poniedziałek, 23 Kwiecień 2018

2014 Listopad

„Zaginione – utracone część 4”

„600 lat miasta Stęszewa i okolicznościowy stempel”

W moim archiwum znalazłem kilkadziesiąt pocztówek i kopert z naklejonymi znaczkami i okolicznościowo podbitym stemplem w kształcie prostokąta o wymiarach 3cm x 5cm. U góry stempla znajduje się napis 600-lecie miasta, a na dole Stęszew oraz data 20.09.1970r. Po środku herb miasta Stęszew. Przez lata stempel gdzieś zaginął. Znalazłem w moim archiwum wycinek z gazety express poznański z 1969 roku, gdzie jest wyraźnie napisane, iź poczta otrzyma okolicznościowy datownik. W swoich zbiorach posiadam około 18 tysięcy znaczków pocztowych oraz około setki pocztówek i kopert z okolicznościowymi datownikami. Bardzo chciałbym mieć w posiadaniu wyżej wspomniany datownik okolicznościowy na 600 lecie miasta Stęszewa, jednak wiem, iż miejsce tego datownika jest w Muzeum Regionalnym. Za przekazanie wspomnianego datownika wyznaczam nagrodę 200 złotych dla ofiarodawcy. Może ktoś jeszcze z mieszkańców Stęszewa się dołoży, kwota wzrośnie i zwiększy się szansa odzyskania zaginionego, utraconego datownika. Osoby zainteresowane sprawą proszę o kontakt pod numerem telefonu 602-537-326. Może także nowa rada miasta ze swoich diet dołoży kilka złotych do nagrody. Mieszkańcy Stęszewa są wspaniałymi i kochanymi ludźmi. To nie prawda, iż jest to zapyziałe miastom, jak mówią niektórzy mieszkańcy. Przez ostatnie trzy lata zorganizowałem w Stęszewie trzy wystawy. Na wystawy „Od kijanki do automatu” oraz „Używane klucze nie rdzewieją” przyszło ponad 2,5 tysiąca ludzi. Pan Burmistrz stwierdził, iż przez ostatnie 42 lata w Muzeum nie było 2,5 tysiąca ludzi. Dwa tygodnie temu wraz z Muzeum w Stęszewie zorganizowaliśmy kiszenie kapusty. Na rynku zgromadziło się około 250 uczniów pobliskich szkół. Przed muzeum wystawione były maszyny i stare heble do cięcia kapusty oraz beczki i inne przedmioty. Samochody i autobusy przejeżdżające przez rynek hamowały i ludzie mogli zobaczyć, że jednak coś się dzieje. Po 44 latach z mojej inicjatywy i pod przychylnością Pana Burmistrza powstała książka „Stęszew i okolice zarys dziejów do roku 1945”. Do dnia wydania wyżej wspomnianej książki, uczniowie z okolicznych szkół oraz studenci z poznańskich uczelni  chcący uzyskać informacji na temat Stęszewa mogli korzystać tylko i wyłącznie ze zbiorów Pana Jana Szurka oraz z moich. Teraz się to zmienia. Pan Burmistrz zapowiedział wydanie kolejnych publikacji. W naszym mieście można zorganizować bardzo wiele, trzeba w tym celu rozmawiać, współpracować ale przede wszystkim trzeba chcieć. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować mieszkańcom Stęszewa i okolic za miłe telefony, listy, fotografie oraz pamiątki przekazywane na moje ręce, wiedząc iż są w dobrych rękach. Obok zamieszczam kilka zabytkowych datowników, które mają dużą wartość, jednak dla mnie największą wartość ma datownik z roku 1969 ze Stęszewa, pod warunkiem, że zostanie on przekazany do muzeum w Stęszewie. Bardzo nie lubię używać słowa „ja”, jednak pisząc na tematy historyczne oraz pamiętniki, nie raz jestem zmuszony go użyć, za co przepraszam. Mogłem zostać w życiu kimś, zostałem tylko człowiekiem. Chciałbym wspomnieć, iż ktoś w Warszawie w  Ministerstwie Kultury zauważył takiego malutkiego człowieka jak ja i uhonorował mnie srebrnym medalem opiekuna Pamięci Narodowej. Żałuję, że Ci, którzy mnie nim obdarzyli nie wiedzą, że czasami nie mam 20 złotych na zakup farby aby zabezpieczyć jeden z kilku tysięcy zabytkowych przedmiotów, które za chwilę mogą być wpisane na listę „zaginione – utracone”. Przedmioty, które zgromadziłem powinny być wpisane na listę „UNESCO”. Są to bezcenne unikaty. Gdyby zgromadzić to w muzeum, było by to jedyne na świecie muzeum prania. Córka i syn szukają w internecie podobnych tematów i nic takiego nie mogą znaleźć. Jeszcze raz dziękuję mieszkańcom Stęszewa i okolic za listy, fotografie, pamiątki i dobre słowo do mego dalszego działania w celu promocji miasta, a w szczególności dziękuję Panu Burmistrzowi za słowa wsparcia i zachętę do dalszej działalności na rzecz promocji miasta. Chciałem tylko dodać, iż ani dobrym słowem, ani medalami z ministerstwa kultury nie da się pomalować, ani zabezpieczyć przed deszczem kilku tysięcy zabytkowych przedmiotów. Są one moją opoką, miłością, nie chcę aby Bóg pozwolił mi umierać razem z nimi.

Zaginione-utracone część 3

Tor regatowy Poznań – Witobel

W okresie międzywojennym, decyzją Poznańskiego Komitetu Towarzystw Wioślarskich, pod Stęszewem, na Jeziorze Witobelskim powstał tor regatowy. Długość toru dla mężczyzn wynosiła 2,000 metrów, natomiast dla kobiet 1,200 metrów. Pierwsze regaty odbyły się w roku 1930. Brali w nich udział wioślarze z Torunia, Kalisza, Bydgoszczy i Poznania. W latach trzydziestych, przed decydującymi, międzynarodowymi regatami z hoteli poznańskich codziennie dowożono zawodników na treningi. Na Jeziorze Witobelskim odbyły się między innymi opisywane w prasie europejskiej przedolimpijskie regaty eliminacyjne w 1932 roku. W dniach 12 i 13 sierpnia 1939 roku na Jeziorze Witobelskim odbyły się 20-ste ogólnopolskie regaty związkowe o Mistrzostwo Polski pod patronatem Marszałka Polski Edwarda Śmigłego-Rydza. Zachował się szczegółowy program owych regat. W komitecie honorowym zasiadał między innymi Minister Spraw Zagranicznych Józef Beck, Wojewoda Poznański Ludwik Bociński oraz Tadeusz Ruge – Prezydent Poznania.

Regaty były dobrze przygotowane organizacyjnie. Dyżury pełnili lekarze, a także przedstawiciele prasy. Wszyscy mieli opaski na rękach w wyznaczonych kolorach. Prasa lokalna, krajowa i zagraniczna donosiła o bardzo dużym zainteresowaniu regatami. Z Poznania do Stęszewa zostały uruchomione specjalne pociągi i autobusy. Niestety po II wojnie światowej, przez dziesiątki lat Stęszew słynął tylko z nieznośnego smrodu roszarni (fabryki płótna lnianego). Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku Stęszew zasłynął z produkcji plandek. Pamiętam jak w tamtych właśnie czasach mieszkaniec urodzony w Stęszewie osobiście z kilkoma ludźmi, w  małych pomieszczeniach szył z płótna lnianego plandeki do tirów. Pojazdy podjeżdżały na rynek wzdłuż ulicy Kosickiego (dawnej ulicy Strzeleckiej). Właściciel firmy oraz pracownicy dźwigali na ramionach bardzo ciężką, ogromną plandekę. Szli ulicą Szkolną, następnie Kuśnierską i potem przez cały rynek, aby zamontować plandekę na tirze. Pracę taką wykonywali codziennie. Później firma została przeniesiona do Zamysłowa. Jakiś czas temu mieszkaniec Stęszewa opowiadał mi o swojej wizycie w Ameryce. W porcie stał olbrzymi kontenerowiec, a na kilku plandekach przykrywających kontenery widniał napis POL-PLAN Stęszew-Zamysłowo. Powiedział do mnie: Zbyszek, nie wstydzę się, powiem Ci, rozpłakałem się jak dziecko. Proszę, aby mieszkańcy miasta i gminy Stęszew pamiętali, iż Stęszew w obecnej chwili słynie na całym świecie z produkcji plandek i namiotów dzięki jednemu człowiekowi. Pionierem i ojcem owej produkcji był i jest właściciel firmy POL-PLAN, Beniu Bródka. Także dzięki niemu Stęszew nie słynie już w kraju i Europie z przykrych zapachów wydobywających się z roszarni. Wracając do tematu regat w Witoblu słynnych przed wojną w całej Europie nie pozostało nic. Jeszcze w roku 1985 znalazłem w trawie pozostałości  ceglanych fundamentów. Z żalem wkładam fotografie i dokumenty dotyczące tego tematu do jednej z setek teczek w moim archiwum, na której widnieje napis „zaginione-utracone”.

* * *

Tor regatowy w Stęszewie na jeziorze Witobelskim został zorganizowany i wybudowany dzięki Władysławowi Kontrowiczowi. Urodził się on w Stęszewie w 1878 roku na ulicy Poznańskiej nad apteką. Następnie do 1895 roku mieszkał z rodzicami i dwiema siostrami na ulicy Szkolnej. W roku 1904 związał się z pierwszym klubem poznańskim „POSENER”. Była to placówka nie tylko sportowa, ale także podtrzymująca ducha narodowego w okresie zaboru niemieckiego. Następnie w tym samym roku objął funkcję sekretarza klubu wioślarskiego Poznań. W 1919 roku został współzałożycielem związku Towarzystw Wioślarskich w Warszawie.

Zmarł w Śremie w wieku 97 lat. Został pochowany w rodzinnym grobowcu w Stęszewie przy kościele farnym, na prawo od dzwonnicy. Regaty międzynarodowe w Witoblu powstały tylko dzięki Władysławowi Kontrowiczowi, który został wybrany przewodniczącym zarządu klubu Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich.

Proszę, aby mieszkańcy Stęszewa i okolic pamiętali, iż to właśnie dzięki niemu Stęszew, a właściwie Witobel był znany w całej Europie. Wspomnę także, że Władysław Kontrowicz był także dyrektorem hotelu „BAZAR”. Był bardzo cenionym kupcem i bankowcem.

Zbigniew Tomaszewski

Zaginione – utracone, część 2

Krzyże (tolerancja)

W poprzednim numerze KL rozpoczęliśmy owy cykl nazwany „Zaginione-utracone”. Do artykułów daliśmy motto zawarte w podtytule nowego cyklu. Przypomniałem w poprzednim numerze słowa Artura Hazeliousa, że poznanie i umiłowanie przeszłości są zasadniczym fundamentem dla wszelakiej nowej produkcji – drzewo jest mocniejsze, gdy głębokie korzenie zapuszcza.

Chciałem zasygnalizować, że warto z większą, niż dotąd troskliwością zbierać pamiątki historii, a nade wszystko zachowywać budynki historyczne. Przekonalibyśmy się, że każdy gmach starożytny, każde miasteczko, każda niemal najlichsza wioska, ma pewną ważność historyczną, a na szperaniach takowych, dzieje narodu i literatura zyskałaby nieskończenie. To są z kolei słowa Józefa Łukaszewicza wypowiedziane w roku 1936.

Wróćmy zatem do obecnego materiału. W czerwcu 2012 roku przyjechał do mnie na skup złomu Henryk Szymyślnik z Dębna w gminie Stęszew. Był bardzo smutny i miał łzy w oczach. Zapytał mnie, czy nikt nie przywiózł na mój skup krzyża, bo ktoś dźwigiem zabrał go przez płot i wywiózł, a on chciałby go odkupić i ustawić z powrotem przed domem.

Pomysł powstania krzyża powstał w stanie wojennym w 1982 roku. Słup żeliwny został podarowany przez księdza Stanisława Zemułę, z remontu domu Chrystusowców w Murkowie. Umieszczony na drewnianym krzyżu żeliwny odlew pasyjki Chrystusa został znaleziony w krypcie Kościoła Chrystusowców w Potulicach. Zniszczony, został odnowiony w „Wiepofamie” w Poznaniu przez Franciszka Skrzydlewskiego ze Stęszewa. Montażu całości dokonał w sierpniu 1985 roku Pan Henryk Szymyślnik. Krzyż ważył około 400 kilogramów. Na żeliwnej kolumnie odlana była data 1896 rok. Na stopie znajdował się odlew dat oraz napis po niemiecku. Pasyjka z grobu pochodziła z 1910 roku. Kultura i tradycja poniosła ogromną stratę, a Pan Henryk został bardzo zraniony. Nawet gdyby człowiek, który to uczynił przeprosił Pana Henryka, na jego sercu pozostała by rana do końca życia. W ludziach brak jest tolerancji. Należy szanować wiarę i poglądy drugiego człowieka. To jest tak, jakby któryś z moich znajomych u mnie w domu, wbił gwóźdź młotkiem w stół. Zadałbym mu wtedy pytanie, co uczynił, a on wziąłby obcęgi, wyciągnął gwóźdź ze stołu i powiedział przepraszam, nie gniewaj się. Nie gniewałbym się na niego, aczkolwiek dziura w moim stole pozostałaby już na zawsze. Inny przypadek braku tolerancji ukazał się ze strony Księdza Proboszcza, który do niedawna czynił swoją posługę w Stęszewie, wówczas gdy urodziła się moja córka i wraz z żoną chcieliśmy ją ochrzcić. Ksiądz jednak by to zrobić postawił warunek. Powiedział, iż ochrzci dziecko po mszy, ale oboje rodziców oraz rodzice chrzestni muszą być na mszy w kościele. Żona powiedziała księdzu, iż mąż nie przyjdzie na msze, wtedy ksiądz odmówił udzielenia chrztu. Żona wówczas pojechała do Kościana, do księdza Bartoszewskiego. Po mszy i chrzcie ksiądz Bartoszewski z uśmiechem podszedł do mnie, podał mi rękę i zapytał: Zbyszek i co, przyszedłeś do kościoła. Odpowiedziałem że tak, ponieważ nikt mnie do tego nie zmusił i nie stawiał mi warunków. Kolejny przypadek braku tolerancji w moim życiu nastąpił wówczas, gdy babcia mojej żony powiedziała  mi, że jej wnuczka niedługo będzie rodzić dziecko bez ślubu kościelnego. Od razu powiedziałem, że się tym zajmę. Następnego dnia pojechałem do księdza proboszcza. Zgodził się, ale wtedy także postawił warunek, mianowicie musiałem udać się do spowiedzi. Powiedziałem, że nie pójdę, jednak on odpowiedział, że muszę. Babcia płakała, żona też. Wystąpił tutaj kolejny przykład tolerancji. Powiedziałem sam sobie, że pójdę do spowiedzi. Pojechałem do Poznania, do kościoła. Kolejki nie było. Starszy ksiądz siedział w konfesjonale. Podszedłem, uklęknąłem i zaczęła się chwila prawdy. Powiedziałem, iż u spowiedzi nie byłem przez ponad 20 lat, a także że regularnie chodzę do świątyni, do lasu do świętego gaju na Boruji koło Stęszewa. Tam spowiadam się przed Bogiem i uważam,  że to jest prawdziwa spowiedź, ponieważ księdza można okłamać, Boga nie. To tam rosną święte dęby, bo to drzewa dają nam ogień i owoce. Płynie tam, przez święty gaj rzeka, w której można obmyć ręce i twarz. Kiedyś był tam także święty ogień, jednak dzisiaj go tam nie ma, bo okupanci z Watykanu i Germanii zgasili go toporami i krwią. Ogień, drzewa i woda są darami Boga, który je stworzył i dał ludziom. Bez wody, ognia i drzew człowiek umiera. Kościół ludzie ukeili z gliny, cegieł, drewna oraz betonu. Wodę święconą stworzył ksiądz, czyli człowiek. Nie wyobrażam sobie, abym był w świętym gaju, modlił się do świętych dębów, spowiadał się przed nimi, obmywał bym ręce i twarz wodą z rzeki, a ktoś z boku obserwował by mnię i zapytał czy nie mam w domu łazienki. Rozmawiasz z gałęziami, twój kościół jest w Kościanie w zakładzie psychiatrycznym. Powiedziałbym jeszcze wiele innych grzechów, ale nie mogę o nich pisać, bo ludzie by mnie zamordowali, tak jak niegdyś uczynili z żydem o imieniu Jezus. Po około czterdziestu minutach spowiedzi ksiądz zadał mi tylko dwa pytania, mianowicie czy dzieci też będę woził do spowiedzi do świętego gaju, odpowiedziałem, że nie. Niech one same wybiorą, co jest dla nich najlepsze. Kolejne pytanie dotyczyło tego, czy mam na ścianach w domu krzyże i święte obrazy. Odpowiedziałem że tak. Żona je powiesiła i ja to toleruję i szanuję. Ksiądz wyszedł z konfesjonału i powiedział, że mam wstać. Myślałem, że chce mnie wyrzucić z kościoła, jednak on wyciągnął rękę, uścisnął mi rękę, a drugą położył na ramieniu. Powiedział, że ma niecałe siedemdziesiąt lat i w swoim życiu wysłuchał dziesiątki tysięcy spowiedzi, jednak tak szczerej nie słyszał nigdy. Dał mi rozgrzeszenie oraz zaświadczenie, że byłem u spowiedzi. To był dla mnie wspaniały przykład tolerancji, którego tak bardzo brakuje na świecie. Wspomnę jeszcze o jednym, wspaniałym przykładzie tolerancji. Mianowice, od 10 lat opiekuję się grobem księdza proboszcza jednej z parafii w Wiedniu, w Austrii. Był jedynakiem, urodził się w Krakowie, a swoich rodziców pochował w grobowcu w jednej z urokliwych wsi pod Stęszewem. Co jakiś czas przyjeżdża do mnie, aby się rozliczyć. Najpierw jedzie z Austrii do Krakowa, następnie do Stęszewa. Będąc w trasie dzwoni do mnie z prośbą, aby moja żona ugotowała obojętnie jaką, polską zupę oraz by na stole znajdował się chleb. Kiedyś podczas takiej wizyty zadał mi trudne pytanie, mianowicie: Panie Zbyszku, jak to jest, że zawsze mnie pan tak uczciwie traktuje? Rozliczenia, paragony, faktury, wszystko z dokładnością co do grosza. Myślałem, że takich ludzi już nie ma.” Moja żona, wiedząc, że odpowiedź na pytanie będzie dla mnie trudna, włączyła się do rozmowy: „Proszę Księdza, mąż spowiada się przed Bogiem w lesie, w świętym gaju. Twierdzi, że księdza można okłamać, ale Boga nie. Gdy ksiądz odjechał zapytałem się żony dlaczego to zrobiła. Nie było mi żal pieniędzy, lecz wartościowego człowieka, którego ceniłem i szanowałem. Byłem pewny, że tego dnia widziałem go po raz ostatni. Byłem bardzo zadowolony, gdy po dwóch dniach zadzwonił do mnie z Wiednia. Jest to przykład tolerancji, której tak bardzo brakuje w obecnym, rozpędzonym życiu. Jednakże człowiek, który ukradł Panu Henrykowi Szymyślnikowi krzyż na pewno nie jest dobrym, ani tolerancyjnym człowiekiem. Szkoda, że obecnie tolerancja, dobroć oraz inne wartości są w tak niskiej cenie. Pan Henryk dzwonił do mnie i powiedział mi, że krzyż, który zaginął ukradł ktoś z jego najbliższego otoczenia. Zabrał mu coś, co kochał, zranił jego uczucia, naruszył sferę miłości do jego relikwii. Jest to rana na sercu, która nigdy się nie zagoi.

Zbigniew Tomaszewski

 

Motto do podtytułu”

„Tak długo trwa jakiś naród, póty przeszłość jego nie ustanie. Poprzez teraźniejszość styka się z przyszłością” – Adam Mickiewicz.