sobota, 20 Październik 2018

2014 Maj

Panowie życia i śmierci cz 16

W poprzednim numerze KL pisząc o W Stęszewie w czasie II wojny istniała tajna organizacja pod nazwą „Ojczyzna”. Prawdopodobnie ktoś doniósł o jej istnieniu i wszyscy jej członkowie zostali aresztowani.

Na murze więzienia przy ulicy Młyńskiej w Poznaniu jest tablica poświęcona pamięci tych, których stracono w nim w latach 1939-1945. Ilu ich tu zginęło? Imiona ich i nazwiska pamiętają tylko najbliżsi, rodzina i przyjaciele. Dla nas są wielkim, legendarnym już legionem żołnierzy Polski Podziemnej. Nazwiska i imiona nie są tak ważne, jak fakt, że tam byli, cierpieli i ginęli.

Należał także do nich nieznany nam z imienia i nazwiska ślusarz od Cegielskiego, co to go na DWM Niemcy przemianowali. Polakiem był, jak prawie cała załoga i sabotował pracę, jak reszta. Może jednak robił to bardziej zdecydowanie od swych kolegów, dokładniej. Niestety wpadł, a potem po wielu „przesłuchaniach” znalazł się na Młyńskiej, by tu oczekiwać swej kolejki na ścięcie. Oczekiwał śmierci, jak zbawienia. Marzył jednak o tym, żeby przed wykonaniem wyroku zobaczyć swego malca, raz jeszcze dotknąć jego jasnych kędziorków i przytulić twarz do ciepłego, różowego policzka synka. Marzył, by usłyszeć jego głos, usłyszeć któryś ze śpiewanych przez chłopca psalmów.

Na dworze był piękny, wiosenny, słoneczny dzień. Do celi, w której oczekiwał na śmierć nasz ślusarz, tylko wąskim świetlikiem dochodziło światło i ciepło wiosenne. Więzień chodził po pomieszczeniu. Trzy kroki na przód, zwrot, trzy kroki w tył, zwrot, trzy kroki na przód i znów zwrot. Trzy kroki zwrot, trzy kroki, zwrot, Raz, dwa, trzy i znów zwrot. Raz, dwa, trzy. Trzy kroki w jedną, trzy kroki w drugą stronę.

Dzieciuchu mój kochany! Chłopcze drogi! Kto się Tobą zajmie? Matki nie masz. Kto Ci zastąpi rodziców? Sieroto Ty moja. Syneczku – myślał chodząc po celi tam i powrotem. I nagle stanął, jak wryty. Przez chwilę nasłuchiwał niespokojnie, bo uszom własnym nie wierzył! Przez uchylony w górze świetlik usłyszał – i nie mylił się – głos swego synka. Z góry płynęły ku niemu słowa psalmu:

„Pana ja wzywać będę, dokąd żywy. A on w uszy swe przyjmie mój głos płaczliwy”.

Więzień rozejrzał się dookoła. Podbiegł na palcach do drzwi ciężkich, żelaznych i nasłuchiwał. A potem jednym skokiem znalazł się przy oknie. Słuchał:

„Do tegom się ja uciekł czasu trudności. Do tegom ręce ściągał w nocne ciemności.”

Nabrzmiały wzruszeniem sopran chłopięcy śpiewał jeden z psalmów, tak pięknie śpiewanych przez słynny chór katedry poznańskiej:

„Dusza na ten czas ani cieszyć się dała, ale do Pana tylko z płaczem wzdychała”.

Biedny więzień nie mógł zrozumieć skąd płynie ten głos. Głos, który chciał usłyszeć przed swoją śmiercią, głos Piotrusia. Marzył o głosie synka, o chłopięcym sopranie chóru księdza Gieburowskiego. Skąd płynie? Co to wszystko znaczy?

W piękny głos chłopca, wdarł się wrzask jednego ze strażników więziennych, osławionego swym okrucieństwem Erika Mordercę. Morder krzyczał coś, zachłystując się wściekłością. Ślusarz nie widział, bo nie mógł wiedzieć, że na dachu więzienia stał mały, usmarowany sadzami kominiarczyk. Spod okrągłej krymki złociły się jasne kędziory. Chłopczyk oparty o komin nie słyszy strażnika i śpiewał dalej:

„Sen, troski widząc, indziej skrzydło podaje”.

Oczy jego zalane łzami nie widział, że strażnik wyrywa z kabury pistolet. Nie słyszał też wystrzału. Słyszał go za to bardzo dobrze jego biedny ojciec. Z niepokojem wsłuchiwał się w ciszę, która zapada na podwórzu więziennym po wystrzale.

Zupełnie nie mógł tego zrozumieć Erik Morder, ale w czystym, wiosennym powietrzu rozwiał się mały chłopiec, a spod komina, przy którym śpiewał prysnął mały, szary ptaszek.

Panowie życia i śmierci część cz 15

   Od początku okupacji niemieckiej naród polski przeciwstawiał się najeźdźcy wszelkimi dostępnymi formami, we wszystkich dziedzinach życia. Społeczeństwo, pomimo straszliwych represji, rozwinęło szeroki ruch oporu w postaci sabotażu, dywersji, dezorganizacji zaopatrzenia i transportu, działalności politycznej i wydawniczej oraz walki zbrojnej. Ruch partyzancki ogarnął cały kraj. Do podziemnych, tajnych organizacji w Polsce należało około milion osób. W Stęszewie w czasie II wojny istniała tajna organizacja pod nazwą „Ojczyzna”. Prawdopodobnie ktoś doniósł o jej istnieniu i wszyscy jej członkowie zostali aresztowani.

   W archiwum w Forcie VII znalazłem, wśród tysięcy dokumentów, tajemniczą kopertę. Uwagę moją przykuł znaczek pocztowy z wizerunkiem Hitlera. Przyjrzałem się uważnie i oczom nie wierzyłem. Na znaczku znajdował się stempel pocztowy i nazwa miasta „Seenbrücke”, czyli Stęszew, co po niemiecku oznacza most jeziorny. List został wysłany na poczcie w Stęszewie 1 lipca 1942 roku. Niedługo potem Gestapo aresztowało członków tajnej organizacji „Ojczyzna”. Wśród nich byli ksiądz Kazimierz Stachowiak i dr Gorzeński.

   Po analizie opowiadań z lat 60-tych ubiegłego wieku, wytypowałem tylko jedną osobę, która mogła wysłać donos do SS Fortu VII. Prawdopodobnie jest nim przedwojenny przedsiębiorca ze Stęszewa. Koperta i rękopis wytypowanego znajdują się obecnie u grafologa. Po otrzymaniu jego opinii ujawnię pełne imię i nazwisko.

   Tymczasem wrócę wspomnieniami do czasów, Matka wspominała nieraz, że ojciec, gdy wrócił z obozu w Żabikowie, był cały granatowy. Ojciec nigdy nie wspominał o swoim tam pobycie. Nigdy też nie zabrał mnie do Muzeum w Żabikowie. Gdy skończyłem 14 lat, sam się kiedyś, w niedzielę, rowerem wybrałem do Żabikowa, by zobaczyć Muzeum Obozu. Po powrocie dzień po dniu delikatnie podpytywałem ojca, jak podczas jego pobytu. Bałem się przy ojcu spisywać notatki. Robiłem je potajemnie, bo bałem się, że gdy zobaczy, że to przestanie opowiadać.

   Teraz, gdy patrzę na zaprezentowane ilustracje bicia więźniów, mogę wyobrazić sobie, jak bili i katowali mojego ojca, o czym wspominałem w poprzednich wydaniach gazety.