sobota, 21 Lipiec 2018

2015 Czerwiec

Jak to z apteką „Pod Białym Orłem” było. Część 2

W roku 2015 minęła 184 rocznica powstania apteki przy ulicy Poznańskiej w Stęszewie. Do pięknego jubileuszu zabrakło jedynie 16 lat. Koncesję na otwarcie apteki uzyskano 8 listopada 1832 roku, natomiast jej uruchomienie miało miejsce w roku 1834. Tyle streszczenia z części pierwszej, teraz czas na kontynuację.

W roku 1885 zmarł Schiller właściciel apteki. Kolejnym jej właścicielem został Stanisław Antoniewicz, który kupił ją za 6,900 marek. Był on pierwszym polskim aptekarzem w Stęszewie. Jego kariera zakończyła się niestety tragicznie. Mianowicie w 1889 roku znaleziono go w jego kantorze martwego na skutek otrucia. Po jego śmierci apteką zarządzali kolejno: miejscowy lekarz dr. Bolesław Górski, Franciszek Glabisz i Piotr Umbreit.

Doktor Bolesław Górski stał za ladą i sprzedawał leki, była to dla niego udręka. Powodem tego był doktor Kompf, który mieszkał na Rynku u Weychanów. Zajmował mały pokoik na strychu. W tamtych czasach w Stęszewie nie brakowało biedaków. Za leczenie ludzie dawali mu obiad, zawiniątka z jajkami, masłem, kiełbasą oraz owocami. Gdy tylko ktoś dał mu znać, że gdzieś na wsi lub w Stęszewie jest chore dziecko, a rodzice nie mają pieniędzy, aby zapłacić doktorowi Górskiemu, biegł do chorego dziecka i leczył za darmo. Gdy wracał do domu, ludzie w podzięce dawali mu jedzenie.

Wiele żywności przekazywał właścicielom domu na Rynku, a ci darowali mu płacenie czynszu. Jednak doktor Górski nie darował mu, że on musi sprzedawać, jako sprzedawca w aptece, a te leczy ludzi. Pisał donosy do władz i do rejencji. Doktor Kompf był bardzo dobrym, uczciwym oraz wrażliwym człowiekiem. Poniżony i upokorzony do granic wytrzymałości poszedł na rybitki. Było to miejsce u brzegu rzeki Samicy, z widokiem na zamkową górę. Doktor Kompf bardzo lubił przesiadywać na brzegu rzeki i podziwiać ruiny zamku. Był to ostatni widok, jaki miał przed oczami. Po jego policzkach popłynęły łzy. Wyjął z kieszeni pistolet i strzelił sobie prosto w głowę. Mieszkańcy Stęszewa ufundowali kwiaty i trumnę. Wykopali grób pod płotem na cmentarzu, a pogrzeb odbył się bez księdza, bo tak wtedy chowano samobójców.

Przez długie lata grób był cały w kwiatach i świecach, które składały przeważnie dzieci i starsi mieszkańcy z miasta i okolic. Przez długie lata ludzie także odwracali głowę w drugą stronę, mijając doktora Górskiego.

Wracając do apteki. W 1900 roku koncesję na prowadzenie apteki kupił Ernest Liebau. Po dwóch latach apteka trafiła także w Niemca – Wiktora Blumla, który za koncesję zapłacił 167000 tys. marek. W 1903 roku przeniósł on dział drogeryjny do innego budynku. Dom apteczny został rozbudowany, lokale się powiększyły, a po remoncie drogeria wróciła na dawne miejsce. W kolejnych latach apteka była kilkakrotnie przenoszona i przebudowywana. W 1907 roku Blumel rozpoczął starania o założenie filii stęszewskiej apteki w Żabikowie, pod warunkiem że rejencja udzieli mu subwencji w wysokości 1400 marek z funduszu „Ostmarkenverein”. Blumel otrzymał koncesję na założenie filii aptecznej w Żabikowie, którą uruchomił w 1907 roku. Na stanowisku zarządzającego osadził żyda Rawitschera, później Budzińskiego, a następnie Herbsta. W kwietniu 1910 roku Blumel sprzedał macierzystą aptekę w Stęszewie i przeniósł się do apteki w Żabikowie, którą rejencja uznała za niezależną od Stęszewa. Przez 11 lat – od 1910 do 1921 roku stęszewską aptekę prowadził Niemiec Hortmann Doehl, który nadał jej nazwę „Adlerapotheke”, co w języku polskim oznacza „Apteka Pod Orłem”.

Dziś to wszystko. Dalszy ciąg w kolejnym numerze KL.

 

Jak to z apteką w Stęszewie „Pod białym orłem” było

W roku 2015 minęła 184 rocznica powstania apteki przy ulicy Poznańskiej „Pod białym orłem”. Do pięknego jubileuszu, którym byłoby 200 lat istnienia zabrakło tylko 16 lat. Na początku 2015 roku apteka została zlikwidowana. W czasach wojen szwedzkich, za panowania Jana Kazimierza do wojny północnej za Augusta II Sasa miasto Stęszew podupadało, następnie nasze miasto kilkakrotnie nawiedziły epidemie „morowego powietrza”. Miasto popadło w biedę i ruinę do tego dołączyło wyludnienie. Ciągle przez Stęszew przechodziły wojska, kontrybucje, kwaterunki, liczne pożary i nieszczęścia przyczyniły się do zubożenia ludności miasta. Chyba nigdy nie uda się już znaleźć odpowiedzi na pytanie czy w tych czasach istniała już apteka. Ze starych, zakurzonych kart, pożółkłych archiwaliów możemy doczytać, że leki rozdawano mieszkańcom w miejscowym szpitaliku mieszczącym się przy kościele pod wezwaniem św. Ducha. Po roku 1512 miejscowy szpitalik pod wezwaniem św. Anny znajdował się w miejscu dzisiejszej biblioteki. Piszę to ku przypomnieniu, ponieważ jakiś czas temu dokładnie opisywałem te miejsca. Później po roku 1790, gdy Stęszew miał własną pocztę kursującą na trasach Poznań, Grodzisk, Mosina i Buk, mieszkańcy zaopatrywali się w medykamenty przeważnie w Buku. Było to zapewne przyczyną powstania apteki w Stęszewie, ponieważ farmaceuta Bogumił F. Minuth, kierownik apteki Gremscha w Buku, złożył wniosek o udzielenie koncesji na założenie apteki w Mosinie, jednak po roku niepowodzenia przeniósł ją do Stęszewa. Koncesję uzyskał 8 listopada 1832 roku. Po długich i uciążliwych staraniach (kłopoty finansowe, rozwód z żoną) z trudem udało mu się urządzić aptekę i uruchomić ją w 1834 roku. Minutch miał gwałtowny i konfliktowy charakter. Przy każdej okazji wszczynał awantury. Na domiar złego był wyjątkowo nieuczciwym aptekarzem. Skarżono go i denuncjowano o fałszowanie i błędne przyrządzanie lekarstw. W roku 1836 skierowano wniosek do władz powiatowych o przeprowadzenie nadzwyczajnej rewizji jego apteki. Rewizja nie doszła do skutku, bowiem apteka przeszła w posiadanie dyplomowanego aptekarza Juliusza L. Krugera za 2.605 talarów. W okresie wiosny ludów Polskę ponownie nawiedziła epidemia cholery, która dotarła także do Stęszewa i zdziesiątkowała mieszkańców miasta tak jak i okolicznych wiosek. Obraz tej tragedii opisał w swoich wspomnieniach miejscowy proboszcz ksiądz Jan Gierczyk. Objawy opisywał on  w następujący sposób: „W czasie cholery w brzuchu ustawicznie klekoce, jakby się coś gotowało, a to oznacza, że tam coś jest niezdrowego”. Godna uwagi jest ówczesna profilaktyka i farmakologia. Chorego należało odwiedzić zasłaniając wcześniej nos i usta chustką zmoczoną w occie z kamforą pod warunkiem uprzedniego natarcia ciała tym preparatem. Nieszczęsnym ofiarom epidemii, wycieńczonym gwałtowną biegunką podawano między innymi olej rycynowy, proszki wymiotne i rozwalniające. O zgrozo czytamy tu kwas solny po 10 kropli na szklankę wody lub zlecano łykać kawałki lodu i stosować lewatywy z lekarstw. Sprawdzało się wówczas powiedzenie: „Bywa lekarstwo gorsze niż choroba”. Następcą Krugera został w 1857 roku jego szwagier Edward Hermann Jacobi. Ten ówczesnym zwyczajem zajmował się ubocznie handlem korzennym i prowadził oberżę. Apteki od zarania swych dziejów miały charakter merkantylny. Szafarzyły się nie tylko lekami. Można było w tych aptekach dostać żywicę, farby, oleje, tłuszcze, spirytus, wino, benzynę, tabakę, wodę mineralną i inne. Produkowano w aptekach proszki do zębów, wyroby woskowe, świece, tytoń, tabakę, nierzadkim było prowadzenie wyszynku. Pomiędzy rodziną Krugera i Jacobiego często powstawały spory i nieporozumienia, przypuszczalnie z powodu nagłej śmierci Krugerowej spowodowanej zatruciem, przez co prokuratura wytoczyła śledztwo przeciw Jacobiemu za zaniedbanie ostrożności w przechowaniu trucizny. W 1861 roku Jacobi przeniósł aptekę do innego budynku, bez zgody rejencji co napotkało na zdecydowany opór tej instytucji, ponieważ dom nie nadawał się do prowadzenia tego typu placówki. Pod naciskiem rejencji aptekę przeniesiono do dawnej siedziby i oddano pod zarząd Krugera, który wyrokiem sądu z 6 maja 1863 roku administrował nią pod firmą – Apteka Jacobiego. Kolejnym właścicielem apteki w Stęszewie został Otton Goeden, od którego w 1865 roku kupił ją na przetargu publicznym burmistrz Linke. Po dwóch latach apteka przechodzi za 10.210 talarów na własność Friedruch Zewigera farmaceuty z Poznania. Po nim w 1865 roku aptekę nabył za 15.600 talarów przedsiębiorczy Wilhelm Schiller, który ubocznie zajmuje się destylacją wódki i prowadzi szynkownię. C.D.N.