niedziela, 21 Październik 2018

2015 Marzec

ZAGINIONE UTRACONE CZĘŚĆ 12

W części 11 zaginione-utracone opisałem kapliczkę przy drodze z Jeziorek do Piekar, którą Niemcy zniszczyli w czasie II wojny z wyjątkową zaciętością, a wszystko przez napis, który był umieszczony pod krzyżem: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem:. W roku 1998 okoliczna ludność ustawiła krzyż wykonany z drewna brzozowego, na którym umieszczono taką tabliczkę z takim samym napisem jaki widniał na przedwojennym krzyżu. W roku 2006 ustawiono duży kamień w miejscu krzyża z brzozy. Zabrakło na nim jednak napisu, który był przed II wojną. Z lewej strony na kamieniu jest miejsce, aby wykuć krzyż i pod obecną tablicą wykuć napis, który był przed wojną. Gdyby tak w Jeziorkach i Piekarach złożyć się i wykuć krzyż i napis, byłoby to piękne. Wracając do dzisiejszego tematu zaginione-utracone, dzisiaj zajmiemy się majątkiem Jeziorki oraz bażanciarnią i leśniczówką na Podgaju. Jeziorki w czasie zaboru niemieckiego były słynne w całej Polsce, a to za sprawą właściciela“Niemca, Heinricha von Tidemanna, który zakupił majątek Jeziorki w roku 1881. W roku 1894 Tidemann był inicjatorem i założycielem w Jeziorkach słynnej „Hakaty”. To właśnie w Jeziorkach zawiązał się zarząd związku popierania niemczyzny w prowincjach wschodnich. Nazwa „Hakata” powstała od pierwszych liter nazwisk założycieli Hansemanna, Kennemanna i Tidemanna. Oficjalnie Hakata powstała jako twór w obronie uciśnionej przez Polaków Niemczyzny. Argumentacja ta brzmiała jak bardzo niesmaczny żart. Prawdziwym celem hakaty było zwalczenie polskości wszelkimi możliwymi metodami. Poznańska filia należała do najliczniejszych. I tak Niemcy mieli swoje organizacje. Polacy mieli swoje potężne źródło polskości „Hotel Bazar”, którego dyrektorem był urodzony i zamieszkały w Stęszewie Władysław Kontrowicz. Hainrich von Tidemann piastował funkcję przewodniczącego zarządu hakaty przez ponad 20 lat. 1 lipca 1900 roku urządził w Jeziorkach uroczysty zjazd członków Hakaty. Przybyło ponad 1500 osób. Von Tidemann tak do nich przemawiał: Założyłem tu przed 19 laty mój nowy dom. Pracowało się tu z iście niemiecką pilnością i sumiennością. Polski haos, który tu przejąłem stał się miejscem niemieckiej kultury. Widzicie tu szanowni goście, na najmniejszym i najskromniejszym przykładzie, czego zdołała dokonać najprostszymi środkami niemiecka praca. Wszystko to, co dobrego, na wszystkich obszarach i we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności w tym kraju zrobiono i ma swoje pochodzenie bezsprzecznie niemieckie. Nierozerwalnie już przykute są do Niemiec owe dawne, polskie tereny. Fakt ten muszą przyjąć jako nieodwracalny nasi współobywatele polskojęzyczni. Niemcy mają potężną siłę, aby te niestety wielokrotnie broniące się tereny utrzymać  w żelaznym uścisku. Jednak tak się nie stało. W roku 1918 klęska Niemiec dla rodziny Tidemannów była wstrząsem. Tidemann był zmuszony po zwycięskim powstaniu wielkopolskim sprzedać Jeziorki Hrabiemu Dąbrowskiemu. Dąbrowski pochodził z Małopolski. Na zakup majątku Jeziorki zarobił na przeżucie złomu stalowego z Ukrainy do Krakowa. Hrabia Dąbrowski był dobrym gospodarzem. Powiększał hodowlę koni, dbał o bażanciarnie na Podgaju. Jego hobby było kupowanie samochodów, zdobywających pierwsze miejsce na wyścigach. Wchodząc głównym wejściem do pałacu z lewej i z prawej strony można zobaczyć piękne, kryształowe lustra. Po lewej stronie znajduje się kominek nad którym Dąbrowski umieścił herb swojego rodu. Na kominku widnieje pamiątka po Tidemannie, mianowicie napis „ Memento Viwere” (pamiętaj o życiu). Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych po prawej stronie znajdował się kominek, także z pamiątkowym napisem po Tidemannie, „Memento Mori” (pamiętaj o śmierci). Niestety kominek ten należy wpisać na moją listę zaginione-utracone. Swoją drogą ciekawe jaką wille ozdabia dzisiaj ten kominek. O najbardziej urokliwym miejscu w Stęszewie, bażanciarni i leśniczówce, które Tidemann wybudował w latach 1900-1910 na podgaju, w następnej części.

 

ZAGINIONE UTRACONE 11

We wrześniu 1939 roku nasi sąsiedzi, Niemcy i Rosjanie napadli na Polskę bez wypowiedzenia wojny, jak zbuje, nie mieli ku temu żadnego powodu. Już w 1940 roku Niemcy przystąpili do częściowej rozbiórki majątku Chmielniki i najwyższego budynku w Stęszewie na rynku nazywango przez mieszkańców drapaczem chmur. Rozbiórka była pilna, ponieważ cegła z niej uzyskana była potrzebna do budowy pałacu Graizera w Jeziorach. Zdemontowano żelazny krzyż, który stał z lewej strony ratusza na ulicy Poznańskiej. Krzyż został postawiony w XVII wieku w miejscu zlikwidowanego głównego ołtarza kościoła Św. Anny. Zostało także rozebranych wiele przydrożnych kapliczek. Pracami rozbiórkowymi kierował niemiecki przedsiębiorcabudowlany z Kościana Franz Johan Sedlag. W Kościanie i okolicy zniszczono wszystkie krzyże i kapliczki. Niemiecki starosta Helmvtliese z Kościana nakazał zlikwidowanie krzyży i kapliczek w całym powiecie kościańskim. W Racocie, który przed wojną należał do Stęszewa sołtys Mischke nakazał zburzenie wszystkich przybytków sakralnych. W marcu 1940 roku w czasie rozbiórki kapliczki, która stała w narożniku na boisku szkolnym w Kościanie Johana Sedlaga spotkała przykra niespodzianka. W czasie burzenia wypadła z gruzów metalowa puszka z dokumentami. Widniał na nich napis, iż kapliczkę ufundował niemiecki nauczyciel katolik Tilgner. Kapliczka była już do połowy rozebrana, ale skoro pochodziła z fundacji Niemca, zastanawiano się czy nie należy jej odbudować. W końcu zakończono rozbiórkę jednak nie do końca. Obok wyburzanej kapliczki mieszkała rodzina Sobiechów. Zamieszanie w czasie rozbiórki pozwoliło dzieciom Sobiechów na polecenie matki „wykraść” ze sterty gruzów miedziane serce z datą 1912 i figurkę matki boskiej, którą przechowano do końca wojny. Po wojnie rodzeństwo Anna i Edward, a póżniej już sam Pan Edward co roku w dniu Bożego Ciała wystawiał figurkę przed domem. Informacje te uzyskałem od pani Teresy Wiśniewskiej z Racotu, którą miałem okazje poznać podczas wizyty w Stęszewie.

Franz Sedlag z Kościana zniszczył wiele innych krzyży i kapliczek w naszym Stęszewie i w Racocie. Zniszczono figurę Świętego Wawrzyńca w Racocie. W Sapowicach Jego figura ocalała. Do dziś stoi naprzeciw bramy wjazdowej do pałacu. Rozpoznajemy ją po żelaznej kracie, którą Święty trzyma w ręku. Kawałek dalej w kierunku Strykowa ocalała kapliczka z figurką Św. Nepomucena, jednak kapliczka przy drodze z Jeziorek do Piekar nie miała tyle szczęścia. Nie ocalała, ponieważ na tabliczce pod datą 1928 widniał napis: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak – Polakiem”. W roku 1998 w miejscu zburzonej kapliczki ustawiono krzyż z drewna brzozowego i zamontowano ten sam napis, który był przed wojną. Z dużą sciekłością Niemcy niszczyli pomniki upamiętniające Powstanie Wielkopolskie. Na przykład w Słupi w gminie Stęszew na terenie przykościelnym na lewo od wejścia, wznosi się pomnik z 1936 roku projektu Lucjana Michałowskiego, z figurą Chrystusa, dłuta Kazimiery Pajzderskiej. W 1946 roku Niemcy zniszczyli go całkowicie. W 1946 roku został wiernie odtworzony.  Niemcy zniszczyli w Racocie krzyż z XIX wieku, któryu znajdował się na placu należącym do rolnika Jana Rzepki. Zniszczony został także krzyż w pobliżu wiatraka postawiony przy drodze przez Augusta Thiela w końcu XIX wieku. W roku 1940 został wyrwany z ziemi przez niemieckiego osiedleńca i zamieniony na dyszel do kieratu. Niemcy zniszczyli też kapliczkę przy drodze do Zamysłowa. Znajdowała się ona za torami kolejowymi po prawej stronie przy drodze zawnej przez mieszkańców Stęszewa Moderką.Ludzią udało się przechować fiugurę, znajduje się ona w Muzeum Regionalnym w Stęszewie. Dodam, iż na terenie miasta Stęszewa oraz w okolicy zostało zniszczonych wiele innych krzyży i kapliczek i na tej informacji możnaby zakończyć, ale jednak nie. Widocznie Bóg tak chciał, aby przeglądając moje archiwum wśród tysięcy dokumentów, wpadła mi w ręce pewna fotografia. Nie wierzyłem własnym oczom. Pod fotografią widniał napis po polsku i po niemiecku „Sprengmeister Sedlag z Kościana”. Fotografia została wykonana w Warszawie w 1944 roku. Okazało się, iż Franz Johan Sedlag z Kościana po zdławieniu powstania brał udział w burzeniu Warszawy. Tak wprawił się w burzenie kapliczek i krzyży w Stęszewie, Kościenie, Racocie i wielu innych miejscowościach, że wzięli go do wyburzania naszej stolicy. Może nawet Sedlag był świadkiem, jak Niemcy w ciągu trzech dni zamordowali na woli i sąsiadującej dzielnicy sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Nie pozostawili nikogo, ani kobiet, ani starców, ani dzieci. Nawet niemiecki generał, gdy przejeżdżał przez Wolę i zobaczył kałuże krwi i stosy trupów na wysokość czterech metrów, w których znajdowały się ciała kobiet i dzieci był w szoku i natychmiast nakazał zaprzestaniu dalszej rzezi. Chciałem tutaj podkreślić, iż tej zbrodni dokonali Niemcy wspólnie z Ukraińcami, tymi samymi, którym teraz kosztem wszystkich Polaków pomagamy, a z Rosji robimy sobie coraz większego wroga. Na koniec, aby zrozumieć zbrodnie w 1944 roku na Woli w Warszawie chcę zacytować Długosza: „Neue Polen Politik”…

„Ażeby zaś – czytamy u Długosza – mistrz krzyżacki z Germani i Watykanu w krótkim czasie jak największe straty społeczeństwu polskiemu mógł wyrządzić, powyznaczał nagrody podpalaczom: i tak za spalenie wioski jedną grzywnę, a za spalenie miasta trzy grzywny podpalacz ze skarbu publicznego miał pobierać. To było powodem, że jego ludzie już to dla samej przysługi, już w nadziei otrzymania nagrody, rozbiegli się po ziemi dobrzyńskiej i kujawskiej i w przeciągu dni kilku wszystkie miasta, wsie i dwory w perzynę obrócili; nic nie ostało się przed ich srogością, nawet świątynie pańskie. Paląc i burząc zarówno domy Boże i ludzkie prowadzili wojne bezbożną i z ludźmi i z Bogiem”. To było w roku 1431.