polski, w Poznaniu zawdzięczał swój byt dzięki darowiźnie Potockiego z Będlewa ziemi pod jego Budowę. Dociekając przyczyn okropnego podwójnego morderstwa w Dakowach, wspomniano tragiczne losy rodziny Bolesława Potockiego. Starszego brata, Wiktora, zabili Niemieccy żołdacy w 1848r. Brat Eustachy zginął w młodym wieku na polowaniu w skutek nieprzewidzianego wystrzału z dubeltówki. Obaj synowie Bolesława dla których założył ordynację, zmarli młodo nie pozostawiając potomstwa. Teraz dwoje następnych dziedziców córka, wnuk nieoczekiwanie tragicznie zostali zamordowani… C.D.N

Zbigniew Tomaszewsk

Jak to z Apteką „Pod białym orłem” było? Część 5.

W poprzednich odcinkach pisałem, jak to od 100 lat było z leczeniem ludzi w Stęszewie. Przypomnę, że wtedy leczeniem ludzi zajmowały się wiedźmy oraz mężczyźni zwani „wiedźminami”. Nazwa ta powstała od słowa „wiedzieć”. Ludzie ci wiedzieli wszystko o chorobach, o sposobach leczenia oraz o wytwarzaniu lekarstw. Tacy osobnicy bywali tez zwani „znachorami” Nazwa ta natomiast powstała od słów „znający choroby”.

W ostatnim odcinku przypomniałem o moje reumatycznej chorobie. Ojciec woził mnie do doktora Mozolewskiego. Doktor mruczał niezadowolony, bo był bezsilny. Ojciec dowiedziawszy się, że w Izbicy Kujawskiej jest znachor, który leczy wszystkie choroby i schorzenia. Pewnej soboty pojechaliśmy do znachora z Izbicy Kujawskiej. Za jego zaleceniem spałem przez kilka nocy na gałęziach brzozy i po tym czasie zapomniałem całkowicie o reumatyzmie.

Dziś przedstawię Państwu opowieść mojego ojca i o jego spotkaniu z dzieciństwa ze znachorem. Gdy był małym chłopcem, jego babcie, podczas  burzy poraził piorun. Zanieśli ją do domu, położyli na łóżko i poszli po znachora. Ten przybył natychmiast. Polecił przy studni wyryć łopatą w ziemi nieckę i zalać babcię wodą. Następnie, jak najszybciej polecił całą babcię zakopać w ziemi na 3 dni tak, aby jej tylko głowa wystawała. Po trzech dniach babcię wykopali, zanieśli do domu.

W tym momencie, z niedowierzaniem zadałem ojcu pytanie „Tata, czy to się naprawdę wydarzyło?” Ojciec zdjął kapelusz, ponieważ przejeżdżaliśmy przez skrzyżowanie, przy którym stał krzyż, spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział: „To wydarzyło się naprawdę”.

Po miesiącu babcia była zdrowa. Ojciec dodał jeszcze „Znachor i wiara w Boga uratowała babci życie”.

Wróćmy do historii apteki. W Stęszewie „Pod białym orłem” w roku 1921, po odzyskaniu niepodległości, miejscową aptekę objął polski farmaceuta Mieczysław Holec. Po ośmiu latach wzorowego zarządzania przekazał ją, 1 września 1929 roku kuzynce, dyplomowanej aptekarce Marii Podlewskiej, po mężu Matheus. Maria Matheusowa przejęła aptekę o tytule bardziej patriotycznym „Pod białym Orłem”. Była pierwszą farmaceutką w dziejach stęszewskiej apteki.

W październiku 1939 roku zmuszona została podzielić los wielu Polaków, których Niemcy pozbawili własności i przymusowo wywozili do tak zwanej Generalnej Guberni. Znalazła się więc w Warszawie. Pracowała w hurtowni aptecznej na Żoliborzu przez cały okres okupacji niemieckiej, aż do wybuchu powstania warszawskiego.

Od 12 września 1939 roku, po wkroczeniu wojsk niemieckich do Stęszewa, apteka przeszła pod komisaryczny zarząd niemiecki. Na stanowisko kierownika wyznaczono Bruna Vogla z Rygi, Jednego z wielu reemigrantów niemieckich, jakimi obsadzono stanowiska po Polakach.

W pierwszych dniach stycznia 1945 roku Niemcy uciekali w popłochu przed zbliżającym się frontem.

25 stycznia do Stęszewa wkroczyły wojska rosyjskie, które podczas pobytu w mieście zarekwirowali aptekę dla swoich potrzeb.

W maju 1945roku wróciła z wysiedlenia właścicielka z mężem, zwolnionym z obozu jenieckiego i objęli ograbioną z leków i surowców aptekę. Wkrótce po wielu trudnościach i staraniach apteka została ponownie uruchomiona, a za kontuarem stanęła, jak za dawnych lat Maria Metheus. Razem z nią pracował farmaceutka Konstancyja Muszyńska, znaną w Stęszewie, jako „Panna Muszka”. Wspominana jest po dziś dzień, przez starszych ludzi, jako osoba życzliwa i ciepła.

W styczniu 1951 roku Apteka „Pod białym orłem” została upaństwowiona i przejęta przez zarząd aptek województwa poznańskiego. Zarząd aptek kilkakrotnie był reformowany. Ostatecznie przekazano aptekę przedsiębiorstwu zaopatrzenia farmaceutycznego „Cefarm” w Poznaniu.

Maria Methausowa pracowała na stanowisku kierownika apteki. Do przejścia na emeryturę w 1967 roku. W nowych czasach, czyli w 1994 roku aptekę sprywatyzowano. Prowadzili ją Bożena Szkaradek i Janusz Siwiński.

W styczniu 2015 roku apteka, Ikona miasta Stęszewa przestała istnieć. Szkoda, że nie dotrwała pięknego, 200-letniego jubileuszu. A tak mało brakowało.

Apteka pozostanie na zawsze w pamięci mieszkańców Stęszewa i okolic. Ja, gdy zamknę oczy widzę cudowne, rustykalne meble, dębowe z emaliowanymi biało-czarnymi blaszkami, z numerami. Po prawej stronie, na stoliczku, od zawsze stała piękna, kryształowa tacka z karafką, z wodą do picia i ze szklanką.